.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Cathaira

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Mieszkanie Cathaira   Wto Paź 04, 2016 11:16 pm

Mieszkanie należy do tych średniej wielkości - nie jest ani przesadnie luksusowe, ani nie należy do ciasnych kawalerek. Kupił je na własność, a znajduje się nad sklepem całodobowym, czyli w niezwykle wygodnej lokacji.
Głównym pomieszczeniem mieszkania jest salon, do którego prowadzi nieduży korytarz. Stoi tam długa i wygodna kanapa oraz dwa fotele w kolorze beżu, meble takie jak stolik, szafki czy półki utrzymane są w jasnych kolorach. Całą jedną ścianę zajmuje duży regał wypełniony najróżniejszymi książkami. Kuchnia, która jest jedynie aneksem połączonym z salonem, wyposażona jest w typowe dla każdego mieszkania sprzęty, podobnie łazienka ze sporą wanną. Poza tym znajdują się tam jeszcze dwa pomieszczenia: jedno to sypialnia alchemika, wyposażona w szerokie łóżko, szafę z ubraniami, wysokie lustro i stolik przyłóżkowy. Drugie to pracownia Flynna. Jest to jedyne miejsce mieszkania, w którym panuje bałagan. Biurko zasypane jest różnymi papierami, zarówno zdobytymi, jak i napisanymi przez Cathaira. Na ziemi nieraz leżą książki, a na ogromnym stole leżą różne obiekty jego eksperymentów, zazwyczaj próbki różnych minerałów i metali.


Cathair miał ręce pełne roboty. Już od niemal godziny kroił, siekał, smażył i gotował, by przygotować porządny posiłek. W powietrzu unosiły się wspaniałe aromaty winnego sosu, w którym dusiły się kacze uda, ziemniaki już niemal dochodziły, a znad naczyń unosiła się gęsta para, osiadająca na oknie, nawet mimo jego otwarcia, by wpuścić do mieszkania świeże powietrze i zapewnić jakiś przewiew. Została mu jedynie sałatka ze świeżych warzyw, czym właśnie się zajmował. Pokropił dodatek odrobiną sosu winegret, już wcześniej przygotowanego, po czym zaniósł miskę na stół stojący w salonie. Był on już nakryty dla dwóch osób, a na stole stała butelka wina. Całość mogła wyglądać, jakby Cathair czekał na kogoś bardzo wyjątkowego... właściwie brakowało tylko zapalonej świeczki, by dopełniła obrazu. Zabawne, bo nawet o tym nie pomyślał. Ot, miał do przygotowania obiad dla siebie i swojego przyjaciela, który choć raz zapowiedział swoją wizytę. Skoro tak, chyba logiczne, że przygotował miejsce dla dwóch osób, czyż nie? No a Felix miał tendencję do żywienia się byle czym, byle zdatnym do spożycia, co z pewnością do zdrowych nie należało. Tym bardziej należało go nakarmić czymś normalnym. Młodzieniec za punkt honoru wziął sobie zadbanie o stan przyjaciela.
Akurat gdy skończył wykładać potrawę na półmiski, usłyszał pukanie do drzwi. Otarł dłonie o ścierkę, odrzucił ją na blat i poszedł otworzyć. Gdy tylko ujrzał wyszczerzonego blondyna, sam również odrobinę uniósł kącik ust. Ale tylko odrobinę.
- O patrz, jak raz się nie spóźniłeś. Jestem pod wrażeniem, ktoś cię pilnował? Wchodź, nim wystygnie. - Odstąpił od progu, robiąc mu przejście. Nie musiał go prowadzić, w końcu żołnierz znał rozkład domu równie dobrze co on sam. Nalał im obu trunku do smukłych kieliszków i siadł do obiadu.
- Dawno cię nie widziałem... wyjeżdżałeś gdzieś? Co u ciebie? - spytał, rzeczywiście zastanawiając się nad tym, co ten porabiał, zwłaszcza znając jego niezrównany talent do wpadania w kłopoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Pią Paź 07, 2016 9:40 pm

Felix szedł jak zwykle skocznym krokiem w kierunku domu przyjaciela, nucąc pod nosem jakąś wesołą melodyjkę. Nie musiał się zastanawiać nad kierunkiem, w końcu znał drogę na pamięć, więc nie miał jak zabłądzić, a tym samym jakkolwiek się spóźnić. Choć raz. Tak samo jak ten jeden jedyny raz uznał, że nie należy wpadać do Cathaira bez zapowiedzi i dzień wcześniej postanowił go powiadomić o swojej wizycie. Jakże wspaniałomyślnie. No i... z tego też powodu wręcz głupio by się czuł, gdyby nie pojawił się w domu przyjaciela na czas. Co chwila zerkał więc na zegarek, niekiedy przyspieszając kroku, by nadrobić te stracone kilkanaście minut, które zostały mu zabrane, gdy przedzierał się przez roboty drogowe, które jak na złość musiały się trafić na trasie jego przechadzki. No i może parę razy obejrzał się czy przystanął, mijając nadzwyczajnej urody damę na ulicy, której wręcz nie dało się ominąć spojrzeniem. A wstąpienie do sklepu po drodze po jakieś ciastka dla przyjaciela (wziąłby z cukierni rodziców, ale dawno nie był już w rodzinnym mieście) też musiało trochę tego cennego czasu zabrać... Jednak jak na żołnierza przystało, kondycję miał dobrą, więc podbiec nawet kawałek nic nie zaszkodziło!
Tak więc dotarł, gdzie miał dotrzeć i z wyszczerzem na twarzy zapukał do mieszkania przyjaciela. Jeśli jego uśmiech mógł być jeszcze radośniejszy, właśnie taki się stał, gdy Cathair z typową dla niego miną otworzył drzwi. Z miejsca Felix wepchnął mu do rąk kupione jeszcze niedawno rogaliki z dżemem.
- A wiadomo, panie majorze! Trochę więcej wiary w moją punktualność, aż tak źle z tym chyba nie jest, coo? - rzucił w wejściu, a zostawiwszy buty w korytarzu, ruszył do salonu i aż na moment przystanął na widok przygotowanego przez przyjaciela obiadu. Zerknął na niego zza blond kosmyków z figlarnym błyskiem w oczach.
- Nudziło ci się dzisiaj, czy czekamy na kogoś jeszcze? - zagadnął, siadając do stołu. Widział wprawdzie tylko dwa nakrycia, ale... no cóż, nie spodziewał się, że będzie mu dane tak dobrze pojeść. Na moment spojrzał na swój talerz, lecz zaraz potem znów podniósł wzrok na starszego Flynna i uśmiechnął się lekko. Jakoś to szybko minęło, ale faktycznie nie widział go już od dłuższego czasu. I gdyby nie te ciastka w rękach, w progu rzuciłby się na niego z przyjacielskim tulem. - W sumie... Może czytałeś w gazetach o akcji w Liore. Wysłali mnie tam niby, ale właściwie wiele nie zrobiłem, jedynie się trochę porozglądałem. No i nawet wesoło było, jakkolwiek ponuro by tego prasa nie przedstawiła! A teraz... Teraz znów tu siedzę i znów mogę cię nękać, ile dusza zapragnie. - Uśmiechnął się znów, odgarniając włosy za kark i przyglądając się przyjacielowi z lekko żartobliwym wyrazem oczu. - A pan, panie alchemiku? Jakieś nowości u ciebie, czy nadal siedzisz nad książkami? - Po tych słowach spróbował przygotowanej potrawy i wręcz mruknął z zadowoleniem. - Aleee... gotujesz równie świetnie co wcześniej - dodał tonem pełnym podziwu dla wszystkich, którzy nie niszczyli kuchni, chcąc cokolwiek ugotować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Czw Paź 13, 2016 1:13 am

