.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ajigar Tarakona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Ajigar Tarakona   Pon Sie 01, 2016 10:56 pm


Imię i nazwisko: Ajigar Ryun Tarakona

Wiek: 18 lat, urodzony 8 sierpnia

Pochodzenie: Xing

Miejsce zamieszkania: Stałego - brak; przebywa w Amestris

Grupa: Alchemik

Ranga: Smoczy Cesarz

Charakter: Ajigar nigdy nie był spokojnym, grzecznym chłopczykiem, który skwapliwie wykonuje wszystko to, co mu każą. Odcinał się przy tym od swoich rówieśników w Xing, a podczas życia w Amestris pogłębiło się to w nim jeszcze bardziej. Zna swoją wartość i robi tylko to, co chce zrobić lub w czym widzi korzyść dla siebie. Z dziecinnego uporu i niechęci do przegrywania niestety nie wyrósł i cały świat musi to dzielnie znosić. Dlatego też jeśli czegoś się podejmuje, zwykle poświęca się całkowicie, żeby doprowadzić to do końca i nie waha się przed użyciem żadnych środków, żeby tego dokonać. Kolejną, przydatną cechą chłopaka jest fakt, że nie zadręcza się wyrzutami sumienia, jeśli coś się nie uda lub mu nie wyjdzie. Nie ma w zwyczaju powracania pamięcią do swoich porażek tylko dlatego, żeby zadręczać się, że postąpił tak, a nie inaczej. Nawet jeśli takie myśli przyjdą mu do głowy, zwykle wzrusza ramionami i idzie dalej, żeby naprawić swój błąd. Nie ma dla niego rzeczy straconych, ewentualnie są tylko takie, za które będzie musiał się wziąć, gdy będzie silniejszy i bardziej doświadczony. Niełatwo odpuszcza.
Rzadko kiedy walczy w czyjejś sprawie; bardzo trudno sprawić, żeby uznał, iż jest to warte jego czasu. Ten ma dla niego szczególne znaczenie, dlatego nie lubi osób niezdecydowanych i wahających się; nie ma cierpliwości do takich ludzi. Ceni sobie za to osoby podobne do samego siebie; inteligentne, stanowcze i o silnej osobowości. Nie jest też ignorantem, potrafi docenić umiejętności własnego przeciwnika, o ile uzna, że tamten zasługuje na to docenienie.
Z reguły nie otaczają go tłumy wielbicieli, bo takich tak naprawdę nie ma. Jego pyszałkowatość i dość gwałtowny, odpychający charakter nie jest czymś, co ich przyciąga. Jest mistrzem w zrażaniu do siebie ludzi już podczas pierwszego spotkania, a rzadko kiedy ma okazję na drugą szansę, bo dużo wędruje i nadzwyczaj często przenosi się z miejsca na miejsce. Samotność Ajigarowi jednak w ogóle nie przeszkadza, wręcz przeciwnie; uważa swój charakter za atut, który chroni go przed denerwującymi osobami, a z tym, że świat jest pełen idiotów i ktokolwiek normalny zdarza się raz na milion już dawno zdążył się pogodzić. Podczas rozmowy niemal zawsze jest złośliwy i sarkastyczny, często jednak jest to bardziej odruchowe niż zamierzone. Uwielbia wyprowadzać swoich rozmówców z równowagi złośliwymi docinkami, z czystą przyjemnością napawa się ich gniewem, zwłaszcza gdy udało mu się już stwierdzić, że ten, z kim rozmawia, nie jest kimś wartym jego uwagi. Bawią go przy tym osoby nadmiernie pewne siebie, które tak naprawdę niewiele potrafią, jednak nadal szukają z nim zwady. Ukrywa więc swoje umiejętności tak długo, jak jest to możliwe, aż do chwili, w której będzie mógł utrzeć typowi nosa i udowodnić, że zadarł z niewłaściwą osobą. Jest czasem mściwy, ale potrafi zrezygnować z zemsty, gdy widzi, że nic na niej nie zyska, a więcej straci. Choć oczywiście, jeśli ma okazję, bez wahania ją wykorzysta.
Bywa nieokrzesany, nie zawsze zachowuje się stosownie do sytuacji, a ceremonie go zwyczajnie nużą i zabierają mu jego cenny czas. Uśmiecha się nadzwyczaj często, jak na cynika i ponuraka, jednak jest to zwykle uśmiech złośliwy, pozbawiony humoru. Bardzo rzadko ta mina oznacza u niego coś dobrego.
Tarakonie brak cierpliwości w kontakcie z ludźmi, lecz nie oznacza to jeszcze, że nie potrafi czekać, gdy jest to konieczne. Poza kontaktami międzyludzkimi jest istną oazą spokoju i opanowania, zwłaszcza jeżeli może na tym zyskać. Jeśli wie, że coś wymaga czasu, nie stara się tego w jakikolwiek sposób przyspieszać. Oczywiście, jest tak, jeśli uważa, że jest to warte tego, aby na to czekać.
Osoby, które cokolwiek dla niego znaczą, mógłby policzyć na palcach jednej ręki. Byłby do tego zdolny, nawet gdyby trzy mu ucięto. Oprócz siebie samego, najbardziej ceni sobie swojego mistrza, który nauczył go alchemii i zaopiekował się nim, gdy był dzieckiem. Nadal ma w pamięci, jak wiele mu zawdzięcza i jest to prawdopodobnie jedyna osoba, dla której zrobiłby wszystko. Swojej drugiej połówki niestety nie ma; raz wydawało mu się, że ją znalazł, jednak jego wybranka nie potrafiła na dłuższą metę znieść jego charakteru i stylu bycia. Tak więc już raczej nikogo nie szuka, jest niedostępny i szczelnie zamknięty w sobie. Dobrze mu z samym sobą i nie ma zamiaru tego zmieniać.
Tarakona nie jest jednak całkowicie pozbawioną serca bestią, choć na taką właśnie się kreuje i o wiele mu lepiej z tym, że ludzie go tak właśnie postrzegają. Ma czasem jakieś niespodziewane, nagłe odruchy dobrego serca, gdy widzi jakąś sierotkę w łachmanach błąkającą się po ulicy - jest to poniekąd wpływ jego przeszłości - czy po prostu osobie, którą się zainteresował coś nie poszło. Zwykle jednak pomaga w sposób bardzo dyskretny, tak, aby nikt tego nie zauważył i nawet nie powiązał jego osoby z nagłym uśmiechem losu. Nie lubi robić tego otwarcie, gdyż jest przekonany, że psuje mu to reputację. Takie przypadki jednak zdarzają się dość rzadko, to, czy poruszy go czyjś los zależy często od jego humoru, warunków pogodowych, fazy Księżyca, jego odległości od Ziemi i wielu innych zmiennych. Innymi słowy, nikt nie ma na to wpływu i może to się zdarzyć w każdym momencie. Albo w ogóle się nie zdarzyć.

