.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gospoda

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Gospoda   Czw Lip 07, 2016 4:13 pm

Jest to miejsce na tyle przytulne, na ile może być gospoda w biednym miasteczku graniczącym z pustynią. Gospoda ta nie jest znowu imponujących rozmiarów - jest to po prostu typowy dom jednorodzinny, którego dwa górne piętra zostały przekształcone w pokoje dla gości. Na dole zaś znajduje się jadłodajnia, bar i recepcja. Przeważają zdecydowanie meble drewniane i ogólny wystrój jest raczej surowy. Gospoda prowadzona jest przez miłe, starsze małżeństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Pon Sie 08, 2016 6:03 pm

- Idziemy, tak! I... I tak, jestem alchemikiem... ale może pogadamy o tym jednak na miejscu? - Zaproponował dzieciak jeszcze nim obaj ruszyli w dalszą drogę. Wolałby chyba jednak, żeby dotarli na miejsce jak najszybciej i żeby nieznajomy nie męczył się za bardzo, w końcu ledwo się ocknął. W czasie podróży zagadywał go co jakiś czas, pokazując palcami przy tym punkty, które najbardziej po wypadach na pustynię kojarzyły mu się z powrotem do Amestris. 
Na miejscu pojawili się już w nocy, za ladą gospody stał już tylko staruszek - właściciel, który czekał na ostatnie tego dnia zamówienia wszelkiego rodzaju. Casey podszedł do niego i powitał go pięknym, szerokim uśmiechem. 
- Proszę pana, mogę dopisać na ostatnią noc dodatkową osobę do mojego pokoju..? Na pustyni spotkałem przyjaciela z Xing! Był wymęczony... A ja nie chcę go męczyć kolejnymi formalnościami. Nie wiem, jak dobrze zna język. I w tym pokoju i tak jest drugie łóżko, a z kimś znajomym lepiej jest dzielić sypialnię! - Wytłumaczył spokojnie, zaś starszy pan zmierzył nieznajomego człowieka wzrokiem. I, o bogowie, ktoś znajomy? Przecież Casey nie znał Naohiro ani trochę, ale uznał, że może to i owo przemalować na wygodniejsze dla tej sytuacji barwy. Instynkt przetrwania kończył się u tego chłopaka na tym, by jeść, pić, spać, nie bawić się dziwnymi rzeczami i tyle. 
- W takim razie proszę o pańskie nazwisko, dowód tożsamości. Flynn opłacił swój pobyt z góry, więc panowie się rozliczą... - Starszy pan wylegitymował więc zielonowłosego mężczyznę, zaś gdy skończył, Casey delikatnie pociągnął Naohiro za rękaw, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. 
- To to na górze w razie czego... I jest łazienka! Pewnie pan by chciał skorzystać po tej kuwecie gigancie. Ja jakby co skoczę zaraz po wodę i mogę coś do jedzenia znaleźć, albo pójdziemy razem, co? - Chłopak bez przerwy był uprzejmy dla mężczyzny i ignorował to, że ten mógł być wobec niego burkliwy. Uznawał, że jest to wina zmęczenia i szoku... I jak trochę odpocznie to mu prawdopodobnie to przejdzie. Flynn odprowadził więc towarzysza do zajmowanego przez siebie pokoju i sam padł plackiem na jedno z łóżek ze zmęczonym jękiem. Pomachał niemrawo do Naohiro i z twarzą wtuloną w pościel mruknął tylko:
- To... ja tu poleżę chwilę... Aaa potem zrobię co miałem zrobić... Wygodnie tuuu... - Zakończył wypowiedź niewinnym, cichym chichotem, który zwiastował, że chłopak odpłynął do swojego wyimaginowanego świata, obejmującego tylko i wyłącznie łóżko. 
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Sro Sie 10, 2016 2:02 pm

Ostatni etap "pieszej wycieczki do Amestris" minął zdecydowanie milej niż te kilka godzin, gdy szło uschnąć z gorąca. O ile można było tak mówić, mając obok rozgadanego towarzysza, jakim był ten tu Casey Flynn. Iwaizumi umyślnie nie odzywał się wiele, ewentualnie raz za czas burknął coś pod nosem, ale mimo wszystko słuchał rozmówcy w miarę uważnie. Bo choć nadal nie odpowiadało mu to, że ktoś - i to jaki ktoś, sporo młodszy zapewne i mniej doświadczony od niego - zna się lepiej na orientacji w terenie, wiedza ta mogła być przydatna w przyszłości.
Tylko słuchał, jak chłopak załatwia mu... załatwia im w sumie wspólny pokój. Przez cały ten czas mierzył go uważnym spojrzeniem, zastanawiając się, czy naprawdę jest na tyle ufną osobą, by pozwalać jakiemuś obcemu człowiekowi zostać u siebie na noc. Równie dobrze Naohiro mógłby go okraść, gdyby tamten spał, pociąć na kawałki czy zrobić cokolwiek, ale... No tak, nie miał takiego zamiaru. Kraść nie kradł, bo i po co, a kłopotów w nowym kraju także wolał sobie nie robić zaraz na początku... Tylko utrudniłoby mu to poruszanie się po świecie.
- Iwaizumi Naohiro - rzucił do mężczyzny za ladą, wyciągając z torby i podając mu dokumenty. Skoro Casey już wspomniał, że zielony pochodzi z Xing, właściciela lokalu nie powinno to jakoś zdziwić.
Zaraz po tym poszedł za swoim czarnowłosym przewodnikiem na górę, rozglądając się uważnie po otoczeniu. Jeden dzień dzielenia z nim pokoju... Tylko jeden, tyle powinien dać radę znieść. Nawet teraz nie potrafił się trochę wysilić i podziękować mu za pomoc... Nigdy przecież tego nie robił. Nie prosił o wsparcie, a skoro Flynn sam rwał się, by go ratować, to... jaki byłby w tym sens? Ciężko byłoby powiedzieć obecnie, że Naohiro cieszył się z tego, iż jednak przeżył. Skoro już ochłonął i się ogarnął, wrócił jego dawny charakter, a tym samym myślenie skierowane wyłącznie na swoją osobę.
Gdy dotarli do pokoju, Iwiazumi rozejrzał się po jego wnętrzu. Niezbyt wielkie pomieszczenie, ale akurat to mu nie przeszkadzało, bo przez ostatnie kilka lat jego dom do największych również nie należał. Zerknął na rozmówcę z lekką kpiną, ale gdyby nie chęć wcześniejszego zmycia z siebie całego pustynnego kurzu, najpewniej padłby na łóżko w podobny sposób. Znaczy... Oczywiście nie wyglądałby przy tym tak żałośnie, a skąd.
- Mhm... - mruknął tylko, odwracając się w celu w odnalezienia łazienki. Znalazł ją stosunkowo szybko, a po dość długim pobycie pod prysznicem - w końcu trzeba było spłukać z siebie ten paskudny pył - wrócił do pokoju, wycierając mokre włosy ręcznikiem. Zastał Caseya tak, jak go zostawił, temu też przez myśl mu przeszło, czy tamten przypadkiem nie usnął. Średnio go to interesowało, odłożył swoją torbę w róg pokoju, a sam siadł na łóżku, spoglądając przez chwilę na obecnego współlokatora. Długo jednak nie popatrzył, bo okulary rzecz złośliwa, musiały zaparować... temu ściągnął oprawki, na moment stając się na wpół ślepy. Tyle dobrze, że nie przeszkadzało to w grzebaniu po torbie, a następnie próbach zawinięcia ręki w bandaż (w końcu nie kąpał się z opatrzoną dłonią).
- Śpisz już...? - rzucił trochę mimowolnie w stronę niebieskookiego, nadal siłując się z materiałem. Właściwie nie wiedział, czemu nagle go wzięło na rozmowy. Ale cóż, trochę się rozbudził, a i chętnie by coś zjadł. - Jeszcze cię okradną i tyle będzie... - mruknął cicho. Trochę jakby chciał przestrzec dzieciaka przed samym sobą, co... Co było o tyle dziwne, że nigdy mu się nie zdarzało. -A jak nie śpisz... Wspominałeś coś o jedzeniu... - Tak, obecnym priorytetem był posiłek, jakikolwiek. Byle jadalny i nie ostry, i... i miał chwilowo dosyć gorąca, zdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Czw Sie 11, 2016 12:30 am

