.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Aleksieja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Dom Aleksieja   Nie Paź 02, 2016 11:50 pm

W związku z tym, że nasz rudy koleżka powoli przestawia się na inny tryb pracy, postanowił wynająć niewielki domek, znajdujący się jedynie o rzut beretem od jego rodzinnej biblioteki i domu, z którego pochodzi. Wciąż nie ma tu zbyt wiele, a w skład mieszkania wchodzi tylko parter, piętro i mały strych. 
Parter jak to parter, nic niezwykłego - w pełni wyposażona kuchnia z jadalnią, salon (często używany raczej jako sypialnia, gdy Alkowi nie chce się wspinać po schodach, w końcu kontuzjowana nie tak dawno temu kostka robi swoje) z dwoma fotelami, kanapą, stolikiem i jakimiś regałami, przedpokój i prowadzące od niego ku górze schody z jakąś wykładziną. 
Na piętrze jest łazienka i kilka pokoi, przy czym zagospodarowany jest tylko jeden, to jest sypialnia rudego - łóżko, stolik nocny (zawsze spoczywa na nim przynajmniej jedna książka), szafa na ubrania i innymi tego typu meblami. A strych jest przypuszczalnie pusty. 
Cokolwiek, nie umiem w opisy i jestem chory. :| 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Pon Paź 03, 2016 11:28 pm

To była naprawdę długa podróż. Kiedy tylko Luzie podjęła decyzję, że pojedzie do Manmort poszukać Alka od razu pobiegła na pociąg. Zdążyła w ostatnim momencie wskoczyć do wagonu pełnego ludzi, ale to był chyba koniec jej szczęścia na ten dzień. Jechała w z grupą wyjątkowo głośnych i ordynarnych mężczyzn, którzy chyba uważali, że ich komentarze na temat jej nóg/włosów/piersi/pośladków są subtelne i pełne aluzji. Ta... Żaluzji prędzej, a i to niezbyt dobrych. Ukryła się za książką, próbując powstrzymać drżenie dłoni wywołanego irytacją na doprawdy niski poziom inteligencji całej ludzkości. Wychodziła z założenia, że przecież z czasem im się znudzi! . . . Prawda?
No więc prawda, ale to nie oznacza wcale, że mężczyźni przestali gadać. Skąd, to byłoby za proste! Wtedy zaczęli omawiać otaczającą ich rzeczywistość, a to przeszkadzało Luzie w czytaniu chyba jeszcze bardziej.
Zaczęło się od Szczurołapa:
- O panie, ja to myślę, że dobrze tym alchemikom, tak! Panoszą się tylko, porządnych ludzi szpiegują! Panie, to to do wytępienia jest!
Potem przyszła pora na chimery:
- Ja to tam w to nie wierzę, znowu rząd coś wymyśla, żeby wojsko mogło się bardziej wszędzie wpychać! Widział to kto kiedy?
Aż w końcu dostało się jakże ważnym problemom egzystencjalnym:
- Moja baba, to zwyczajnie głupie stworzenie jest! To trzeba krótko trzymać, w kuchni najlepiej, a czasem tylko do wyra brać! Bo inaczej się rozlezie totalnie!
No tego było przecież już za dużo. Książka, która miała być ostatnim bastionem kobiecej cierpliwości stała się narzędziem zemsty. Poszybowała pięknym łukiem prosto w czoło mężczyzny, który wygłosił ostatnie mądrości, a jej właścicielka z obliczem niczym gradowa chmura podniosła ją i wysiadła na stacji Manmort. Wszystko to bez słowa.
Ale cóż, uspokójmy się, prawda? Była już w mieście, teraz wystarczy znaleźć bibliotekę! Nie może być ich tu dużo! . . . Prawda?
Nieprawda, kurna. Luzie pytała kilka osób, a każda odpowiadała w ten sam sposób "a o którą bibliotekę panience chodzi?". Jak to było w ogóle możliwe?! To był cholerny kurort narciarski, a nie jeszcze cholerniejsza mekka moli książkowych! Co więc jej pozostało poza sprawdzeniem ich wszystkich po kolei?
Jak w jakiejś wyjątkowo taniej i przewidywalnej komedii praktycznie wczołgała się do tej wybranej biblioteki, prowadzonej przez panią Woronin. Ta na szczęście nie zatrzymywała długo mocno już poirytowanej Luzie i od razu podała jej adres syna. Młoda kobieta wyczołgała się więc na zewnątrz, by udać się do mieszkania, tak, mieszkania! tego bezczelnego rudzielca. KUPIŁ MIESZKANIE i nic mi nie powiedział! Jak śmiał!
I w końcu była tu. Pukała. Nic. Dzwoniła. Tym bardziej nic. Była na granicy absolutnego wybuchu. Wybuch ten nastąpił, kiedy jakiś pies śmiał na nią naszczekać. Po prostu z furią kopnęła drzwi, które o dziwo... Otworzyły się. Luzie opadła szczęka, zaraz jednak się ogarnęła i zajrzała do środka.
- Alek? Aleksiej, jesteś tu? - Nawet on nie zostawiłby drzwi otwartych wychodząc z domu... Może coś mu się stało? Może ktoś go napadł?! Instynkt macierzyński wziął górę nad wściekłością i Luzie wpadła do domu, jakby ją gonił sam diabeł. Szybko wpadła do salonu, a tam... Tam bezczelnie leżał Alek, pod kocykiem, z książeczką...
- TY PAJACU! - wrzasnęła kobieta, czując z jednej strony ulgę, że nic mu nie jest, a z drugiej... Frustracja całego dnia dała o sobie znać. - TY PODŁY GAŁGANIE! TY BEZCZELNY RUDZIELCU! Ja się martwię! Wypruwam sobie żyły! A ty co?! Leżysz sobie! Czytasz! I w ogóle co ty masz na sobie?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Wto Paź 04, 2016 8:12 am

A żeby to rude biedactwo wiedziało, co się święci...
Aleksiej od niedawna mieszkał na nowo w Monmort, w końcu ledwo Elliott go tu przeprowadził, już zdrowego, co prawda, ale jednak. Alchemik dosłownie kilka dni temu załatwił wszystkie dokumenty związane ze zmianą typu jego pracy, jednak nie miał pojęcia, kiedy te dotrą do North, a co dopiero do fortu Briggs.
To na pewno nie tak, że nie myślał o Luzie. Cały czas się nią martwił, tym, jak ona się czuje, czy ktoś nie potraktował jej źle, nieprzyzwoicie, nie próbował jej skrzywdzić... Tylko aktualnie niewiele mógł z tym fantem zrobić, bo jednak telefony do miejsca odciętego od świata są czymś na miarę wyczynu, a Alkowi tenże nie wychodził.
Tak też po prostu siedział sobie w ciepłym domku, którego drzwi zostawił otwarte z nadzieją, że pewien ktoś przez nie wejdzie i poświęcił całą swoją uwagę lekturze. Zestaw idealny na leniwy dzień - koszula Eliego niezbyt elegancko luźno zwisała z rudzielca, ten natomiast okryty był ciepłym kocem, przy kanapie czekała na niego kawa, a palce co jakiś czas przewracały kolejne strony tomiku. Sielanka dość konwencjonalna, ale jaka wygodna!
Najgorsze było chyba to, że nie usłyszał Luzie, jej pukania, a dzwonek do drzwi niestety nie był do końca sprawny i wydawał z siebie bardzo ciche odgłosy, jednak trzeba przyznać, że nieskłonnemu do socjalizowania się alchemikowi ta rzecz była akurat na rękę. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył drugie rude stworzonko z Briggs, w dodatku wściekłe jak nie wiadomo co. Nie usłyszał drzwi, jej głosu, a w pierwszej chwili, gdy dotarły do niego kroki, powiedział tylko:
- Elliott? - odruchowo wypowiedział imię pajacyka dość głośno i z pewną nadzieją, czułością, dość nietypową dla niego. Natomiast kiedy dotarło do niego, że to nie jego kochany głupek, a Luzie, pisnął. Dosłownie pisnął, jakby widział najstraszniejszą istotę świata... I chyba niewiele to stwierdzenie mija się z prawdą. Nic nie jest w stanie poskromić gniewu kobiety. Skulił się, kiedy ona na niego krzyczała, na "pajaca" jednak uśmiechając się przez sekundkę, ot, mimowolna reakcja na skojarzenie z Elim.
- NO ALE NIE KRZYCZ NA MNIE CO NIE! - odpowiedział mniej historycznym, ale równie głośnym tonem, co ona. Na wzmiankę o tym, co miał na sobie, Aleksiej natychmiastowo zaczerwienił się i skrył bardziej pod kocem, by nie było widać, że jego koszula jest większa niż powinna... Ale też dlatego, że obiecał cyrkowcowi, że będzie ją nosił tylko przy nim.
- Spokojnie... Spokojnie. Już. - Uniósł dłonie w geście niewinności. - Leżę i czytam, bo skręciłem kostkę w górach tego dnia, którego wyszedłem z fortu. Na szczęście ktoś mnie znalazł i przechował w bezpiecznym miejscu. Dopiero od dwóch tygodni jestem tu i... I... I... Mam koszulę. Chociaż pewnie kobiety mają na nią milion innych nazw, no ale dla mnie to koszula. - rudy skończył nieco kąśliwym tonem, nieznacznie poprawiając się na kanapie. Siedział tak dłuższą chwilę w otoczeniu niezręcznej ciszy i dopiero po chwili dodał:
-... Może kawy?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Paź 16, 2016 6:23 pm

- Elliott?! Jaki cholera Elliott?! - Na to imię dosłownie Luzie zapowietrzyło, co pozwoliło chyba Alkowi dojść do głosu. Kobieta zmrużyła oczy, ściągnęła gniewnie brwi i zmarszczyła czoło, ale wysłuchała przyjaciela do końca. Dopiero kiedy on skończył wypuściła głośno powietrze, a zaraz potem westchnęła. Dlaczego mnie to nawet nie dziwi? Oczywiście, że skręcił kostkę. Pewnie nawet dosłownie zaraz po zejściu ze schodów... Luzie przetarła twarz, jeszcze raz wzdychając teatralnie. Cała złość z niej wyparowała, pozostała tylko troska i radość, że widzi tego rudego paskudę. Opadła na fotel stojący na przeciwko kanapy, na której kulił się Aleksiej.
- Typowy Alek... - mruknęła nieco kąśliwie, patrząc na niego spod byka, ale w jej wzroku nie było już gniewu. - No już się tak nie ukrywaj, nie zrobię ci przecież krzywdy. A to... Tak, widzę, że to koszula! - Czy on miał ją za głupią? Doskonale wiedziała, CZYM jest ta część garderoby, problem w tym, że była na Alka dużo za duża, a ona nie była głupia - doskonale wiedziała, że w takich rzeczach zazwyczaj się chodzi... Kiedy ma się kogoś i mu się te rzeczy podbiera. Elliott, hm? Luzie zmrużyła znowu oczy, dodając dwa do dwóch... Po czym uniosła brew, patrząc na przyjaciela wzrokiem pełnym niedowierzania. - Czy ty masz... Masz chłopaka? - To nie tak, że miała z tym jakiś problem. Była tolerancyjna, nie czepiała się homoseksualnych związków, ale nie spodziewała się, że Aleksiej ma takie skłonności. Faktem było, że przez ten cały czas nigdy jakoś nie rozmawiali o związkach czy preferencjach, ale czy on nie chciałby jej wyznać czegoś takiego? Może do tej pory sam nie wiedział? Nie wiedziała do końca jak ma zareagować - najchętniej natychmiast zażądałaby szczegółów, choćby i tych najbardziej pikantnych, ale czy to w ogóle wypada? Właściwie co ją powstrzymywało? Chyba jedynie to, że chciała najpierw usłyszeć od Alka potwierdzenie swojej teorii, a dopiero później dowiedzieć się absolutnie WSZYSTKIEGO. Na razie musi zadowolić się zwykłym "tak" lub "nie".
- Kawy? Kawę to ja ci przywiozłam, chamie, bo prosiłeś, żebym ci kupiła, jak wyjeżdżałam do North - burknęła, udając jeszcze, że się boczy. Tak naprawdę już jej kompletnie przeszło, wyładowała się na drzwiach. - Ale tak, możesz zrobić... - Wyjęła z torebki foliową paczuszkę z zapakowaną kawą i rzuciła przez pokój. Całe szczęście, że ziarna były odpowiednio zabezpieczone, bo pewnie wszystko by się rozsypało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Paź 16, 2016 10:24 pm