Cathair nieco skonfundowany spojrzał na ciastka, które wręczył mu Felix. Zerknął do paczuszki, by zobaczyć, co też jest w środku, po czym podziękował skinięciem głowy i odstawił póki co na blat deser, którego w końcu nie je się równocześnie z obiadem. Nawet dobrze, że przyjaciel go przyniósł, bo sam alchemik nie zdążył niczego słodkiego przygotować.
- Uwierzę w twoją punktualność, gdy zobaczę, jak ją praktykujesz... częściej niż raz na pół roku. - Uniósł brwi nieco do góry, co było jego odpowiednikiem lekkiego uśmiechu. Taki nawyk, który w obcych wywoływał niepewność, bo byli przekonani, że jest zły bądź patrzy na nich pogardliwie. Ale teraz nie musiał się przejmować, że zostanie to źle odebrane, w końcu Leville znał go od zawsze. Przy nim mógł się odprężyć i zachowywać się mniej regulaminowo niż przy obcych, nie martwiąc się zepsutym wizerunkiem.
- Nie nudziło i nie czekamy. Ale masz choć raz nie jeść w jakichś barach w pośpiechu. Znaczy lepiej to niż jakieś niejadalne twory, które zdarza ci się tworzyć, ale "lepiej" nie znaczy "dobrze". Więc korzystaj. W sumie póki tu siedzisz, możesz wpadać co jakiś czas... - Urwał, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział. Odwrócił wzrok, przybierając kamienną minę. Czy on właśnie zapraszał do siebie Felixa i mówił, by przychodził częściej. Zaraz, to wszystko z troski, prawda? W końcu był to jego... przyjaciel. Musiał o niego dbać. - Wiesz, dla dwóch osób łatwiej się gotuje i nie zostaje. No i się pochorujesz od śmieciowego jedzenia - dodał może nieco za szybko. To wcale nie tak, że się tłumaczył.
Żeby odzyskać spokój umysłu, zajął miejsce i zaczął jeść swoje danie, gdzieś na dnie umysłu rejestrując, że wyszło nie tak źle, chociaż średnio nawet rejestrował jego smak. Jak zawsze trzymał się prosto, eleganckimi, minimalistycznymi ruchami odcinając kawałki jedzenia i wkładając je do ust. Co jakiś czas zerkał na towarzysza, ot, bez wyraźnej przyczyny. W końcu siedział naprzeciw, było to dość naturalne, czyż nie?
- Och, więc to ty byłeś tam, przy tej aferze, o której pisali w gazetach? - spytał się niezbyt zaskoczonym tonem. - Średnio się tym interesowałem, więc wiele nie wiem... I skąd u ciebie te sadystyczne zapędy, że chcesz mnie nękać? - westchnął, kręcąc głową z niedowierzaniem. Ale nie powiedział, że nie. W końcu nie było to konieczne, prawda? Wierzył, że jego przyjaciel wie, co on o tym wszystkim myśli. Rozumieli się bez słów.
Zaraz jednak musiał zainteresować się jego pytaniem. Przez chwilę myślał, rozważając, czy powinien mu mówić o niedawnej przygodnie w bibliotece. Z jednej strony temat Caseya był drażliwy, bo mimo upływających miesięcy nadal nie udało mu się nic w związku z odnalezieniem go wskórać. No i sam obcy się do alchemika nie odezwał, czyli prawdopodobnie nawiał. Cathair nieraz się zastanawiał, czy nie lepiej było go zwyczajnie zamknąć... ale cóż, stało się. Z drugiej strony nie zwykł do ukrywania czegokolwiek przez blondynem. Nawet mimo gadulstwa umiał on dotrzymać tajemnicy i młodzieniec mu ufał.
- Miałem mało przyjemne spotkanie z jakimś alchemikiem... obcym, wyglądał nawet na obcokrajowca. On... umiał transmutować bez kręgu - Spojrzał na Felixa znacząco, choć nie był pewny, na ile ten słuchał jego wykładów o alchemii. - Ale... wypuściłem go jako szpiega. By znalazł Caseya - dodał, odwracając wzrok ze wstydem. Tak, oto on, Cathair Flynn, państwowy alchemik, który łamie prawo dla własnych korzyści. Niechętnie się do tego przyznawał, ale jeśli ktokolwiek miał go zrozumieć, to właśnie Leville.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sob Paź 15, 2016 1:29 am

Oczy Felixa błysnęły ze swego rodzaju satysfakcją, kiedy tylko usłyszał zaproszenie od Cathaira.
- Skoro sam mówisz, to czemu nie! Ja zawsze chętnie wpadnę, żebyś tylko był w domu, to wiesz…! Przyjdę na pewno znowu! – Kiwnął zamaszyście głową na potwierdzenie tychże słów, po czym przechylił ją lekko i mrużąc nieco oczy, wsłuchał się w dalszą część wypowiedzi przyjaciela. – Tak tak, wiadomo… A serio, to przyznaj po prostu, że choć trochę za mną tęskniłeś i czasami ci nudno z samymi tylko książkami! – rzucił wesołym i nieco zaczepnym tonem, podpierając głowę na dłoni. Co prawda i tak wątpił, by Flynn coś takiego powiedział, no ale! Felix lubił tę jego „minę kujona” czy wymowne uniesienie brwi, więc może miał cichą nadzieję, że Cathair i tym razem zareaguje w podobny sposób.
Zaraz po tym sam też się wziął za jedzenie. I nie mógł nie zachwalać choć trochę kulinarnych zdolności przyjaciela. No i zgodzić się z nim też musiał, bo faktycznie przeważnie jadał rzeczy albo mniej zdrowe i na szybko, albo bardziej zwęglone. Także za ten obiad był mu naprawdę wdzięczny. I jednak się człowiekowi robiło miło, kiedy można było wywnioskować, że ktoś się o niego troszczy choć w taki sposób, że da mu dobry obiad.
- Byłem! O nas samych w gazecie oczywiście nie wspomnieli, no ale może to i lepiej… Ciekawe w ogóle, co tam u doktorka… Właśnie! On chyba też alchemik, więc może go znasz! Ale nie wiem. No w ka… – tu urwał i uśmiechnął się zawadiacko. – Ależ żadne sadystyczne! Przecież nie mam zamiaru cię połamać czy coś, jedna półkaleka w towarzystwie wystarczy! Czasami tylko przyjemnie się pośmiać z twojej miny…! Ale chyba nie będziesz za to zły, co? – zagadnął, znowu przechylając lekko głowę na bok. I jakkolwiek wesoły nie byłby wyraz twarzy Felixa, nie uszło jego uwadze chwilowe zamyślenie Cathaira. Nie żeby to było coś niecodziennego, jednak wyjątkowo ucichł na chwilę, czekając, co też ten powie.
- Bez kręgu…? – Potrzebował chwili, by myśli zaskoczyły na właściwe miejsca, a młodzieniec przypomniał sobie coś z tych wszystkich rozmów o alchemii. – Czyli… No no…  I obcokrajowiec… Ciekawe - rzucił z zapałem i iskierkami w oczach. – Ale… – tu urwał i spojrzał na starszego Flynna uważniej. – Nic ci się nie stało, prawda…? – Człowiek może sobie być wiecznie wesoły, ale nie znaczyło to przecież, że w głosie blondyna nie mogła pojawić się troska. Zaraz potem jednak uśmiechnął się znowu. – No i proszę, panie majorze, ładnie to tak…? Wypuszczać niebezpiecznego osobnika na wolność? Choć mi najmniej chyba osądzać, co jest dobre, a co złe! Ale… – jeszcze raz przyjrzał się twarzy przyjaciela. – Jakieś wieści od gościa? Cokolwiek? Eh… kiedy to Caseya się ostatnio widziało, nie wiem już… Żebym wiedział, gdzie się szwenda, sam bym pewnie pomógł, jednak tak… Odezwał się ten alchemik czy zwiał, skoro trafiła się okazja? – spytał, oczywiście na jednym wdechu. Także martwił się o brata Cathaira, bo sam traktował go jak członka rodziny. A jednocześnie wiedział, że jego troska jest niczym w porównaniu do tej przyjaciela.[/b][/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Pon Paź 17, 2016 11:39 pm