Odnotował w głowie z niejaką radością, że Naohiro podał mu prawdziwe dane na swój temat. Przez myśl chłopcu nawet nie przeszło, że w dokumentach może mieć jakiś fałsz, a że staruszek sprawdził i wszystko się zgadzało, to dla Caseya znaczyło to jedno - szczerość. Kiedy jednak tak sobie leżał, to nie spał, a po prostu wypoczywał w takiej, a nie innej pozycji, ponieważ był zbyt zmęczony, by ją zmieniać. W międzyczasie słuchał szumu wody i nawet chwilę zastanawiał go widok Naohiro pod prysznicem, ale odrzucił tę myśl i skupił się po prostu na tym, że coś się dzieje. 
Kiedy Naohiro wszedł do pokoju, to chłopak na chwilę się wyłączył - świadom był faktu, że ktoś wszedł i czuł ciepłą wilgoć, która od tej osoby biła, jednak kontaktował raczej średnio. Słowa też niezbyt do niego docierały, jednak te o jedzeniu sprawiły, że wrócił do świata żywych. Podniósł się do siadu z lekkim ociąganiem, zaś będąc już w tej pozycji przeciągnął się i przetarł oczy. 
- Nie... Nie śpię, obiecałem panu, że pójdę po jedzenie. - Powiedział to takim tonem, jakby była to najważniejsza i najbardziej oczywista na świecie rzecz. Zaraz też niebieskie oczęta otworzyły się szerzej i wpatrywały się w mężczyznę. 
- ... Nie przyniosłem wody... Przepraszam! - Ze wstydem spuścił głowę, a ciemne włosy opadły wokół niej tak, że buźki wcale nie było widać... I znowu brzmiał jakby się tym przejmował bardziej, niż było naprawdę. Chwila, chwilunia i się ogarnie, także wyżej wspomnianą odczekał i zszedł na dół, uprzednio biorąc dzbanek, w którym co noc zostawiał wodę dla siebie. Czy martwił się tym, że zostawił własne rzeczy przy obcej osobie? Bynajmniej, bo i tak nic nie miał, no i nie czuł się przy Naohiro na tyle niekomfortowo, by mu nie ufać. 
Większego problemu nie miał z odkupieniem od starszego państwa dzisiejszych ciastek, nalał też wody do wspomnianego naczynia, zabrał dodatkową szklankę i wrócił na górę, o dziwo po drodze nawet się nie przewracając. Wszystko ustawił na szafce znajdującej się między łóżkami i usiadł na swoim. Złapał jedno z ciastek - ot, zwykłe kruche z kawałkami czekolady - i zaczął je zajadać. 
- Mmm... Są dobre... W zasadzie tylko one były o tej porze. - Wzruszył ramionami tylko; faktycznie przyszli tu cokolwiek późno, w międzyczasie Naohiro się kąpał a Casey był między czasem a przestrzenią, także teraz musiała już docierać północ. 
- Hm... Czy... Można wiedzieć, dokąd się pan wybiera dalej? Może... Może nasze drogi będą szły razem jeszcze trochę, panie Naohiro? - Spytał cicho, kiedy już skończył ciastko. Nalał sobie wody do szklanki i popił nią ciastka, wyczekując odpowiedzi nowego znajomego, zaraz jednak zamyślił się na chwilę. - Znaczy... Mi wszystko poza Central pasuje, bo tam jakby ktoś mnie szuka i... no... 
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Pią Sie 12, 2016 12:21 am

Naohiro przyglądał się rozmówcy z uwagą, gdy ten podniósł się z łóżka, znowu dziwnie przejmując się brakiem wody czy posiłku. Jakkolwiek niecodzienne to nie było, zielony nie narzekał jednak, w końcu sam nie musiał nic robić, a ten i tak mu to przynosił... Gdyby tylko jeszcze, cóż, był mniej sobą... Gdyby miał mniej niebieskie oczy... wtedy w ogóle byłoby dobrze.
Tak Iwaizumi tylko uśmiechnął się z lekka podle, gdy czarnowłosy wyszedł z pokoju.
- Jak służba, no proszę... - mruknął sam do siebie, nie przejmując się, czy też Casey był na tyle blisko, by usłyszeć te słowa, czy nie. W czasie gdy chłopaka nie było w pokoju, skupił swoje myśli na czym innym, mianowicie bardzo ważnej kwestii "co robić dalej". Dodatkowo miał ochotę przetrząsnąć trochę pokój, może znalazłby tu coś ciekawego, ale po przejrzeniu kilku miejsc pomysł mu się odwidział, bo rzeczywiście wiele tu nie było. Naprawdę. Aż zastanawiał się, jak jego "nowy znajomy" daje radę wyżyć, nie lądując na ulicy.
Na więcej rozmyślań nie starczyło mu czasu, bo kiedy Flynn wrócił do pokoju, Naohiro przybrał poważny wyraz twarzy, mierząc go lodowatym spojrzeniem. Niech sobie dzieciak nie myśli, miły nie miał już być zamiaru - a jeśli wcześniej tak to wyglądało, trzeba było mu uświadomić tę może smutną prawdę. Zerknął równie chłodno na przyniesione przez niego... ciastka.
- Ciastka - rzucił niepewnie, wpatrując się w nie podejrzliwie. - Ciastkami na pewno da się najeść... - prychnął cicho, ale i tak sięgnął po jedno, bo głód dawał o sobie znać. Przegryzł swoją dzisiejszą kolację, w milczeniu przysłuchując się wypowiedzi Caseya.
- Wątpię, bym potrzebował czyjegoś towarzystwa. Chyba że kraj znasz równie dobrze co pustynię - rzucił obojętnym tonem, mając nadzieję, że nie okaże się to prawdą. - I nie można. Zwłaszcza jeśli... - Tu zmrużył czujnie oczy - jeśli wydaje się to być podejrzane. Mam rozumieć, że właśnie siedzę w pokoju z jakimś zbiegiem...? - Ton nadal miał z gamy tych mrożących krew w żyłach, ale sam średnio wierzył we własne przypuszczenia.
Odruchowo wyciągnął dłoń po następny przysmak. Niestety człowiek bez okularów ślepym jest, więc gdy cofał rękę, przypadkowo strącił łokciem leżące na tej samej szafce swoje ukochane szkła. Momentalnie zaklął pod nosem, schylając się, by je podnieść, ale jak na przekór zlewały się z podłogą, przez co już kompletnie nie mógł dostrzec, gdzie leżą.
- Szlag by to... - warknął, błądząc nadal dłonią po deskach. I zdawał sobie, że musiał wyglądać teraz... idiotycznie. Mówiąc najprościej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Sob Sie 13, 2016 3:00 pm

Casey nie usłyszał uwagi na temat służby, a gdyby jednak tak było, to pewnie by się tym za mocno nie przejął. Pewnie byłby trochę zmieszany albo uznałby to za jakiś żart, ale nie brałby tego do siebie. W każdym razie jednak wrócił w pewnej chwili do pokoju, nieświadom również tego, że mężczyzna go przeglądał pod jego nieobecność. I tak nie było czego oglądać, kilka drobiazgów, które ze sobą nosił, a które były konieczne do życia i niezbyt ciężkie przy tym. Wszak wygoda była najważniejsza. 
- Pustynię znam mniej! Bo nigdy nie byłem daleko. Podziwiam pana, że pan tak przeszedł ją całą sam... Ale... Amestris znam! Podróżuję kilka miesięcy, byłem w South, w Central się urodziłem, a teraz jestem w East. I nie jestem zbiegiem... Znaczy... nie w sensie prawnym. Szuka mnie brat po tym jak uciekłem z domu. N-nie zrobiłem... Nic złego... Tylko no... - Tutaj uciekł wzrokiem w bok, jakby zawstydzony, dlatego też w pierwszej chwili nie zauważył, że okulary zrobiły hyc o podłogę. Głos nieco drżał, zwłaszcza pod koniec wypowiedzi, ponieważ nie lubił przyznawać się do porażek, które co prawda uważał za ludzką rzecz, ale dalej wstydliwą i haniebną. 
- Och... - W końcu jednak, kiedy rozmówca zaczął obmacywać podłogę, Casey zrozumiał w czym rzecz. Podniósł okulary; ich szkła były w jednym miejscu pęknięte, na co zareagował dość zasmuconą miną. 
- Chwilkę, naprawię. - Powiedział, zerkając na Naohiro. Swoją drogą zastanawiał się, jak wielką ten musiał mieć wadę wzroku, że przeoczył ów obiekt leżący na podłodze. Możliwe jednak, że dostrzegł blask towarzyszący użyciu alchemii na okularach. Zaraz chłopak nałożył je na nos mężczyzny i przechylił głowę na bok, wbijając w niego pytające spojrzenie. 
- Mam nadzieję, że poszło dobrze. Nigdy nie używałem alchemii na pękniętych okularach. - Znowu siadł na własnym łóżku i napił się wody. Musiał chwilę zastanowić się nad tym, co mówił przed przygodą ze szkłami. 
- A co do tego, że ktoś mnie szuka, to jak mówiłem... Mój starszy brat. Ja jestem dorosły, a on nie potrafi tego zrozumieć. Nie chcę wracać do domu dopóki nie zostanę prawdziwym alchemikiem. Dlatego podróżuję teraz po Amestris, pomagam ludziom w małych rzeczach i się uczę nowych sposobów używania alchemii. Wiem, to głupie, ale nie mogę... Znieść wstydu, że jedyny nie jestem aż tak dobry w alchemii w swojej rodzinie. To wszystko, nie jestem groźny, nie jestem przestępcą i nie zabiję pana kiedy będzie pan spał. - Wytłumaczył szybko, wahając się jednak w kilku momentach swojej wypowiedzi. Nie lubił mówić o swoich słabych stronach, ale i tak patrzył dość optymistycznie w przyszłość; w końcu kiedyś nauczy się tej sztuki. I z tą optymistyczną myślą sięgnął po kolejne ciasteczko, wszak te są sensem życia.
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Czw Sie 18, 2016 1:36 am

Żeby nie było, okulary naprawdę można w ten sposób zgubić. Zielony ma moją wadę wzroku i zdarza mi się to nadzwyczaj często...

