.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kwatera Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Kwatera Główna   Wto Lip 12, 2016 12:44 pm

Górujący nad miastem, znajdujący się w jego centrum najważniejszy gmach armii państwa mieszczący siedzibę rządu Amestris, w którego skład wchodzą generałowie oraz Głównodowodzący Armii; stąd też wydawane są rozkazy dotyczące zarządzania całym krajem.
Jest to potężny dwuskrzydłowy budynek z białej cegły, otoczony idącym na kilkanaście metrów w górę grubym murem oraz skrawkiem zielonej trawy. Całość tchnie surowością, lecz jednocześnie siłą i mocą, jakie ma prezentować. Wewnątrz znajduje się ogromna ilość osobnych gabinetów dla poszczególnych urzędników wojskowych, także sale narad i magazyny na wszelkie dokumenty.
Najniższe piętra budowli mieszczą obecnie zamknięte wejścia do tuneli, którymi dawniej posługiwali się homunculusy i Ojciec. Sieć korytarzy jest wyłączona z użytku, tym samym zakazane jest przebywanie na jej terenie.
Miejsce to jest nieustannie strzeżone przez jednostki wojskowe, niedopuszczające do tego, by ktoś o wrogich zamiarach wtargnął do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Pią Sie 05, 2016 1:01 pm

Mundurowy wszedł do kwatery, prowadząc nowo poznaną osobę - był to Blind, którego spotkał podczas swojego krótkiego wypadu po kawę. Olivier zaoferował mu pomoc przy wypełnianiu niezbędnych dokumentów, których ten, o dziwo, nie posiadał.
- Trzymaj się blisko mnie, w tych korytarzach łatwo się zgubić - ostrzegł. Blondyn do dziś pamiętał swoją pierwszą wizytę w tym budynku. Długie hole i niezliczona ilość sal sprawiły, że kompletnie nie mógł się odnaleźć i spóźnił się niemal godzinę! Teraz nie miał z tym żadnych problemów - w końcu spędzał tu większość swojego czasu. Chłopak od razu po wejściu skierował się w prawo, następnie skręcił dwa razy w lewo. Po niedługim marszu dotarł do swojego niby gabinetu. Było to nieduże pomieszczenie, w którym stały trzy biurka i kilka krzeseł. Wszędzie walały się jakieś papiery.
- Wybacz, rzadko mam tu gości - próbował wytłumaczyć cały ten bałagan. Uśmiechnął się przepraszająco i wskazał mężczyźnie wolne krzesło - Usiądź, a ja zaraz wszystko przygotuję.
Olivier zaczął się krzątać po całym pomieszczeniu - zaczął jako tako wszystko porządkować, przy okazji szukając niezbędnych dla Blinda dokumentów. Znalazł je stosunkowo szybko. Podsunął mu je pod nos wraz z długopisem.
- Zapoznaj się z tym wszystkim, a ja pójdę po kawę - poprosił, po czym potrząsnął słoikiem - granulki zachęcająco zagrzechotały. Skierował się do wyjścia, jednak jeszcze zatrzymał się w drzwiach - Z mlekiem czy bez?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Pią Sie 05, 2016 3:41 pm

Szedł przez wielki labirynt a wokół niego przechodziło dużo osób ubranych w mundury. Z pewnością jest tu kilka alchemików którym wydaje się, że rozumieją czego używają. Uświadomienie im przez blinda jak bardzo prymitywne są ich sztuczki na tle pełnej alchemi mogło by ich załamać. Z drugiej strony może nie wszyscy traktują alchemię jak on. Może część alchemików używa jej po prostu jak broni a nie sposobu na poszerzanie świadomości. W końcu po paru minutach jego oczom ukazał się docelowy pokój. Zgodnie z propozycją usiadł na krześle i chwycił podane mi papierki. Zanim zabrał się do wypełniania odpowiedział na kolejne pytanie Olivierowi.
-Bez znaczenia. Nie czuje smaku.
Spojrzałem w papiery i zaczął je wypełniać. Było to mocno problematyczne jak przewidywał.
/Imię - Blind. Nazwisko em... brak. Data urodzin.... Nie pamiętam... Miejsce urodzenia... Nie pamiętam... Miejsce zamieszkania.... Brak. O mogę podać wzrost i wagę.../
Wypełnianie nie sprawiało mu problemów ale Olivierowi pewnie sprawi przepchanie tych dokumentów dalej.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Pią Sie 05, 2016 7:48 pm

