.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Szafirowe Oko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Warren Schneider
JEDNOOKI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 12/09/2016
Age : 20
Skąd : Cork

PisanieTemat: Szafirowe Oko   Wto Wrz 27, 2016 1:59 am

Szafirowe Oko & Dom Warrena
Z wierzchu można powiedzieć, że to po prostu coś w rodzju małego, dwupiętrowego domku między różnymi sklepami z drewnianym szyldem „Szafirowe oko”, który ma namalowany czerwony uśmiech pod błękitnym oczkiem. Drzwi do których prowadzą 3 schodki są stare, drewniane z numerem 34, a po obu stronach znajdują się okna z doniczkami, gdzie zasadzone są żółte kwiatki. Są one sztuczne z buźkami, gdzie przy włączeniu zaczynają tańczyć, niestety bez muzyki. Obok schodów można znaleźć słoik na pety.
W środku, na parterze, znajdują się kanapa pod oknem, niebieska i skórzana lekko obdarta oraz nadgryziona zębem czasu, ale czego można się spodziewać po promocji. Obok niej półka z mnóstwem pudełek, śrubek, WD-69 oraz małych części do automaili zapakowanych i nawet nie ruszonych „na czarną godzinę”.  Na przeciwko pułki znajdują się dwa stoliki. Jeden ma na sobie krąg alchemiczny, na którym wala się milion nakrętek i śrubokrętów, a także popielniczka pełna kiepów. Na trochę większym obok znajduje się stary koc, który robi za prowizoryczną narzutę. Wysmarowany smarem i lekko przypalony. Pod tym stolikiem znajduje się kilka większych części, pudeł z narzędziami oraz szkieletów do automaili przykrytych szmatami. Na środkowej ścianie na przeciw drzwi znajdują się schody na górę (Pod nimi dla zaskoczenia więcej pudeł i części oraz odkurzacz, nie każdy może mieć coś ala Harry Potter). Obok znajdują się drzwi, za którymi znajduje się pralnia, gdzie Warren czyści swoje majtasy i zostawia do suszenia.
Na górze znajduje się krótki korytarz, gdzie znajduje się trójka drzwi. Jedna jest do pokoju Warrena, gdzie jest praktycznie łóżko, szafka obok łóżka z popielniczką oraz szafa. Jest jeszcze dość spore okno z widokiem na Napoli. Drugie drzwi to łazienka z prysznicem i kiblem. Trzecie to po prostu malutka kuchnia, nic nadzwyczajnego.




Siedząc przed domkiem w papuciach na drugim stopniu popijał sobie kawę i palił papieroska jak to miał w swoim zwyczaju, gdy nie było roboty. Jak na razie wszystko było wporządku, czytał sobie gazetkę czekając na coś do roboty, w sumie to mógłby porobić trochę części i innych, ale po co skoro można się zreleksować i przy kubku kawy, prawda? No właśnie, dlatego popijał swoją małą czarną malutkiej filiżaneczki i kiepował do słoika obok czytając co tam nowego. Przeglądał wszystkie kolumny, które tylko się pojawiły w gazetce, z czego wiele ich nie było bo była darmowa, ale zawsze coś jakby nie patrzeć. Polizał dwa palce i przewrócił na następną stronę szukając jakiegoś ogłoszenia sprzedaży samochodu, który by mu oczywiście odpowiadał, wiadomo po taniości, a najlepiej z opcją targowania się to może spróuje komuś wcisknąć jakieś stare części jako część zapłaty, kto wie, może ktoś będzie chciał starą śrubkę lub używany smar do automaili, nigdy nic nie wiadomo albo jakiś stary numer playboya na 100% by się znalazł pod łóżkiem. Jedynie czytał o ostatnich wydarzeniach w Napolii, gdzie jakiś gościu zadźgał dzieciaka. Od razu syknął i przepił to kawą. No cóż, widocznie bezstresowe wychowanie nie pomagło mu zbytnio. Mlasknął jedynie odstawiając gazetę na bok. Podparł się jedną ręką i napił kawusi, którą zdecydowanie przesłodził, co już dało się zobaczyć po wyrazie jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matilda von Brandt
DIAMENTOWY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/09/2016
Motto : A wpierdol chcesz?