No nie. Czyli z całej opowieści i w ogóle wszystkiego od początku swojej wizyty musiała się uczepić akurat Elliotta. Poczuł się przyparty do ściany, zapędzony w kozi róg, jakby wpadł jak śliwka w kompot i miał pełną świadomość tego, że się nie wymiga. Co innego być na torturach, toż to pikuś, nie ma nic okrutniejszego niż kobiecy gniew. Na całe szczęście jednak uspokoiła się po jakimś czasie, chociaż dalej miał przeczucie, że nie da mu spokoju. 
- No Elliott. To imię mężczyzny, który... - I urwał, bo trafiła w samo sedno. Zadrżał i natychmiastowo uciekł wzrokiem na bok, bardziej skrył się pod kocem, a na twarzy poczuł coś znajomego. Przeklęte rumieńce, które powoli pokryły jego policzki, cholerne pąsy i ich spisek z okropną bladą cerą Alka, to wszystko ich wina! 
Najchętniej zostałby w tej pozycji na wieki. To nawet nie chodziło o związek z mężczyzną, Aleksiej po prostu naprawdę nie przepadał za opowiadaniem o swoich uczuciach do kogokolwiek, bez względu na płeć. Tak, teraz był po raz pierwszy w swoim życiu z mężczyzną, jednak nawet będąc z kimś płci przeciwnej byłby nieco podenerwowany, bo nie lubił po prostu gadać o takich rzeczach. Nie lubił też okazywania uczuć publicznie ani oglądania par, które to robią. 
- Chcesz... wiedzieć? Poznać pełną wersję historii? - Spytał ostrożnie, po czym przechwycił od niej saszetkę kawy i dźwignął się z kanapy; ubiór mężczyzny w tej chwili składał się z jasnej koszuli sięgającej do połowy ud i już dopasowanych do jego postury spodni... oraz puszystych, ciepłych skarpet. Do zestawu silnego i niezależnego ptysia brakło mu już tylko niedbałego koka (swoją drogą częstej części jego aparycji ostatnimi czasy, gdy większość czasów spędzał w domu i nie musiał wyglądać poważnie) i lodów. Ruszył do kuchni - kobietę wyminął, chwilę jeszcze chcąc uciekać przed jej spojrzeniem i pytaniami, gdzie nastawił wodę na kawę i przygotował mieszankę jej i cukru w dwóch kubkach, uprzednio pytając mimochodem przyjaciółkę o lubiane proporcje. Oparł się o blat i dopiero w tej chwili uniósł na nią wzrok. 
- Głupia rzecz, ale mówią, że łatwo jest się zakochać w kimś, z kim przeżyło się coś niebezpiecznego. Wiesz, że to prawda? Cholerna prawda. Tak, zgubiłem się w górach i skręciłem kostkę, zostałem znaleziony przypadkiem przez Elliotta, bo usłyszał jak krzyczę. - Zrobił przerwę, podczas której zdjął gwiżdżący czajnik z kuchenki i zalał kawę. Kolejne pytanie o kawowe preferencje i jego następstwo, czyli dolanie do kubków mleka, w końcu oddanie jednego z nich w ręce Luzie. 
- Dobra... Wiedziałaś, że w górach jest chatka? No to on sobie w niej jakiś czas mieszkał. I ja razem z nim. I jestem idiotą, bo tak, jestem w nim zakochany od pierwszego spędzonego z nim dnia. Znaczy... - Najlepsze wsparcie w tej chwili nadeszło, upił spory łyk kawy i mając przyjemny posmak w ustach kontynuował. - ... Całowaliśmy się... dużo. I tak wyszło, chociaż...  - Powiedział tonem typowym raczej dla nastolatki, która zwierzała się przyjaciółce z pierwszego poważniejszego zbliżenia aniżeli dla dorosłego mężczyzny, który to i owo już przeżył. Czas na kolejną dłuższą pauzę, kolejne łyki napoju bogów i niepewne spojrzenie. - Byłem pijany. Nie czuję się upity i wykorzystany. Chciałem tego, ale tamtej nocy ani żadnej innej nie doszło do niczego wielkiego. To złoty człowiek, cudowny, troskliwy i taki niewinny. Znaczy z jednej strony, bo z drugiej... No wiesz - Tak, dalej zachowywał się jak dzieciak, który ledwo wchodzi w ten kawałek ludzkich doświadczeń i przyjemności. Odwrócił wzrok, powrócił do kawy, po czym znowu podjął wypowiedź. - Poza tym od jakichś dwóch tygodni może jestem tu. Czekam na jego odwiedziny, załatwiłem papiery dotyczące czasowego zwolnienia związanego ze stanem tej kostki. Potem planowałem... - Odetchnął głęboko, bojąc się, że Luzie nie przyjmie tego najlepiej. - Postarać się o przeniesienie tu z Briggs. Jeszcze coś nie jest jasne..?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Paź 16, 2016 11:03 pm

Jego rumieńce, drżący głos, te wszystkie subtelne sygnały pokazywały jej jasno, że coś się zmieniło, od kiedy widzieli się ostatnio. Choć nie było to łatwe postanowiła dać mu czas na spokojne wysłowienie się.
- Oczywiście, że chcę - powiedziała powoli, kiwając dodatkowo głową, jakby dla podkreślenia swojego zdania. Jednak na początku Alek oczywiście zajął się kawą - priorytety kurde - a ona naprawdę musiała trzymać nerwy na wodzy, żeby go nie popędzać. Odpowiadała mu na pytania, kiedy pytał ją o ilość cukru czy mleka, równocześnie rozglądając się ciekawie po mieszkaniu. Było tu przestronnie i czysto, sama mogłaby tu zamieszkać, gdyby zaszła taka potrzeba. Wewnętrznie trochę się bała tego, co za chwilę usłyszy. Alek nie zniknął znowu na tak długo, nie miał więc wiele czasu, żeby poznać swojego księcia z bajki... A to było dla niego nietypowe i to bardzo. Takie spontaniczne zachowanie zazwyczaj nie było w jego stylu. Do tego co go łączyło z tym mężczyzną? Ile miał lat, skąd pochodził? Czy spali ze sobą? Czy mieszkali razem? Kurde, czy musisz robić tyle tę kawę?!
Jednak jeszcze zanim woda się zagotowała Alek zaczął mówić. Czy także miał potrzebę wyrzucenia tego z siebie, czy po prostu wiedział, że przyjaciółka i tak nie da mu spokoju, więc lepiej szybko zacząć?
Postanowiła się nie odzywać, dopóki nie skończy. Nie oznaczało to jednak, że nie komentowała każdego jego słowa w myślach. Zakochać się...? Czy on naprawdę użył tego słowa? To było takie niesamowite, usłyszeć słowo "zakochanie" w ustach Aleksieja Woronina! Jasne, że nie był maszyną bez uczuć, ale raczej nie podejrzewała go o szastanie takimi określeniami, szczególnie wobec ludzi, których znał krótko. A więc Elliott cię znalazł? Rycerz na białym koniu, co? A ty wpadłeś, wpadłeś po uszy. Musi być naprawdę uroczym mężczyzną, skoro za okazaną pomoc oddałeś mu swoje serce...
W końcu jednak zrobili tę kawę. Luzie przyjęła swóją z wdzięcznością i spojrzała na rudego z wyczekiwaniem. Przecież te kilka zdań nie mogło jej zaspokoić! Ona POTRZEBOWAŁA szczegółów niczym tlenu! Nawet, jeśli to gwałciło jakiekolwiek poczucie prywatności Alka!
Jednak w miarę z kolejnymi zdaniami otwierała coraz szerzej oczy i czuła, że musi coraz mocniej trzymać szczękę, żeby jej nie opadła samoistnie. Chatka w górach?! Nieznajomy mężczyzna, chatka pośrodku pustkowia, a ty zacząłeś z nim pić?! I... Zakochałeś się...? Z jednej strony to brzmiało jak bardzo, ale to bardzo naiwna historia z filmu dla nastolatek, ale z drugiej... Było też cudowne. Odrobinę to wszystko było naiwne, ale równocześnie tak okropnie słodkie... I cóż ja mam z tobą począć, mój Aleksieju? Twój Elliott musi być naprawdę wspaniały, skoro dałeś mu wszystko po jednym dniu.
Kiedy Alek skończył chwilę jeszcze milczała, jakby nie wiedząc, czy już może się odezwać. Ale cisza trwała, postanowiła więc zacząć...
- Chcę go poznać! - zarządziła z błyszczącymi oczami. Odstawiła kubek na stolik i doskoczyła do Alka, po czym złapała go za ręce i zaczęła nimi potrząsać. - Muszę go poznać! Jaki jest? Jak wygląda? Czy często u ciebie zostaje? Czy poznałeś go z mamą i Mari? Czy wy już... No wiesz, spaliście ze sobą? - Ostatnie zdanie dodała konspiracyjnym szeptem, jakby ktokolwiek mógł ją usłyszeć, ale równocześnie jej oczy żądały wszystkiego. - Przeniesienie z Briggs... No będzie mi tęskno bez ciebie, ale mam nadzieję, że mnie zaprosisz raz na jakiś czas? Kiedy w ogóle Elliott przyjdzie? Nie wyjdę, dopóki nie wróci! - Zaznaczyła kategorycznie. Naprawdę, gdyby ktoś ją teraz zobaczył to nigdy w życiu nie powiedziałby, że jest dorosła. - Czy traktuje cię dobrze? Jesteś pewien, że on kocha ciebie? Powiedziałeś mu w ogóle?! NO MÓÓÓÓÓÓW......!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Pon Paź 17, 2016 8:40 am