- Jasne! - odparł z entuzjazmem, po czym zniknął za drzwiami.
Przygotowanie kawy nie trwało zbyt długo - Olivier w mgnieniu oka wrócił, dzierżąc dwa olbrzymie kubki. W jednym napoju było trochę mniej (najwyraźniej Farley zdążył już upić), z drugiego zaś wystawała łyżeczka. Ten też postawił przed Blindem.
- Jak idzie? - zapytał, po czym zerknął przez ramię mężczyzny, na kartkę. Co on tam nabazgrolił? Zmrużył oczy, próbując się doczytać. Pismo nie było ani jakieś brzydkie, ani bardzo małe, ale zawsze na początku ciężko jest się przyzwyczaić do cudzego sposobu pisania. Chłopak uśmiechnął się po przeczytaniu pierwszej rubryczki, ale z każdą kolejną kąciki jego ust opadały. Cóż, mógł się spodziewać, że łatwo nie będzie. Przyłożył szklankę do ust i upił kawy. Gorzkawy posmak wypełnił jego usta. Odetchnął głęboko - dokładnie tego było mu trzeba. Poczuł jak narasta w nim fala energii i motywacja do dalszego działania.
- Tutaj - wskazał palcem na nazwisko - Musisz coś wpisać. Nie może być wpisane brak - powiedział. Zastanowił się przez chwilę - Nie nadałeś sobie nazwiska? - zapytał. Nie chciał być nietaktowny, nie miał na celu urażenia Blinda, ale... Nigdzie przecież nie przyjmą takiego wniosku. Niezależnie od tego, jak wiele swoich znajomości by uruchomił. Zjechał wzrokiem niżej, na kolejne rubryczki - Podobnie będzie z pozostałymi odpowiedziami. Ile masz lat? Wpisz sam rok, a datę dowolną. Nie obchodziłeś do tej pory urodzin? - zdziwił się, jednak po chwili wesoło zaśmiał - W takim razie teraz zaczniesz. Dalej wpisz Central City. Dwa razy - zaczął mu dyktować. Cóż, może w tym momencie nie wykazywał się odpowiednią dla mundurowego postawą, ale... Chciał pomóc. Brak dokumentów tożsamościowych jest dużym utrudnieniem, w szczególności w stolicy. Blind powinien się cieszyć, że trafił akurat na niego, a nie osobę patrolującą w tym momencie okolicę, bo mogłoby to się skończyć dużo gorzej. Zerknął na kubek i ponownie upił swojego płynnego szczęścia.
- Swoją drogą, jesteś głodny? - zapytał, tymczasowo zmieniając temat. Postawił kubek na biurku, nie zważając na żadne papiery. Otworzył jedną z szuflad i wyjął z niej ciastka. Może Olivier nie wyglądał, ale lubił słodycze. Poza wszelkimi napojami pobudzającymi i papierosami, to one pomagały mu przeżyć długie dni, a niekiedy i noce spędzone w tym pomieszczeniu - Częstuj się.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Pią Sie 05, 2016 8:30 pm

Chłopak podszedł do niego z kawą i zajrzał w wypełniane prze niego papiery. Blind wiedział, że nie będzie łatwo co porucznik potwierdził swoimi uwagami. Nie miało niego znaczenia czy będzie posiadał jakieś nazwisko czy nie. I tak nigdy by go nigdzie nie użył. Samo Blind było w jego spojrzeniu wystarczające do wszystkiego czyli zawołania go itd. Przemówił.
-Nie wiem kiedy się urodziłem. Można powiedzieć, że użyłem alchemi na swojej pamięci przez co straciłem swoją tożsamość. Nie potrzebuje tego wiedzieć. Tak samo jak i nie potrzebuje mieć nazwiska. Gdybym coś tutaj wpisał nie przywiązał bym do tego żadnej wagi. Mogę tam wpisać kawa albo 123.
Spojrzał na kubek i a po chwili na słodycze. Wziął jeden i położył go obok kubka na chwilę w której postanowił rozpiąć kołnierz. Jego automailowa dłoń powędrowała na zamek i go rozpięła. Druga zaś zdjęła z jego głowy kaptur który wcześniej chronił go przed silnym słońcem. Olivier mógł w tym momencie zobaczyć w pełni jego twarz. Na pewno na chwilę będzie zaskoczony ale nie powinno to trwać zbyt długo. Możliwe, że nawet nic nie powie o jego braku policzków. Przynajmniej tak wydawało się Blindowi. Sądził, że wojskowy może uważać, że on ma z tym kompleks jednak on nie odczuwa żadnego dyskomfortu. Zasłania je ponieważ nie chcę wpływać zbytnio na odczucia innych osób na ulicach i ich "dzień" a nie by łagodzić swój wstyd bo przecież ów wstydu nie ma. Po rozpięciu kołnierza złączył ręce wydając odgłos delikatnego klaśnięcia i dotknął boku krzesła na którym siedział powoli wysuwając za pomocą alchemi z niego dwudziestu centymetrową rurkę. W krześle zostało wgniecenie w tamtym punkcie spowodowane zassanym materiałem. Rurkę położył obok kawy i czekał na jakaś rade apropo nazwiska.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 06, 2016 12:20 am