Naohiro ze średnim zainteresowaniem słuchał odpowiedzi chłopaka, lecz powoli zaczął brać pod uwagę możliwość wykorzystania jego wiedzy geograficznej o rodzimym kraju. Mieć przewodnika po większej części państwa, a do tego nie musieć się przejmować, że trzeba by było mu potem zapłacić za oprowadzenie po "okolicy"... Chyba że dzieciak ubzdurałby sobie coś takiego. Ale nawet jeśli, był od Iwaizumiego sporo niższy, słabszy i ogólnie prezentował się marnie, więc w razie czego nie byłoby problemów z pozbyciem się go... gdyby sprawiał kłopoty.
- Tylko bez historii rodzinnych, proszę... - mruknął, nie mając zamiaru zagłębiać się w powody, dla których Casey uciekł i był szukany przez brata. W ogóle po co wlec się za osobą, która chciała dom opuścić? Nie dość, że zapewne przysporzyłoby to sporo kłopotów i denerwujących sytuacji, ludzie musieli być bezmyślni, tak bardzo przejmując się losem drugiej osoby. Zwłaszcza gdy ta druga osoba raczej dała do zrozumienia, że nie chce mieć z resztą nic wspólnego... I to nie tak, że współczuł rozmówcy, że nawet po ucieczce nie ma spokoju. Po prostu irytowało go, iż - dla niego - bez powodu można marnować czas w pogoni za zapewne i tak mało wartym człowiekiem.
Zmrużył mocniej oczy, próbując cokolwiek więcej dostrzec wśród rozmazanych kształtów w i tak niezbyt mocno oświetlonym pokoju, gdy tylko dostrzegł, że niebieskooki podniósł coś z podłogi. A widząc ten błysk towarzyszący używaniu alchemii byłby skłonny wstać i przyjrzeć się lepiej, w jaki sposób tamten wykorzystuje tę zapewne jakże przydatną umiejętność, gdyby okulary nie zostały mu właśnie oddane. Zamrugał kilkakrotnie, na jakieś dwie sekundy zsuwając oprawki z nosa, by przyjrzeć się szkłom, na których nie było żadnych śladów uszkodzeń. Założył je ponownie i przyjrzał się młodemu jeszcze uważniej.
- Podróżujesz, uczysz się... Więc pewnie wiedziałbyś, gdzie znaleźć kogoś, kto zna się na alchemii bardziej niż na naprawianiu pękniętych okularów? - zagadnął, nie szczędząc sobie nuty złośliwości. Ale skoro chłopak sam przyznał, że geniuszem w tej dziedzinie nie jest, nie powinien się niczego czepiać. - A skoro masz taki kłopot z alchemią, nie mądrzej byłoby zająć się tylko jej doskonaleniem i całkowicie odgrodzić od rodziny? Sposoby na to są różne, wystarczy tylko się zdecydować... - Tu zielone oczy Iwaizumiego błysnęły lekko. Sam, gdyby miał szansę na wyszkolenie się w czymś tak pasjonującym jak alchemia, a jednocześnie czuł ciężar krewnych nieustannie obserwujących i przeszkadzających we własnych poczynaniach, nie szczędziłby sposobów na to, by się jakoś owych osób pozbyć. A skoro ucieczka by nie pomogła, zawsze można było zastosować bardziej brutalne metody... Ostatecznie przecież osiągnięcie celu było ważniejsze niż to, co w drodze do niego trzeba będzie poświęcić.
- Choć ty na takiego nie wyglądasz... Nie spodziewałbym się też, żebyś planował zabijać wcześniej uratowanych podróżnych - prychnął ze złośliwym rozbawieniem, wygładzając bandaż na lewej dłoni. Rzeczywiście, w towarzystwie dzieciaka nie myślał nawet o tym, że mogłoby mu się coś stać. I tak, naprawdę potrzebował jakiegoś przewodnika, ale... - Powiedzmy, że przydałby mi się ktoś, kto wie, gdzie dowiedzieć się więcej o tej waszej alchemii. Kłopot w tym, że nie chciałbym mieć wizji idącego za tym kimś starszego brata, który nie wiedzieć, co by zrobił, gdyby jednak owego kogoś znalazł. Ale chwilowo wpadłem tylko na ciebie, a nie mam zamiaru chodzić po mieście i szukać innej równie chętnej do podróży - i bezmyślnej - osoby... Więc dałoby się coś z tym wszystkim zrobić? - spytał wreszcie, powoli cedząc słowa. Jego głos może brzmiał w miarę miło, lecz zapewne dałoby się w nim słyszeć chłód bijący również z oczu mężczyzny. I tylko wpatrywał się w jedzącego ciastko Caseya, czekając na odpowiedź od chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Czw Sie 18, 2016 1:35 pm

Kiedy Naohiro zdjął okulary i obejrzał je dokładnie, Casey zrobił minę jak szczeniak dumny z faktu, że wyszła mu pierwsza w życiu sztuczka i właściciel go za to nie wiadomo jak chwali. To nic, że mężczyzna nijak go nie pochwalił, nie podziękował, może po prostu kwestia przyzwyczajeń wyniesionych z Xing... albo z trybu życia jaki prowadził jego nowy znajomy. Casey miał przeczucie, że rozwiązanie, jakie zaproponował Naohiro jest temu człowiekowi bliskie, ale to raczej... Nie jego sprawa. Chociaż może?
- No... W drodze bardziej się skupiałem na zwykłych ludziach, bo na nich łatwiej zarobić. - Odpowiedział bez cienia wstydu i przekrzywił głowę na bok. Na wspomnienie o alchemii przesunął palcem po kręgu transmutacyjnym na swojej rękawiczce, myśląc, że w końcu będzie mu dane się wyszkolić w tej sztuce tak dobrze jak by chciał. 
- Oni częściej potrzebują pomocy i w ostateczności nie tak trudno ich okraść, ale to tylko w miastach, gdzie nie ma tylu wojskowych. Alchemików co prawda jest pełno, tych państwowych i niezrzeszonych, także wystarczyłoby popytać ludzi. Tutaj, w East... Wojsko i alchemicy skupiają się na ataku. To się tu ćwiczy w największej mierze i to jeden z dwóch wyspecjalizowanych w czymś regionów w Amestris. Drugi to North, gdzie wojsko słynie z obrony, bo od lat chronią granicy z Drachmą. - Dalej natomiast dojadł ciastko i wysłuchał słów mężczyzny. Zrezygnował z kolejnych słodkości, w międzyczasie zrzucił z siebie wszystko poza koszulką i bielizną, by zaraz położyć się na łóżku. Był w końcu mężczyzną, Naohiro też, więc nie miał się czego wstydzić przed tym człowiekiem, a po prostu przebraniem się chciał sobie dać chwilę do namysłu. Legł sobie więc na plecach, ułożył dłonie pod głową i wbił wzrok w sufit. 
- Nie zabiłbym pana. Żaden zysk dla mnie i nie czuję zagrożenia z pańskiej strony. - Spokojnie kontynuował temat i na chwilę zamyślił się, nim ponownie zabrał głos. Nie patrzył na towarzysza przez moment i dopiero jak ten skończył mówić, Casey na niego zerknął. 
- Ja nie mam zamiaru do niego wracać. Chowam się od kilku miesięcy i pewnie będę jeszcze długo, ale on sobie nie da spokoju i to wiem prawie na pewno... Znam teorię alchemii i mogę ją panu wytłumaczyć, nie będzie z tym kłopotu. Ona... ciężko przechodzi przeze mnie, bo nie potrafię się skupić. Pan... Ma doświadczenie z danchemią? To sztuka z Xing w końcu i rzekomo jest podobna do alchemii. Tylko nie wiem, czy przy danchemii jest możliwe odbicie. - I kolejna pauza, chwila milczenia i przyglądania się mężczyźnie. Sam Casey miał dość zmęczoną i zaspaną minę, jednak chciał dokończyć rozmowę zanim pójdzie spać. 
- I ja jestem chętny do podróży... Planowałem pójść do jakiegoś miasta w North albo czegoś w West, bo tylko tam mnie nie było. A pana... Wolę nie wystawiać już na temperatury. Wybór jest pański, a ja... Zawsze znajdę drogę. I... - Chłopak ziewnął i obrócił się na bok, przodem do mężczyzny. Posłał mu senny uśmiech i zamknął oczy. 
- I... chętnie powiem jutro wszystko co wiem o alchemii. Lepsze to niż nic... A teraz... Teraz przepraszam, ale jestem śpiący... Dobranoc, panie Nyao. - Skończył nieco bełkotliwie i nawet niechcący przekręcił imię towarzysza. Casey trochę dziwnie się czuł zasypiając przy obcym człowieku, ale co poradzić, ostatecznie sam sobie obiecał, że się nim zaopiekuje. Obecność drugiego mężczyzny nie była jednak na tyle kłopotliwa dla niego, by nie mógł zasnąć, co też stało się zaskakująco szybko. 
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Sob Sie 20, 2016 12:34 am