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Wto Wrz 27, 2016 6:07 pm

Matilda była, cóż... W nie najlepszym nastroju to mało powiedziane. Marszcząc się i rzucając wokoło mordercze spojrzenia kołysała się w siodle stępującego konia. Krótko mówiąc - wkurwienie malowało się na jej jasnej twarzy. Wodze trzymała jedną ręką, bo drugą miała schowaną w torbie i w dość opłakanym stanie. Nie mogła uwierzyć, że pękła tak łatwo!
Warren jeszcze zanim dostrzegł nadciągającą stałą klientkę, mógł usłyszeć stukot kopyt na bruku i już wtedy powinna zapalić się w jego głowie czerwona lampka. Gdy go tylko zobaczyła popijającego jak gdyby nigdy nic kawcię na schodach, zapulsowała jej żyłka na czole. Spięła konia i podgalopowała kilka ostatnich metrów, by zeskoczyć z niego w biegu i pełnym gniewu, zamaszystym krokiem podejść do mechanika.
- Robota jest - burknęła, rzucając krzywiącemu się mężczyźnie torbę na kolana. Była zła, choć nie wiedziała czy bardziej na siebie, czy na niego. W końcu nie był jakimś partaczem - sądziła, że lepszego mechanika nie znajdzie w Centrali. Von Brandt miała ochotę skrzyżować ręce na piersi, ale z wiadomych powodów po wykonaniu urwanego ruchu, podparła się tylko prawą dłonią o biodro i zmarszczywszy brwi, rzuciła Warrenowi nieodgadnione spojrzenie. Ciekawiło ją, jaką będzie mieć minę, gdy zobaczy zawartość torby. Jego automail był najzwyczajniej w świecie w częściach. Kobieta miała tylko nadzieję, że zebrała wszystkie części z miejsca zdarzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Warren Schneider
JEDNOOKI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 12/09/2016
Age : 20
Skąd : Cork

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sro Wrz 28, 2016 12:02 am

Dochodzący dźwięk kopyt już dawał się od razu we znaki. Aż pomyślał, by się zastanowić przed tym czy szybkim ruchem nie schować się w domu i wystawić tabliczkę „Wracam za 5 minut” by zdążyć uciec na drugi koniec miasta tunelem, który wykopałby łyżeczką do herbaty. Teraz było tylko pytanie czy będzie dużo roboty czy rutynowa kontrola z czego dwojga złego wolałby to drugie, gdyż mniej zabawy z tym wszystkim. Wiadomo, WD-69 i każdy automail działa jak złoto, w końcu nie jest to byle gówno, a spraj za aż 8 cenzów. Jak się wozić to się wozić za ciężko zarobione cenzy. Jedynie zdążył obrócić głowę, gdy nagle na kolana poleciała mu torba. Trochę kawy mu się niestety na rękę ulało, ale na szczęście była trochę chłodna, więc się nie poparzył. Jedną ręką otworzył torbę widząc części po czym spojrzał na Matildę.
- Widzę, że niezręczna sytuacja – powiedział odstawiając na bok filiżankę. Pooglądał części i od razu syknął jakby zobaczył coś okropnego. W tym momencie zdał sobie sprawę, że będzie trzeba się z tym dłużej pobawić.
- Wiesz, niedaleko jest kasyno, nie chcesz może się umówić na grę z jednorękim bandytą? Będziecie do siebie pasować – rzucił biorąc do ręki kawusię i wypił jednym łyczkiem. Dzięki Bogu za rozpuszczalną bez fusów. Złapał za torbę i wstał po czym zmierzył w stronę drzwi. Zaraz po tym zapytał.
- Dobra, coś zmajstrowała z tym? Próbowałaś zrobić pure z kamieni? – w sumie ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale lepiej spytać nim potem bawić się w wszelkie pierdoły z tym związane.
Oczywiście nie ma nic przeciwko takiej diecie, ale on chyba pozostanie przy normalnych ziemniakach z cebulką i boczkiem. Otworzył drzwi łokciem ustępując miejsca swojej znajomej klientce.
- Loża szyderców już czeka, zapraszam, panie przodem – dorzucił chcąc jak najszybciej zamknąć drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matilda von Brandt
DIAMENTOWY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/09/2016
Motto : A wpierdol chcesz?