Olivier wysłuchał Blinda. Pokiwał głową. Po czym westchnął i przejechał dłonią po swojej twarzy. On to wszystko rozumiał, szanował, ale... Co on powie tym położonym wyżej? Nikt nie przyjmie takiego wniosku, przez co oni wcale nie zażegnają ich problemu.
- No to... Załóżmy, że jesteś moim rówieśnikiem. Wpisz dwadzieścia trzy - zaproponował, wzruszając ramionami. Pokłady jego cierpliwości nigdy nie były zbyt rozległe i obawiał się, że jak tak dalej pójdzie to... Szybko się wyczerpią. Ponownie chwycił kubek z kawą - upił kilka łyków. O tak, ambrozja - W takim razie wpisz cokolwiek. Tylko niech brzmi trochę bardziej wiarygodnie niż cyferki - jęknął. W jego głosie pobrzmiewała nutka... Pretensjonalności? Ciężko było to zidentyfikować, ale pozytywne z pewnością nie było. Ponownie zanurzył usta w gorzkawym napoju. Tym razem na dłużej, chyba zamierzał dopić go do końca.
Zerknął znad kubka na swojego gościa. Co on tam wyrabiał? Chyba w końcu postanowił się trochę rozluźnić! Zdjął płaszcz. Olivier z czystej ciekawości odstawił kubek i postanowił przyjrzeć się Blindowi. Bo przecież jeszcze nie miał okazji tego zrobić. Może jest dużo przystojniejszy niż się wydaje?
Zerknął na twarz, którą gość właśnie odsłonił i... Zakrztusił się. Zaczął niekontrolowanie kasłać. Jego twarz przybrała purpurowych kolorów. Był o krok od uduszenia się!
- Wszystko w porządku? Coś ci się stało? - zapytał, gdy tylko zaczerpnął powietrza. Nie spodziewał się, że nowo poznana osoba będzie wyglądać... Tak... Specyficznie? Blondyn zmarszczył brwi, zastanawiając się, jak to możliwe, że Blind nie ma policzków. Bo... Bo nie miał ich, prawda? To szczęka. Nie żadna szalona charakteryzacja, a prawdziwa - z krwi i kości - szczęka. Mimowolnie pochylił się do przodu, by się upewnić.
Gdy tylko spostrzegł się, co zrobił, wyprostował się gwałtownie, a na jego policzkach pojawił się delikatny rumieniec. To... Ekhm. To nie było na miejscu.
- Um, w-wybacz. Jakoś tak... No, wiesz... Samo... Nie spodziewałem się - bąknął. Zerknął na rurę, którą stworzył bezdomny. Uznał to za świetny moment na zmianę tematu - O-oh. Czyli faktycznie jesteś alchemikiem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 06, 2016 1:20 am