Ta wzmianka o okradaniu miejscowych nie sprawiła, by Naohiro poczuł jakiś większy niepokój o swój dobytek - właściwie poza notatkami (na dodatek zapisanymi w języku Xing, czyli dla tutejszych zwykłych ludzi zupełnie niezrozumiałym) i jakąś tam sumką w portfelu nic nie miał... A i o te przydatne zawsze pieniądze jakoś się nie martwił. Jednak to postawa chłopaka, kiedy powiedział to z zupełną obojętnością, jakby nie miał wyrzutów sumienia, że zabiera ludziom ich dobytek, jakoś bardziej zwróciła uwagę zielonowłosego... Może chłopak nie był jednak tak "nijaki", jaki się wcześniej wydawał. Swój charakterek musiał mieć...
Na moment wsłuchał się w to, co chłopak mówił, lecz obecnie średnio mu była potrzebna wiedza na temat specjalnego wyszkolenia poszczególnych części Amestris. Póki co... planował po prostu poznać alchemię, a to, jak by ją potem wykorzystywał i gdzie najłatwiej byłoby się na ten temat czegoś dowiedzieć, istniało tylko w przyszłości. Acz ciekawie było usłyszeć coś więcej o zastosowaniu tej sztuki, gdy znało się tylko danchemię wykorzystywaną głównie w medycynie.
Dalej wsłuchał się ze średnim zainteresowaniem w słowa chłopaka, na moment odbiegając wzrokiem gdzieś w bok. Dopiero usłyszawszy o danchemii drgnął lekko, znowu przewiercając rozmówcę spojrzeniem.
- ... o danchemii wiem... trochę. O odbiciu nie słyszałem... Ale inne wypadki też się mogą zdarzyć - rzucił gardłowo, przenosząc wzrok na pokiereszowaną rękę. Temu też jakoś nie zauważył, że niebieskooki towarzysz zaczyna przysypiać. Dopiero gdy ten faktycznie ułożył się do snu, sam Iwaizumi zdał sobie sprawę, jak bardzo jest zmęczony. Godzina dochodziła już późna, a i dnia łatwego nie miał... Także nie było co siedzieć dłużej przy tych ciastach.
Jego usta wykrzywiły się w z lekka niezadowolonym grymasie, gdy usłyszał swoje "nowe" imię, ale wyjątkowo darował sobie jakieś uwagi pod tym względem. Mruknął tylko pod nosem coś, co mogło brzmieć jak "dobranoc", ale równie dobrze "kolorowych koszmarów", po czym sam położył się na swoim łóżku, ściągnąwszy okulary i odwracając się plecami do obecnego współlokatora. Jako że z kąpieli wrócił już w lżejszych - i mniej zapchanych piaskiem - ubraniach, zostawił wszystko na sobie, nie mając nawet sił się podnieść. Przez moment rozważał jeszcze, jak to się stało, że wdał się w tak długą rozmowę... Lecz wiele już nie myślał, bo kiedy tylko zamknął w oczy, natychmiast zapadł w sen.


Obudził się... cóż, ciężko powiedzieć, o której godzinie, ale zdecydowanie lepiej byłoby wstać wcześniej. Już na dzień dobry parsknął cicho, siadając na łóżku i narzekając na pustynię oczywiście, która tak go wymęczyła, że ciężko mu było porządnie się wybudzić.
Przetarł oczy, nawet nie sprawdzając, czy Casey nadal śpi, czy wstał już dawno i wybył z pokoju. To jednak nie przeszkodziło mu w odezwaniu się.
- ... która godzina...? - rzucił zaraz na początku, nadal zaspanym głosem. Poczuł ten znajomy ucisk w brzuchu mówiący stanowczo, że pora coś zjeść, więc sięgnął nadal na ślepo w kierunku - miał nadzieję - pozostałych po wczorajszym wieczorze ciastek. - ... śniadanie... ciastka... Czy tu się je coś innego? - mruknął zniesmaczonym tonem, stwierdziwszy, że ciężko będzie się tym najeść. Dopiero wtedy poszukał dłonią okularów, które natychmiast założył, a tym samym spojrzał w kierunku łóżka Flynna, na którym spodziewał się zobaczyć chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Nie Sie 21, 2016 12:53 am

Casey nawet mimowolnie dostrzegł sposób, w jaki Naohiro zareagował na wzmiankę o danchemii i to, jak przyglądał się własnej dłoni skrytej pod warstwami bandaża. Już podczas drogi do Amestris chłopak planował wypytać mężczyznę o to, dlaczego ma zabandażowaną rękę, jednak uznał, że może lepiej nie stresować go dodatkowo. Teraz też nie miał zamiaru wypytywać go o przeszłość, może kiedyś, choć wątpliwym to było w oczach chłopca, Iwaizumi może zdradzi mu o sobie to i owo. Póki co wszystko wskazywało na to, że mężczyzna miał wypadek z wspomnianą sztuką i przy tym Casey też postanowił pozostać. Nic więcej, żadnych szczegółów ani naruszania przestrzeni osobistej... Po czym uciął sobie drzemkę na całą resztę nocy. 
Z rana natomiast Casey obudził się przed Naohiro i dopiero teraz uznał, że przyszła idealna pora na wzięcie prysznica. Poszedł więc się umyć, zaś gdy wrócił do pokoju już ubrany, acz z ręcznikiem na głowie, mężczyzna z Xing zaczynał się budzić. Ciastka zostawił, jakoś nie był specjalnie głodny, zwykle po prostu czekał kilka godzin i jakoś w międzyczasie głodniał. I w zasadzie był to dobry wybór też tym razem, bowiem na swój sposób Iwaizumi był dość uroczy, kiedy tak na ślepo szukał czegokolwiek w swoim otoczeniu. Wydawał się tak rozkosznie bezradny i niezdarny, dlatego też chłopak chwilę stał w progu i przyglądał mu się; dopiero kiedy Naohiro założył okulary, Casey postanowił się zbliżyć kilka kroków. 
- Dzień dobry, proszę pana, godzina dociera dziesiąta, a by zjeść coś poza ciastkami trzeba zejść na dół i coś zamówić. Można też coś zrobić jak się lubi i umie... i jak się ma składniki... - Casey przeciągnął się i ziewnął, nawet nie zakrywając ust ani nic takiego. E tam, jakaś kultura osobista, po co ona komu... No, w każdym razie jednak kontynuował wycieranie włosów, a te, choć nie takie znowu długie, zawsze schły dłuższą chwilę. Ostatecznie zrezygnował z dalszych prób osuszenia ich przy pomocy ręcznika, rozczesał je szybko i upiął w kitkę, uznając, że po prostu doschną sobie w międzyczasie. 
- Poza śniadaniem... Trzeba by było ustalić, gdzie idziemy... i kiedy chce pan ruszać. Ja się dostosuję, ale póki co chyba jedzenie jest priorytetem, prawda? - Spytał, po prostu delikatnie sugerując, co by było w tej chwili najrozsądniejszym rozwiązaniem, przynajmniej według niego samego. 
- No, to mogę pana porwać na dół? - Zaproponował jakby obojętnie, ale jednak z sympatyczną nutą, po czym złapał pieniądze, wyszedł z pokoju i poczekał aż Naohiro zrobi to samo. W końcu trzeba było zamknąć pokój na klucz i w końcu coś zjeść, bo chyba sam powoli zaczynał głodnieć. Tak też zszedł ze swoim nowym najlepszym przyjacielem na wieki wieków amen na dół. 
- To! Co robimy? Możemy... o jaaa, ale bym zjadł tosty. Aaaalbo... gofry... albo... Naleśniki! Naleśniki brzmią dobrze, co? Ciekawe, czy są podleśniki, zaleśniki, przedleśniki i obokleśniki! Oooo... z dżemem truskawkowym to już w ogóle brzmią jak plan na życie. W ogóle dlaczego one mogą, znaczy się te placki, być na jakimś leśniku? - Radośnie trajkocząc na temat jedzenia Casey podszedł do lady i zamówił sobie właśnie takie pod... za... przed... obok... naleśniki, o jakich mówił, natomiast do nich dodał jeszcze kawę z mlekiem. Otrzymawszy te od staruszki, a jak wiadomo, babcie zawsze gotują dużo, szybko i smacznie, ruszył do jednego ze stołów i ten też zajął dla siebie i Naohiro. 
- No, proszę pana, smacznego! - Powiedział, zabierając się za jedzenie. 
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Pon Sie 22, 2016 8:46 pm