- Jestem w domu zawsze, gdy nie jestem w bibliotece... A książki są najciekawszym towarzystwem, heretyku - odparł spokojnie, nie komentując nijak komentarza Felixa o tęsknocie. No może i czasem brakowało mu kogoś żywszego, kto by go podniósł na nogi w trakcie ponurego dnia. Ale przecież był dorosły i umiał sobie radzić, prawda? Uważał się za odpowiedzialnego dorosłego. Gotował, zajmował się domem, pracował i rozwijał się intelektualnie. Znajomi... to wychodziło mu gorzej. Chyba rzeczywiście łatwiej jest porozmawiać z kimś znajomym niż poznawać innych ludzi.
- Czyli pracowałeś i się nie obijałeś... jestem w szoku. - Pokiwał poważnie głową. - Ale chociaż w pozytywnym. Praca popłaca. No i widać dobrze wam poszło, jak rozwiązaliście sprawę i wróciliście w jednym kawałku. - Mężczyzna zerknął przelotnie na metalową rękę przyjaciela. W jednym kawałku. Nie jak wtedy. Krew się w nim zagotowała jak zawsze, gdy wspominał ten okres, ale umiał nad sobą panować i nie dał temu sobą zawładnąć. W końcu nic nie mógł na to poradzić, co się stało, to się nie odstanie. Choć nadal bolało.
- I wątpię, bym znał. Nawet jak alchemik. Czy ja wyglądam na osobę, która podchodzi do każdego państwowego i chce się z nim zaprzyjaźniać? - spytał retorycznie, unosząc brew w górę. Doprawdy, brakowało tylko jego okularów do czytania, znad których spojrzenie było jeszcze bardziej wymowne i krzyczało "KUJON, BEZ KIJA NIE PODCHODŹ". Ale w dyskusję o denerwowaniu się nie wdawał. I wcale nie dlatego, że nie wiedziałby, jak to skomentować. Dyplomatyczne milczenie było po prostu najlepszą opcją na większość drażliwych tematów.
- Nie daję się pokonać byle dzieciakom - skwitował chłodno, zaraz jednak jego ton znów stał się nieco zmartwiony. - I nie... nic nie wiem. Jakby się zapadł pod ziemię. Cholera wie, czy to on tak, czy Casey... obaj są do tego zdolni, jak sądzę. - Westchnął ciężko, kręcąc głową. - I szczerze mam głęboko gdzieś "niebezpiecznego osobnika". Pyskaty smarkacz, który myśli, że umie kraść. Jak dalej będzie tak arogancki, szybko go złapią... ale liczyłem, że przed tym będzie choć trochę użyteczny. - Spojrzał poważnie na Felixa. - A co, chcesz mnie zaaresztować, poruczniku? - Do jego oczu wkradła się nuta bólu. - Muszę go znaleźć nim zrobi coś głupiego. Jakkolwiek. - Odwrócił wzrok, upijając z kieliszka spory łyk wina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sob Paź 22, 2016 1:15 am

- Wiesz... - Felix uśmiechnął się słodko do przyjaciela, już nie zamierzając droczyć się w sprawie książek, które dla blondyna były tylko i wyłącznie tym, czego się unika na kilometr - skoro tak pan mówisz... trzeba ci kogoś znaleźć! Bo…! – tu jednak jego zapał przygasnął i młodzieniec przekrzywił głowę w drugą stronę. – A właściwie znając ciebie i tak by z tego nic nie wyszło, więc…! Jak raz dam spokój!
Dalej już tylko słuchał słów przyjaciela i lekko pokiwał głową.
- Tylko nie myśl sobie, że to jakaś zmiana na zawsze! Czasami trzeba się zająć czymś sensownym… Ciekawiej się trochę robi. – Nie uszło też jego uwadze spojrzenie rozmówcy. Na to kąciki ust Felixa uniosły się nieco, tyle że nie z typowym dla niego rozbawieniem, a bardziej w stylu lekko pokrzepiającego uśmiechu. – Spokojnie. W najbliższym czasie nie mam zamiaru gubić ręki, bo i do South mi obecnie nieśpieszno! - W sumie sam już dawno przyzwyczaił się do metalowej kończyny. I tak naprawdę nikogo nie winił o to, że coś mu się stało. Ale pamiętał, jak przyjaciel się wtedy zachowywał… i z jednej strony było to miłe uczucie, że zdobył kogoś, kto się potrafi tak o niego martwić, ale z drugiej wolałby, by i Cathair zapomniał. Całkowicie się zapewne nie da, ale choć trochę…
Z kolei gdy ciemnowłosy zadał pytanie i spojrzał na Felixa z typową dla siebie miną, ten wyszczerzył się tylko, jak szeroko potrafił. Już dawno uodpornił się na działanie spojrzenia typowego kujona… a właściwie nigdy na nie nie zwracał uwagi, bawiło go ono wyjątkowo. I tym samym cieszył się jak dziecko (większość czasu zachowywał się jak dziecko, ale to inna kwestia), bo też uwielbiał w jakiś sposób tę wiecznie poważną naturę przyjaciela.
Gdy ten mówił o Caseyu, blondyn wziął się za pałaszowanie swojego obiadu, wiedząc jednocześnie, że nie zrobi tego z kocią gracją, co jego rozmówca. No cóż. Kiedy człowiek głodny i w towarzystwie znajomych, przestaje to też mieć takie znaczenie.
- No chyba że ta— – chciał potaknąć; w końcu sam nie mógłby nazwać się zawsze przestrzegającą prawa osobą, ale zmuszony był znowu przerwać, słysząc nadaną mu właśnie rangę. – Czyżbym właśnie awansował na porucznika, panie majorze? Widać muszę częściej wpadać na obiad, skoro tak to działa – zaśmiał się lekko. – Ale nie, raczej nie planuję! Żadnego pożytku z tego! – dodał jeszcze, a zaraz potem znowu przekrzywił głowę, przyglądając się Flynnowi czujnie.
- Żebyś wiedział, jak to wygląda, kiedy taki ty się tak martwi… Się Casey powinien cieszyć, że ma takiego kochanego brata! Ale… – Kilka razy zastukał widelcem w prawie już pusty talerz, zamyślając się na parę sekund. - Chłopak ma już te swoje dwadzieścia lat. Aż takich głupstw robić nie może… Czasami by się wydawało, że zachowałby się rozsądniej niż ja – rzucił wesoło. – Znaczy ja cię nie zniechęcam do poszukiwań…! Ale chyba sobie poradzi… No powiedz, czy nie! – dodał na koniec dość przekonanym tonem.
I na chwilę ucichł, jednak długo taki stan trwać oczywiście nie mógł, więc ni z tego, ni z owego młodzieniec wyrzucił znów:
- A tak swoją drogą, nadal palisz?
Kasiek ma osiemnaście. Póki tu jest przynajmniej. :v
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Pią Paź 28, 2016 12:57 am

Patrzył z zaskoczeniem na Felixa, który tak szybko zmienił stanowisko. Na pierwszą wzmiankę o znalezieniu kogoś sobie miał od razu protestować gorąco, w końcu nie miał czasu, chęci i... i... i sam nie wiedział, co jeszcze, ale coś na pewno. Jednak nagła odmiana słów przyjaciela sprawiła, że jedynie patrzył na niego przez moment, po czym obrał wręcz odwrotną technikę.
- Dzięki za wiarę w moje zdolności towarzyskie, panie pozytywny. Skąd podejrzenie, że będę wiecznie sam, hę?
Nie żeby naprawdę kogoś szukał. Tylko z jakiegoś powodu, gdzieś na dnie serca ubodło go zdanie Felixa. Czyżby nie nadawał się do związków? Zignorował cichy głos krzyczący, że owszem, najlepszym kandydatem to on nie jest, siedząc wciąż w książkach. Ale uważał się za nie wyglądającego najgorzej, inteligentnego mężczyznę, więc czego mu brakowało?
Postanowił też nie ciągnąć tematu ręki mężczyzny. Atmosfera była zbyt dobra, by psuć ją głupimi dyskusjami. Nawet nie kłótniami, ale Cathairowi zdarzało się unosić, gdy w grę wchodziła zaginiona niczym Atlantyda kończyna wojskowego. A mówił mu, nie dołączaj do armii. To prawda, że dzięki temu pracowali razem, ale coś wątpił, by cena była do tego adekwatna. Zwłaszcza że jedyne, co wiedział o mechaniku Felixa, to fakt, że był jeszcze dzieciakiem, nie mógł więc być bardzo doświadczony. Ale to było w jego stylu, powierzać swoje zdrowie komuś, kto miał jeszcze mleko pod nosem, bo zdążył go polubić. Jeszcze nigdy małego nie spotkał, ale jeszcze się upewni, by ten nie spartaczył przypadkiem niczego.
- Właśnie, panie "zasady są po to, by je łamać" - rzucił nieco sucho, co zastępowało mu ironiczny ton. - Akurat tobie przeszkadza, że ten chłopak gdzieś chadza. I... oj już, pomyliłem się - westchnął. - Myślę jedno, mówię drugie, chorąży. Wybacz, trochę mi się ostatni tydzień dał we znaki. Niewiele spałem ostatnio i jakby żyję na kawie - wyznał, niewiele przy tym myśląc. - Ale to nieważne... Ale widzę z tobą też nie najlepiej, jak mylisz nawet wiek Caseya. Nie postarzaj go. Chyba że to umyślnie, żebym się mniej martwił? Aż tak nieprzytomny to nie jestem. I... wiem, że 18 lat to nie jest mało, ale dorosły? - westchnął cicho i wyjrzał przez okno, bez specjalnego powodu, ot, by uciec wzrokiem. - Hmm... możemy o tym nie mówić? - poprosił cicho. Nie czuł się na siłach dyskutować o swoim bracie, nie lubił rozmawiać o sprawie, w której jego stanowisko nie było niezachwiane, a ta kwestia sprawiała, że kłócił się sam ze sobą.
Zaraz zresztą znów na niego spojrzał, zaskoczony nowym tematem, jednak przyjmując go z wdzięcznością... nawet jeśli dotyczył kwestii, o którą zawsze się z Felixem kłócił. Ale nawet to było lepsze niż jałowa debata na temat brata alchemika.
- Może. Czasem. Zdarza mi się. Co w związku z tym? - Uniósł pytająco brew, uśmiechał błąkał mu się w samych kącikach ust. Wiedział, jak Felix nie lubił palenia, ale ciężko mu było skończyć z nawykiem, który miał od tak dawna. Zresztą nie uważał się za nałogowego palacza... w końcu sam decydował, kiedy zapali, zdarzały się nawet całe dni bez ani jednej fajki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Wto Lis 01, 2016 12:23 am