Zupełnie nie wiedział, gdzie powinien podziać oczy, kiedy wyczekiwał reakcji swojej przyjaciółki na to, co właśnie jej opowiedział. Z jednej strony starał się na pewno obserwować jej twarz, zmiany na niej, jakieś ślady niezadowolenia, których... Nie mógł dostrzec. Czyżby wieczny pesymista mylił się? Może nie było wcale tak źle. Z drugiej strony jednak na pewno przyglądał się czemukolwiek byleby nie jej. Nie mógł znieść jej wzroku, było w nim coś, co sprawiało, że miał jakieś dziwne przeczucia. 
Podczas swojej opowieści dopił kawę i od razu jakoś było mu lepiej, jaśniej i tak dalej, jednak wciąż pozostawało jedno "ale" o imieniu Luzie. Pewne było, że był bardzo zakochany w Elliocie. Bardzo czuł się speszony, kiedy tak o tym mówił, bo jednak nie było to coś codziennego; w końcu Aleksiej nie opowiadał chyba nigdy nikomu o swoich uczuciach. Nie miał zupełnie pojęcia czego się spodziewać, jak zareaguje ona, ale gdy co do czego przyszło był chyba jeszcze bardziej zaskoczony niż wcześniej. Nie ruszył się nawet kiedy do niego podskoczyła, a kiedy został zbombardowany pytaniami, tudzież postrzelony nimi niczym piękną serią z karabinu maszynowego, jego twarz mówiła u wiele więcej, niż mogłyby powiedzieć słowa. 
- Ej no, ej, zaraz, po kolei wszystko - Mruknął niechętnie, chcąc jakoś uspokoić bestię. Kobiety jednak były straszne nawet, kiedy tego nie chciały. - Poznać? Jasne, pewnie by chciał! - W tej chwili chciałby machnąć z udawaną irytacją dłonią, jednak niestety dłoń była cokolwiek niezdatna do użytku, kiedy te należące do Luzie potrząsały nią. A ton głosu nie był tak kąśliwy jak Aleksiej by chciał. 
- Mari go zna, ale nie wie, że jesteśmy razem. Mama nie. Spaliśmy tylko w sensie dosłownym, żadnego zbliżenia. Zaproszę, przyjdzie nie wiem kiedy, to taki... Chodzi własnymi drogami. O. To brzmi dobrze. I... Ale jak to, że nie wyjdziesz? - Na twarzy wymalowała się jeszcze większą konsternacja. 
- I tak, powiedziałem, ale to on powiedział pierwszy. Traktuje mnie najlepiej na świecie i cały czas opiekował się mną. I chyba teraz po raz pierwszy jesteśmy rozdzieleni na dłużej... A... On jest... - Urwał, nie umiał jednoznacznie określić charakteru swojego pajacyka. 
-... Na pewno jest wysoki. Bardzo, no ode mnie o głowę. Ma bardzo miłą twarz, piękne ciemne oczy, brązowe włosy, takie no, średnie, ale bardzo miękkie. Wygląda jak chodząca niewinność... Ale nie jest! - Zaznaczył nagle, przypominając sobie wszystkie nieprzyzwoitości, jakie mu robił Elliott. I to nie to, że zrobił przy tym minę zawstydzonego i sfrustrowanego dzieciaka, na pewno nie. 
- A jest... No ma swoje wady, wiadomo, widzę je. Ale uwielbiam je i uwielbiam jego całego. Jest najbardziej szczery na świecie, ma dobre serce, jest słodki i sprawia wrażenie osoby, której mogę zaufać... I wiem, że ono nie jest mylne. Jest... Trochę zaborczy. Ale względem niego ja też jestem. I nigdy nie patrzyłem na mężczyzn z myślą, że któryś mi się podoba, wiesz... To pierwszy raz. Mam nadzieję, że ostatnia miłość życia. - Dodał, uważnie obserwując dalej jej twarz. Kawa w pustym brzuchu sprawiała że miał jakieś niecne przeczucie. Czyżby Luzie miała poznać Elliotta wcześniej, niż to przewidywał? 

(pogrubię co trzeba jak wejdę z komputera)


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Czw Paź 20, 2016 12:49 am

Elliott jakimś cudem trafił do odpowiedniego pociągu. Pewnie dlatego, że pytał się kolejno trzech pracowników, którzy wskazali mu pociąg, wagon, zaprowadzili go do kas i pomogli zakupić odpowiedni bilet. Ale w końcu się udało i już po nieco przedłużającej się jeździe trafił do Monmort. Rzecz jasna do jego celu jeszcze trochę brakowało. Nadal musiał odnaleźć Aleksieja! Miasto może i wielkie nie było, ale jednak szukanie kolejno po domach mogło być problematyczne. Ale miał jeden trop. W końcu nie był tu pierwszy raz i choć z jego pamięcią najlepiej nie było, po niedługich poszukiwaniach zdołał odnaleźć dom Mari, którą wypytał o jej brata. To od niej dowiedział się, gdzie powinien skierować swe kroki, co też prędko uczynił. Jego krok był sprężysty i energiczny, niemalże jakby miał zaraz podskakiwać. Z ust nie schodził mu uśmiech a wszystkie myśli wypełniała teraz jedna osoba. Nie widział swojego ukochanego ptysia od tak dawna, że sam się sobie dziwił, czemu nie przybył wcześniej. Fakt, miał swoją pracę, ale nie była ona najważniejsza! Cóż, planował to teraz nadrobić, w miarę możliwości zostając tu na dłużej. W końcu ktoś musiał się zająć Aleksiejem, któremu kostka nadal mogła dokuczać, a Eli najchętniej w tej roli widziałby siebie. No i musiał przyznać, że się zwyczajnie stęsknił. A jak tęsknił, to szedł likwidować źródło tęsknoty i się z osobą, za którą tęsknił, spotkać.
Stanął w końcu przed wskazanymi drzwiami i nie myśląc nawet o pukaniu, nie chcąc zwlekać ani chwili dłużej, wślizgnął się do środka. Tym łatwiej, że zamek nie był zamknięty. Włamywanie się zajęłoby więcej czasu. Z wejścia jednak usłyszał... głosy. I choć nie rozróżniał głos, zdecydowanie był on kobiecy. Zamarł przez chwilę, nic nie rozumiejąc. Czyżby dostał się do złego mieszkania? Kto tu mieszkał? Już miał się wycofać, gdy głos się zmienił, a serce pajaca zabiło szybciej. Tego nie mógł pomylić, na pewno należał on do osoby tak dla niego ważnej. Słyszał go codziennie w swojej głowie, nie mógłby go pomylić. Momentalnie podszedł bliżej, choć nadal cicho, a przez głowę przelatywała mu masa myśli. Kim była ta kobieta? Co robiła u Alka? Co ich łączyło i czy... Nie, w to nie mógł uwierzyć. W końcu Aleksiej obiecał, prawda? Powiedział, że go kocha.Nie okłamałby go.
Zatrzymał się przed kuchnią, stając jak wryty, gdy zaczął ze szmerów wyróżniać słowa. Z szerokimi oczami słuchał tego, co rudzielec opowiadał... i czuł dziwny ucisk na sercu. Ale nie zły. Wręcz przeciwnie. Taki połączony z lekkością. I z najlepszym uczuciem na świecie. To nie tak, że w chatce Aleksiej nie mówił mu miłych rzeczy czy szczędził komplementów, ale słuchanie takich słów wypowiadanych do kogoś innego, bez świadomości, że obgadywany go słyszy... to było zupełnie coś innego.
Niemal nieprzytomnie przeszedł jeszcze kilka kroków, ukazując się w wejściu. Spojrzał na mężczyznę błyszczącymi oczami - czy to wilgoć powodowana radosną tak odbijała światło? - jedynie kątem oka zauważając jego rudą towarzyszkę. Całą uwagę skupił na Alku, mimochodem dostrzegając jego ubiór i poznając w nim własną koszulę. Jednak w obliczu takiego wyznania jakże mógłby się gniewać za to, że paraduje w niej przed gościem?
- Aleksieju... - powiedział drżącym od emocji głosem, podchodząc do niego w kilku długich krokach i biorąc go w objęcia, mocno zaciskając ramiona, jakby nigdy nie chciał puścić. - To takie... to takie piękne! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Słońce, jesteś najukochańszy na świecie i... - urwał na chwilę swoją przemowę, by nabrać powietrza i zauważył minę kobiety, która nadal tam stała. Uśmiechnął się do niej szeroko, nie tylko dlatego, że ziarna obawy okazały się bezpodstawne, ale po prostu trzeba się dzielić dobrym humorem. - Och, pani wybaczy... Elliott Ashley się kłania! - przywitał się, odsuwając się na moment od Aleksieja, by zgodnie ze swymi słowami ukłonić się lekko przed nieznajomą. Zaraz jednak znów wrócił do obejmowania swojego ptysia ramieniem. - Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem? - spytał z szerokim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Czw Paź 20, 2016 11:41 pm

Alek wydawał się być odrobinę wytrącony z równowagi jej serią pytań, ale wziął się w garść i zaczął po kolei odpowiadać. Kobieta chłonęła informację jak gąbka, wpatrując się w przyjaciela błyszczącymi oczami i ściskając go za rękę. Uśmiechnęła się szerzej na myśl, że Elliott będzie chciał ją poznać - spróbowałby nie! Nikt go wszak nie pytał o zdanie, ona MUSIAŁA go spotkać i ocenić!
- No wiesz co?! Nawet ja nie poznałam Mari, a on tak?! No ale czemu im nie powiedziałeś, powinieneś jeśli myślisz o nim poważnie! - Zawsze uważała, że takich rzeczy nie należy przekładać, akceptacja rodziny dla związku to ważna rzecz - co prawda niby związek jest pomiędzy dwojgiem ludzi, ale teściowa zawsze lubi wtrącić swoje trzy grosze... A więc jeszcze nie było seksów? Kurcze, może to i lepiej, nie ma co się spieszyć z takimi rzeczami! - Bardzo dobrze, że się szanujesz. Znaczy no wiem, że twój Elliott jest super i cudo i w ogóle, ale totalnie powinieneś się wstrzymać co by później nie było... - No no, doświadczona ciocia Luzie-dobra rada radzi. Z czystym sumieniem nie mogłaby powiedzieć, że sama się do swoich rad stosowała! Ale Alek nie musi wiedzieć, bo i po co? - No i normalnie nie wyjdę, chyba nie sądzisz, że zaryzykuję, że znowu mi znikniesz? Nic z tych rzeczy! Siedzę tu, piję z tobą kawę, jak trzeba będzie to się kimnę na kanapie! - Umilkła i ze lśniącymi oczkami patrzyła i słuchała, jak Aleksiej mówi o swoim skarbie. Aż się roztkliwiła, kiedy tak opisywał jego słodkość, charakter, opiekuńczość. Zaborczy? No może po prostu zazdrosny jest, to normalne, gdy komuś na kimś zależy... Poza tym brzmi jak ideał...
Już miała się odezwać, zacząć piszczeć ze słodkości, potrząsać Alkiem i ściskać go z radości, że znalazł miłość... Kiedy w mieszkaniu ktoś się zjawił. Mężczyzna najpierw chwilę stał w wejściu do pokoju, ale zaraz potem podszedł do nich szybko i złapał Alka w pół tuląc go do siebie mocno. Luzie zdążyła tylko puścić ręce przyjaciela, bo prawdopodobnie zostałaby pociągnięta w górę. Wstała niepewna, co ma robić i tylko przyjrzała się człowiekowi. Mężczyzna miał ciemne włosy i oczy, był wysoki... ELLIOTT?!
Nie spodziewała się poznać tego cudownego puci-aniołka tak szybko! Nie była gotowa! Co ma robić, jak się zachować? Czy ma być zimna jak lód czy rzucić mu się na szyję? Postanowiła wybrać pośrednie wyjście - chłodna elegancja i uprzejmość, a równocześnie odrobina serdeczności. Na razie patrzyła tylko na niego z uniesioną brwią, słuchając jak zachwala Alka i wykrzykuje, że jest najszczęśliwszy na świecie. Ciekawa jestem, kiedy zda sobie sprawę, że tu jestem... No i czy zareaguje zazdrością, w końcu Rudełek mówił, że bywa zaborczy.
W końcu jednak się obudził, odwrócił do niej i postanowił przedstawić. Musiała przyznać, że zrobił to całkiem elegancko, ukłonił się uroczo i przedstawił. Zaraz jednak znów przykleił się do Aleksieja, jakby przebywanie z daleka od niego go fizycznie bolało.
- Luzie von Treskow, bardzo mi przyjemnie - odpowiedziała, powstrzymując drżenie głosu. Dopadało ją wzruszenie, kiedy tak patrzyła na szczęśliwego (choć nieco zażenowanego) Alka i Elliotta, który wydawał się promienieć zadowoleniem. - Nie przeszkodziłeś, wpadłam z wizytą, bo Alka długo nie było w Briggs, martwiłam się i... - Tu Luzie poniosło i rzuciła się mężczyznom na szyję. - JESTEŚCIE TACY PUUUUUCIIIII!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Pią Paź 21, 2016 12:33 pm