Zerknął na czarnowłosego, gdy ten tylko się odezwał. Dziesiąta... O tej porze normalnie już dawno byłby na nogach. Ale mógł sobie spokojnie wybaczyć tak późną porę na pobudkę, z racji że wczoraj był wyjątkowo zmęczony.
- Mhm... dobry... - mruknął tylko w odpowiedzi na słowa chłopaka i przeciągnął się, chcąc jako tako rozprostować kości. - Tak... śniadanie najważniejsze - dodał trochę mimowolnie, ale co począć, kiedy człowiek głodny. Przetarł oczy, a ponownie czując, że należałoby wreszcie coś zjeść, szybko zebrał się z łóżka, przebrał i gotowy do wyjścia z pokoju, zszedł za Caseyem na dół.
Z pewnym zainteresowaniem przysłuchiwał się temu, co tamten proponował na śniadanie. Zdawał sobie sprawę, że w obcym państwie posiłki są zapewne inne niż w Xing, a choć miał tam czasami styczność z kupcami z Amestris, nie interesował się przecież tutejszymi potrawami. A wolał nie trafić na coś niezjadliwego, więc - starając się tego jakoś po sobie nie pokazywać - uważnie słuchał całego tego wywodu o na/pod/za/przed/obok-leśnikach, mimo wszystko z pewną dozą nieufności... Jednak na tyle wierzył chłopakowi, by nie wiedzieć, by to wszystko, co mówił, było dalekie od prawdy.
- Brzmi to idiotycznie... No ale skoro smaczne... - rzucił lekko zamyślony. Naprawdę dziwne nazwy mieli w Amestris. Sama tutejsza kultura już teraz wydawała mu się całkowicie inna niż w jego rodzimym kraju... ale że nie był zbytnio przywiązany do swojego dawnego miejsca zamieszkania, nie miał powodu, by na cokolwiek narzekać czy też twierdzić, iż w samym Xing było lepiej. No a poza tym... Był tu dopiero niecały dzień. Miał jeszcze dużo czasu, żeby zapoznać się ze zwyczajami tu panującymi i wyrobić sobie pewniejsze zdanie na temat państwa.
Jednak na śniadanie zamówił zwyczajne tosty, bo ta nazwa brzmiała lepiej i mniej podejrzanie, po czym poszedł z nimi do stołu zajmowanego przez Caseya, siadając naprzeciwko chłopaka. Przez moment patrzył, jakież to leśniki ma na talerzu, zaraz jednak przeniósł wzrok na jakiś punkt za nim, żeby nie było, że czymś się tak interesuje.
Na "smacznego" skinął tylko głową, burknął niezrozumiale coś podobnego, po czym zjadł kilka kęsów tosta. Dopiero gdy jego głód został jako tako zaspokojony, spojrzał uważnie na chłopaka.
- Wczoraj wspominałeś... O West i North... że tam można by pójść. Powiedz o nich coś więcej - rzucił tonem nieznoszący sprzeciwu, wpatrując się nadal czujnie w rozmówcę. - I nie mówię jeszcze, że mam zamiar iść z tobą... Ale no... Może - dodał na wszelki wypadek, jednak nawet przekonanie samego siebie, że nie potrzeba mu towarzysza, średnio mu wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Wto Sie 23, 2016 1:48 am

Zaraz... Czyżby pan Nyao nabrał się na występowanie różnych rodzajów leśników? Nie, to nie było możliwe z żadnego logicznego punktu widzenia, chociaż może? W końcu mężczyzna pochodził z innego kraju.... Czy w jego ojczyźnie nie było naleśników? Albo, co gorsza, czy nie opowiadano tam sucharów? Casey postanowił nie poruszać dalej tego tematu, uznając, że dalszy rozwój takiej sytuacji może okazać się całkiem zabawny. To, że Naohiro pewnie znienawidzi go za wyśmiewanie jego niewiedzy, było w tej sytuacji zupełnie nieważne.
- No są bardzo smaczne... Pan się kiedyś skusi! Nie są robione z niczego złego, po prostu mleko, mąka... woda chyba... trochę oleju się chyba daje... I przy cieście zawsze trzeba szczyptę soli. I one praktycznie nie mają smaku, więc można jeść je prawie ze wszystkim! Jak się umie zrobić dobre nadzienie to one są po prostu cudowne... - Gdakał tak rozmarzonym głosem przez dłuższą chwilę, robiąc przy tym krótkie przerwy na jedzenie. Sam nie wiedział, jak bardzo był głodny, dopóki nie zaczął jeść. Wcześniej w zasadzie tego głodu nie czuł, a teraz mógłby zjeść konia z kopytami, ale tak się znaczy bez podków, bo je by było trudno pożreć jednak. Potem nastała dłuższa pauza, przerywana stukaniem widelca o talerz, którą ostatecznie zakończył Naohiro pytaniem o regiony Amestris.
- Rozumiem! No to tak... North jest wiecznie zimne... Xing jest ogromne, nie wiem jak tam się prezentują pory roku i klimat, ale... Prawdopodobnie widział pan śnieg, prawda? W North śnieg jest prawie cały rok. Na południu jest raczej po prostu tak wiosennie, bo są tam naleciałości klimatu z innych regionów. Najbardziej charakterystycznym miejscem w North jest fort Briggs przy granicy z Drachmą, żołnierze służący tam specjalizują się w defensywie. Pilnują porządku i właściwie fort rządzi się własnymi prawami... W stolicy North może być sporo wyspecjalizowanych alchemików,którzy mogliby panu pomóc. Droga prowadząca do tego miejsca będzie z pewnością milsza niż ta z Xing do Amestris, bo można się po prostu załadować w pociąg i pojechać. Tylko najlepiej będzie na dobry początek dostać się do East City. - Spojrzenie błękitnych oczu zatrzymało się najpierw na twarzy Naohiro, chcąc wyłapać na niej jakąś reakcję na słowa chłopaka. Zaraz potem wbił wzrok w sufit i kontynuował wypowiedź:
- Natomiast jeśli mowa o West, to są tam po prostu kamienie i pustkowia. Dziesiątki kopalni, region nastawiony na wydobycie kamieni szlachetnych i innych surowców, które rozprowadzane są na resztę Amestris. Trudno tam o ziemie uprawne, wszystkie towary codziennego użytku trzeba tam sprowadzać,bo nie ma tam nic. Spora część wojska tam stacjonowała przy wojnie z Cretą... Teraz jest tam mało kogokolwiek. Jacyś alchemicy prawdopodobnie są, ale nie specjalizują się w niczym konkretnym. I nie interesowałem się nigdy panującymi tam temperaturami... Wolę nie doprowadzać pana do żadnego nieprzyjemnego stanu, bo jak coś się stanie to pewnie zemdleję albo spanikuję i koniec wycieczki. - To powiedziawszy, zorientował się, że lada chwila skończy jedzenie. Jako, że powiedział chyba wszystko to, co planował, postanowił teraz skupić się na spożywaniu, by tym samym dać mężczyźnie czas na zastanowienie się, czego by w tej chwili chciał od życia... To jest, dokąd chciałby się udać dalej.
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Wto Sie 23, 2016 6:04 pm