Choć Felix wyczuł w głosie przyjaciela żartobliwy nieco ton, nagle doszło do niego, że znów mówił szybciej niż myślał i... i chyba mógłby trochę się powstrzymywać przed wyrzucaniem z siebie wszystkiego, bez wcześniejszego zastanowienia się, czy te słowa kogoś dotkną czy nie.
- Znaczy...! Ja wcale tego nie mówię! Obyś nie był, bo bycie wiecznie samym jest średnio zachęcającą perspektywą. Tyle że też nie chcę ci niczego narzucać...! Byle ci było dobrze, z kimś czy bez! No iii... - Tu zmrużył oczy, biorąc szybki oddech. - I jak coś masz zawsze mnie, więc samotny na zawsze na pewno nie będziesz, Kotku - oświadczył z pełnym przekonaniem, nawet nie myśląc, że kiedyś mógłby Cathaira zostawić. Bo choć znajomych miał sporo, przyjaciela tylko jednego, więc należało o niego dbać i być przy nim zawsze! ... Może nie dosłownie, jednak wiadomo, o co chodzi.
Docinki skierowane w swoją stronę postanowił zignorować, jednak słysząc poprawne już "chorąży", westchnął tylko teatralnie.
- No i z awansu nici, no cóż... - mruknął wielce zrozpaczonym tonem, zaraz jednak podniósł wzrok na alchemika, ponownie przypatrując mu się nieco uważniej. - Ostatni tydzień...? Działo się coś? I hej, weź się nie przemęczaj może, co? - i po raz kolejny głos Felixa nie brzmiał standardowo miło i radośnie, a zaskakująco wręcz troskliwie. - Kawa jest dobra, tak, tak, ale za dużo pić tego też nie należy! - dodał, co wcale nie było odwetem narratorki za jej odwyk kawowy zarządzony przez tę drugą, która teraz pije zdecydowanie za dużo kawy. - I cicho! Też mi się zdarza czasami coś pomieszać... Jakkolwiek, osiemnaście... W tym wieku, to...! - Zapewne miała zabrzmieć to długa historia o tym, co właśnie Felix robił w wieku Caseya, jednak powstrzymał się, usłyszawszy prośbę Cathaira. - Ta jest, możemy - uśmiechnął się lekko, natychmiast odrzucając temat na bok. Nie miał zamiaru dręczyć przyjaciela czymś, o czym tamten nie miał ochoty dyskutować.
- Mhmm... - mruknął więc, szczerząc zęby. - W związku z tym tylko tyle, że zastanawiam się, na ile się zdały moje wykłady... no ale jak "czasem" i "zdarza się", to może dam ci spokój... Może! – zaznaczył nieco może głośniej, niż zamierzał. Zaraz po tym też westchnął. – Jak się człowiek nawdychał czegoś w Liore, ma jakiegokolwiek dymu dosyć na długo… Tak samo userka, która nadal tylko połowicznie oddycha… Wierz mi, lepiej z tym skończyć raz, a dobrze! Aleee…! - Felix wziął do ręki kieliszek z winem i upił trochę, przez chwilę jeszcze czując jego smak na języku, a w tym samym czasie przyglądając się klarownej cieczy. – Pyszne to było! – oznajmił wesoło, zerkając to na pusty już talerz, którego zawartość zdążył opróżnić w trakcie rozmowy, to na Cathaira. –To co teraz? Znaczy zjedz sobie spokojnie! Żeby nie było, że poganiam… Bo nikomu się przecież nie śpieszy, do pracy biec nie trzeba, a zresztą! Nie zostawiłbym cię samego ze sprzątaniem, o nie – uśmiechnął się szeroko, znowu wpadając w radośniejszy nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Pią Lis 04, 2016 12:17 am

Cathair już otwierał usta, by odparować, że od dawna to wiedział, że wcale nie potrzebuje nikogo i żadnego związku do szczęścia, że to nie jest wyznacznikiem szczęścia, że masa ludzie jest samotna z wyboru i nikomu to jakoś nie przeszkadza. Miał całą przemowę na ten temat, którą chciał z siebie wyrzucić tonem może zbyt żarliwym... ale nie potrafił, usłyszawszy ostatnie zdanie wypowiedziane przez Felixa. Zdanie, w wyniku którego jedynie wgapiał się w niego jak głupi z idiotycznie uchylonymi ustami. Czuł się, jakby z płuc uciekło mu całe powietrze. Mimika, mimika, zapanuj nad miną, matole, powtarzał sobie, ale niezbyt to działało. Raz, nie przypominał sobie, by przyjaciel nazywał go "kotkiem"... no może jakoś złośliwie, ale na pewno nie w jakimś miłym kontekście. Dwa, jego słowa wywołały w nim uczucia, których się nie spodziewał. Czemu miał wrażenie, że ciepło chce uciekać do jego policzków? Czemu biło mu szybciej serce? I czemu do głowy nie przychodziła mu żadna zgryźliwa uwaga? Miał wrażenie, jakby gdzieś zgubił tego państwowego alchemika, który go definiował.
- Och... Dziękuję... - tylko tyle był w stanie z siebie wykrztusić, zaraz zgarniając może nieco zbyt szybko chusteczkę i ocierając nią usta. Wcale nie chciał w ten sposób ukryć głupiej miny, na pewno nie. Acz nie da się ukryć, że materiał odłożył dopiero gdy był pewien, że znów na jego twarzy gości kamienny i niezmącony niczym wyraz. Co mogło potrwać nieco za długo.
- Nic się nie działo. - Z ulgą przyjął zmianę tematu. - Po prostu znalazłem w bibliotece nieco materiałów i... zdarzało mi się zasiedzieć tam. Tak trochę mocno... ale co poradzić, że tam ciężko odczuć upływ czasu. Nie przemęczam się. - Wzruszył ramionami. - Ale mam kawę! Ona zawsze poratuje w takich sytuacjach. I nie, nie ma czegoś takiego jak jej za dużo. I nie martw się aż tak... każdy ma swoje słabostki. - Westchnął cicho, choć bez gniewu, raczej z... akceptacją takiego stanu rzeczy. Świat nie był idealny, ludzie też nie, w tym on również nie. - Czasem myślę, by rzucić, a potem zwyczajnie mam ochotę... czasem się jej poddam. Tak jak czasem zjem kawałek czekolady, a czasem nie.
Spokojnie skończył posiłek, słuchając monologu przyjaciela. Elegancko odstawił sztućce, dopił wino z kieliszka i uśmiechnął się do niego lekko. Do Felixa, to jest, nie naczynia. Aż takim alkoholikiem to nie był.
- Cieszę się, że ci smakowało. Trochę improwizowałem... następnym razem możesz złożyć zamówienie - oznajmił z lekkim uśmiechem. Cóż, miał nadzieję, że będzie następny raz i to niebawem. I że będzie wtedy mógł przygotować coś wybranego przez blondyna. W końcu przygotowanie praktycznie każdego dania było w zakresie jego możliwości. Jakoś myśl, że mógłby jakoś mu sprawić radość powodowała, że czuł się... lepiej.
- O matko, nie psuj mi humoru sprzątaniem - jęknął cicho z nieszczęśliwą miną. - Później... Nikt mnie nie goni, nie uciekną mi naczynia. Mamy jeszcze te ciastka, które przyniosłeś, mamy wino do skończenia, bo nam zwietrzeje... Właśnie, dolać ci? - spytał, to dokładnie robiąc, nawet nie czekając na odpowiedź. Sobie zresztą również. - Tylko to zaniosę... - Zgarnął szybko dwa talerze, nie dając przyjacielowi zająć się swoim, i wyszedł do aneksu, by tam je odstawić. Resztę miał zamiast zostawić na później. Tak później, jak mógł. Jak gotować mógł i lubił, tak sprzątać potem już niekoniecznie. Ale zaraz wrócił do przyjaciela i gestem zaprosił go na kanapę, na której zresztą sam też usiadł, zgarnąwszy rzecz jasna swój kieliszek i butelkę. Nie ma co tkwić oficjalnie przy stole.
- Siadaj sobie... swoją drogą co u twoich rodziców? Słyszałeś coś od nich ostatnio? Byłeś może w Napoli? - zagadnął pogodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sob Lis 05, 2016 12:05 am