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sro Wrz 28, 2016 12:22 am

Matilda zacisnęła usta w wąską wargę. Żartowniś. Jej takie rzeczy nie bawiły. Szczerze powiedziawszy już po pierwszym dowcipie miała ochotę go udusić, ale drugi to już było za wiele. Warknęła głośno, niczym rozjuszone zwierzę i niewiele myśląc, chwyciła kubek Warrena, by wyrwać mu go z dłoni i cisnąć gdzieś w krzaki. Jak ona, kurwa, nienawidziła być obiektem żartów! Już dawno powinien wbić sobie do głowy, że łatwo ją zdenerwować i że nad sobą wtedy nie panuje. Mogłaby przysiąc, że jest czerwona ze złości i wygląda, jakby zaraz miał się jej ugotować mózg.
Na ziemię sprowadził ją dźwięk roztrzaskującego się o pień drzewa naczynia. Ochłonęła i odwróciła głowę w tamtą stronę.
- Och - mruknęła tylko, niczym w transie, jakby była zupełnie zaskoczona tym, co się przed chwilą stało. - Odkupię ci. A kawę pewnie i tak przesłodziłeś - machnęła swoją jedyną ręką. Znała jego zwyczaje picia kawy. To, co on robił z tym napojem bogów, to była jakaś profanacja. Czarną - rozumiała. Z mlekiem i cukrem - niech będzie. Ale czarna z cukrem? Powinni za to wieszać.
Przekroczyła próg, jakby w ogóle sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca. Zdarzało się i tyle. Pamiętała, jak kiedyś w napadzie złości wypierdoliła przez okno całe biurko.
- Eeeech... Coś w ten deseń - odparła kobieta, rozglądając się po zabałaganionym wnętrzu. - Walczyłam z tym jednym alchemikiem, co to był niezły w stawianiu kamiennych ścian i tak jakoś wyszło, że przyrżnęłam w taką ścianę, zamiast w jego mordę - wyjaśniła szybko, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Właściwie to się cieszyła, że ucierpiał jej automail, a nie zdrowa ręka. Jakby nie miała już żadnej sprawnej, to w ogóle ciągle chodziłaby wkurwiona. Na szczęście się zemściła, a zbieg dostał to, na co zasłużył. Zamiast puree z kamieni zadowoliła się puree z jego twarzy. Lubiła od czasu do czasu sprać kogoś na kwaśne jabłko, musiała przyznać, że dość niezła była to rozrywka.
Skinęła Schneiderowi głową w podziękowaniu, kiedy otworzył przed nią drzwi. Przynajmniej tyle. Obojętnym spojrzeniem obrzuciła wszechobecny burdel i usiadła na jakimś wolnym miejscu.
- Jak idą interesy? - zagadała, patrząc mechanikowi w jego jedno oko, choć musiała nieźle zadzierać głowę, by to robić. Dla niej niestety wszyscy byli gigantami, choć dalej utrzymywała, że jest średniego wzrostu, nie mogąc pogodzić się z tym, że nie dobiła nigdy do metra sześćdziesięciu, ale zapytana zawsze odpowiadała, że owszem, metr przecinek sześć. I właściwie miała rację, jeśli doliczyć sterczące na każdą stronę włosy o sporej objętości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Warren Schneider
JEDNOOKI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 12/09/2016
Age : 20
Skąd : Cork