- Tak wyszło - Rudy wzruszył jedynie ramionami, a na jego ustach zamajaczył uśmiech; delikatny, lekko pobłażliwy, nieprzejawiający żadnej świadomości na temat tego, jakoby zaraz miał się rozszerzyć i przybrać na entuzjazmie. - Ktoś musiał przekazać, że moje odwiedziny się spóźnią, a miałem pod ręką tylko jego albo jego kota. - Wcale nie to, że lekką kpiną maskował to, co czuł wewnątrz. Wcale nie to, że odczuwane przez niego emocje stresowały go - to, co w nim wywoływało można było porównać do uczucia towarzyszącego podróży dość szybką kolejką górską. Niby straszne i dziwne, ale jednak ekscytujące. 
- Głupia jesteś jak tak gadasz, ale okej, sobie zostawaj. Mi to nie przeszkadza i... - I urwał nagle, widząc znajomą twarz. Oczy od razu otworzyły się szerzej, usta rozchyliły jakby ich właściciel chciał coś powiedzieć, ale nagle zapomniał, co rzec miał lub zabrakło mu głosu. Ani drgnął, kiedy Elliott go przytulił, przynajmniej w pierwszej chwili, zaś jego twarz mogła wyrażać ogromne zdezorientowanie. 
- T-ty... Eli! - Powiedział przyciszonym, tłumionym przez emocje głosem i dopiero teraz sam mocniej przytulił go; ot, pozwalał teraz ukochanemu na wszystko, samemu dopasowując się do tego. Nie był w stanie wydusić z siebie nic więcej w tej chwili, w głowie dziękując tylko swojemu bezcennemu przeczuciu i zastanawiając się, jak szybko wyskoczy mu serce z piersi. 
- Już wie, kim jesteś... - Wymamrotał cicho, kiedy pajacyk puścił go i przedstawił się jej. Mężczyzna musiał usłyszeć przynajmniej znaczną część tego, co Aleksiej o nim mówił i rudy miał co do tego mieszane uczucia. Zastanawiając się, co powinien począć, prawie nie zauważył, że ktoś go obejmuje; pozwolił Luzie mówić i kiedy ta rzuciła się na nich, rudy odruchowo chwycił ją delikatnie w talii, uniósł, by nie ciągnęła Eliego w dół i poza tym skrzywił się nieco, kiedy wydała z siebie okrzyk. 
- Żeby nie było, ona ma dwadzieścia pięć lat, nie pięć. - Posłał Elliottowi zakłopotane spojrzenie i odstawił kobietę na posadzkę, nieco ją od nich odsuwając. Nie czuł się zbyt dobrze w nadmiarze czułości, dlatego postanowił jakoś ich nie pogłębiać; teraz jego priorytetem było pomyślenie o tym, co ma dziać się dalej. 
- ... To co teraz? Ile słyszałeś? A ile ty sobie wymyśliłaś? I na ile masz zamiar zostać? A ty? - Pytał bez cienia jakiejkolwiek złośliwości czy pretensji, bardziej skupiając się na toczącej się w jego głowie wojnie i tylko przechodząc spojrzeniem z jednej osoby na drugą. Kto jeszcze postanowi go dziś odwiedzić bez najmniejszej zapowiedzi? I, no cóż, dopiero w tej chwili Aleksiej przytulił się mocniej do boku cyrkowca. Tak, zdecydowanie tęsknił za nim, za tym ciepłem, słodkim głosem i całą resztą tej fantastycznej osoby. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Paź 23, 2016 3:22 am

Może i jego zachowanie nie należało do najtaktowniejszych, bo ciężko tak nazwać wpraszanie się do cudzego domu, podsłuchiwanie - nawet niecelowe - przerywanie rozmowy i bezpardonowe zagarnięcie swojego ukochanego w ramiona. Ale raz, Elliott nigdy taktem nie grzeszył, a dwa, zawsze kierował się szczerymi uczuciami. Rozsądku nie miał za grosz, więc wyznawał zasadę, by zawsze kierować się tym, co podpowiada mu serce. Te było w pewnym kwestiach ułomne, w innych czyste niczym dziecka. Ale tego pajac nie wiedział. Niezmiennie i bezwarunkowo wierzył, że serce nigdy się nie myli. Dlatego nawet nie próbował powstrzymywać swoich odruchowych reakcji, jak choćby to przytulenie. Że Alek mógł się tym zawstydzić? Przecież tak pięknie opowiadał o ich uczuciu i związku, widać nic nie ukrywał przed znajomą. Poza tym nie czuł żadnego ruchu świadczącego o tym, że ten chce uścisk przerwać - wręcz przeciwnie, w końcu wtulał się w niego ufnie, na co cyrkowiec zareagował mocniejszym zaciśnięciem ramion. Rzecz jasna nie na tyle mocnym, by czuł dyskomfort, ale nie mógł się powstrzymać, chcąc być jak najbliżej jego.
Właśnie, owa znajoma. Kobieta przedstawiła się jako Luzie, a choć pamieć Eliego pozostawiała wiele do życzenia, to słowa wypowiadane przez Aleksieja pamiętał dość dobrze, więc szybko przypomniał sobie, że nie pierwszy raz słyszał owo imię. Chwilę zajęło, nim wróciły do niego okoliczności rozmowy, ale... cóż, osoby, za którą Aleksiej sam mówił, że by tęsknił, nie zapomina się tak łatwo. Rzecz jasna wierzył w jego zapewnienia, że była dla niego tylko przyjaciółką. W końcu zaufanie było podstawą związku, poza tym w jego prostolinijnej głowie nie mieściła się myśl, że ktoś, kto mu wyznał miłość, miałby chęć, motywację czy zdolność naginania faktów. Jego zaufanie polegało na tym, że w ogóle nie przyjmował istnienia zagrożenia co do fałszu.
- Miło mi cię w końcu spotkać, Luzie! Słyszałem nieco o tobie i... - tu urwał, bo zaraz poczuł ramię otaczające jego szyję i odruchowo pochylił się nieco, przytulając kobietę, najpierw z zaskoczeniem na twarzy, które jednak zaraz przekształciło się w szeroki, radosny uśmiech.
- Ojej! Naprawdę tak myślisz? - spytał zachwyconym tonem niczym szczeniak, którego właśnie pochwalono. Zaraz jednak przeniósł wzrok na Aleksieja i zaśmiał się na uwagę o wieku. Cóż, był chyba ostatnią osobą, która powinna kogokolwiek oceniać na podstawie wieku! Trafił się najpoważniejszy trzydziestolatek, który cieszył się z najdrobniejszych rzeczy i miał mentalność bardziej dziecinną od niejednego dziecka. Czy on był w stanie w ogóle wychwycić zachowania nie do końca licujące z wiekiem czy pozycją? Nie, raczej nie.
Wysłuchał uważnie pytań Alka, następujących dość szybko po sobie. Starał się niczego nie pominąć, choć musiał przyznać, że część z nich nieco go zdumiała... i widać nie tylko od miał być przesłuchiwany.
- Słyszałem to co mówiłeś! Znaczy... - Umilkł na chwilę, zerkając kilka minut wstecz. - Tak mniej więcej odkąd opisywałeś, jak wyglądam! Nie podsłuchiwałem dłużej... znaczy w ogóle nie chciałem podsłuchiwać, ale tak wyszło, że stałem obok i no, uszy zadziałały! - Uśmiechnął się zadowolony ze swojej odpowiedzi i z tego, że Aleksiej znów się do niego przytulił ufnie. Z zachwytem wypisanym na twarzy objął go mocno i przyciągnął bliżej, nie mogąc się nacieszyć faktem, że znów trzyma w ramionach swojego ptysia, za którym tak tęsknił. - Obiecałem, że cię odwiedzę, gdy będę mógł! Musiałem załatwić kilka rzeczy w robocie, ale udało mi się załatwić nieco czasu wolnego! Martwiłem się i... właśnie, jak twoja kostka? - spytał z troską. Pamiętał, jak urządzony został ten staw mężczyzny i miał nadzieję, że już z nim wszystko w porządku. Albo chociaż lepiej. - A mogę zostać... sam nawet nie wiem! Póki mnie nie przygonią do roboty! - Zaśmiał się. - Albo póki zgodzisz się mnie przytrzymać. - Przeniósł ucieszone spojrzenie na Luzie, nie zapominając, że nadal jest w pokoju. - I jeeej... nie sądziłem, że tak szybko będzie mi dane poznać przyjaciół Aleksieja! Widać moje szczęście mnie nie opuszcza. Też pracujesz w Briggs? - spytał z szczerą ciekawością. W końcu musiał wiedzieć, z kim zadaje się jego ukochany!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sob Paź 29, 2016 11:12 pm

Była naprawdę zachwycona całą tą sytuacją - Aleksiej szczęśliwy i zakochany, poznała Elliotta, mogła go sobie dokładnie obejrzeć i ocenić. To, że Alek był nim zauroczony i widział go w całych pozytywach nie oznaczało, że chłopak naprawdę był taki puci cudowny. Choć na pierwszy rzut oka wydawał się doprawdy uroczym młodym mężczyznom, który... Zdecydowanie nie miał problemu z wyrażaniem uczuć. Tulił Alka do siebie, jakby nie zamierzał nic innego w życiu robić, a ten odpowiadał mu ufnym wtuleniem się. Zadziwiające...
- Dałbyś spokój panie Bardzo Dojrzały Alchemiku - żachnęła się kobieta, patrząc na przyjaciela z wyrzutem. To dla niej była wiekopomna chwila i musiała odpowiednio okazać swoją radość i zaangażowanie. Odwróciła się z zachwyconym wyrazem twarzy w stronę Eliego. - Tak, totalnie właśnie tak myślę! Jesteście uroczy, kochani, wyglądacie razem prześlicznie i widać, że ci zależy na Alku... No, przynajmniej mam nadzieję, że to nie pozory! - Pogroziła mu palcem, niby to żartobliwie, ale na ile to był tylko żart? Odrobinkę groźby w tym zawarła! Jednak kolejne pytanie (a właściwie pytania) Alka natychmiast poprawiły jej humor, bo dostrzegła doskonały powód do nabijania się.
- No wieeeesz... - zaczęła przeciągając śpiewnie samogłoski i uśmiechając się złośliwie. - Mówisz, że Elliott nie jest do końca... Skromny, a ja widzę, że nie ucieka przed kontaktem fizycznym, także coś tam sobie dopowiedzieć mogę na temat tych dłuuuuugich wieczorów w chatce w górach. Nie dziwne, że nie spieszno ci było wracać do pracy! - I szeroki, wyjątkowo wredny uśmieszek. - Zostanę jak długo mi pozwolisz, raczej nie będę się kitrać pod łóżkiem, prawda? Liczę na to jednak, że będziesz gościnny! Moglibyśmy kupić wino, pogadać wieczorem, Eli opowie mi trochę o sobie? Muszę się tobą nacieszyć póki mam odrobinę wolnego! - Tu lekko się zasępiła. - Wiesz, sytuacja w kraju nie jest ostatnio wesoła, chociaż Briggs i North to oszczędziło, ale boję się, że niedługo i do nas dotrze... I - tu spojrzała na Elliotta - odpowiadając na twoje pytanie - tak, pracuję w Briggs. To naprawdę dobre miejsce, choć trochę... No dobra, bardzo zimne. A ty? Czym ty się zajmujesz? Mówiłeś o jakiejś robocie... - Uwaga, detektyw von Treskow na tropie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Paź 30, 2016 1:03 am