Felixowi nie umknął wyraz twarzy przyjaciela, nad którym można by się było dłużej zastanowić, gdyby się chciało. Ale postanowił tego nijak nie komentować, w końcu nie było ku temu powodów. Zresztą gdyby bardziej zwrócił na to uwagę, Cathair mógłby się trochę zniechęcić do rozmowy... blondyn go znał i potrafił już jako tako rozróżniać, kiedy należy drążyć temat, a kiedy dać biedakowi spokój. Teraz nadszedł czas na to drugie. Co nie znaczyło, że będzie nagle równie poważny jak on, o nie!
Wprawdzie na następne słowa przyjaciela tylko w ciszy skinął głową; sam też lubił kawę, też potrafił jej wypić ciut za dużo… ale! I bez tego zawsze był pełen energii, więc jakoś mu jej do lepszego funkcjonowania nie było trzeba.
- No… jak tak, to dobrze… Nie ma kto cię pilnować, czy cię przypadkiem ta biblioteka zbytnio nie pochłonęła, więc przynajmniej ja będę to robić! – rzucił z zapałem, dalej znowu wsłuchując się w głos starszego Flynna.
Zamaszyście pokiwał głową na wieść, że mógłby złożyć zamówienie.
- Tak to zawsze chętnie! Choć… – Tu jakby zawahał się na moment, przeczesując opadające mu na twarz pasemka włosów w wyrazie niemal całkowitego skupienia. Rzecz niespotykana. – … właściwie to tak miło, kiedy sam coś wymyślisz… wtedy jest niespodzianka. Ale! Zawsze można pomyśleć razem! … i niby tak głupio zwalać ci się na głowę… No ale skoro ci to nie przeszkadza, to skorzystam – uśmiechnął się pięknie, podczas całej wypowiedzi żywo gestykulując. Cudem chyba tylko nic z tego stołu nie zrzucił.
Podobnie gdy zasalutował luźno, rozbawiony tym, jak przyjaciel zareagował na wieść o sprzątaniu. Jasne, Felixowi też się do tego nie śpieszyło! Po co by było przerywać miłą atmosferę, to poczeka zawsze.
Nie zaprotestował, gdy ciemnowłosy dolał mu wina, a że talerz został mu skradziony zaskakująco szybko, równie szybko dosiadł się do Cathaira, ze swego rodzaju zadowoleniem stwierdzając, że wreszcie nie dzieli ich ta cała długość stołu. Jakoś lubił mieć rozmówcę bliżej siebie.
- Właśnie dawno tam nie byłem… Tu praca, tu co innego, nie było kiedy się wybrać… Ale masz pozdrowienia od rodziców. – Uśmiechnął się pogodnie, przypominając sobie ich ostatnią rozmowę. – Przydałoby się kiedyś wybrać ich odwiedzić, przywiózłbym ci coś dobrego, bo takie ciastka z tutejszej piekarni to nie to samo w końcu… Albo! – W tej chwili gwałtownie zwrócił się w stronę przyjaciela, o mało co nie wylewając trzymanego w ręku wina. – Można pojechać razem! Jak będziesz mieć czas… Ale mówiłeś, że masz! To kiedyś! Się wszyscy ucieszą, a ciebie pewnie też tam dawno nie było, hę? – Tu nastąpiło to typowe dla zachowania Felixa, przyjacielskie dźgnięcie w żebra, kiedy blondyn przechylił głowę w oczekiwaniu na odpowiedź.  – Znaczy jeśli nie chcesz, to no… Ale przyjemnie by było, w końcu ostatnim razem, kiedy siedzieliśmy tam razem było… Chyba przed wojskiej jeszcze… Oj, to wieki całe! – zaśmiał się znów, nadal patrząc z lekka pytająco na Cathaira. – A zresztą… o Napoli chyba też coś kiedyś w gazetach pisali… Czytałeś może? – zagadnął, zupełnie nie przejmując się tym, że zmieniał temat z sekundy na sekundę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sob Lis 12, 2016 4:03 pm

Czy porzucenie tematów było dla Cathaira ulgą? Cóż, z pewnością poczuł się swobodniej. Choć uważał się za osobę mogącą rozmawiać o wszystkim, w rzeczywistości okropnie sobie radził z własnymi emocjami. Może... może troszeczkę liczył, że przy takiej osobie jak Felix zdoła się nieco otworzyć i w końcu nauczyć się je wyrażać. Ale było to schowane na dnie umysłu. Gdyby ktokolwiek go spytał, lub gdyby sam się na tym zastanowił, z całą pewnością by zaprzeczył. Nie potrzebował w końcu nikogo, prawda? Doskonale sobie radził.
Ale to nie było ważne. Skupił się ponownie na rozmowie, choć akurat w obecności Felixa mógł pozwolić sobie na rozluźnienie. Uśmiechnął się lekko na jego słowa.
- Już widzę ciebie w bibliotece, wśród tych wszystkich książek. Chciałbym to zobaczyć. Jak chcesz mnie tam pilnować? - spytał, przekrzywiając pytająco głowę. Pozwolił luźnemu kosmykowi włosów opaść na czoło i policzek. Wciąż lekko wyginał usta ku górze, co było dla niego dość niezwykłe. Ale było mu nadzwyczaj dobrze.
- Ej ej, jak gotuję, to choć pomóż z pomysłami. Choć jasne, czasem cię zaskoczę. W końcu wiem, co lubisz... za długo cię znam, by tego nie wiedzieć. Chyba że coś się w tej kwestii zmieniło, odkąd się ostatnio widzieliśmy, hm?
Przeniósł się na kanapę wraz z gościem i dolawszy wina, wziął kolejny łyk. Czuł powoli, jak ciepło rozchodzi się po jego ciele, zaczynając od brzucha i stawów. Nadal nie wypił na tyle dużo, by mocno to odczuć w głowie, ale nie pozostało to bez śladu. Cóż, nie było jego planem się upić, a jedynie napić nieco przy dobrym towarzystwie. Odprężyć się.
- Och... dziękuję. Nie powiem, byś też pozdrowił, bo trochę za późno. Ale w sumie odwiedziny nie wydają się złym pomysłem. Mógłbym przy okazji pożyczyć nieco notatek od rodziców. Ale... - zawahał się na moment. - Nie... nie mówiłem im jeszcze o Caseyu. I nie wiem czy powinienem... nadal liczę, że wkrótce sięgnie po rozum do głowy. - Odwrócił na chwilę wzrok, ale zaraz znów spojrzał na przyjaciela. - Więc jakbyś nie miał nic przeciwko... Nie rozgłaszajmy tego póki co. Nie chcę robić afery czy szumu wokół jego wybryku. - Znów upił nieco wina, chcąc zająć czymś twarz, by zaraz przywrócić jej normalny wyraz. - I nie czytałem... jakoś średnio przepadam za gazetami. Nigdy nie wiadomo, ile w nich prawdy, a ile koloryzowania... a co tam ciekawego było? Wolę zdać się na twoją relację. - Oparł głowę o dłoń, jednocześnie łokieć kładąc na oparciu kanapy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Czw Lis 17, 2016 9:42 pm