Reakcja oliviera była jak najbardziej naturalna i nie zaskoczyła bezdomnego. Zaskoczenie... Nie pamiętał jakie odczucie kryje się za tą nazwą... /Wpisać cokolwiek?/ Czuł się jakby tworzył lewe dokumenty. I na dodatek pomagał mu przy tym oficer armii... Chwycił kubek i wytworzoną przez niego słomkę po czym pociągnął średniej wielkości łyka. Nie chciał pić więcej ponieważ niestety nie potrafił wyczuć temperatury płynu. Odstawił kubek na biurko. Olivier powiedział, ze Blind to alchemik. Nie zauważył jednak nic dziwnego w braku kręgu. Na pewno spotkał paru w życiu i z pewnością kilku w armii ale sam nim z pewnością nie był.
-Jestem. Z pewnością największym ze wszystkich którzy żyją w naszych czasach. Ale nie moge ci tego teraz udowodnić ponieważ ty nie wiesz dużo o alchemi.
Myślał, że mogło zabrzmieć to mocno narcystycznie dla osoby nie potrafiącej wyobrazić sobie ogrom wiedzy którą posiadał. Myślał też, że nie ma znaczącej szansy na to by uwierzył w to co przed chwilą mu powiedział.
-Mogę Ci pokazać coś czego z pewnością nie dokona żaden alchemik w tym stuleciu w formie zapłaty za twoją pomoc. Dla alchemika było by to niczym cud dla ciebie będzie to ledwie sztuczka niczym z ulicznego pokazu.
Zasada równo wartej wymiany. Bezinteresowna pomoc jest możliwa. Albo i nie jest. Zawsze za pomoc otrzymamy wdzięczność. A jeśli nie otrzymamy wdzięczności ponieważ dana osoba ów pomocy nie chciała a mimo tego jej pomogliśmy? Zauważą ten czyn inni ludzie którzy odpłacą świadomością dobra ów osoby i przychylnością wobec niej? A jeśli nikt tego nie widział? Dostajemy wtedy zysk w formie oczyszczenia naszej duszy? Znał odpowiedz. Jeśli ktoś zna odpowiedz to czy dalej ta zasada działa na niego identycznie? To już kwestia niczym z moralnością. Jeśli ktoś postępuje moralnie tylko dlatego bo boi się konsekwencji to jest moralnym zerem. Wszystko zależy od czegoś znacznie głębszego i piękniejszego. I to jest główną zapłatą za pomoc a reszta to tylko małe efekty uboczne.
Nie powinien pokazywać mu swojej alchemi. To on mu był coś dłużny. Zasada równo wartej wymiany działa na niego za szczerość wobec wojskowego. Jednak wolał dawać więcej. Zawsze szansa, że stanie się coś o czym nawet nie pomyślałby w kategorii przyjemnego. Chwycił cukierka i odpakował go z papierka po czym włożył sobie go do ust. Powinien wybrać normalne nazwisko. Jedyne do czego jest mu potrzebne to przechodzenie pozytywnie kontroli więc wzbudzanie jakichkolwiek podejrzeń było by po prostu nie logiczne. Netero... Widział te nazwisko na jakimś plakacie pod teatrem. Powinno być odpowiednie. Wpisał netero w rubrykę nazwiska i zabrał się za pisanie reszty nie prawdziwych głupot. Już po chwili wszystko było wypełnione.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 06, 2016 2:52 am

Olivier utkwił wzrok w rurce. Tak chyba było najwygodniej - nie chciał więcej bezczelnie wgapiać się w Blinda. Takie aroganckie wpatrywanie się było chyba niekomfortowe dla obu stron po równo. Jednak, kiedy mężczyzna zaczął mówić... Nie da się prowadzić konwersacji bez kontaktu wzrokowego! Farley zerknął na niego. Z początku nieśmiało, jednak już po niedługiej chwili przyzwyczaił się do nietypowego wyglądu jego gościa. W sumie, chyba nawet nie wyglądał aż tak źle.
Uniósł brwi do góry, gdy usłyszał... Przechwałkę Blinda. Bo można to nazwać przechwałką, nie? Olivier nie był do końca pewien, ale wydawało mu się, że każdy jeden alchemik ma tak samo wysokie mniemanie o sobie. Uśmiechnął się, a na jego twarzy wymalowała się pobłażliwość.
- Skoro tak twierdzisz... - odparł, decydując się nie drążyć tego tematu. Za to z zainteresowaniem przechylił głowę delikatnie w prawo, gdy usłyszał kolejne słowa bezdomnego - Co takiego mi pokażesz?
Gdy jednak nic się nie zadziało, Olivier przeniósł wzrok na swój kubek. Nadal znajdowała się w nim resztka kawy. Zakołysał naczyniem i obserwował zachowanie cieczy. W pewnym momencie wykonał zbyt gwałtowny ruch i wylał odrobinę, komentując to jedynie cichym "ups".
- Już? - zapytał, po czym sięgnął po kartkę. Szybko ogarnął ją wzrokiem i... Chyba wszystko było w porządku. Nie mógł się do niczego przyczepić. Szkoda tylko, że większość była zmyślona. I to przez samego mundurowego - Podpisz się jeszcze tutaj - polecił, wskazując odpowiednie miejsce.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 06, 2016 5:19 am