... Chyba coraz mniej mu się to wszystko podobało. Sytuacja stawała się zbyt słodka, zbyt mdła, zbyt naruszała intymność. Jego dusza w tej chwili jęczała boleściwie i miała ochotę popełnić podwójne samobójstwo z uczuciem zażenowania, a potem jeszcze poprawić. A wcześniej upić się do nieprzytomności. Sam właściciel wyżej wymienionych wartości przewrócił oczami z irytacją i zniecierpliwieniem, przeczuwając, że lada chwila wybuchnie. 
- Dajże spokój... - Mruknął na to o pozorach. Czemu kobiety robią to, jakby, zawsze? Nienawidził podejścia "skrzywdź bliską mi osobę to ja skrzywdzę ciebie", bo zawsze były to jedynie pogróżki, które kończyły się obgadywaniem dawnej drugiej połówki. Nie lubił gadać o związkach. Nie obchodziły go. Nie potrzebował ich. Znaczy prawie nie potrzebował, bo Elliott był wyjątkiem. 
- No okej. Się zdarza. - Nie miał niczego za złe Elliottowi, bo i nie widział powodu, by mieć. Nie mógł wiedzieć, że będzie miała miejsce taka rozmowa akurat tu i akurat tego... Zakładając, że nie prześladował Alka wtedy, kiedy miał pracować. A szczerze rudego by to nie zdziwiło za mocno, ale to swoją drogą. Miał teraz... Bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo cieszyła go troska Elliotta, jego obecność, bliskość, z drugiej jednak mdliło go od stężenia cukru w atmosferze wypełniającą kuchnię. Nienawidził być w centrum uwagi i odczuwał w tej chwili niesmak połączony z dyskomfortem. Coś, co kojarzyło mu się z wypiciem szklanki soku z cytryny, czując przy tym słodkawą woń krwi i do tego narastające gdzieś w okolicach brzucha uczucie zwykle towarzyszące spadaniu. Szczególnie, że bał się wysokości. 
- Zostań jak najdłużej... proszę - Dodał szeptem, bardzo powoli odnajdując jego dłoń własną. Miał nadzieję, że tylko on to usłyszy, w końcu mówił zupełnie cicho, a jeśli nie usłyszy, to by chociaż dobrze odczyta intencje kryjące się za ściśnięciem dłoni. Szukał w ten sposób wsparcia, obietnicy, że zostanie. 
- Czym ty w ogóle słuchasz... - Skomentował tylko. To nie szło tak, jak jego zdaniem iść powinno, podle schodziło na niewygodny grunt niebezpieczny niczym pole minowe. Dłoń mimowolnie ścisnęła mocniej tą Elliotta. Chyba nagle przestał tęsknić za towarzystwem ludzi i chciał wrócić po prostu na kanapę, złapać książkę i zostać tak już na zawsze. 
- Zostawaj sobie ile chcesz, ale bieliznę nosisz swoją, zęby myjesz własną szczoteczką, wycierasz się swoim ręcznikiem, gadajcie sobie, ja sobie będę na górze i będę odsypiał nadmiar emocji. Komu odpowiada taki układ? - Podniósł rękę, popatrzył na nią i zrobił teatralnie zdziwioną minę. - O, mi! - Podniósł drugą, robiąc to samo. - O, mi też! Remis, przegłosowane, dyplomacja. - Ale jak to, że jego głos mógł zabrzmieć nieuprzejmie? A ten uśmiech wredny i mówiący "zabijcie mnie proszę"? Skądże. - I, zaklinam cię, nie łap go za słówka i nie bądź... No taka.  - Miał ochotę zabić. Brutalnie. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Wto Lis 01, 2016 10:43 pm

Uśmiechnął się łagodnie, nie odczuwając specjalnie negatywnych emocji w stosunku do słów Luzie. Nie rozumiał co prawda, skąd mogły się wziąć jej podejrzenia, ale wystarczyło szczerze wyznać, co myśli, czyż nie? Wtedy na pewno wszystko się wyjaśni!
- Luzie, po co mi pozory? Ja tylko słucham, co czuję! Nie mam powodu, by kłamać. I chyba nie sądzisz, że któryś z nas by skłamał, prawda? - spytał ze wzrokiem tak szczerym, że nawet uroczy szczeniaczek nie mógłby z nim konkurować. Wzrok osoby pewnej swoich racji, która wciąż nie do końca pojmująca fałszu występującego w świecie wierzy, że każdy mówi, co myśli i w co wierzy.
Zerknął znów na Alka, chcąc po tym czasie nacieszyć się jego bliskością, jego wyglądem i obecnością, ale ze zdumieniem odkrył, że coś było nie tak. Czy to w wyrazie twarzy, czy w oczach, ale miał wrażenie, że coś go martwi. Co prawda bywał mentalnie ślepy, jednak jeśli skupił się na jednym, na uczucia innych był dość wrażliwy. Ale dłoń mężczyzny w tej jego, drobny uścisk i szept sprawiły, że jego zmartwienia się nieco rozwiały. Czyli jednak nie miał nic przeciw jego pobytu! Ścisnął delikatnie jego dłoń, kiwając ledwo zauważalnie głową, mając nadzieję, że wystarczy to za odpowiedź - że zostanie, ile tylko będzie mógł. Ale skoro tak, to co było przyczyną owej sytuacji? Przysłuchiwał się ich słowom, starając się doszukać przyczyny. Skupiał się na głosie, mimice i słowach Aleksieja, choć szczerze powiedziawszy, na tych ostatnich najmniej - w końcu ich analiza wymagała więcej używania głowy, a nie tylko odczuwania. I... czyżby jego ukochany miał problem ze swoją przyjaciółką? Czy się pokłócili? Odnosił wrażenie, że jest tam lekkie spięcie, ale może to tylko jego wyobraźnia?
Rzecz jasna zastanawiały go te kwestie, ale nie było to najważniejsze. Eli nie chciał, by komukolwiek było nieprzyjemnie czy źle się czuł. A już sto razy bardziej nie chciał, by niekomfortowo czuł się Alek. Dlatego mimo całej tęsknoty, jaką czuł, jedynie skinął głową, uśmiechając się do niego i gładząc nieco włosy, nie mogąc się powstrzymać.
- Jasne, słońce. Pewnie jesteś zmęczony! A sen jest zawsze dobry! - Wargi wygięte w górę zupełnie nie zważały na średnio przyjazną minę Alka. Mógł być poddenerwowany, ale to nie znaczyło, że miało mu się to udzielić, prawda? - A ja chętnie porozmawiać z Luzie! I odpowiem na jej pytania, zresztą sam mam ich kilka. Mam nawet dwa wina, więc można jedno wypić teraz, a drugie zachować na później! - Rzecz jasna nie chciał obydwu wychylić bez Aleksieja. Jakby nie było, przywiózł je z myślą o nim. Zaraz jednak spojrzał wesoło na rudowłosą kobietę.
- Co na to powiesz, Luzie~?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sro Lis 02, 2016 10:39 pm

Alek był doprawdy niesamowicie... Alkowy. Kochana Luzie miała naprawdę duży orzech do zgryzienia, kiedy się poznali - z jednej strony to takie małe i słodkie, z drugiej nie dopuszcza do siebie zbyt wielu osób. Nie wiedziała doprawdy, czy go lubi czy jednak wcale nie, na pierwszy rzut oka wszak mężczyzna wydawał się zimny niby sopel lodu, które kazano im razem strącać w Briggs. Nie odzywał się zbyt wiele, burczał na każdą próbę zagajenia, aż w końcu kobieta przestała prowokować rozmowę, a zaczęła rzucać mu złe spojrzenia. Jednak kilka wspólnych sytuacji pokazały, że Aleksiej wcale nie jest taki zły, na jakiego pozuje. Luzie odkryła powoli, że chłopak po prostu kompletnie nie umie w uczucia, ich wyrażanie, mówienie o nich, CZUCIE ich. Możliwe, że to sprawiło, że go pokochała... Jak brata oczywiście! Ale pokochała tego tsuntsuna, może odrobinę starała się go naprawić, ale zazwyczaj po prostu chciała się nim opiekować, żeby nikt mu źle nie zrobił. I stąd wychodziły takie niezręczne sytuacje, kiedy to mierzyła nowe osoby zbliżające się do Alka wzrokiem godnym Królowej Śniegu, albo zaczynała swoje przesłuchania. Głupia, przewrażliwiona na punkcie bliskich jej osób Luzie...
- Ten no... Zostań. Nie będę, czy coś... - Tak, było jej głupio. Nie chciała go urazić, wyrzucić na górę. Chciała by został. Chciała poznać Eliego. Chciała patrzeć na nich razem. Ty sentymentalna idiotko, nie porycz się, bo wtedy w ogóle uzna, że w ogóle już trzeba uciekać! Odetchnęła więc głębiej, aby powstrzymać falę uczuć w niej wzbierającą. - Elliocie, ty także wybacz. Nie chciałam cię podejrzewać o niecne zamiary, absolutnie zaś nie zamierzałam zarzucać któremukolwiek kłamstwa. Chętnie usiądę, wypiję kieliszek i opowiem ci co też będziesz chciał o sobie i mojej pracy... Bez zdradzania tajemnic wojskowych! - Uśmiechnęła się radośnie, po czym jej spojrzenie spoczęło znów na Alku. - Jeśli naprawdę jesteś zmęczony to idź oczywiście. Ale jeśli chcesz uciec, bo poczułeś się zagrożony... To uznajmy, że już nie musisz, nie będę więcej, ok?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sro Lis 02, 2016 11:45 pm

Otoczony przez drapieżniki królik. Właśnie tak się czuł, właśnie to było powodem słownego szarpania się. Aleksiej był przestraszony - za dużo emocji naraz zdecydowanie mu szkodziło i niesamowicie peszyło. Czuł, że wybuchnie, że jest bombą zegarową albo niedoglądanym reaktorem. Nienawidził uczucia, kiedy ktoś się faktycznie nim opiekował albo próbował, było mu wtedy tak okropnie niezręcznie i najbardziej na świecie marzył o tym, by zapaść się pod ziemię. Dyskomfort, lęk, ucisk na wszystkich wnętrznościach, który przypominał mu zgniatanie z obu stron przez ściany. Pułapka, alarm, alarm. Przerażał go nadmierny entuzjazm wyrażany wobec jego życia... Przecież nie było takie ciekawe. 
Coś jednak minimalnie łagodziło jego złość i strach, a był to Elliott. Uśmiechy, gesty, cudowny głos i to... Zrozumienie? Nie wiedział sam, jak to interpretować. Ashley dalej był dla niego wielką zagadką, ale czy to jakkolwiek nadszarpywało zaufanie rudego? Bynajmniej. Idealizował i był tego świadom, jednak własnym zdaniem miał ku temu powody, których nie umiałby wskazać. Niektórych rzeczy słowa nie opiszą. 
- Nie chcę zostawać, nie mam ochoty na pobyt w towarzystwie... - Westchnął i nie mijało się to z prawdą. Sam zamykał się w klatce, sam nie pozwalał sobie... A zresztą. Ostatnie lata dzień w dzień był z ludźmi. Briggs tego wymagało, jednak nie wiedział, czy sam na pewno tego chciał. Niech ojciec będzie dumny... Pójdź w jego ślady i te sprawy. Nie, to nie było coś, czego potrzebował. Czas, by zacząć myśleć o sobie. 
- Muszę - uciął tylko chłodno, czując, że faktycznie powinien po prostu uciec od... Tego. Spojrzenie spoczęło na Elliocie. - Przyjdź potem, pewnie nie masz gdzie spać. - Głos wciąż był chłodny, za co rudy przeklął się zaraz w myślach. Właściwie to był chyba pierwszy raz, kiedy w ten sposób potraktował Elliotta, najwyżej przeprosi go, kiedy już będzie w humorze ku temu. Opuścił pospiesznie cukierkową atmosferę, złapał swój kocyk wraz z książką z salonu i pognał na górę, gdzie zamknął się w pokoju i wskoczył od razu do łóżka. Kołdra, kilka ciepłych kocyków i dobra literatura to coś, co poprawia mu humor zawsze. Chociaż teraz zauważał, że jego dłonie drżały, usta zaciskały się, a czytane zdania wylatywały mu z głowy. Nie, zdecydowanie nie czuł się dobrze. Po jakimś czasie, znużony próbami ponawiania lektury, postanowił zasnąć... I o dziwo udało mu się to. 
// piszcie między sobą, nie umiem na trzy osoby I:


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Lis 06, 2016 4:09 am

Elliott patrzył z nieco zatroskaną miną to na Alka, to na Luzie. W miarę rozumiał sytuację, choć odbierał to wszystko bardzo emocjonalnie, więc ciężko by mu było przełożyć to na słowa. Może jednak wkroczył do domu nie w porę? Cóż, nie wiedział, że tak to się potoczy. Teraz zastanawiał się tylko, co powinien zrobić, by nikt nie był smutny. Cóż, co prawda Luzie nie znał, ale była przyjaciółką jego ukochanego, więc jej żal również odczuwał dość mocno, nawet jeśli nie mógł równać się z tym Alka. Co mógł dla nich zrobić? Zrobiłby wszystko, by się uśmiechnęli.
Póki co jedynie skinął głową z uspokajającym uśmiechem w stronę Luzie, by ta się nie przejmowała aż tak. Wiedział, że nie zakładała, że kłamał... tak przynajmniej myślał.  Zresztą, czy miało to teraz znaczenie? Bolało go, gdy widział Aleksieja nieszczęśliwego. Była to jego pierwsza i jedyna prawdziwa miłość, nie oparta jedynie na pożądaniu, czego zresztą był pewien - w końcu nawet ze sobą nie spali, a mu wciąż zależało głównie na tym, by rudzielec się dobrze czuł. Co prawda w jego oczach mogły się pojawić smutne, przybite iskierki, gdy ten odezwał się z takim chłodem, ale nic ponad to. Uśmiech na ustach Eliego nie zniknął, co najwyżej nieco zbladł. Jak to on, bardziej wczuwał się w emocje niż komunikat, nawet gdy ten był nadzwyczaj przyjemny - w końcu łóżko jego miłości było niezmiernie kuszącym miejscem. Ale mogło poczekać.
- Śpij dobrze! - rzekł tylko ciepło na pożegnanie, odprowadzając Aleksieja wzrokiem. Chwilę tkwił tak nieruchomo, choć sylwetka mężczyzny już dawno zniknęła mu z pola widzenia. Dopiero po chwili odwrócił się do Luzie, uśmiechając się nieco przepraszająco.
- Przepraszam... chyba nie powinienem był tak wpadać. Ale nie mogłem już czekać! - jęknął nieszczęśliwie. - Nie wiedziałem, że Aleksiej ma gości... Ale naprawdę się cieszę, że cię spotkałem! - zapewnił szybko. - Jak mówiłem, słyszałem nieco o tobie... ale to zupełnie inaczej niż kogoś spotkać, prawda? - Zaczął otwierać kolejno szafki w kuchni, aż nie trafił na dwa kieliszki, która wyciągnął i z uśmiechem wręczył jeden kobiecie, wyjmując z torby podróżnej, uprzednio rzuconej niechlujnie na ziemię, butelkę czerwonego wina.
- Siądziemy? - spytał, wskazując wyjście z pomieszczenia i zostawiając jej prowadzenie do miejsca, gdzie można wygodnie się rozsiąść. Choć nieco go to ukłuło, zakładał, że znała dom Aleksieja lepiej niż on. Doprawdy trudno było znać go gorzej, skoro był tu pierwszy raz. Na miejscu też otworzył wino i nalał im do kieliszków, by zaraz uraczyć się trunkiem.
- Wcześniej nie odpowiedziałem na pytanie... ale chciałaś wiedzieć, gdzie pracuję, prawda, Luzie? Nie wiem, czy Aleksiej ci mówił, że jestem cyrkowcem! Akrobatą, tak dokładniej, choć co nieco innego też się umie. Może nawet o nas słyszałaś! Nazywamy się Wonderlust, ponoć pojawialiśmy się nawet w waszych gazetach, chociaż jesteśmy z Crety! - Eli paplał, co mu ślina na język przyniosła, nieświadom tego, CO konkretnie wspominano odnośnie ich cyrku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sro Lis 09, 2016 11:36 pm

Zachowanie Aleksieja nieco ją zirytowało, ale nie zamierzała się z nim wykłócać, dlatego niczego nie skomentowała. Posłała mu jedynie ciepły uśmiech i ciche "dobrej nocy", o dziwo też nie próbując podsłuchać co mruknął do Elliotta. Wiedziała, że przyjacielowi przejdzie, no i nie chciała, żeby czuł się niekomfortowo. Sama też da radę pogadać z jego partnerem, nie potrzebowali przecież przyzwoitki.
- Absolutnie nie masz co się obwiniać! Alek... No cóż, zbyt towarzyski nie jest, a uwaga skupiona na nim zwyczajnie go przeraża. Pokima sobie, przyzwyczai się do myśli, że jesteśmy tu oboje i od razu zrobi mu się lepiej, zobaczysz! - Teraz to w stronę Elliotta posłała uśmiech pełen ciepła i otuchy. Widziała po nim, że przejął się stanem ukochanego, a to również upewniało ją w szczerości jego uczuć - musiał być w dodatku bardzo empatyczną osobą, skoro tak łatwo wyłapywał cudze nastroje i wczuwał się w sytuację. - Ja również bardzo się cieszę, że cię poznałam, że w ogóle dowiedziałam się o tobie! Teraz przynajmniej będę spokojna, że ta ruda maruda ma zawsze kogoś, kto się nim opiekuje... - Przeczesała rude kosmyki palcami. Tak, zawsze podkreślała kolor włosów Alka, jakby to wszystko wyjaśniało, a sama zdawała się nie pamiętać... Że w sumie jej mają bardzo podobny odcień. - Masz racje, z opowieści nie poznasz kogoś tak dobrze, jak na żywo! Wtedy sam możesz sobie wyrobić opinię, dowiedzieć się rzeczy, których ktoś nie wie, obiektywnie ocenić nową osobę! - Mówiła o tym jak o procesie chemicznym, złożonym i skomplikowanym, ale to dlatego, że dla niej naprawdę tak to wyglądało. Na wiele rzeczy patrzyła w sposób naukowy, była w końcu nie dość, że alchemikiem to jeszcze lekarzem, więc mocno krytyczne podejście miała we krwi. Ale równocześnie zawsze zastanawiała się nad "czymś więcej" - nad ludzką duszą, dobrem i złem, istnieniem boga lub bogów. Humanistyczna część jej natury czasem dawała o sobie znać i wtedy rozpoczynała skomplikowane monologi, w których wprawnie przechodziła z procesów oddychanie komórkowego do sensu modlitwy.
Kiedy Elliott zaczął szukać kieliszków i zabrał się ogólnie za przygotowanie trunku przeciągnęła się leniwie. Nieco dziwnie się czuła, będąc w obcym domu bez obecności gospodarza, ale na pewno nie zamierzała teraz wyjść. Na dworze było już ciemno, chyba zaczął padać śnieg, a temperatura pewnie była wręcz arktyczna. Nie nie, dużo lepiej jest zostać tutaj, napić się wina i porozmawiać z tym niewątpliwie ciekawym mężczyzną. Nie wiedzieć czemu "ciekawy mężczyzna" skojarzył jej się z Gilbertem. Ciekawe, co teraz robi..., pomyślała nim zdołała się od tego powstrzymać i natychmiast się zaczerwieniła. N-nie myśl o tym, przecież i tak się już nie spotkacie... Chociaż obiecał postawić mi drinka! Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem na tę myśl.
Przeszli do salonu, gdzie Luzie wygodnie usadowiła się na fotelu, nogi podwijając pod siebie i przykrywając się kocem. Ogólnie wyglądała teraz jak wyjątkowo zadowolony kot - ciepło, miło, niech ktoś jeszcze tylko zacznie ją głaskać! Wsłuchała się w słowa Elliotta, w końcu chciał opowiedzieć jej o swojej pracy! Początkowo oczy jej zabłysły na wiadomość, że jest akrobatą, już chciała go poprosić, żeby zrobił dla niej salto, czy coś w tym stylu, kiedy wymienił nazwę Wonderlust.
- Ach tak, pisano o nim, masz rację. Osobiście nie widziałam waszych występów, ale na pewno są wspaniałe... Więc pewnie jeździcie całą trupą po kraju, co? - Oczywiście, że słyszała o sprawie przemytu broni. Zawsze czytała gazety, korespondowała też z wojskowymi z innych części kraju, więc co nieco wiedziała o tym, jak to wyglądało od strony władz. Najpierw jeden z członków grupy został przyłapany z dużą ilością broni a potem puf! Wyparował i to dosłownie. Wszelki słuch po nim zaginął, nikt z cyrku nie potrafił wyjaśnić gdzie się podział. Zaczęły się podejrzenia, że ta organizacja nie jest tak niewinna, jak się może wydawać, zwłaszcza, że Crety nie dało się inwigilować, a tym bardziej sprawdzić jej obywateli. - Opowiesz mi coś więcej o życiu cyrkowca? - Jej głos brzmiał spokojnie i był pełen ciekawości. O zdenerwowaniu mogły świadczyć subtelne sygnały - lekko spięte mięśnie ud i łydek, sztywna postawa ciała. Luzie postawiła całą swoją świadomość na baczność, gotowa zapamiętać każdy szczegół, który poda jej Elliott.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sob Lis 12, 2016 4:37 pm

Pokiwał głową, słuchając, jak Luzie niejako broni Alka. Nie żeby tego potrzebował, w końcu sam rozumiał, że niektórzy mają potrzebę samotności, ale musiał przyznać, że nieco lepiej się czuł, gdy usłyszał to od osoby, która znała mężczyznę bardzo dobrze. Dzięki temu resztki wątpliwości się rozwiały i uśmiechnął się lekko do kobiety.
- Rozumiem... Pewnie znasz go na wylot, skoro się przyjaźnicie! Mam nadzieję, że kiedyś też tak będę... bo jednak dość krótko się znamy - przyznał ze smutkiem, opuściwszy wzrok. Choć mocno kochał Aleksieja i był dumny i szczęśliwy z tego odwzajemnionego zresztą uczucia, ale jednak czasu nie dało się oszukać. Cóż, zostawało mu jedynie poczekać, aż ów czas się wydłuży. Nie mógł wpłynąć na tempo jego biegu. Dlatego też jego smutek nie trwał długo i już po chwili znów się uśmiechał. - Obiecuję, że będę pilnował! Gdy tylko będę miał możliwość. Zresztą nic innego nie chcę. Tylko tego - wyznał spokojnie pewnym głosem. Nie wahał się. Nigdy się nie wahał, jeśli chodzi o uczucia. One wskazywały mu drogę życia. Nie miał czym innym się kierować.
Skierował się do salonu, gdzie usiadł naprzeciw Luzie na kanapie, uśmiechając się szeroko w czasie gdy otwierał butelkę i nalewał wina do kieliszków, po czym z tym samym wyrazem twarzy wręczył jej jeden z nich.
- Nie wiem co lubisz, ale mam nadzieję, że przypadnie ci do gustu! Może być trochę słodkie, bo przywiozłem je ze swojego domu. Mam tam zawsze nastawiony gąsior czy dwa... Kiedyś wspomniałem Aleksiejowi, że je robię i pomyślałem, że może będzie chciał spróbować... ale mam jeszcze butelkę, więc go nie ominie!
Rozsiadł się wygodnie, rozglądając nieco po pomieszczeniu. Ciekaw był, jak żyje jego ukochany, w jakich warunkach, co lubi... mieszkanie mogło dużo powiedzieć o jego właścicielu. Uznał, że jest tu całkiem przyjemnie. Jak mogłoby mu się nie podobać? Nie miał też zresztą oporów przed siedzeniem tu bez gospodarza. W końcu sam zaproponował, by tu posiedzieli, czyż nie?
- Och, nie do końca! Znaczy podróżujemy dużo, ale często w pojedynkę czy parami. Dajemy indywidualne pokazy... czasem uda nam się zebrać w jakąś większą grupę, wtedy można się dogadać z władzami miasta i urządzić coś większego. Ale jest nas bardzo dużo, nie pamiętam, kiedy ostatnio zebraliśmy się wszyscy. Pewnie sam nie znam wszystkich z cyrku! - zaśmiał się radośnie. - Ale lubię, jak się zbieramy... zawsze jest weselej no i większa różnorodność. Zresztą pokazy akrobatyczne robią większe wrażenie, gdy jest więcej osób. Można wtedy robić różne choreografie. - Upił nieco wina, ciesząc się smakiem owocowego, alkoholowego napoju. - Coś więcej o życiu... hmm... jest chyba całkiem swobodne! Czasem szef nas wysyła w różne miejsca, chcąc zaciekawić ludzi, ale generalnie mamy dużą swobodę. Żadnych sztywnych godzin pracy, od ósmej do piętnastej! - Wyszczerzył się wesoło. - Rzecz jasna trzeba ćwiczyć, by nie wypaść z formy, ale to sama przyjemność akurat! Sposób wykonywania sztuczek też nie jest zbytnio egzekwowany... byle były efekty. No i można poznać ciekawe miejsca! Chciałbym kiedyś zobaczyć Xing i tam wystąpić... - rozmarzył się, zapatrzywszy się w przestrzeń, oczami wyobraźni widząc egzotyczną krainę. Przez to, że wciągnął się w opowieść, niezbyt zwracał uwagę na otoczenie. Cóż, jak zaczął mówić o czymś, co go ciekawiło, nie dało się go później odciągnąć od tematu. Chyba że zarzuciwszy inny ciekawy. Zaraz jednak się zreflektował i przypomniał sobie o obecności rozmówczyni. Spojrzał na nią z uśmiechem na ustach.
- Domyślam się, że to trochę inaczej niż wy macie w forcie, prawda? - spytał, nie chcąc jej zalewać jedynie swoją historią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Lis 13, 2016 6:29 pm