Nie można powiedzieć, że pytanie Cathaira zaskoczyło Felixa, ale nim odpowiedział, musiała minąć krótka chwila, podczas której myślał, jak odpowiedzieć tak, by się nie wkopać przypadkiem jednocześnie w pomoc w pracy… czy coś…
- No wiesz! Mogę siedzieć przed wejściem i czasami do ciebie zaglądać albo siedzieć obok ciebie, choć pewnie wtedy bym ci jednak trochę przeszkadzał, bo do takiej roboty to pewnie potrzeba ciszy i spokoju, a tego chyba zapewnić nie mogę do końca… Ale gdyby się zanosiło na to, że za moment zaśniesz czy coś, to… no… Tu by się coś wymyśliło! – rzucił radośnie z przekonaniem. I z pełnym zadowoleniem dostrzegł na twarzy przyjaciela lekki uśmiech, co było dość nietypowym widokiem.
- Dobrze, dobrze już…! Pomyślimy kiedyś razem! I spokojnie, moje smaki się raczej nie zmieniły, więc jeśli pamiętasz wszystko, raczej nie powinno być problemu ze znalezieniem czegoś dobrego – uśmiechnął się, mówiąc to. Tak naprawdę nie był zbyt wybredny, jak chodzi o jedzenie… Byle się po tym nie pochorować! Więc z wyborem jakiejś dobrej potrawy nie powinno być problemu. Ale po co robić to akurat teraz…!
- O, no widzisz! Czyli jedziemy! Kiedyś tam… – rzucił wesoło, nie planując tego wprawdzie już jakoś dokładniej. Blondyn nie miał raczej w zwyczaju myślenia o rzeczach na przyszłość, najchętniej zapewne właśnie w tej chwili wpakowałby się w pociąg. Tyle że zatrzymywało go jedno, konkretnie Cathair, od którego wcale nie planował tak szybko uciekać. – Hm… wiesz… Rób, jak uważasz… Ale skoro tak wierzysz w to, że postanowi wrócić, może nie ma sensu im tym zawracać głowy. Niby z drugiej strony to trochę nierozważne… ale fakt, chyba bezpieczniej i dla nich będzie ich nie niepokoić – odparł po dłuższej chwili zastanowienia, kiedy na ten krótki moment poważniał.  – Więc spokojnie! Nic nikomu nie powiem! - dodał jeszcze, kiwając zamaszyście głową, jakby pełen przejęcia głos nie starczył tej wypowiedzi.
A zapytany nie mógł oczywiście nie skorzystać z okazji do wyrzucenia z siebie kolejnej porcji informacji…
- Właściwie nie pamiętam, o kogo dokładnie chodziło… Znaleziono ciało jakiegoś chłopaka, blisko nas nie mieszkali, ale rodzinę raczej kojarzę. Podejrzewali chyba, że to Szczurołap, ale ostatecznie wyszło na to, że zabił go kolega… czy jakoś tak… – tu zerknął na przyjaciela zza grzywki i wyszczerzył zęby lekko. – Nas to raczej nie spotka, no nie? – spytał, oczywiście nie podejrzewając Cathaira o nic. Alchemik był osobą, której ufał chyba najbardziej na tym całym świecie, więc nigdy by go o jakieś złe plany nie posądził. – Dosyć to komentowane było… Ej, no weź, jak mogłeś o tym nic nie słyszeć? Rozumiem, jeśli chodzi o East czy coś, co i mnie średnio interesuje… Ale nasze Napoli…! – pokręcił z lekkim politowaniem głową, oczywiście z miną bardzo teatralną. I znów długo to nie trwało, bo po kilku sekundach poderwał głowę do góry i uśmiechnął się ni to chytrze, ni zwyczajnie uprzejmie. I nim przyjaciel mógłby na to jakkolwiek zareagować, bez zapowiedzi podniósł się lekko i jak na dorosłe dziecko przystało uniósł koniuszkami palców kąciki jego ust.
- Ale  się uśmiechnij trochę… Tak ci dużo lepiej! – rzucił radośnie, błyskając figlarnie oczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Wto Lis 22, 2016 12:36 am

Cathair nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem. Sama wizja Felixa siedzącego w bibliotece dłużej niż kilka minut, dodatkowo milcząc i nie wydając z siebie żadnych znudzonych odgłosów, była tak absurdalna, że alchemik nie mógł powstrzymać wesołości. Jednocześnie poczuł się, jakby właśnie wziął orzeźwiający prysznic - dawno nie miał okazji czy nastroju do tak spontanicznych zachowań i bezpośredniego wyrażania wesołości, więc nieoczekiwany śmiech podziałał na niego jak najlepszy środek odświeżający.
- Liczę więc na twoją pomoc - odparł wesoło, z wesołym błyskiem w oku.
Nawet powrót do tematu brata nie mógł do końca sprawić, by mu to minęło. Co prawda uśmiech stał się bardziej stateczny, ale jednak błąkał się po twarzy - nawet jeśli tylko w formie drobnych półuśmieszków widocznych w kącikach. Jak na niego to i tak było dużo.
- Spokojnie, wiem, co robię. Znajdę go, zobaczysz. A coś mi mówi, że nie byłby mi wdzięczny, gdybym narobił mu kłopotów jeszcze u rodziców... Czasem muszę go przecież kryć, od tego są bracia - westchnął ciężko, choć w rzeczywistości bardzo cenił tę więź... którą może przecenił? Choć ciężko mu było się domyślić, co mógł odczuwać jego braciszek - zostaje go spytać, gdy w końcu raczy się pojawić w domu. Chociaż musiał przed sobą przyznać, że główna złość już mu minęła... czas jednak łagodzi każdą sprawę i teraz, gdyby okazało się, że chłopakowi nic nie jest... chyba byłby skłonny potraktować go poważniej.
Zaraz jednak spoważniał, słuchając relacji przyjaciela. Jednak morderstwo było czymś, co zasługiwało na odpowiednie traktowanie. O Szczurołapie rzecz jasna słyszał - jak mógłby nie, skoro wszędzie przed nim ostrzegano - jednak nie był na bieżąco. Cóż, prawda była taka, że mało co było w stanie odciągnąć go od studiów nad alchemią, a jakiś morderca, o którym tylko słyszał z różnych ostrzeżeń, był zbyt abstrakcyjnym zjawiskiem, by brać go do siebie. Zresztą do rodzimego miasta też nie miał ogromnych sentymentów - ot, miejsce, które w miarę dobrze znał i gdzie do tej pory mieszkali jego rodzice.
- Jakoś średnio mnie ciekawi, co piszą gazety... zawłaszcza, że zwykle jest to podkoloryzowane, by przyciągać czytelników. Wolę, jak ty mi opowiadasz. Byłeś tam, więc informacje są z pierwszej ręki, ze źródła. To zawsze lepsze niż powtarzane opowieści. I spokojnie, nie spotka nas to... nie chodź głupie po nocach sam, to będzie dobrze. Chyba nie sądzisz, że zaatakowałby grupkę osób? I... - Urwał, zaskoczony nagłym ruchem przyjaciela i tym, że na jego ustach pojawił się nagle siłą uśmiech. - P-przecież się uśmiechem... co tak... - Nagle nieco zawstydzony odwrócił wzrok. Co się z nim działo? Dłonie na jego twarzy wydawały się nadzwyczaj ciepłe i nie wiedział, czemu wywoływały na jego twarzy lekką czerwień. Po chwili nieco się opanował i znów zwrócił ku Felixowi twarz, uśmiechając się lekko.
- Głupi~ - skomentował nieco rozbawionym tonem, w którym trudno było się doszukać jakiejś nuty obrazy. - Na co ci mój uśmiech?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Czw Lis 24, 2016 11:18 pm