Wygląd: Jest raczej średniego wzrostu; nie jest niski, ale też nie za wysoki. Całkiem dobrze umięśniony, nigdy nie tolerował u siebie żadnych słabości, dlatego słaby też być nie zamierzał. Ma nieco sterczące, średniej długości włosy, które farbuje za pomocą transmutacji; białe, z kilkoma czerwonymi kosmykami po lewej stronie. Naprawdę jest szatynem, jednak bardzo rzadko ktokolwiek ma okazję się o tym przekonać. Zmienia kolor włosów na mniej rzucający się w oczy, gdy chce się pojawić tam, gdzie nie chce być rozpoznany lub kiedy zależy mu na tym, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Oczy jego mają barwę ciemnego złota, choć ciemnieją jeszcze bardziej, gdy Ajigar ma beznadziejny humor lub po prostu jest zły. Nosi czarną kamizelkę bez rękawów, a na nią jedynie zarzuca biały płaszcz, który traktuje jak pelerynę. Powiewa za nim często przy mocniejszych podmuchach wiatru. Bardzo często zarzuca nim przy odwracaniu się, gdyż bardzo to lubi. Chodzi też w ciemnych, długich spodniach i brązowych, skórzanych, wysokich butach. Czoło przyozdabia złotym diademem (diabelnie praktyczny, grzywka mu nie wpada na oczy), a na lewym ramieniu ma metalowy ochraniacz ozdobiony głową smoka (równie praktyczny, podczas walki zmienia go sobie na obuch, często też paruje nim ciosy przeciwnika. Potrafi wytrzymać naprawdę wiele; pochodzi z Rush Valley, to nie jest jakaś krucha zabawka, która rozwali się po byle uderzeniu). Na prawym nadgarstku nosi czerwoną bransoletkę (a z tym już się wiążą tylko sentymenty). Oczywiście, gdy nie chce zwracać na siebie uwagi, ozdoby ukrywa, a ochraniacz zasłania pod długim rękawem płaszcza.