Co mu pokaże? To dobre pytanie. Czy powinien pokazać mu coś wybitnego co zaskoczyło by każdego alchemika czy może coś co będzie prostego ale i spektakularnego? Kiedy Olivier zabrał kartkę bezdomny włożył rękę do swojej torby i wymacał w niej mały kamyk. W tym momencie porucznik poprosił go o podpis. Wolną dłonią chwycił pióro raz jeszcze i napisał identycznym pismem co wyżej "Blind". Gdyby miał pół swojej twarzy na pewno uśmiechnął by się teraz do żołnierza by przekazać "chyba skończyliśmy" jednak musiał się bez tego obejść. Uniósł swoją rękę wyciągając ją z torby i pokazując mundurowemu kamyczek wielkości paznokcia u małego palca.
-Odpowiadając na twoje poprzednie pytanie. Pokażę, Ci czystą energię z której zbudowane jest wszystko co nas otacza. To powinno wystarczyć jako zapłata.
Złożył ręce z kamieniem pomiędzy palcami po czym wycelował trzymającą go dłonią w kubek z kawą. Kamień przemienił się w wiązkę energii przypominającą do złudzenia zatrzymany gęsty promień światła. Poruszył dłonią pare razy wycinając płytko w kubku napis "BLIND".  Wcięcie było głębokie tylko na tyle by pozbyć się jedynie farby i w minimalnym stopniu porcelany. Po wykonaniu napisu wiązka cofnęła się tworząc skumulowaną pięciu centymetrową linie energi. Blind wycelował kolejno ręką w ścianę i wypuścił resztę energii w jej stronę. Wiązka poleciała szybko niczym kula pistoletu i zostawiła w niej dziurę na wylot o średnicy dziesięciu centymetrów.
-Nie lubię używać alchemi w ten sposób. Energia wtedy przepada na zawsze. Nie lubię marnować jego energii.
Ostatnie zdanie powiedział ciszej niż resztę. Przez chwile przypomniał mu się on. Jego przyjaciel... Spojrzał po chwili ponownie na Oliviera bo przypomniało mu się, że pokazywał mu sztuczkę i wypadało by zobaczyć co mundurowy ma wypisanego na twarzy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 06, 2016 12:16 pm

Uważnie patrzył, jak gość się podpisuje.
- Chwila! Nazwisko jeszcze - zawołał. Zdawał sobie sprawę, że Blind pewnie nie zacznie go używać ot tak, ale... Cóż, od tej pory powinien się zacząć przyzwyczajać. Na wszelkiego rodzaju dokumentach nazwisko musi być. Ba, często jest ono ważniejsze od samego imienia. Jednak Olivier stwierdził, że nie będzie tego tłumaczył mężczyźnie. Szkoda jego nerwów, a ten prędzej czy później nauczy się na swoich błędach.
- Oh? - odstawił kubek z resztą swojej kawy, po czym oparł się o krawędź biurka. Skrzyżował ręce na piersi i zerknął na Blinda wyczekująco. Nie wiedział, czego się spodziewać - jego styczność z alchemią była naprawdę znikoma, toteż nie spuszczał wzroku z bezdomnego.
Po całym pokazie, chłopak otworzył szerzej oczy.
- Ohohoho! - zawołał, po czym zerwał się na równe nogi i niemalże podbiegł do dziury w ścianie. Wyjrzał przez nią - była zrobiona na wylot! Aż ciężko w to uwierzyć! Po chwili włożył do niej palec wskazujący, by się upewnić. Tak w stu procentach - Nieźle! - zawołał wesoło, chociaż gdzieś w jego podświadomości zapaliła się czerwona lampka. To wszystko bardzo łatwo można było obrócić przeciwko ludziom. Można zamordować, niemalże nie zostawiając żadnych śladów. A Olivier... Właśnie pomaga mu z lewymi dokumentami. Blondyn jeszcze chwilę stał przy ścianie, jakby zastanawiając się nad czymś. Gdy się ocknął, wrócił na swoje miejsce i uważnie zilustrował Blinda. Zmarszczył brwi.
- Co? Czyją energię? - dopytał się, tak z zasady. De facto nie interesowało go to zbytnio - przypuszczał, że jako człowiek nie znający się na alchemii i tak by nie zrozumiał odpowiedzi - Erm... A gdzie... Ten, no... - zastanowił się. Chyba uciekło mu słowo - No wiesz... To takie kółko do alchemii? - miał na myśli krąg transmutacyjny. Nie widział go nigdzie, no i wcześniej nie zauważył, by jego gość cokolwiek gdziekolwiek rysował.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 06, 2016 4:12 pm