Okej, śmiejący się Koteł mnie pobił <3
Śmiech Cathaira był czymś tak rzadko spotykanym, a tym samym niezwykle przyjemnym dla ucha, że Felixowi tylko oczy błysnęły radośnie, gdy tak patrzył na wesołego przyjaciela. Sam sobie chyba czasami nie zdawał sprawy, jak bardzo lubi widzieć ten jego uśmiech. Będzie musiał go kiedyś uwiecznić. Jakoś! Choć z tym mógłby być problem… ale zawsze można spróbować!
Na słowa o bracie Flynna pokiwał raz jeszcze głową.
- Nie wątpię przecież, że go znajdziesz! W razie czego może też będę mógł pomóc~ – rzucił, tonem dosyć ochoczym mimo wszystko. – No i fakt… W sumie jak pomyśleć… dla mnie też trochę jak bracia jesteście… więc cóż! Muszę się przyłączyć, jakkolwiek bym nie chciał. Ale chcę, żeby nie było…! - dodał zaraz po tym, z lekkim żalem zauważając, że przyjaciel znowu poważnieje. Nie ciągnął więc już w ogóle tematu, a tylko upił znowu wina, przysłuchując się jego kolejnym słowom.
- Znaczy no…! Akurat w Napoli mnie nie było… Ale to miło, że ktoś jednak woli mnie słuchać niż czytać gazety – uśmiechnął się przy tym z niejaką wdzięcznością. – A zwłaszcza ty…! – rzucił sekundę później, znów szczerząc się szeroko. I już miał dodać, że przecież nie włóczy się sam po nocach i że co on niby, panienką jest, żeby go atakować, ale…
Przekrzywił głową, mrużąc lekko oczy na widok reakcji Cathaira. I już otwierał usta, by odpowiedzieć jak zwykle ciągiem nienormalnie długich zdań, wyrzucanych z siebie na jednym wdechu… tyle że nagle nie wiedział, co mówić.
- No… bo… to… – zaczął zaskakująco powoli, sam się zastanawiając nad odpowiedzią. – No ludziom do twarzy z uśmiechem! I tobie też…! I go lubię, bo… Znaczy nie tylko uśmiech, bo ciebie ogólnie lubię, przecież wiesz! Ale tak ci tak… hm… Mniej straszny jesteś! Nie żebyś normalnie też był straszny, niee, ja się nie dam na to nabrać… Ale no…! Rozumiesz… chyba… – dokończył średnio zgrabnie, co było idealnym podsumowaniem całej wypowiedzi. A że sam nie wiedział, co nagle w niego wstąpiło, że nie umiał się wysłowić jak należy, ponownie uniósł kieliszek z winem do ust. – No ale…! – wypalił zaraz potem. – Jak coś do bycia wesołym nie chcę zmuszać…!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Nie Lis 27, 2016 2:01 am

I dla samego Cathaira uśmiech czy śmiech były czymś zaskakującym. Nie widział celu w tym bezcelowym i nieraz wymuszonym wyrażaniu ekspresywnie uczuć. Policzki bolały od uśmiechu, człowiek wyglądał wtedy niepoważnie... i na pewno było jeszcze wiele podobnych powodów, dla którego było to stratą energii.
Więc czemu owa zdradziecka mina sama pojawiała się na jego twarzy? Pomyślałby, że to wina wina, ale wypił dopiero jedną lampkę, a głowę miał dość mocną, więc to nie mogło być to.
- Spokojnie... jeszcze skorzystam z twojej pomocy. I... dziękuję - dodał niepewnie, odwracając nieco wzrok. Czemu było mu tak... nieswojo, gdy Felix powiedział, że jest dla niego jak brat? Nie powinien o tym teraz myśleć... zganił się w myślach, odwracając na moment wzrok. To nie było teraz ważne. Musiał skupić myśli. Na tym, co przyjaciel mówił. Uniósł nieznacznie brwi, patrząc na niego.
- Zwłaszcza ja? A co ja takiego niby robię? Nie lubię po prostu przekłamanych artykułów pisanych byle było sensacyjnie. I... och. - Dodał nieco zagubiony, po długim monologu Felixa. Nie żeby nieskładne zdania miały jakiś wielki sens, ale jednak główny przekaz alchemik wyłapał. Wcale nie był tym nieco zażenowany... po prostu nie chciał sprawić wrażenia, że wciąż się w niego wgapia. To dlatego odwrócił wzrok.
Przez chwilę mieszał wino w kieliszku, wykonując nim koliste ruchy i wpatrując się w niego. Z jakiegoś powodu żołądek zaczął mu ciążyć, jakby ktoś wrzucił do niego ołowiane kulki. I to nie jedzenie mu tak zaszkodziło, tego był pewien. Miał wrażenie, że coś mu umykało... nie znosił tego uczucia.
W końcu upił spory łyk i ponownie uniósł wzrok. Nieco zmęczony i nie tak pewny, jakby chciał, ale chociaż patrzył prosto na niego.
- Nie zmuszasz mnie - powiedział cicho. - Myślisz, że bym udawał... nie wiem, by ci było miło? Po prostu... to samo tak wychodzi - gdy jesteś obok, chciałby dopowiedzieć, ale nie ma opcji, by to zrobił. Choć prawdą było, że obecność Felixa go koiła.
Bez dalszego słowa wstał i ruszył w stronę kuchni, by po chwili wrócić z wypiekami przyniesionymi przez mężczyznę. Wystawił je i poczęstował się jednym, pozwalając słodkiemu ciastu na rozkruszenie się na jego języku. Było całkiem dobre, choć tak naprawdę ledwo rejestrował ten smak.
- Swoją drogą nocujesz tu czy wracasz do siebie? - zagaił, starając się nie ściągać swojej kamiennej miny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sro Lis 30, 2016 11:53 pm

Zachowanie Felixa stało się równie nietypowe – jak na niego – bo szeroki uśmiech, który przeważnie gościł na jego twarzy, co jakiś czas był zastępowany dziwnie niepewną miną, która nijak do wybuchowego, wiecznie pełnego energii i pewnego siebie blondyna nie pasowała. I najgorsze w tym wszystkim – choć najgorsze to może złe słowo…  - było to, że nie wiedział, co tak właściwie się z nim dzieje. Bo jak zwykle nawijał o wszystkim nawet bez większego ładu, tak nagle słowa odmawiały posłuszeństwa i uciekały mu co chwilę, wprawiając go w tym większe zakłopotanie.
- Zwłaszcza ty… Bo, no widzisz… Nie musisz nawet nic robić! Przyjemniej się człowiekowi robi na sercu, jeśli wie, że ktoś ważny go nie ignoruje, nawet jeśli czasami byłoby to pewnie wygodniejsze wyjście…! – wypalił, wreszcie formułując sensowniejsze zdanie.
A dalej tylko czekał zaskakująco cierpliwie na reakcję Cathaira, starając się przy tym uśmiechnąć normalnie, jakby wszystko było jak zwykle. I może nawet mu to wyszło…! Tyle że jednocześnie starał się rozszyfrować minę przyjaciela… a to mu już tak dobrze nie wychodziło.
Na jego słowa jednak szybko pokiwał głową, już zupełnie naturalnie unosząc kąciki ust do góry.
- Niee… nie myślę, to by nie było w twoim stylu raczej… No ale! W takim razie nie pozostaje mi nic, tylko się z tego cieszyć! – powiedział radośnie, odgarniając za ucho blond włosy. I miałby ochotę nawet rzucić się w tej chwili z nieoczekiwanym tulem na alchemika, ale że ten musiał wybyć do kuchni, Felix siedział na kanapie jak wcześniej, czekając na jego powrót, a jednocześnie dopijając wino. Odstawił kieliszek na bok w momencie, gdy przyjaciel wrócił do pokoju z ciastem, którym sam za moment się poczęstował.
Przez chwilę porównywał w ciszy jego smak z wypiekami rodziców, stwierdzając, iż te domowe jednak są lepsze, natomiast na pytanie zwrócił spojrzenie w stronę rozmówcy.
- Właściwie nie zastanawiałem się… Miałem wpaść tylko na obiad, więc nie wiem, czy ci czasu nie zabiorę! I czy nie planujesz czegoś na jutro… Bo jak coś nie chcę przeszkadzać! Ale w sumie… Sam nic jutro nie robię, ach ten piękny dzień, kiedy rano nie muszę się zbierać do pracy! Więc…! – wziął szybki oddech, analizując jednocześnie wszelkie za i przeciw. W razie czego nie miał aż tak daleko do domu, więc nawet środkiem nocy mógłby tam wracać, w zależności, jak długo przyjaciel miałby cierpliwość go gościć. W sumie i tak już trochę tu przesiedział… No ale… - A chciałbyś, żebym został? – zagadnął jeszcze, zerkając na rozmówcę z błyskiem w oku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Pon Gru 05, 2016 10:44 pm