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sro Wrz 28, 2016 12:55 am

Patrzył na lecącą filiżankę jak na puszczoną na Hiroszimę bombę, która miała zostawić po sobie malutkiego, ale wręcz tyciego atomowego grzybka. Przez moment miał nawet ochotę sprawdzić czy grzybek byłby większy niż jego kciuk, ale na szczęście żaden się nie pojawił, halleluja za szklanki bez uranu. Chyba będzie musiał się przebranżowić na doktora albo raczej weterynarza, bo ta dostała chyba wścieklizny, cud że nie leciała jej piana z pyska jak u normalnych futerkowców. Przynajmniej lepiej żeby kubek poleciał tam niż w jego zdrowe oko, jak on będzie mógł bez niego pracować? A co najważniejsze grać w kasynie nie widząc kart?! Spojrzał na nią i wyglądała jakby zaraz miała zionąć ogniem niczym smoczyca. Chociaż w sumie nie zdziwiłoby go to nic, a nic jakby zaraz miał polecieć podmuch, chociaż zależy z której strony, bo to w sumie bardziej istotne.
- No przy takiej słodkiej osóbce ciężko nie przesłodzić, a tym bardziej jak cukierniczka leży z lewej. Nawet nie wiesz jak to może postawić człowieka na nogi, gdy wypije coś z zawartością cukru większą niż objętość filiżanki – próbował przynajmniej na tyle się wytłumaczyć z tego czarnego dziadostwa, które spłodził tworząc abominację kawy, w sumie to takie coś nawet cukiernika by zabiło – Poza tym bardziej mi zależało na kubku, nawet nie wiesz jak ciężko było go wynieść z knajpy, gdzie kelner cały czas patrzył mi się na ręce – smutne, ale za to jakie prawdziwe. To była swego rodzaju pamiątka po nieudanej randce gdzie nie dostał w jajka, po raz pierwszy. A taki kubek to nie byle kubek był, a filiżanka, którą można kupić w każdym sklepie, ale co ważniejsze była darmowa! A za darmo ponoć to tylko można w mordę dostać. Zaraz po tym wszedł za dziewczyną zostawiając części z automaila na jednym z stolików. W sumie patrząc na to ile siły kryje w sobie ta malutka istota to będzie musiał pomyśleć nad przykręceniem stolików i wszystkich mebli do ziemi, ale cóż, w końcu wie kogo będzie mógł poprosić o wywalenie mebli jak będzie je zmieniał, pewnie by się ucieszyła. Usiadł na krześle i zabujał się do tyłu zastanawiając się co zrobić z tymi fantami oraz słuchał dalej opowiadania Matildy.
- Państwowy alchemik, dawanie w pysk, brzmi w sumie dość normalnie o dziwo – rzucił w sumie tak od siebie balansując dalej – Może zapisz się na jakiś kurs panowania nad gniewem albo nie wiem... Kup sobie taką piłeczkę do ściskania, ponoć pomaga – dodał pomału opadając na ziemie, by normalnie siąść i złapać za popielniczkę.
- Otwórz okno jak możesz – pokazał palcem i rozpalił papierosa – Dobra, zobaczmy co my tu mamy – powiedział wysypując części na stolik przed którym siedział. Aktualnie wszystko wyglądało tak jakby ktoś dopiero kupił to w Ikei bez instrukcji, co niestety niezbyt może pomóc w zabawie. Pomału zaczął przeglądać wszystkie części. Ktoś zajebał bulbulator, co bardzo może uprzykrzyć życie.
- Idzie jak idzie, ostatnio coś mniej roboty, ludzie chyba w końcu zrozumieli, że tracenie kończyn w głupi sposób nie jest zbyt przyjemne. Zabili ostatnio jakiegoś dzieciaka w knajpie, co może też nieco zmniejszyło ruch w mieście, w końcu kto chciałby latać w mieście, gdzie można dostać kosę pod żebro - dodał kiepując do popiołki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matilda von Brandt
DIAMENTOWY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/09/2016
Motto : A wpierdol chcesz?

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sro Wrz 28, 2016 1:43 am

Właściwie sama by się nie zdziwiła, jakby zaczęła ziać ogniem. Z napadami gniewu walczyła już od dawna. Plus był taki, że nie rozpamiętywała. Złość tak samo szybko w niej wzrastała, co opadała, toteż w następnej sekundzie była już spokojna i zamiast znów się wkurwić o przytyk dotyczący jej braku ręki, przewróciła tylko oczami. Za to kiedy Warren zaczął mędzić o tej filiżance, zaczęła naprawdę żałować. Jakoś tak aż przykro jej się zrobiło, wstyd.
- Wiesz, złożyłabym się ją w trymiga, gdyby nie, no... Pewne komplikacje - Matilda wskazała na swoją lewą rękę lub raczej jej brak. Zlepienie do kupy pękniętego naczynia było najprostszą rzeczą pod słońcem. Jeśli się oczywiście chciało komuś zbierać rozpieprzone wokół kawałki. Ona może i była pracoholikiem, ale nie pracusiem - raczej leniem. Co oznaczało, że jeśli nie musiała czegoś robić (zwłaszcza jeśli nie było związane z jej karierą), to tego nie zrobi. Dość wygodne, ale dla innych upierdliwe.
- Dzień jak co dzień - mruknęła kobieta tylko w odpowiedzi, wzruszając ramionami. W końcu od tego była. Fakt, jej praca nie składała się tylko z prania po pyskach, wręcz przeciwnie, bo najwięcej było roboty papierkowej, ale przez swoje umiejętności i wysoki stopień bardzo często pojawiała się na akcjach, a co trudniejsze zadania przypadały jej. Toteż paradoksalnie była bardziej narażona na jakiekolwiek uszkodzenia. Na nią też spadały baty za wszelkie niepowodzenia, więc starała się do nich nie doprowadzać. Każdy przecież wolał zaszczyty i ordery, było to więc celem każdego, kto podejmował się jakichś wyższych, bardziej poważnych stanowisk.
- Daj spokój - machnęła ręką. - Wiesz co najbardziej koi nerwy. Danie komuś w ryło.
To rzekłszy wyszczerzyła się do Warrena szeroko, a jej oczy błysnęły niebezpiecznie. Czy brakowało jej piątej klepki? Może trochę. Ale najwyraźniej nadawała się do swojej roboty, więc nikomu to nie przeszkadzało. Miała gdzie się wyszaleć, tyłków do skopania nigdy za mało. Zawsze w końcu znajdował się ktoś, kto wręcz prosił się o manto. A jej, jako wojskowemu, było tym bardziej wolno i zawsze mogła się zasłonić tarczą utrzymywania porządku publicznego.
Białowłosa poproszona uniosła się bez słowa i otworzyła okno, ale po drodze machnęła jeszcze na mężczyznę znaczącym gestem - ją też powinien poczęstować papierosem! Sama nie paliła, ale tak z kimś to się nie liczyło.
- Taaa... Kojarzę. Zaczyna się robić poważnie; coś czuję, że niedługo do akcji wejdą państwowi - odparła, przyglądając się z zaciekawieniem działaniom mechanika. - Ale jak na razie sama nie wiem więcej o tych wszystkich napadach ponad to, co piszą w prasie.
Takie sprawy zawsze prędzej czy później zlecano wojsku, w szczególności alchemikom, bo policja to przecież była bandą niedorajdów. Rzadko kiedy potrafili zrobić coś dobrze, za to świetnie wychodziło im spapranie nawet najprostszego zadania. Może to źle świadczyło o Matildzie, ale była trochę podekscytowana. Lubiła się czasem zabawić w detektywa, rozwikłać jakąś zagadkę, złapać seryjnego mordercę. I przy okazji trochę się ponaparzać, zabawić. Jedynym minusem było to morze papierów czekających na jej biurku na wypełnienie, wszystkie raporty do sprawdzenia i podpisania - każda bardziej skomplikowana sprawa generowała niewiarygodne ilości tychże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Warren Schneider
JEDNOOKI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 12/09/2016
Age : 20
Skąd : Cork