Niechętnie wpisał zmyślone nazwisko obok podpisu. Jeśli będzie musiał się tak podpisywać już zawsze to na pewno nie będzie to wygodne chociaż... wszystko mu było jedno. To tylko szczegół w działaniach. Tak mały, że wątpił by był dla kogokolwiek istotny i rozpraszający włącznie z nim. Słuchał głosów zachwytu Oliviera. Najwyraźniej wszystko się udało bo porucznik wydaje się być zafascynowany. Spojrzał na niego raz jeszcze. Rozmawianie z osobą która nic nie wie o alchemi o tym jak ja transformuje materię wydawało mu się bezcelowe. Najlepiej przerwać te rozmowę jak najszybciej. Hymm? Wie co to kręgi? A raczej jak to nazwał "kółko do alchemi". Jednak i tak nie zmienia to zbyt dużo.
- Nie potrzebuje go. Powiem Ci coś ważnego. Jeśli spotkasz kiedyś kogoś kto nie potrzebuje kręgu to są dwie możliwości. Pierwsza. Ma go wytatuowanego gdzieś na ciele a druga... Patrzy na alchemię inaczej niż normalni alchemicy. Nie zawsze taka osoba jest silniejsza od normalnego alchemika posługującego się kręgami ale z pewnością więcej wie o ogólnej alchemi. Uważaj na takie osoby. Ta moc nie trafia tylko do dobrych ludzi a w rękach tych złych jest wyjątkowo niebezpieczna. Chociaż i one mają swoje limity i słabe punkty. Jak każdy w ludzkim ciele. Podpisałem. Załatwmy to szybko. Muszę nakarmić dziś jeszcze kilka kotów.
Chyba dziś przepłacił. Poza odkryciem przed nim swoich wysokich umiejętności przekazał mu wiedzę która z pewnością Olivierowi się przyda. Zrobił to co uznałem za stosowne jednak z pewnością dał mu więcej niż on bezdomnemu. Wstał z krzesła podnosząc kartkę po czym wyciągnął dłoń z nią w stronę Oliviera by ją przekazać. Na korytarzu było więcej okien więc zapiął ponownie kołnierz i założył kaptur.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Nie Sie 07, 2016 1:28 am

Nie spuszczał wzroku z mężczyzny. W szczególności, gdy ten zaczął mówić o alchemii. W dodatku w przystępny sposób; Olivier zrozumiał wszystko. W jego oczach błyskały iskierki wyraźnego zainteresowania. To było... Ciekawe. I bardzo przydatne. Chłonął niemalże każdą głoskę wypowiedzianą przez Blinda, dokładnie zapamiętując. Pokiwał głową.
Gdy bezdomny wspomniał o podpisie, Farley zerknął na kartkę. Wziął ją do ręki.
- Przyjdź za tydzień odebrać dokumenty - powiedział, po czym zaczął grzebać wśród innych papierów. Wygrzebał dwie kartki; nabazgrał coś na nich, po czym wszystko spiął z danymi bezdomnego - Bardziej tego wszystkiego nie przyspieszę - wytłumaczył, krzywiąc się. Na niektóre rzeczy nie miał wpływu, niestety. Zrobi tyle, ile da radę. Chociaż, nie oszukujmy się - i tak się przysłużył. No i musiał przyznać, że... Otrzymał sowitą zapłatę. Nie spodziewał się, ale nie zamierzał narzekać - wszelkie informacje mile widziane. Nie przypuszczał, że znajdzie osoby, które ot tak zaufają jakiemuś mundurowemu.
- Pogłaszcz je ode mnie w takim razie - poprosił. Nie miał ochoty wspominać nieprzyjemniej sierści dzikich kotów - cała brudna i klejąca się, ale w tym wypadku było to nieuniknione. Z trudnością opanował chęć wzdrygnięcia się. Mimo wszystko posłał mężczyźnie ciepły uśmiech.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Nie Sie 07, 2016 4:10 am