- Skoro bez dodatków praktycznie nie mają smaku, to jak mogą być smaczne...? A poza tym po co cokolwiek takiego jeść, zwłaszcza jeśli chciałoby się mimo wszystko mieć w tym jakąś przyjemność? - odparł kpiąco, patrząc ze złośliwym pobłażaniem na Caseya. - ... Mam się nastawić na to, że wszystkie wasze potrawy są jak te leśniki, a je się tylko po to, żeby zjeść? - zagadnął nadal lekceważącym tonem, przegryzając kolejny kęs tosta. Fakt, nawet w tym nie było jakoś wiele specjalnego smaku, którym można by się zachwycić czy coś. No ale skoro nic innego nie było, cóż poradzić. Naprawdę dziwny kraj, to Amestris... Byle tutejsi alchemicy byli lepsi niż te całe leśniki... W innym razie bezsensem byłoby wleczenie się tutaj. Wprawdzie wracać do Xing i tak nie miał zamiaru, ale nadal dążył do zapoznania się z alchemią, a do tego potrzebni byli ludzie wykształceni w tej dziedzinie. Nawet gdyby nie znalazł ich tutaj - bo cóż, pierwszym alchemikiem, na jakiego trafił, był zajadający któreś-leśniki Flynn, a którego umiejętności nie były na zbyt wysokim poziomie - poszedłby gdzieś dalej... byle dotrzeć do tego, czego szuka.
- Tak... śnieg widziałem - mruknął, patrząc teraz na rozmówcę jak na idiotę, który myśli, że pan zielony jest aż tak nieobeznany ze światem. Jak niektóre zachowania mógłby znieść, tak irytujące stawało się traktowanie go jak zwykłego, niewykształconego człowieka, którym przecież nie był. Czyli tak, jak sam traktował każdą napotkaną osobę.
Pokiwał głową na słowa o North, jednocześnie marszcząc z zamyśleniu brwi. Czy chciał się pakować w zaspy śniegu i zimny klimat? Lepsze to niż pustynia, co do tego nie miał wątpliwości. Żadnych obaw, że się uschnie na tym gorącu, wrażenia spalania się na wiór i podobnych przeżyć, jakich przyszło Naohiro doświadczyć podczas podróży w te strony.
Po rozważeniu obu opcji (North czy West) oraz wszystkich za i przeciw, łatwo podjął decyzję.
- North brzmi dobrze. Daleko stąd do East City...? - spytał, wpatrując się w rozmówcę wyczekująco. Nie wiedział, czy nie przekręcił jakiejś nazwy, bo niektóre były dość dziwne do wymówienia, zwłaszcza gdy język Amestris znało się... cóż, nie na tyle, by ogarniać wszystko. - I przy okazji... Ile zwykle kosztują bilety na pociąg...? - dodał, przypomniawszy sobie, że o tym cudownym środku transportu jego towarzysz wspomniał. A choć zabrał ze sobą całkiem spore oszczędności i póki co miał z czego wyżyć, mimo wszystko należało pieniądze oszczędzać, bo kto wie, ile zajęłaby ta podróż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Czw Sie 25, 2016 1:21 pm

Ojej, podejście Naohiro w tej chwili wydało mu się takie urocze i nieuświadomione, że aż nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Miał natomiast tyle kultury i przyzwoitości, że nie zaśmiał się ani nie zrobił nic podobnego. Po prostu podłapał temat i szybko odbił tezę obcokrajowca najbardziej logicznymi jego zdaniem kontrargumentami. 
- Wie pan, z reguły taki chleb też nie ma za wiele smaku... ani ryż czy ziemniaki. Tylko tych dwóch ostatnich zwykle się nie robi samemu, a jedynie gotuje. Makaron jako tako też jest bez smaku... Ze wszystkich da się zrobić coś fantastycznego, ale lepiej ich nie łączyć. Do makaronu można zrobić świetny sos ze świeżych pomidorów, tylko najlepiej jest go gotować bardzo długo... Tak się robi w Aerugo, skąd taka potrawa też pochodzi. Można to dowolnie doprawić, jak się doda bazylii i posypie serem to w ogóle jest świetne, tam na południu mają genialną kuchnię. Leśniki natomiast są o tyle wygodne, że można je zrobi ze wszystkim, z czym tylko się zechce z tego co wiem. Ludzie robią je na słodko, z serem na przykład albo jakimś dżemem, na słono ze szpinakiem, z łososiem też kiedyś widziałem, na ostro... O, a już w ogóle wygrywem jest zrobienie ich ze świeżymi owocami i bitą śmietaną albo lodami. - Tutaj wyjątkowo przerwał swój wywód i zamyślił się na chwilę. Oczywiście podłapał swojego jakże udanego trolla na temat leśników i nie miał zamiaru w najbliższym czasie z niego rezygnować. Nie wynikało to z żadnej złośliwości czy niechęci względem Naohiro, po prostu uznał jego naiwność za naprawdę uroczą na swój sposób. Gdyby był postacią z kreskówki, nad jego głową w tej chwili pojawiłaby się żarówka zwiastująca genialny pomysł. 
- W sumie to nawet gotowanie można porównać do alchemii. Wiem, że może to zabrzmieć głupio, ale wszystkie zasady alchemii można dostrzec w sztuce kulinarnej, wie pan. Dostaje się tyle ile się dało, znaczy zazwyczaj, bo wspomniany sos się na przykład redukuje by nie był wodnisty... ale wtedy substratem jest para wodna, która się z niego wydziela. Przepisy funkcjonują i w alchemii i w kuchni. Ktoś kiedyś sporządził skład ciała dorosłego człowieka... to prawie jak przepis na ciasto. Tylko gotując nie doświadcza się raczej odbicia jak się ma czegoś za mało. Wtedy po prostu nie da się czegoś ugotować. Natomiast jak da się czegoś za dużo, to danie z reguły nie wychodzi. Jeśli do sosu pomidorowego da się za dużo wody, to wyjdzie z niego zupa. Prawie. W alchemii i w kuchni sporo opiera się na przeczuciu, da się wszystko zrobić w wystudiowany sposób, ale wszystko jest lepsze, gdy da się coś od swojego serca. Wbrew temu, że alchemia jest nauką... Poza schematami należy się skupiać na niej i czuć ją. - Cóż za gorzka ironia. Człowiek, który absolutnie nie potrafił alchemii nie licząc jej podstaw właśnie wygłaszał wykład na temat tego, jak należy się nią posługiwać. Odetchnął cicho i popatrzył na towarzysza, wzruszając przy tym jedynie ramionami. 
- Mam nadzieję, że nie pokręciłem panu w głowie, panie Nyao! Nie jestem najlepszy w alchemii, ale po tylu latach nauki, które mam za sobą... Trzeba by było być totalnym gałganem, żeby jej w ogóle nie łapać. Ja ją rozumiem... Po prostu zwykle nie potrafię się skupić. - Dodał jeszcze tylko tyle w tym temacie, potem natomiast skupił się na kwestii podróżowania. Sam nie był w tym znowu taki beznadziejny, natomiast jeśli mógł swoją wiedzą pomóc Naohiro, to tym lepiej. 
- Do East trochę na południe. I w sumie tylko do tamtego punktu z większych miast kursują pociągi z Youswell, w którym jesteśmy. Może na stacji kolejowej złapiemy kogoś, kto wybiera się do North i pojedziemy z nim stopem a potem jakoś oddamy mu pieniądze. Się znaczy za paliwo i tak dalej. Wtedy wyjdzie dużo taniej niż tłuc się pociągiem nawet najniższej klasy, bo i tak musielibyśmy się przesiadać i nadkładać drogę. Bilety kolejowe... Zależnie od dystansu. Stąd do East City kosztowałby około tysiąca i pięciuset cenzów. Także... Proponuję przejść się na stację i tam też poszukać kogoś, kto wybiera się w okolice North. Jak nie, to będziemy się bawić z pociągami. Jak pan myśli, panie Nyao? - Spytał z pogodnym uśmiechem. W ogóle bardzo lubił mieć w jakichkolwiek kwestiach wiedzę większą niż inni, a choć było to cokolwiek dziecinne, to jakoś mocno mu nie przeszkadzało. Możliwość pomocy innemu człowiekowi to coś, co zawsze poprawia mu humor i funkcjonuje jako swoiste odkupienie grzechów popełnionych innego dnia, jak na przykład kradzieży. 
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Sob Sie 27, 2016 12:29 am