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sro Wrz 28, 2016 8:41 pm

Mężczyzna odwrócił głowę i miał nadzieje, że danie w ryło nie będzie pisane jemu, w końcu nie chce łazić z podbitym okiem, wtedy to już w ogóle oślepnie i będzie musiał się nauczyć czytać brajlem. A niestety na częściach nie ma brajla, więc składanie to już w ogóle będzie wyzwanie. Chociaż dostanie psa przewodnika to nie jest takie głupie wyjście, taki tam darmowy w końcu. Z resztą i tak na razie miał złożenie do kupy tego kawałka szmelcu, który ktoś rozwalił, chyba następnym razem da krótszy okres gwarancyjny. Wziął paczkę fajek do rąk i dwoma pstryknięciami wysunął papierosa z paczki niczym prawdziwy palacz z 5 klasy podstawówki. Wystawił rękę z paczkę w tył oglądając pojedyncze kawałki części i czekał aż dziewczyna sobie podejdzie, by wziąć. Swojego kiepa pociągnął lekko i puścił małą chmurkę dymu i odstawił go na chwile do popielniczki. Złapał jakieś dwa małe fragmenty i sprawdzał czy dalej do siebie pasują czy może zostały w jakiś sposób zgniecione czy wygięte w dziwny sposób, ale na razie wszystko wydawało się być w porządku. No cóż, do sprawdzenia zostało jeszcze 9998 części, więc zapowiada się składanie przez następne parę godzin. Podrapał się po głowie i sięgnął ręką pod stół szukając tuby z odpowiednim numerem.
- Poważnie jak poważnie, mnie zastanawia bardziej ten co zostawia szczurze ogonki wszędzie – rzucił macając kolejną tubę z planami. W końcu nic nie było o tym, że w Napoli rozrzucono szczurze ogony, a w poprzednich przypadkach zawsze się jakieś znajdowały, w końcu to stanowiło samo w sobie jakiś trop, mały, ale zawsze trop.
- Media nagłośniły tylko sprawę o pomoc w poszukiwaniu gryzonia, ale mam dziwne wrażenie, że ktoś to robi tylko dla rozgłosu. Chociaż nie wiem jak można być takim kretynem by zabijać gówniaki państwowych alchemików – dorzucił wyciągając tubę z planem. Szybko rozwiesił zawartość na ścianie i pomału składał te najprostsze pierdółki do złożenia. Złapał za klucz i dokręcał śrubki.
- Poza tym wątpię, by morderstwo w Napolii miało z tym jakiś związek, dzieciak chyba kogoś zdenerwował, ale raczej nie szczurołapa – dodał jednooki. Odłożył na moment części i wziął papierosa, by pomału go palić.
- Większość miało miejsce w East, tam też były ogony – napomknął nie wypuszczając jeszcze dymu – New Optian, Youswell oraz Liore, tam zaatakował – puścił obłok, który poleciał centralnie na plan.
- Mogę jedynie podejrzewać że morderca się przemieszcza w tamtych rejonach, do każdego dochodziło w innym dniu, więc pewnie używa raczej pociągu do przemieszczania się – podrapał się po głowie. Na szczęście nie bycie państwowym alchemikiem miało swoje plusy, że nie musi kompletnie z tą sprawą nic zrobić, chociaż jakby się tak zastanowić to za złapanie go może będą jakieś hajsy, a w sumie na samochód zarobić by się przydało. Odstawił peta do popielniczki i od razu znowu zabrał się do roboty. Patrząc na kilkaset części dookoła od razu chciało mu się wymiotować, nie dlatego, że źle wyglądały, ale od ich ilości, która była dość przytłaczająca. Jednak z czasem zaczynało to jakoś normalnie wyglądać, zaczął znowu powstawać szkielet, który w sumie rozpadłby się jakby na niego dmuchnąć, ale cóż, cel uświęca środki więc pozostaje tylko być dobrej myśli.
- Hm... chyba będę musiał wzbogacić części jeśli nie chcesz tu wracać za miesiąc – powiedział wstając w poszukiwaniu jakiegoś kawałka bezużytecznego tytanu, w końcu alchemia i lekka mieszanka może coś na to pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matilda von Brandt
DIAMENTOWY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/09/2016
Motto : A wpierdol chcesz?