Historia: Urodził się jako jeden z wielu następców tronu w Xing. Serio. Jest księciem. Jak to jednak bywa z książętami z Xing, jest ich aż nazbyt wiele, więc przeciwne klany robią wszystko, żeby pozbyć się konkurentów… Ajigar został więc w wieku ośmiu lat porwany z dworu, w którym mieszkał. Miał zostać zamordowany, jednak chłopak sprytnie uciekł swoim niedoszłym oprawcom. Nie miał jednak pojęcia, gdzie jest i w którą stronę iść, żeby powrócić do rodziny. Mylnie założył, że za tą wielką, gorącą połacią piachu, którą napotkał, będzie jego dom, więc niezrażony palącym słońcem i tym, że nie ma zbyt wiele wody, zaczął iść przez pustynię. No skąd miał dzieciak wiedzieć, osiem lat to nie jest dobry wiek na mądre i racjonalne decyzje. Problem w tym, że prawie przypłaciłby za to życiem… a że nie przypłacił, to chyba się domyślacie. Uratowała go karawana zmierzająca do Amestris. Jako że nie bardzo mogli zawrócić z powrotem do Xing, a w jego cesarskie pochodzenie nikt mu niestety nie uwierzył, Ajigar dotarł tam razem z nimi. Sam fakt, że przetrwał w tych mało przyjaznych warunkach udowadnia, że już za dzieciaka nie był marnym, delikatnym chucherkiem, którego może złamać byle co. Po dotarciu do kraju zwiał swoim wybawcom, gdy dowiedział się, że chcą wracać z powrotem do Xing; dom domem, jednak pustynia zdecydowanie mu zbrzydła. Tam jednak musiał odnaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości, niż ta, w której żył do tej pory. Obcy język, którego prawie nie znał, kultura daleka od tej, którą zapamiętał z domu… I żadnej znajomej twarzy, która mogłaby mu pomóc czy wskazać dobrą drogę. (Ani takiej, która przybiegłaby na pstryknięcie palcami, żeby spełnić każde jego życzenie… nie oszukujmy się, to książę, musiał być rozpieszczony).  Tak więc niestety, nasz biedny, mocno zdezorientowany tym wszystkim Ajigar nie miał łatwego początku. Zaczął kraść, bo nie miał pojęcia, jak może zdobyć cokolwiek w inny sposób; pojęcie “praca” tak niespecjalnie było mu znane. Kiedy odkrył, że jest w tym naprawdę dobry, zrobił się na tyle zuchwały, że postanowił włamać się do domu alchemika. Ot tak, tylko po to, żeby zobaczyć, czy potrafi. Słyszał co nieco o tym, że z alchemikami lepiej nie zadzierać, ale cóż go to obchodziło… przecież jest fantastyczny, jakiś bzdurny alchemik nie ma nawet szans z tak dzielnym dziewięciolatkiem. Tamten oczywiście przyłapał włamywacza na gorącym uczynku, po czym dając dość widowiskowy pokaz swoich umiejętności, wywalił nieproszonego gościa za drzwi, zrzędliwie podkreślając, że chłopak ma szczęście, iż skończyło się tylko na tym. Oprócz tego, że to wydarzenie mocno ubodło dumę naszego księcia, sprawiło coś jeszcze; Ajigar zainteresował się alchemią. Jak już wyżej wspomniano, nigdy nie był ignorantem; potrafił docenić to, co mogło przynieść mu korzyść, nawet jeśli jeszcze przed chwilą było przyczyną jego zguby. Pierwszy raz w życiu postanowił więc schować dumę do kieszeni i wrócił do alchemika, żeby pokornie przeprosić i poprosić o naukę… Mężczyzna jednak, sądząc, że chłopak znów próbuje go okraść, znowu wygnał intruza, posługując się alchemią. Duma bolała go jeszcze bardziej niż wcześniej, jednak to nie potrafiło go zrazić do alchemii. W myśl zasady “jak nie tu, to gdzie indziej”, wyruszył z miasteczka, w którym żył do tej pory, żeby znaleźć innego, bardziej skłonnego do współpracy alchemika. No i oczywiście znalazł. Dość młodego, radosnego i pełnego życia mężczyznę, który zainteresował się tym nieszczęsnym, wyświechtanym włóczęgą. Oczywiście, ze względu na otwarty i wesoły styl bycia tamtego Ajigar był niechętnie do niego nastawiony, jednak gdy dowiedział się, że nieznajomy jest alchemikiem, mimo wszystko postanowił poprosić o nauczanie. Była to prawdopodobnie pierwsza najlepsza decyzja w jego życiu. Mężczyzna, oprócz tego, że wtajemniczył go w zasady alchemii, nie pozwolił mu już wrócić na ulicę. Zaprosił go do własnego domu. Małemu Ajigarowi średnio się to podobało, bo zdążył już przywyknąć do niezależności, jednak perspektywa ciepłego łóżka i trzech posiłków dziennie była zbyt kusząca. Kiedy już przywykł do charakteru swojego mentora, udało mu się nawet go polubić, a po jakimś czasie zaczął kochać go niczym ojca. Alchemik także traktował go jak syna, choć różnica wieku między nimi wynosiła nie więcej niż dziesięć lat, a ten dopiero wchodził w dorosłe życie. Mówiąc oględnie, były to prawdopodobnie najszczęśliwszy okres w życiu Ajigara. Trwał on dokładnie siedem lat, gdyż w wieku 16 chłopakowi odbiło i stwierdził, że wie za mało i że chce wiedzieć więcej, żeby stać się najpotężniejszym na świecie. Doradzano mu w takim razie zostanie państwowym alchemikiem, jednak stanowczo tego odmawiał. Nie miał zamiaru odbierać sobie wolności, którą tak cenił. Postanowił więc wyruszyć w daleki świat, żeby zdobyć tę wiedzę. Zaczepiał innych, pozbawionych łańcuchów alchemików, zaglądał do przeróżnych bibliotek - nawet do takich, do których nie wolno mu było zaglądać. Dowiedział się od kogoś, że po otwarciu wrót można się wzmocnić. Nie byłby sobą, gdyby nie spróbował. W wyniku tego stracił parę mięśni z lewego przedramienia, odpowiedzialnych za zginanie palców i manewrowanie nadgarstkiem. Czyli - dłoń nie nadawała się już prawie do niczego, poruszanie nią stało się naprawdę ograniczone. Wykazał się tu jednak nadzwyczaj dużą dawką optymizmu, gdyż skwitował to jedynie stwierdzeniem, że całe szczęście, iż jest praworęczny. Zyskał umiejętność transmutacji bez okręgu, co było dla niego dużym i całkiem miłym zaskoczeniem, wartym, według niego, utraty ręki. Od tego jednak czasu nosi ochraniacz. Nie tylko dlatego, żeby ręka stała się pożyteczna podczas walki - lekko obwisła skóra, w miejscach, w których powinny być mięśnie trochę go odrzucała; nie lubi na nią patrzeć. To wydarzenie nie zmieniło jednak wiele w jego życiu - podróżuje nadal, żeby zdobyć jak najwięcej wiedzy. Ma aspiracje, aby włamać się do biblioteki wojskowej, jednak nie chce się porywać z motyką na słońce, czuje, że jeszcze nie jest na to gotowy. Marzy mu się też kamień filozoficzny, ale nie pokłada w nim wielkich nadziei - nie lubi być od czegoś uzależniony. Czy uda mu się uzyskać którąś z tych rzeczy? Kto wie...