Nie ma to jak rozmowa o jedzeniu, zdecydowanie. Tyle dobrze, że przy śniadaniu, a nie w jakiejś niezbyt spokojnej sytuacji, kiedy byłaby zdecydowanie nie na miejscu. No ale tak, wysłuchał tego wszystkiego. I nie przyznałby się w życiu, że argumenty rozmówcy są nawet sensowne. A skąd! Tylko burknął coś mało zrozumiałego pod nosem. Przecież nie będzie się wykłócać o sposoby podawania potraw i ich smaki bądź to, że doprawianie dużo daje, a ostatecznie właściwie wszystko dodatków jakichś wymaga.
- Ale jakkolwiek... leśniki to dziwna nazwa... - mruknął tonem kończącym rozmowę, oczywiście znowu nieświadomie się wkopując. Gdyby tylko się dowiedział, że w rzeczywistości żadne leśniki nie istnieją, nie są tak nazywane to jest, Casey zdecydowanie powinien być już daleko, jeśli nie chciałby skończyć jako próbka testowa do kilku badań. Jednak w takiej sytuacji Naohiro nie miał powodów, by zabijać go spojrzeniem... No właśnie, to było niecodzienne uczucie. Chłopak zachowywał się w jego towarzystwie zaskakująco normalnie, co przekładało się na Iwaizumiego, który - patrząc na jego "normalnie" - był temu daleki. Dziwnie mu było tak luźno rozmawiać... Nawet jeśli sam się ani razu nie uśmiechnął podczas tej pogawędki o jedzeniu, a jego mina była równie poważna co zawsze. Problem... czy to na pewno problem?... polegał na tym, że w towarzystwie tego tu niebieskookiego Flynna nie potrafił się nawet jakoś specjalnie zezłościć. No i z kim innym już dawno by się wykłócał, by dowieść swoich racji, a tak... Tylko siedział i zgadzał się ze wszystkim. Czy było to normalne? Nie, zdecydowanie...
I równie nietypowo jak na siebie z uwagą przysłuchiwał się tłumaczeniom dotyczącym alchemii. Jak na początek, wydawało się to wszystko jasne i przejrzyste... Ale czy na pewno? I czy mądrze było wierzyć słowom osoby mało z nią obeznanej? Jednak Casey wypowiadał się na tyle przekonująco, by zainteresować Naohiro jeszcze bardziej.
- Ciekawe porównanie... Ale... nie, raczej rozumiem. Mogę założyć, że sporo się to różni od danchemii. Czuć alchemię, mówisz... - tu zamyślił się na moment, bo żeby cokolwiek "czuć", trzeba było mieć uczucia. Ale... Danchemia również opierała się w pewnym sensie na uczuciach i wyczuciu połączeń z energią płynącą w ziemi bądź transmutowanym ciele... Więc po doświadczeniach z tą dziedziną nie powinno być problemów i ze zrozumieniem zwyczajnej alchemii. Powtórzeń moooooc!
Dalej też słuchał w milczeniu. Pokiwał jedynie głową, dochodząc do wniosku, że zaproponowany przez chłopaka sposób podróży może być całkiem w porządku. Znaczy... zależałoby, jak to wszystko będzie wyglądać. Ale patrząc na fakt, że przez pustynię szedł na piechotę, środek transportu był mu naprawdę obojętny.
- Można tak zrobić... - mruknął, poprawiając zsuwające się z nosa okulary. Następnie omiótł spojrzeniem pusty już talerz i wstał, gotów wrócić po resztę swoich rzeczy do pokoju. Jednak nim odszedł od stołu, stał przy nim jeszcze przez chwilę, wpatrując się w Caseya uważnie. I pewnie trwało to dobrą chwilę, nim ni to niepewnym, ni zirytowanym tonem zapytał. -Nyao...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gospoda   Sob Sie 27, 2016 1:54 pm

- Ba, że dziwna! - Odparł zgodnie Casey i w końcu pozwolił sobie wybuchnąć śmiechem. Nie wiedział, jak odbierze to Naohiro, ale postanowił faktem pokierować tak, by wyglądało, aby bawiła go nazwa, a nie to, jak towarzysz nabrał się na istnienie jakichkolwiek leśników. Jeśli spyta Caseya o to, jakie istnieją rodzaje i czym się charakteryzują, to chłopak chyba będzie nieco wkopany. Był zadowolony natomiast faktem, że jego nowy kolega go słuchał i nawet poczuł się całkiem mądry, oczywiście nie zapominając o tym, że pan Nyao najprawdopodobniej miał o wiele większą wiedzę z innych obszarów. Na przykład z tej całej danchemii, która interesowała Flynna właściwie jedynie na takiej zasadzie, że chciał ją kiedyś porównać z alchemią. Pewnie i tak nie dałby sobie rady z nauką póki co, może spróbowałby kiedyś, ale na pewno nie aktualnie, gdy ledwo łapał jeszcze rodzimą sztukę w praktyce. 
- Wiadomo, że pan rozumie... W ogóle pewnie pan dużo umie i wie, to się po oczach widzi. Moim zdaniem podstawa jest podobna, ale kwestia różnego nazewnictwa. Przynajmniej z tego co słyszałem, ale nie znam danchemii wcale. Nie widziałem nigdy używania jej na żywo. - Wzruszył ramionami, natomiast słysząc zgodę Naohiro na złapani stopa, Casey złapał talerze, które już opustoszały i chciał pójść do lady, by tam je zostawić, ale wtedy znowu został zaczepiony. Posłał mężczyźnie najbardziej niewinny uśmiech ze swojej wielobarwnej oferty i skinął głową. 
- No Nyao. Brzmi mi bardzo w stylu Xing i jest ładne! No i koty robią nya~ a pan wydaje się mieć bardzo koci charakter. Podobny trochę do mojego brata, całe życie z poważnymi ludźmi, co nie... Ale nie, żeby mi to przeszkadzało. A teraz... ktoś jadący do North... - Chłopak sobie przeskakiwał z jednego tematu na inny, a to, czy Naohiro będzie to przeszkadzało, to raczej nie jest kłopot młodego alchemika. Dzisiaj chyba mieli wyjątkowe szczęście, bowiem gdy tylko Casey odniósł do lady talerze, podszedł do niego staruszek w czapce uszance, liniejącej co prawda, z wąsem i brodą godną dostojnego kozła i z niepokojącym uśmiechem, którego również taki dostojny kozioł by się nie powstydził. Ciemnowłosy uśmiechnął się zmieszany, kiedy nieznajomy złapał go za ramię i zaczął do niego gadać jakąś dziwną krzyżówką języków Amestris i prawdopodobnie Drachmy:
- Ojojoj, dziewuszko, ty i twój muż w North wybieracie się? Wybaczcie mnie, proszę, ja tylko tak posłuchał to i owo, prawda, ja mogę pomóc, wracamy z moimi dzieciakami z pokazów w Resembool i budziem jechali przez Siewiernoj Oblast! Jesli wam tak nada, możem zatrzymać się w tamtej stolicy i wy sobie wysiądziecie a ja wrócę doma, do Drachmy! Zawsze miło w towarzystwie, zawsze cieplej, a zapłacicie mi swoją obecnością! - W miarę tego, jak staruszek gadał, niebieskie oczy zdawały się błyszczeć czymś, co naraz było chytrością, wdzięcznością i satysfakcją związaną z tym, że poszukiwania jakiegoś kozła ofiarnego, który zaciągnie ich na własnym grzbiecie do North, wcale nie trwały tak długo jak się spodziewał. Dalej mając to samo w oczach spojrzał na Naohiro i uśmiechnął się szerokim uśmiechem naciągacza z ulicy lub parku rozrywki. Też różnica, jedno dzicz i drugie dzicz... 
- Ależ oczywiście, ja i mój muż chętnie pojedziemy z panem! - Niewiele brakowało, by Flynn zaczął podskakiwać w miejscu. Nie wiedział, co ten cały "muż" znaczy, ale brzmiało raczej fajnie, także określanie tak Naohiro raczej mu nie przeszkadzało. Tylko dlaczego został nazwany dziewuszką?! No, ale o to też mniejsza, nie będzie się o drobiazgi złościć. 
- Atliczna, atliczna! - Staruszek niczym dziecko zaklaskał z zachwytem. - Mienia zawut Iwan Iwanowicz! - Przedstawił się, potrząsając ręką Caseya energicznie, natomiast sam chłopak uznał za zabawne jego nazwisko. No, ale tego również się nie będzie czepiał. Czy było mu źle z myślą, że wykorzysta staruszka? Absolutnie nie.  - Bierzecie młodzi co trzeba, ja powiem dzieciakom, że mamy towarzyszy! 
- Casey jestem, a to Nyao! - Odparł  z chytrym uśmiechem Flynn, po czym odprowadził starszego pana wzrokiem. - Fantastycznie! - Szepnął podekscytowanym głosem do swojego towarzysza, po czym wbiegł na górę i pozbierał swoje rzeczy, poczekał, aż Naohiro zrobi to samo, by następnie zejść, oddać klucze i wyjść przed gospodę. Tam czekał ich przewoźnik aka tania siła robocza aka miły starszy pan z Drachmy, który też siedział w zaparkowanym wozie z dość sporą przyczepą. Caseyowi trudno było określić, co wygląda na starsze - właściciel czy środek transportu, który w zasadzie zbyt bezpiecznie nie wyglądał. 
- Wsiadajcie na tyły, maluchy się ucieszą! - Iwanowicz wychylił się przez okno i poklepał przyczepę, chcąc zachęcić swoich towarzyszy do wejścia na pokład. 
- Przy~go~da~! - Wykrzyknął niemal jak dziecko Flynn i podbiegł do tyłów pojazdu. Otworzył drzwi przyczepy, zastanawiając się, dlaczego ten miły staruszek wozi czymś takim własne dzieci, ale gdy tylko zobaczył, co znajduje się w środku, zrozumiał o jakie dzieciaki chodzi. 
- OJEJ, KÓZKI! - Prawie pisnął z zachwytem dzieciak i od razu wpakował się do pojazdu. Na obecność nieznajomych jeden z kozłów zareagował gniewnym meczeniem i wrogim spojrzeniem na Naohiro. Casey z głupawym uśmiechem zauważył, że zwierzę to ma nawet minę jak jego zielonowłosy towarzysz; gdyby nie te dziwne źrenice, nadmierne owłosienie tu i ówdzie i ogromne rogi, zwierz wyglądałby jak Iwaizumi. To jednak Casey postanowił zostawić tylko dla siebie i po prostu z podekscytowaną miną usiadł na ławie pod ścianą, uprzednio strzepując z niej siano. Od razu poklepał zapraszająco miejsce obok siebie, zachęcając przybysza z Xing do zajęcia go. Wtem do Flynna podeszło malutkie, białe jak śnieg koźlątko. 
- OJEJASIEŁEŁKA! - Teraz to już w ogóle piszczał, przytuliwszy do siebie zwierzątko, które niemądrze spytało jedynie, czy "meee?". W tej chwili Casey wiedział, że droga będzie niesamowita. 
- Kasieńko, gotowi? - Z przedniej części pojazdu dobiegł ich głos kierowcy. 
- No ba! - Odkrzyknął, nie czekając na żadną reakcję Naohiro. Po chwili wóz ruszył ku niesamowitej przygodzie, jaka z pewnością czekała na nich w North. 
zt. 
Mam nadzieję, że imitacja rosyjskiego jest zrozumiała. Jakby co jadą przez obszar północny, atliczna znaczy mniej więcej "świetnie", a Nao został mężem Kaśka. Jak chcesz to pisz już gdzieś w North albo skończ za Nao tutaj, a ja walnę od razu tam coś~
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Gospoda   Nie Sie 28, 2016 12:31 am