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Pią Wrz 30, 2016 9:54 pm

Matilda wstała, by poczęstować się papierosem, a chwilę potem znów usiadła, podpalając go palcami prawej ręki. Zaciągnęła się, po czym powoli wypuściła dym przez okno. Z lekkim zainteresowaniem przyglądała się pracującemu Warrenowi. Ona zawsze wszystko załatwiała po prostu alchemią. Wiedziała, że nie zawsze da się jej użyć, dlatego tym bardziej podziwiała tych, którzy z niej nie korzystali, by coś wykonać.
- Ach, to - mruknęła, krzywiąc się nieznacznie. Koleś był chorym psychopatą i jak najszybciej należało się nim zająć. Z jednej strony mierziła ją myśl o tym, że ktoś taki może w ogóle istnieć, z drugiej miała cichą nadzieję, że właśnie jej zlecą śledztwo. Nic nie dawało takiego dreszczyku emocji jak perspektywa wsadzenia za kratki jakiegoś zwyrodnialca. I dobrej bijatyki po drodze.
- Są dwa typy seryjnych morderców - psychole, którzy zabijają, bo im wtedy staje i psychole, którzy w ten sposób manifestują swój geniusz, albo próbują nagłośnić jakąś sprawę - odparła. - W tym przypadku mamy do czynienia z drugim typem. Tacy jak on umyślnie zostawiają znaki, poszlaki, szukają kogoś do intelektualnej potyczki, albo czekają, aż znajdzie się ktoś, kto w końcu odkryje, o co im chodzi. Najczęściej to jakaś zemsta. Zobaczymy, jak będzie tutaj. Tak czy siak ten typ jest pozornie łatwiejszy do wytropienia niż pierwszy. Pozornie. Bo rzadko kiedy zostawia jakiekolwiek inne ślady niż te, które on chce, żeby były zostawione. Bawi go to.
Kobieta wzruszyła ramionami, nie dodając, że również dla śledczych szukanie tego drugiego typu morderców to większa zabawa. Przynajmniej dla niej. W innych budzili strach. Jednak nie zamierzała im się dziwić - sam wysoki intelekt nierzadko był przerażający, a w połączeniu z zapędami do pozbawiania życia robiło się już koszmarnie.
- Sądzisz, że ma jakiś większy cel, w kierunku którego się przemieszcza? - zapytała. Dedukcja Warrena była niezła. Sama również uważała, że te zabójstwa są głównie dla podchwycenia uwagi państwowych. Wydawały jej się zbyt mało wyraziste, by być wszystkim, co taki morderca miałby do zaoferowania. Obawiała się, że prawdziwa prezentacja jego umiejętności miała dopiero nastąpić. Tylko kto będzie po dzieciach? Urzędnicy? Państwowi? Może planuje zamach stanu? Tak czy inaczej należało go powstrzymać i to jak najszybciej, a Matilda czuła się wręcz w obowiązku, by to zrobić.
- Nie zapomnij o węglu - dodała tylko na wzmiankę o tym, że części należy wzbogacić. Węgiel był jej potrzebny do tworzenia diamentów. Czyniło go to więc niezbędnym. Zanim została stanowym, poważnie rozważała opcję tworzenia kamieni szlachetnych, ale szybko stwierdziła, że zbyt mało ekscytujące to dla niej zajęcie. No i alchemicy państwowi zarabiali niezłą kaskę, to też było ważne. Musiała przecież jakoś opłacać swój dom, Sennego i nagminnie niszczony automail.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Warren Schneider
JEDNOOKI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 12/09/2016
Age : 20
Skąd : Cork