Cathair przekrzywił nieco głowę, uważnie badając wzrokiem twarz Felixa. Widział, że coś jest nie tak. Był w końcu dość wnikliwym obserwatorem, zwłaszcza gdy znał kogoś praktycznie całe życie. Denerwowało go, że nie mógł dojść do tego, co sprawiało, że przyjaciel był nieswój. Czy to on coś zrobił? Coś się stało w pracy? Może przeżywał jakieś załamanie sercowe, o którym mu nie powiedział? Cóż, wojskowy wzbudzał zainteresowanie kobiet, więc alchemik nie powinien się temu dziwić. Ale choć chciał mu jakoś pomóc, myśl, że miałby wysłuchiwać o jakiejś wspaniałej piękności, która go zostawiła... cóż, nie napawała go entuzjazmem. Właściwie miał ochotę zacisnąć usta, jakby powstrzymywał się od komentarza. Dlatego póki co nie powiedział nic, postanawiając jeszcze chwilę starać się zgadnąć, o co mu chodziło.
Zwłaszcza że kolejne słowa mężczyzny sprawiły, że przez chwilę tylko gapił się na niego z rozchylonymi ustami, nie wiedząc, jak na to zareagować. Czy jego serce jakby trochę przyspieszyło? Nie, to musiał być wytwór jego wyobraźni. Po chwili odwrócił nieco wzrok, wlepiając go w ścianę obok łokcia Felixa.
- Głupek... wcale nie byłoby wygodniejsze. - Spojrzał mu znów w oczy z wręcz zaciętą miną. - Felix, znamy się od wieków i... i jesteś moim przyjacielem od zawsze. Nie mów mi tu takich bzdur, albo na następny obiad dostaniesz smażone grzyby w sosie grzybowym - odparł poważnym tonem, jakby naprawdę nielubiane przez mężczyznę danie było największą groźbą, jaka mogła go poruszyć.
Prawda była taka, że choć alchemik nie umiał nawiązywać relacji z ludźmi, to jeśli już jakimś cudem je miał, nienawidził ich tracić czy zaniedbywać... a do tego drugiego niestety miał tendencję. Zagłębiał się w pracę i studia nad nowym zagadnieniem, zapominając o bożym świecie. W dużej mierze przez to kiełkujące znajomości nieraz zamierały, nim zdążyły się rozwinąć.
- Ciesz się, ciesz - burknął pod nosem. - Dla mnie to normalne... raczej oszukiwanie bezcelowe ludzi uważam za głupie. Ale z tym mniejsza. - Westchnął cicho, gryząc ciastko. Przeżuwał chwilę, wpatrując się w przemawiającego przyjaciela. Uśmiechał się nawet pod nosem, słuchając tych wszystkich wytłumaczeń. Brzmiały dość...? Zabawnie? Uroczo? Nie, skąd, na pewno nie to. Ale uśmiech wywoływały.
- Gdybyś miał mi przeszkadzać, pokazałbym ci drzwi - zauważył. - Jakbym nie chciał, też bym ci nie proponował. Jak masz wolne i możesz, to zostań... sam zrobię sobie dzień wolny. No chyba że masz jakieś niecierpiące zwłoki spotkanie albo jakaś dama na ciebie czeka - rzucił nieco złośliwym tonem, mrużąc podejrzliwie oczy zwrócone na Felixa. I to wcale nie tak, że badał, z kim aktualnie młodzieniec się umawia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Felix Leville
CHORĄŻY

avatar

Liczba postów : 34
Join date : 17/08/2016
Motto : Carpe diem!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sro Gru 07, 2016 10:59 pm

Smażone grzyby w sosie grzybowym były wystarczająco wielką groźbą. Naprawdę. Najlepszy sposób na uciszenie Felixa. Zwykle lekkomyślny nie bał się niczego, ale...! Grzyby! Kto normalny jest w stanie jeść to paskudztwo, nie zwijając się kilka minut później na podłodze?! Na pewno nie blondyn, o nie… I to źle, że Cathair o tym tak dobrze wiedział.
- Ta jest! – zasalutował pewnie po raz kolejny tego dnia i dobrze się złożyło, że nie miał aktualnie kieliszka w ręku. Właściwie sam nie wiedział, co go wzięło na mówienie o takich sprawach. Zwykle jakoś mniej się przejmował… no, czymkolwiek. Czy to towarzystwo alchemika tak na niego działało, że zaczynał do tego jeszcze nawijać bardziej niż zwykle od rzeczy…?  – Już nie gadam, tylko mi tego nie dawaj! Brr… - dodał zaraz jednak, przybierając teatralnie zrozpaczoną minę. Na krótką chwilę tylko.
Na następne słowa Cathaira skinął głową, uśmiechając się już radośnie.
- A owszem, zgodzę się z panem, panie Flynn – rzucił, mrużąc przy tym lekko oczy. Sam właściwie podzielał jego zdanie, z tą różnicą, że jak alchemik przeważnie był poważny i nie starał się tego ukrywać, tak Felix nie miał zamiaru wpasowywać się w tłum, powstrzymując swój niegasnący entuzjazm.
Po następnej wypowiedzi przyjaciela zaśmiał się lekko.
- Właściwie jak tak na to spojrzeć, to faktycznie, nie wyganiasz mnie raczej. Dobrz, zostanę! – rzucił, odchylając się do tyłu, ale jako oparcia zamiast kanapy używając ramienia jedzącego ciastko przyjaciela. Bo w końcu czemu nie. I siedząc w tejże pozycji, zerknął na niego kątem oka, przez chwilę jakby myśląc nad drugą połową jego wypowiedzi.
- A nieee… Chyba nie mam do kogo w tej chwili uciec… Nawet nie chyba, bo na pewno, bo jakoś ostatnio raczej się z nikim nie spotykam… Ot, też się zdarza! – rzucił, dopiero po tym podnosząc się do pionu i ponownie zwracając wzrok na Cathaira. – Także jak mówię, mogę zostać – dodał, uśmiechnąwszy się wesoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   Sob Gru 10, 2016 1:54 am

Cathair znał Felixa na tyle długo, że wiedział, jak uderzyć w czuły punkt. Grzyby, osobisty szatan wojskowego, potrafiły go pokonać, gdy niezdolne do tego było całe otoczenie. Ukrył uśmiech, który mimowolnie wpełzł mu na usta. Co prawda sama treść niejakiego szantażu mogła wydawać się absurdalna... ale właśnie to tworzyło przyjemną atmosferę. Taką, w której można było się odprężyć.
- Odzywaj się odzywaj. Tylko bez głupot - poprawił go. Może i niepotrzebnie, ale cóż, już tak miał, że nie lubił zostawiać spraw niedopowiedzianych. Może to jego natura formalisty się w nim odzywała? Albo przeświadczenie, że nie sprecyzowanie wszystkiego mogło mieć różne znaczenia - w końcu sam to stosował w rozmowach z wieloma ludźmi.
- Nie mam zamiaru wyganiać. - Wzruszył ramionami, przymykając oczy. - Możliwe, że jeszcze mnie wymęczysz, ale to wtedy będę się wymigiwał. Póki co to dawno nie spędzaliśmy razem czasu. Więc musisz wytrzymać moje zrzędzenie. Prawie mi przykro.
Zerknął z niejakim zaskoczeniem na opartego o niego przyjaciela. Z początku się nieco spiął, ale zaraz rozluźnił na powrót, akceptując ciepło Felixa. Nawet oparł policzek o głowę niższego mężczyzny, przymykając nieco oczy, czując w końcu lekkie przymulenie po alkoholu. Nie wypił może bardzo dużo, panował nad sobą, jednak miał tę przywarę, że szybko stawał się senny po wypiciu wina. Ale był kontaktujący, raczej jakby nie spał od dawna niż pod wpływem. Dlatego skojarzył jeszcze odpowiedź Felixa z tym, że chłopak wyjątkowo się z nikim nie spotykał. Cóż, może wojsko robi swoje i zabrakło mu czasu na randkowanie?
Musiał przyznać, że dziwnie się czuł z takimi myślami. Nie powinno go raczej obchodzić życie osobiste przyjaciela. A jednak obchodziło. Czy powinien się cieszyć czy nie? Przerastało go to chyba w obecnym stanie, więc tylko skinął głową, obejmując go ramieniem.
- Widzę masz odwyk od towarzystwa... jakieś postanowienie stabilności? Muszę przyznać, jestem pod wrażeniem - mruknął dość cicho.
Zaraz jednak podniósł się, pozbawiając go podparcia. Spojrzał na niego z uśmiechem, ogarnął wzrokiem salon i uznał, że nie jest tak tragicznie, by musieć ogarniać. Wyciągnął do niego zachęcająco rękę, jakby chciał mu pomóc wstać.
- Chodź na górę - powiedział nieco głośniej. - Pościelę ci łóżko. I może chcesz zagrać w karty? Pamiętam jak właziłeś mi przez okno do pokoju o trzeciej w nocy, by rozegrać partię... - Uśmiechnął się do wspomnień. - I robi się późno.
Wraz z przyjacielem wszedł po schodach i chociaż spędzili jeszcze trochę czasu, i tak w końcu zmęczenie dało się im we znaki i zostawało jedynie zalec na łóżku i odpłynąć do krainy snów.
|zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Cathaira   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Cathaira
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Central City-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.