Podczas jego przemowy słuchała go uważnie, ale pilnowała się też, żeby przypadkiem nie zdradzić swojej czujności mową ciała. Tak więc nie przeszywała go spojrzeniem, a co jakiś czas pociągała łyk wina. Musiała przyznać, że było doskonałe. Słodkie, ale miało bardzo bogaty bukiet i przywodziło na myśl owoce, a takie połączenie bardzo jej odpowiadało. Jednak nie chciała pić za dużo, musiała przecież zachować trzeźwy umysł. Elliott opowiadał jej o swoim życiu z takim zaangażowaniem, że aż trudno jej było uwierzyć, żeby mógł coś ukrywać... Wydawał się być wyjątkowo szczery, nawet może odrobinę naiwny. Jednak te podejrzenia wobec cyrku... Może tylko ktoś w wyższych strukturach był zamieszany w nielegalne interesy, a zwykli członkowie trupy byli czyści? Jednak... To co mówił wydawało jej się dziwne. Ok, nie znała się na cyrkowym życiu, nie miała pojęcia jak to wygląda, ale czy to normalne, żeby trupa była tak wielka? Żeby się wszyscy nawzajem nie znali? Po co im tak wielu członków? Pokazy indywidualne... Czyli mieli bardzo dużo swobody, pewnie mogli robić, co chcieli i nie byli kontrolowani. W głowie Luzie aktualnie myśli galopowały niczym konie po torach wyścigowych - nie mogła postawić konkretnych pytań, niczego założyć, nawet wysunięcie hipotezy wydawało jej się niemożliwe. Oczywiście, że nie brała winy Wonderlust za pewnik, możliwe przecież, że kompletnie nic ich nie łączy z nielegalnymi interesami. Jednak mogło być też tak, że poszczególni członkowie postanowili sobie dorobić korzystając z luźnego trybu pracy i braku kontroli przełożonych.
- Kurcze, to brzmi naprawdę niesamowicie! - Roześmiała się, choć było to nieco sztuczne. - Widać po tobie, że uwielbiasz tę pracę, pewnie czerpiesz z niej masę radości. To świetnie, że masz coś, co lubisz w życiu... Ale z tego da się utrzymać? No wiesz, w dzisiejszych czasach ludzie nie są zbyt szczodrzy, a twoje życie zależy od tego, ile ci dadzą na pokazach... - Kolejny łyk wina. Chyba wyszło nieźle, niezbyt natarczywie, nie powinien podejrzewać... Możliwe też, że Elliott nie ma pojęcia, co w Amestris mówią o jego cyrku. - Xing brzmi cudownie, choć mnie nie ciągnie tam specjalnie. Za daleko... Prędzej bym wybrała się do Crety, albo Aurego! A u nas w forcie... - Tu uśmiechnęła się już szczerze. Briggs było specyficzne, ale Boże, tak bardzo je kochała! - Nie, to kompletnie inna sprawa. Jesteśmy ściśle nadzorowani, żadnej samowolki. Jednak jesteśmy wszyscy ze sobą bardzo blisko, wspieramy się i jeden skoczył by za drugim w ogień. To... Trudne miejsce, rozumiesz? Trzeba być twardym, nie poddawać się, nie okazywać słabości za żadną cenę, bo od razu to wykorzystają. O swoją pozycję trzeba od początku walczyć... Ale kiedy już to zrobisz zyskujesz towarzyszy na śmierć i życie. - Teraz to ona wciągnęła się we własną opowieść. Tak to już jest, że kiedy mówisz o czymś, co cię interesuje zapominasz o całym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Wto Lis 15, 2016 1:19 am

Eli tak wciągną się w opowieść, że nie zwracał zbytniej uwagi na otoczenie. Wiele osób twierdziło, że w czasie rozmowy z nim czuje się ignorowane, jednak nie było to umyślne. Po prostu gdy się w coś wciągnął, patrzył oczyma duszy na wnętrze swojej głowy, widząc to, o czym mówił. A że w tym czasie wzrok przesuwał niekontaktującym wzrokiem po ścianach, jedynie co jakiś czas zerkając na rozmówcę, to inna sprawa. Bynajmniej nie było to złośliwe, a właściwie nieumyślne. Zresztą zaraz uśmiechnął się do Luzie z radosnymi iskierkami w oczach. Całkiem dobrze mu się z nią rozmawiało, chociaż obawiał się, że zupełnie nie będzie mógł się skupić, chcąc pójść do Aleksieja. Tęsknota nie zniknęła, ale rozmowa go zaciekawiła, no i poznawanie znajomych swoich bliskich było dla niego ważne, jakby sprawdzało, czy wpasujesz się w życie drugiej połówki. Nie miał w tym doświadczenia, bo wcześniej nie przykładał do tego wagi, ale wiedział, że tak będzie właściwie.
- Jasne, że uwielbiam! Jest ciekawie, wesoło, praktycznie nigdy się nie nudzę... nie mam restrykcyjnych reguł. Bo nie przoduję w ich przestrzeganiu - wyznał ze śmiechem. - Nigdy nie umiem podążać za cudzymi instrukcjami... I szczerze mówiąc mało się martwię finansami! Coś zawsze wrzucą... mieszkanie mam nabyte dzięki Cyrkowi, ale rzadko tam bywam. Jak jestem głodny a nic nie mam, zrobię kilka pokazów, jakieś proste sztuczki, i zawsze jakiś grosz się trafi... a i rzecz jasna jak wracamy, dostajemy od przełożonych coś dodatkowego od większych przedstawień, porozumień... tak naprawdę średnio się na tym znam i wiele nie wyjaśnię... ale od każdej roboty dostajemy udział. - Starał się wytłumaczyć to najlepiej jak umiał, choć ciężko mu było wytłumaczyć coś, co sam nie do końca rozumiał. Skomplikowane układy z innymi organizacjami czy władzami wykraczały poza jego pojęcie, ale wiedział, że każda praca jest wypłacalna. Ale musiał to również jakoś ująć, by nie zdradzać prawdziwego charakteru mafii, nie kłamiąc w tym czasie. Nie lubił kłamać i bolało go serce, gdy musiał okłamać kogoś, kogo lubił i wyjątkowo zależało mu na szczerości. Więc wolał już wyznać za wiele niż być do tego zmuszonym.
Ale choć lubił opowiadać, słuchanie również było przyjemne, więc z żywym zainteresowaniem słuchał opowieści Luzie. Zwłaszcza że mówiła również o pracy Aleksieja! Musiał przyznać, że ciężko było mu sobie wyobrazić takie miejsce. Rzecz jasna członkowie Wonderlust również pomagali sobie w miarę możliwości, jednak zależało to w dużej mierze od indywidualnej chęci, poczucia przynależności do grupy, którą każdy mógł mieć inną. Bądź też zwyczajnie sympatii do danej osoby.
- Brzmi niezwykle... czyli to normalne wśród pracowników Briggs, by być takim silnym? Jak trzeba walczyć o swoje... ale taka współpraca to chyba dobre wynagrodzenie? Nie wiem, czy sam bym tak mógł, bo ten nadzór jednak swoje robi... ale jak komuś to odpowiada, to musi być dobre miejsce! Móc tak na kimś polegać... I nigdy nie macie żadnych wątpliwości? - spytał ciekawy, kończąc kieliszek i zerkając na ten kobiety, by sprawdzić, czy nie potrzebuje napełnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Nie Lis 20, 2016 9:22 pm

Słuchając go sączyła kolejne łyki wina, a gdy to się skończyło napełniła kieliszek od nowa. Czuła już na policzkach rumieńce, których zawsze dostawała od alkoholu, a poza tym pojawił się miły szum w głowie. Bez przesady, nie była pijana, na to STANOWCZO za mało wypiła, ale to był bardzo długi dzień, ona dawno nie jadła - dlatego alkohol nieco szybciej niż zazwyczaj uderzył jej do głowy. Nie zmieniało to jednak faktu, że każde słowo Elliotta analizowała dogłębnie. Niby nie mówił nic dziwnego, nic, co by mogło budzić jej niepokój, ale z drugiej strony... Może to odrobina paranoi, ale wyczuwała, że mężczyzna czegoś jej nie mówi. Sprawa Cyrku ją zaciekawiła i na pewno będzie zgłębiać ten temat - może nawet wydębi od wojska zlecenie, będzie mogła wyjechać z Briggs, odrobinę sobie odpocząć w jakimś cieplejszym miejscu... Wiedziała, że nie ma co męczyć Elliotta - nie chciała też zerwać cienkiej nici porozumienia, która pojawiła się między nimi, poza tym nie chciała go spłoszyć. Jeśli naprawdę był w mafii to odkryty mógłby uciec a Alek by jej tego nie wybaczył...
A skoro o Alku mowa. Kobieta spojrzała na sufit z zamyśloną miną. Doprawdy, czy powinna na pewno zostać na noc? Kiedy wpadła do domu pewna była, że skończy się to na szybkiej rozmowie, nie miała nawet ciuchów na zmianę... Wyjeżdżając z fortu jedyne o czym myślała to znalezienie przyjaciela, któremu jak sądziła coś się stało. Teraz jednak całkowicie spokojna zaczęła myśleć trzeźwo. No prawie trzeźwo, ale nie o tym tu teraz mowa! Do tego pojawił się Eli, słodki pajacyk! Na pewno mężczyźni chcieliby spędzić trochę czasu razem, w końcu też się już jakiś czas nie widzieli. Ona nie ma znowu tak daleko do Manmort, może przyjechać znów za kilka dni... No to postanowione! Powinnam jeszcze zdążyć na ostatni pociąg do Briggs!
Wychyliła do dna kieliszek i zdała sobie sprawę, że Elliott chyba coś do niej mówił. Chwilę jej zajęło, zanim zdała sobie sprawę, o co mu chodzi.
- Wątpliwości zawsze są, jeśli jesteś istotą myślącą... W wojsku jednak nie ma na to czasu, rozumiesz? Ogólnie to słuchanie przełożonych jest podstawą, jeśli się z czymś nie zgadzasz... Cóż, możesz odmówić wykonania rozkazu, ale prawdopodobnie uznają to za zdradę stanu. Chociaż i tak część z nas czasem nagina zasady... - Uśmiechnęła się pod nosem. - Trzeba tylko znać odpowiednie sposoby. - Po tych słowach wstała i zarzuciła na ramię torbę. - Wiesz Eli, będę się zbierać... Dam wam trochę swobody, a sama wrócę do Briggs. Przyjadę może za jakiś czas, nie mam znowu tak daleko, a teraz przynajmniej wiem, gdzie jest Alek! - Odrzuciła włosy do tyłu i skierowała się do drzwi. - Proszę, zajmij się nim, w porządku? - Powiedziała do niego ubierając się. Owinęła się szalikiem i wcisnęła czapkę na uszy... No to w drogę! - Bardzo miło było mi cię poznać! Jesteś świetnym facetem, chciałabym jeszcze kiedyś się z wami dwoma spotkać! - Uściskała spontanicznie cyrkowca i wyszła z domu, kierując się w stronę dworca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sro Lis 23, 2016 1:13 am