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sob Paź 01, 2016 1:28 am

Myśląc nad słowami Matildy na temat rodzaju psycholi zaczął się pomału zastanawiać nad tym wszystkim. Zabójca atakował miasta w East wybierając na ofiary dzieciaki osób ważnych co mogłoby w sumie poskutkować wprowadzeniem chaosu w tamtej części, ale co przez to mógł osiągnąć? To pytanie w tym momencie łaziło mu po głowie wkradając się między myśli o całym sensie jego posunięć. Szukanie tytanu nie było tak łatwe jak wydawało się na pierwszy rzut oka w tym całym bajzlu, który panował w pomieszczaniu. Jednak po chwili namysłu wziął jakiś stary automail, który ktoś zwrócił przez brak środków, który powinien mieć odpowiadające części do tego modelu. Wyciągnął lekko zakurzone pudło i szybkim ruchem wyciągnął go odpakowując z foli bąbelkowej.
- Chcesz sobie poklikać? – spytał trzymając w ręku praktycznie nieruszoną folię, która kusiła samym spojrzeniem na nią, a przynajmniej jego biorąc pod uwagę, że praktycznie to była nówka.
- Czy ma cel... to dobre pytanie... pewnie tak, ale nasuwa się jedynie pytanie jaki..? Korzyść? – jedynie zasugerował pytaniem idąc pomału do swojego stolika, na którym panował okropny bałagan z opłakanych części.
- Węgla zaraz poszukam – dodał po chwili. Odgarnął ręką wszystko na bok zrzucając kilka mniej ważnych śrubek po czym chwycił śrubokręt, by szybko rozkręcić starszy model.
- Wykorzystam części z tego, które już były wzmocnione. Co ważniejsze są w całości, więc naprawa powinna być trochę krótsza, będzie trzeba tylko skręcić – powiedział biorąc się do roboty od razu. Rozkręcanie automaila nie było takim zajęciem hop siup przez pancerz, który otaczał te delikatniejsze pierdółki pod ciężką powłoką. Gdyby to wszystko było takie proste to na co komu byłby mechanik? No właśnie.
- A co do mordercy to zastanawia mnie jego schemat działania dokładniej, bo musi wybierać dni, gdy nikogo nie ma w domu, a nie było nigdzie napisane, że to były włamania więc albo posługuje się alchemią do rozbrajania zamków, albo też ma klucze, co byłoby dość logiczne pod tym względem. Może udaje pomoc domową i w tym czasie dorabia klucze? Kto tam wie, w końcu nigdy nic nie wiadomo, co kryje się w głowie takiego pojeba – zaciągnął się ostatni raz kończącym się papierosem, który i tak ledwo trzymał żar. Ściągając ważniejsze części od razu odkładał je na bok, a raczej na krąg alchemiczny, który był na biurku nieopodal jednookiego. Większe części były nieruszone, a mniejszych nie było sensu wyciągać biorąc pod uwagę, że znaczna ilość była rozrzucona na stoliku. Trochę zabawy z tym będzie, co wiedział od razu, a tym bardziej, że po głowie chodziły mu wszystkie cele mordercy.
- Spróbuj poszukać w archiwum powiązań między urzędnikami i tymi państwowymi, może coś znajdziesz, ja raczej nie będę miał dostępu biorąc pod uwagę, że nie jestem państwowym – obrócił na chwilę głowę, by zarzuć sugestią na którą wpadł chwile wcześniej. Kończąc rozkręcanie odłożył na bok wszystko by znaleźć węgiel, który w sumie by mu się teraz przydał. Z tym jednak było mniej problemu, małe, kwadratowe pudełeczko pod stołem było odpowiedzią, której szukał. Wyciągnął zawartość i wstał od razu z swojego krzesełka. Odgarnął niepotrzebne rzeczy z kręgu, a następnie położył węgiel z tymi potrzebnymi. Rozgrzał palce strzelając nimi, co wydało dźwięk chrupiących kości. Niestety brak dziewczyny dawał się we znaki.
- Dobra... raz... dwa... trzy... – rzucił do siebie klaszcząc rękami, które przyłożył do kręgu, który zabłysnął jasnym światłem przez krótką chwilę. Większość była zrobiona, teraz pozostało to tylko złożyć.
- Tym razem uważaj na niego, nic nie trwa wiecznie, a z tobą nie daje mu nawet miesiąca – dodał pomału i z gracją składając wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Matilda von Brandt
DIAMENTOWY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/09/2016
Motto : A wpierdol chcesz?

PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   Sro Paź 05, 2016 1:23 am

Matilda w milczeniu przyglądała się Warrenowi, zaciągając się co jakiś czas papierosem i powoli wypuszczając z ust dym. Wyraźnie dostrzegała, że ma problem z odnalezieniem potrzebnych materiałów, ale sądziła, że sobie poradzi. Nie chciało jej się ruszać tyłka, żeby mu pomóc.
Gdy zaś zaproponował jej folię bąbelkową, spojrzała na niego jak na barana, unosząc jedną brew.
- Za kogo ty mnie masz? Jedenastolatkę? - prychnęła pogardliwie. I wcale nieprawda, że do pękania pęcherzyków były raczej potrzebne obie ręce, dlatego odmówiła. Po prostu nie była infantylna i tyle. Dorosła kobieta, państwowy alchemik i pułkownik - to zobowiązywało. Nie przystało jej zachowywać się jak bachor.
- Właśnie to jest zagadka - westchnęła. - Nie wiem, kto może zyskać na śmierci paru dzieciaków. Czy też zwróceniu na siebie uwag. Wygląda na to, że dowiemy się dopiero, kiedy złapiemy tego zwyrola, albo zacznie zachowywać się bardziej jednoznacznie.
Poznanie celu seryjnego mordercy byłoby niezwykłym posunięciem śledztwa w przód. Wtedy można próbować przewidzieć jego następny ruch, a potem mu przeszkodzić. Właściwie najczęściej był to krok niezbędny na drodze do odkrycia tożsamości przestępcy i pochwycenia go. Dopóki był wciąż krok przed wszelkimi służbami, dopóty będzie im z łatwością umykał. Należało zatem jak najszybciej zniszczyć jego przewagę.
- Rób co trzeba - machnęła tylko ręką, by po chwili dopalić papierosa i wyrzucić go przez okno. Kobieta poprawiła włosy i zmieniła pozycję na krześle. Nie mogła się doczekać, kiedy w końcu odzyska swoje drugie ramię. Musiała przyznać, że posiadanie tylko jednego było dość niewygodne. Pokiwała jeszcze tylko głową, kiedy Schneider poinformował ją, co zamierza robić. Nie bardzo ją to obchodziło - ufała mu i wiedziała, że nie wciśnie jej czegoś wątpliwej jakości. I tak nie do końca rozumiała, jak to wszystko działa, było jej więc właściwie wszystko jedno.
- Albo wchodzi przez okna - dodała. - To, że nie ma śladów włamań nie oznacza, że się nie włamuje. Pewnie potrafi to robić tak, żeby śledczy się nie zorientowali. Wątpię, żeby udawał pomoc domową - chyba, że potrafi zmieniać twarz. Nawet jeśli właściciel nie kojarzy wszystkich swoich pracowników, to z pewnością jest ktoś za nich odpowiedzialny i sami wzajemnie się znają.
Von Brandt pokręciła powoli głową. Nie wiedziała, jak morderca znajduje drogę do swoich celów i skąd wie, kiedy uderzyć, ale wnioskowała, że posiada nie lada umiejętności. Nie sądziła, że podczas zabójstw rzeczywiście nie było nikogo w całym wielkim domu - choć służba musiała być obecna. Oznaczało to, że zabija szybko i sprawnie, pozostając niezauważonym. Może to jakiś wykwalifikowany zabójca z Xing? To jednak nie miało najmniejszego sensu jeśli chodziło o motywy.
- Zobaczę, co da się zrobić - rzuciła z uśmiechem. - I tak miałam zająć się czymś ciekawszym niż aktualne sprawy. Które rzecz jasna odłożyłam, żeby tu przyjechać. I do których niespecjalnie chce mi się wracać.
Białowłosa westchnęła głośno i zmęczonym ruchem potarła swoje czoło. Nienawidziła pisać raportów, sprawozdań i ich sprawdzać. A po każdym zadaniu czekała ją masa papierkowej roboty. Większość starała się zrzucić na swojego zastępcę, ale przecież nie mogła tak zrobić ze wszystkimi - zwłaszcza tymi najważniejszymi. Jednak sobie ufała najbardziej i wiedziała, ze na pewno niczego nie spartoli.
- Okej, okej, będę - odparła, niecierpliwie machając kikutem w kierunku Warrena. No niechże już podłącza i najbardziej bolesną część mają z głowy. Chciała znów poruszyć palcami lewej ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Szafirowe Oko   

Powrót do góry Go down
 
Szafirowe Oko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Napoli-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.