Umiejętność specjalna:
Alchemia.

Umiejętności:
-Jest bardzo dobry w walce wręcz, zarówno jeśli chodzi o walkę na noże, czy też bez. Ta pierwsza wychodzi mu jednak o wiele lepiej; jeśli uda mu się zdobyć jakieś ostrze, walka jest już niemal przesądzona.
-Mówi płynnie jedynie w języku Amestris; z języka Xing cośtam kojarzy z dzieciństwa, jednak niezbyt miał okazję do poprawienia tego. Choć chciałby to zmienić.
-Nie są to może zbyt chlubne umiejętności, ale jest świetnym włamywaczem i doskonale kradnie. Okres życia na ulicy zrobił swoje, zresztą nawet podczas mieszkania u alchemika Ajigar nie potrafił się powstrzymać od ich udoskonalania.
-W chwilach, gdy coś mu nie wyjdzie w jego planach, a musi zwiać z miejsca, w którym nie powinno go być, wykorzystując zasłonę dymną, pewną substancję i mieszaninę piorunującą w powietrzu tworzy iluzję olbrzymiej, smoczej bestii, aby wystraszyć i zdezorientować pościg - ewentualnie odrzucić go o parę metrów dalej i trochę mu pogruchotać kości. Robi to jednak tylko w dużych pomieszczeniach, żeby móc uzyskać odpowiednią ilość wodoru. Zresztą, no… te pomieszczenia i tak nie wyglądają po tym najlepiej. Z tych mniejszych nie byłoby nawet co zbierać.