*podejście drugie*
Narrator skłamałby, gdyby rzekł teraz, iż słowa potwierdzające, że Naohiro wygląda na człowieka inteligentnego, nie połechtały jego dumy. Oczywiście, głównie na nie zwrócił uwagę. Wprawdzie nie trzeba mu było takich zapewnień, w końcu przekonany był, że przewyższa intelektem wszystkich zebranych tu na sali, ale nawet przyjemnie było usłyszeć to z czyichś ust. W końcu dobrze wiedzieć, że sprawia się wrażenie takie, jakiego się oczekuje.
Dlatego też może nie zwrócił aż tak bardzo uwagi na ten wcześniejszy wybuch śmiechu Caseya, jak również na późniejsze ciekawe wytłumaczenie dla jego nowego „imienia”. Cóż, kot takim złym zwierzęciem do porównywania nie był. A choć Naohiro nigdy „nya” nie powiedział i mówić nie zamierzał, stwierdził, że jakoś będzie trzeba z tym „Nyao” wytrzymać. Zresztą nie sądził, by Flynn – nawet po długich pouczeniach – porzuciłby to wymyślone przez siebie miano i zwracał się do Iwaizumiego jak należy. I wcale, a skąd!, nie miał na to wpływu ten uśmiech, który nie wiedzieć czemu tak działał na zielonowłosego, że on sam nie dążył do wykłócania się o cokolwiek.
Dlatego też zdecydowanie najlepszą odpowiedzią na wszystko było krótkie „mhm”, którym uraczył odnoszącego już talerze Caseya. Tu przez jego twarz przemknął po części zadowolony, po części kpiący uśmiech, gdy Naohiro ponownie stwierdził, że z tak energicznej osoby może być jednak jakiś pożytek.
Podszedł nieco bliżej, widząc, że jego niebieskooki towarzysz wdał się w pogawędkę w jakimś staruszkiem. I cóż, język Amestris znał jako tako, ale Drachmy już zupełnie nic, więc z całej wypowiedzi mężczyzny zrozumiał tyle o ile. Zdecydowanie podejrzane jednak wydawało mu się nazwanie go „mużem”, cokolwiek starszy człowiek mógł mieć w tamtej chwili na myśli. Ale nie, nie miał zamiaru o to dopytywać i tym samym zdradzać swoją marną znajomość języka. Tak patrzył więc tylko to na jednego, to na drugiego, oczywiście obrzucając ich lodowatym spojrzeniem.
- Hej, chwila, kto mówi, że ja się zga… – tu urwał jednak swoją odpowiedź na tak nagłe przyjęcie propozycji przez Caseya. Może perspektywa przejazdu za darmo nie była taka zła. Wprawdzie nieznajomemu starcowi nie należało ufać, ale… Flynn jakoś się z nim dogadał. Poza tym uwadze Naohiro nie umknęły te chytre błyski w niebieskich oczach chłopaka. Skoro nadarzyła się taka okazja, czemu jej nie wykorzystać.  – … niech będzie – warknął więc tylko cicho, zdając sobie sprawę, że Casey i tak podjął decyzję za ich obu.
Z niejakim niesmakiem przyjął tak luźne przedstawienie się mężczyźnie, lecz specjalnie się nie czepiał, w końcu i tak został tylko niejakim „Nyao”, a przekręcone imię już wiele nie dawało. Więc prychnął jedynie cicho, po czym ruszył za Flynnem do pokoju, zbierając swój i tak niewielki dobytek.
A gdy wrócili na dół… cóż, nie takiego środka transportu Iwaizumi się spodziewał. A może właśnie dokładnie tego, ale miał nikłą nadzieję, że jego przewidywania choć raz okażą się błędne. Jednak zawsze lepsze to niż iść na piechotę przez pół kraju. Zdecydowanie.
… zmienił zdanie, gdy zobaczył, z kim – prócz Caseya – przyjdzie mu spędzić te kilkanaście godzin.
- No chyba nie… – mruknął, czując na sobie spojrzenia kóz, z których każda wydawała się podlejsza od poprzedniej. Żeby jeszcze dzieciaki, o których wcześniej wspomniał ich przewoźnik! – te się dało jakoś znieść… Ale nie kozy. Daleko mu było od podzielenia entuzjazmu nowego znajomego, którego właśnie w tej chwili pragnął zabić spojrzeniem. – Jak tylko wyjdziemy z miasta, zatkam cię tym sianem, bo zdecydowanie za dużo gadasz – syknął do chłopaka, ostatecznie jednak siadając obok niego. Starał się zignorować zachwycone okrzyki Caseya, a najchętniej w ogóle nie przyznawać się, że zna człowieka. Jednak i tak musiał z nim tu siedzieć… Ale rozmawiać nikt nie kazał. Można było spędzić podróż w milczeniu, ignorując całe otoczenie… Co też Naohiro właśnie robił.
Do czasu. Podniósł wzrok, czując na sobie spojrzenie kozła, który już wcześniej miał czelność zwrócić na Iwaizumiego uwagę. Przez chwilę naukowiec zastanawiał się, co też zwróciło tak zainteresowało to stworzenie, lecz porzucił te myśli jak najszybciej, stwierdzając, że to przecież i tak bezrozumne zwierzę. Wystarczyło nie zwracać na nie uwagi, a się odczepi…
Akurat. Nohiro ponownie poderwał głowę do góry, gdy tylko uparty kozioł podszedł kilka kroków bliżej. Mężczyzna posłał mu lodowate spojrzenie, mając zamiar jakoś przegonić bestię. Ale, o dziwo, w odwecie otrzymał dokładnie takie samo. W tym właśnie momencie parsknął wściekle, dochodząc do wniosku, jak to wszystko jest absurdalne. I nie wydarzyłoby się, gdyby nie ta czarnowłosa istota siedząca obok…
Badacz odwrócił głowę w kierunku Flynna, gotów oczywiście wytknąć mu, że to wszystko jego wina… kiedy poczuł na skórze głowy dziwnie ciepły powiew powietrza. Spodziewając się niestety, co ujrzy, zerknął tam, gdzie wcześniej… od razu natykając się na łeb i kozią bródkę… i małe, zawistne oczka swego wcześniejszego rywala w bitwie na spojrzenia, który najwyraźniej miał zamiar sprawdzić, czy zielone włosy Naohiro porównywalne są smakiem ze zwykłą trawą.
- Niech cię szlag jasny…! – z tymi słowy trzepnął kozła własną torbą, co w miarę skutecznie podziałało; nie przejmował się, czy mogło to jakoś uszkodzić zwierzę, w końcu kto by się bestią przejmował. Ale zaraz po tym ponownie zaklął, w odruchu poprawiając okulary, a tym samym nie wiedząc już, jak na to wszystko zareagować. Ostatecznie oparł łokcie o kolana, kładąc czoło na splecionych palcach i przeczekał tak chwilę z zamkniętymi oczami, czując, że już ma dość całej podróży. – Casey… nie teraz, bo a nuż się przydasz… Ale uduszę cię kiedyś… – mruknął cicho, nawet nie zerkając na chłopaka. A potem cóż, jechali dalej.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gospoda   

Powrót do góry Go down
 
Gospoda
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Youswell-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.