Eli po raz pierwszy naprawdę zwrócił uwagę na kobietę i jej reakcje na jego słowa. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy, był jej rumieniec, który szybko wciął za efekt picia wina. Czy jednak malowało się w nich zmartwienie? Miał wrażenie, że owszem, choć ciężko mu było to stwierdzić na pewno. Zresztą wpatrywała się też w górę, gdzie zniknął Aleksiej - prawdopodobnie się o niego martwiła, to raczej całkiem normalne, skoro był jej przyjacielem. Czemu więc coś ukłuło go w sercu? Czy był jednak zazdrosny o kobietę? Przyglądał się jej otwarcie, choć nienachalnie. Zaraz jednak chwila zadumy minęła a Elliott zaczął kiwać głową, słuchając jej słów o wojsku. Cóż, naginanie zasad w odpowiedni sposób to rzecz, którą rozumiał bardzo dobrze!
Szybko jego mina zmieniła się z uśmiechu na zaskoczony grymas. Cóż, myślał, że Luzie zostanie na noc, a tu tak szybko odchodziła! Nawet nie zdążyli skończyć butelki. Cóż, nie miał zamiaru jej zatrzymywać, jedynie odprowadził ją do drzwi i uśmiechnął się szeroko na jej słowa.
- Pewnie, że się nim zajmę! Możesz na mnie liczyć, obiecuję. W końcu nie po to przyjechałem z Crety, by posiedzieć kilka godzin tylko! I też się cieszę, że cię poznałem, bardzo! Wpadnij kiedyś jeszcze~ - Odwzajemnił przytulenie serdecznie, wciąż się uśmiechając, po czym zamknął za nią drzwi i stał tak chwilę, wpatrując się w nie. Nie trwało to jednak długo, w końcu nie ma co tracić czasu! Odwrócił się, zgarnął ze stołu kieliszki i zostawił je w kuchni. Na tyle porządny by je umyć to nie był, ale zmywanie w końcu nie ucieknie, mógł to zrobić później! Następnie zakorkował butelkę i schował ją do pierwszej lepszej szafki, by zapewnić winu cień i zero światła. Nie chciał się jednak zasiadywać - w końcu znajdował się tak blisko Alka! Szybko więc wszedł na górę po schodach i po krótkim poszukiwaniu sypialni polegającym na zaglądaniu do wszystkich pomieszczeń, namierzył rudego alchemika śpiącego w łóżku. Uśmiechnął się z czułością na jego widok i pierwsze co, to odgarnął z jego twarzy rude kosmyki, muskając delikatnie opuszkami palców skórę.
- Mój piękny~ - mruknął do siebie pod nosem, nie mogąc oderwać wzroku. Po chwili jednak odsunął się nieco, pozbył wierzchniego ubrania, zostawiając na sobie jedynie bieliznę, po czym wsunął się pod kołdrę obok swojego ukochanego, obejmując jego talię ramieniem i układając głowę obok tej jego. Jego serce rozsadzała radość z tego, że znów mógł być blisko mężczyzny. Twarz wykrzywiał mało mądry uśmiech, kiedy tak wpatrywał się w jego śpiącą twarz. Jednak nawet niego zmogło zmęczenie i wkrótce powieki opadły a on sam trafił do krainy snów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Sro Lis 23, 2016 1:12 pm

Rudy spał w najlepsze nie do końca spokojnym i przyjemnym snem, bo jednak zasypiał zdenerwowany na sytuację, w jakiej się znalazł. Wiedział, że z pewnością nigdy nie będzie rozmawiał z Luzie o uczuciach, bo oboje są nieodpowiednimi ku temu kompanami. Entuzjazm kobiety był dla niego przesadny do tego stopnia, że robiło mu się niedobrze i czuł się tak, jakby szedł mostem wspartym jedynie na linach nad przepaścią bez dna. Cóż, pewne było, że nie będzie mu się spieszyło do ponownego spotkania z nią, bo od razu budziło to w nim nieprzyjemne skojarzenie z tym, co się stało tego wieczora. 
Zdecydowanie bardziej wolał, kiedy byli po prostu znajomymi z pracy. 
Nie wiedział, co było powodem takiego zachowania z jej strony, jednak mu się to nie podobało. Kojarzyło mu się to z tym, że kobiety zwykle traktowały tak swoje przyjaciółki, ale... To, że był w związku z mężczyzną nie znaczyło przecież, że nagle stał się panią. Może to kwestia jego wyglądu? Jeśli był drobny, miał te delikatne jak na mężczyznę rysy i miedziane, rude włosy, które też do krótkich nie należały. Właściwie nadrabiał jedynie głosem i wiadomymi częściami swojej anatomii. Co mogło jej sugerować takie zachowanie? A może to po prostu on był nadwrażliwy? To po części też, w końcu nienawidził, gdy ktoś z dosłownie z buta wjeżdżał w jego prywatność. 
Nie obudził się, kiedy Elliott wszedł do pokoju, dotarło jednak do niego, że ktoś go dotykał. Czując znajome gesty natychmiast wtulił się w cyrkowca, w końcu dzielili to samo łóżko już dłuższy czas i poskutkowało to mniej więcej takim odruchem. Wymamrotał coś, co prawdopodobnie nawiązywało do treści jego aktualnego snu, jednak było to cokolwiek bełkotliwe i przypuszczalnie w jego rodzimym języku. 
Obudził się dopiero rano, pewnie w okolicach dziesiątej - nie potrzebował budzika ani niczego, co by mu podpowiadało, jakoby wtedy miał się budzić, po prostu coś w jego głowie mu kazało. Poczuł znajome ciepło jeszcze zanim otworzył oczy i cicho zamruczał, wiercąc się przy tym. Jego nos napotkał skórę drugiego mężczyzny i znowu odruchowo przesunął po nim wolno, zaraz potem otworzył oczy i delikatnie ucałował jego szyję, następnie robiąc to samo z ustami. 
- Zbudź się, książę - Wymruczał cicho, wciąż stykając się własnymi wargami z tymi należącymi do Elliotta. Dłoń natomiast pogładziła policzek mężczyzny, by z tego miejsca przejść w jego włosy; delikatnie przeczesywał je i masował tył jego głowy wolnymi ruchami, wciąż przyglądając się twarzy Elliotta. Nie miał pojęcia, czy Luzie wciąż jest w jego domu, ale że nie należał do osób, które lubiły okazywać uczucia przy innych, postanowił teraz nacieszyć się swoim pajacykiem. Ale... coś mu się przypomniało. Nie powinien być zły? Chyba tak. 
- To za to, że tak bardzo tęskniłem - Powiedział cicho, kiedy ten drugi już się obudził, po czym znowu go pocałował - z początku delikatnie, zaraz namiętniej i mocniej. Tak, zdecydowanie tęsknił za smakiem tych ust, jednak... Nie, to było zbyt łatwe. Dlatego zaraz ugryzł jego dolną wargę, niezbyt mocno oczywiście, odsunął się i posłał mu spojrzenie pełne kilku rzeczy. Do tych należała tęsknota, pewna dawka złości i wciąż lekkie zaspanie. 
- A to... Za to, że tak bardzo tęskniłem - I powtarzając to, co już powiedział, pacnął otwartą dłonią lekko tył głowy cyrkowca. Chwilę patrzył na niego takim w domyśle niezadowolonym wzrokiem, po czym po prostu wtulił się w niego.
- Tak mocno cię kocham, pajacyku... - Wyszeptał, dopiero po chwili unosząc na niego wzrok. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   Czw Lis 24, 2016 1:47 am

Eli miał w miarę czujny sen, różne sytuacje w życiu nauczyły go, by miał się na baczności, więc wybudzenie go nie wymagało wiele wysiłku. Co innego z rozbudzeniem do przytomności, gdy wiedział, że był bezpieczny. Dlatego też od razu wybył z krainy snów, gdy Aleksiej się poruszył, jednak nadal nie otwierał oczu, ciesząc się jedynie ciepłem swojego ptysia, jego nosem i ustami na szyi, tym, za czym tak bardzo się stęsknił przez te wszystkie tygodnie. Co było w tych ustach takiego, że nie potrafił przestać o nich myśleć, nawet dziesiątki kilometrów dalej?
Mruknął dopiero, czując pocałunek na swoich wargach i słowa Alka. Zacisnął mocniej wokół niego ramiona, wtulając go w swoją pierś, chłonąc każdą chwilę, gdy mógł go tak trzymać. Czuł jak jego ręka wędruje po jego głowie i zamruczał głośniej, gdy ta zaczęła masować mu skórę pod włosami. W końcu uchylił nieco powieki i napotkał wzrok niebieskich oczu. Uśmiechnął się mimowolnie, głaszcząc go delikatnie po plecach i wciąż mocno obejmując.
- Dzień dobry, słońce~ - mruknął nieco zaspanym głosem, zaraz nieco się rozbudzając, by odwzajemnić pocałunek.
Brakowało mu tego. Tak bardzo. Właściwie teraz się zastanawiał, jakim cudem zdołał tak długo bez Alka wytrzymać. Rzecz jasna praca nieco go pochłonęła, ale nie zmieniało to faktu, że jakby mu teraz kazano się odsunąć i odejść, pewnie nie byłby do tego fizycznie zdolny. Dlatego też zamiast tego wpił się w jego wargi, jedną dłoń kładąc mu na karku i tam lekko miziając. Mruknął głośniej, gdy ów słodki pocałunek przerwano a on sam poczuł lekki ból na wardze. Nie żeby był mocno niezadowolony, w końcu już po chwili to minęło a sam gest jeszcze skuteczniej go rozbudził. Tak samo zresztą jak pacnięcie, na które syknął lekko.
- Ojej, widać mocno tęskniłeś~ - mruknął, przytulając go, gdy ten mimo wszystko ufnie się w niego wtulił. Zaraz zaczął głaskać go po plecach, wyczuwając wszelkie krzywizny. - Też za tobą tęskniłem... tak mocno, jakby serce chciało mi uciec z piersi do ciebie. - Pocałował go czule w czoło. - Przepraszam, że tyle mnie nie było... Ale teraz jestem. I zostanę... nie wiem na ile, ale na dłużej.
Zaraz jednak poczuł, jak jego serce trzepocze w klatce piersiowej, gdy usłyszał wyznanie... to jedno, na którym mu naprawdę zależało i które było dla niego najważniejsze na świecie. Gdy mężczyzna uniósł wzrok, Elliott zapatrzył się w jego oczy, swoimi chcąc przekazać choć część swoich uczuć wobec niego. Pochylił się nieco nad nim, by ich twarze dzielił jedynie maleńki odstęp, ledwie kilka centymetrów.
- A ja nie przestałem kochać ciebie. Nawet mam wrażenie, jakby to urosło i... i nie chciało mnie opuścić ani na chwilę. - Zachichotał cicho. - Nie żebym chciał to zmieniać. Bo wcale mi to nie przeszkadza~ - Pokonał ostatni odcinek dzielący ich usta i je połączył w pocałunku. Ale choć najchętniej zapamiętałby się w nim, zapomniał o bożym świecie, jakby istniało tylko łóżko i jego ukochany obok... cóż, pamiętał o dwóch rzeczach. Jedna to obietnica, że zaczeka, aż sam Aleksiej będzie chciał zbliżenia. Broń boże nie miał zamiaru nic narzucać. A po drugie... cóż, z tych nocy w chatce pamiętał o nawykach rudzielca. Więc po dłuższej chwili odsunął się nieco i uśmiechnął wesoło, zupełnie już obudzony.
- Kawy? - zaproponował z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Aleksieja   

Powrót do góry Go down
 
Dom Aleksieja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Monmort-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.