Słabości:
-Beznadziejnie porusza lewą ręką; jest zdolny tak naprawdę tylko do lekkiego wyprostowania nadgarstka i nieznacznego uniesienia palców. Dlatego rozpoczyna transmutację zawsze trzymając ręce pionowo w dół, żeby bezwładne palce mu zbytnio nie przeszkadzały.
-Dogadywanie się z ludźmi też nie idzie mu najlepiej, ze współpracą jest podobnie; jest indywidualistą, woli działać sam, bez natrętów patrzących mu na palce i wiedzących wszystko lepiej od niego.
-Nie znosi broni palnej. Nie umie jej używać i umieć nie ma zamiaru. Uważa ją za broń tchórzy, którzy nie potrafią podejść do przeciwnika i spojrzeć mu w oczy. Z tego też powodu tych, którzy ośmielili się skierować lufę w jego stronę traktuje z większą surowością i pogardą, niż konwencjonalnie walczących nożem czy alchemią.
-Kiedy wpada w gniew, bardzo trudno jest się mu z powrotem opanować; zwykle trwa, dopóki nie rozniesie powodu swojej złości w proch. Na szczęście, rozgniewać jest go bardzo trudno, najczęściej jest tylko rozdrażniony.

Ekwipunek:
-Parę noży, na wypadek, gdyby jeden z nich się zniszczył lub zaginął w akcji.
-Wytrych.
-Mieszek z pieniędzmi… choć nie jest ich zbyt wiele, z reguły ich nie potrzebuje. Płaci wtedy, gdy uznaje, że warto.
-Zapas pewnej substancji, służącej do tworzenia zasłony dymnej i jeszcze innej, wspomagającej tworzenie iluzji.
-Zawiniątko z jedzeniem, na wypadek, gdyby musiał nagle opuścić miasto, w którym przebywa.

Pozostałe informacje:
-Lubi smoki; jest to pozostałość po dzieciństwie w Xing, gdzie te stworzenia go fascynowały. Jako dzieciak marzył o byciu cesarzem, więc mając to na względzie, nazywał się Smoczym Cesarzem. Nie zapomniał, kim był, więc często sam się tak nazywa, nie próbując nawet wyjaśniać innym, z jakiego powodu.
-Często do swoich celów wykorzystuje powietrze; za pomocą alchemii tworzy tornada, wyodrębnia z niego tlen i wodór, żeby coś wysadzić… łatwiej mu też przychodzi wychwytywanie pary wodnej, co wykorzystuje od czasu do czasu. Zawsze żałuje, że nie posiadał tej umiejętności na pustyni.
-Pije, ale raczej rzadko i bardzo niewiele, często jedynie do posmakowania; woli być trzeźwy przez cały czas, gdyż nikomu nie ufa. Przy czym woli mocniejsze trunki, piwa nie znosi
-Wyczuwa Puls Smoka, jako osoba pochodząca z Xing, ale nie wykorzystuje tego zbytnio, gdyż nie umie w danchemię. Nie do końca zdaje sobie nawet sprawę z tego, co to jest, coś tam mu świta z dzieciństwa z Xing, ale został wyszkolony na alchemika, a nie danchemika. Czasem jednak ratuje mu skórę, bo dzięki temu może wyczuć, czy ktoś się do niego zbliża. Sam nazywa to “przeczuciem”.

Omnimegagigantocofaczotron! (Genialny sposób na sprawdzenie, czy ktoś czyta regulamin, tak nawiasem. Podziwiam! :D)


Ostatnio zmieniony przez Aleksiej Woronin dnia Nie Wrz 18, 2016 12:17 pm, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Kasiek: obrazek wystaje poza wymagane wymiary.)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ajigar Tarakona   Pon Sie 01, 2016 11:15 pm

Na moje wszystko się zgadza - jednak się zastanawiam co z tym pseudonimem, bo nigdzie nie ma ani słowa o jego genezie, a jest trochę... no wybujały w treści. O tym by się coś przydało wspomnieć. Poza tym wszystko ok; ze względu na przewagę wynikającą z braku przymusu używania kręgu, nakładam ograniczenie maksymalnie dwóch postów użycia na standardowe trzy odpoczynku. Poza tym fajny pomysł na postać... I chętnie spotkam ją z moim Caseyem. :> Wrzuć jeszcze tylko temat z relacjami i będzie 12/10.
Powrót do góry Go down
 
Ajigar Tarakona
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Peryferia :: Archiwum-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.