Wstał i spojrzał jeszcze raz na porucznika. Sympatyczny chłopak. Wyszedł z inicjatywą pomocy mu najpewniej nie oczekując nic w zamian. Sądząc po ilości papierów w biurze Oliviera nie zrobił tego bo się nudził. Kto wie może bezdomny go jeszcze spotka w przyszłości.
-Poszło szybciej niż się spodziewałem. Dlatego też nie dopiłem kawy.
Powiedział po czym powoli ruszył w stronę drzwi. Odwrócił się jeszcze na chwile by delikatnie zasalutować wojskowemu. Przykładając dwa palce prawej ręki do prawej brwi a po chwili powoli kierując je w stronę mundurowego wykonał ów gest po czym powiedział jeszcze spokojnym głosem.
-Bywaj. Pewnie wiele razy zobaczysz mnie na ulicy. Ja tam jestem cały czas. Ulice to mój dom więc jak by inaczej. Twoja pomoc była bardzo sympatycznym gestem. Chce Ci po prostu przekazać, że dobry z ciebie wojskowy ale zwykłe kiwnięcie głową kiedy się zobaczymy powinno być maksimum. W końcu pomogłeś pewnie nie jednej osobie a na pewno gadanie z każdym żebrakiem z ulicy było by męczące.
Po tym co powiedział po prostu się odwrócił i wyszedł. Skierował się w stronę ulic by kontynuować karmienie porzuconych zwierząt. Zostawił po sobie tylko dziurę w ścianie, wzór dokumentów i kubek z jego imieniem. Kto wie może kiedyś Blind jeszcze się z niego napije.
z/t
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Nie Sie 07, 2016 3:31 pm

Kiwnął głową, po czym pomachał do Blinda.
- Na razie! Wpadnij jeszcze kiedyś na kawę! - zawołał za wychodzącym. Mimowolnie zerknął na kubek, na którym mężczyzna wyrył swoje imię. Uśmiechnął się nieznacznie.
Olivier złapał się pod boki i rozejrzał po pokoju. Chyba nie powinien się tak cieszyć - w pomieszczeniu teraz był jeszcze większy nieporządek niż zanim wyszedł. Dokumenty walały się już dosłownie wszędzie. No i dziura w ścianie. Powinien z nią coś zrobić? Wzruszył ramionami, dochodząc do wniosku, że póki nikt położony wyżej się nie przyczepi, nie musi się tym przejmować. Teraz lepiej będzie uprzątnąć cały ten bajzel. Zerknął na zegarek i westchnął. W półtorej godziny się raczej nie wyrobi, także nadgodziny - witajcie!
Na sam początek chłopak pozbierał wszystko to, co walało się na podłodze. Następnie wszystko ładnie posegregował - wnioski do wniosków, dokumenty do dokumentów, a śmieci do kosza. Gdy w końcu był w stanie zobaczyć blat biurka, usiadł przy nim. Chwycił długopis i westchnął iście męczeńsko. No, samo się nie zrobi.
***
W walce z tymi wszystkimi pismami pomagały mu tylko kawa i papierosy. Nie liczył opróżnionych kubków, ani petów, które lądowały za oknem. To był błąd - koniec końców sam nie wiedział ile czego zużył i czuł się jeszcze bardziej zmęczony. Przetarł twarz dłonią.
- Chyba koniec na dziś - jęknął. Miał wrażenie, że sterta kartek ani trochę się nie pomniejszyła. Zupełnie, jakby wszystko leżało nietknięte. No nic, będzie kończył jutro. I pewnie pojutrze. I kolejnego dnia pewnie też. Wstał i rozciągnął się. Któraż to była godzina? Kompletnie stracił rachubę, ale chyba od dawna mógłby siedzieć w swoim wygodnym fotelu, a nie na tym okropnym krześle. Podsunął je pod blat, obrzucając przy okazji wzrokiem pełnym nienawiści. Podszedł do drzwi. Po raz ostatni zerknął na pomieszczenie, przy okazji wspominając wydarzenia dnia dzisiejszego. Pokręcił głową z rozbawieniem. Zgasił światło i wyszedł.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Christopher Hawthorne
GROMOWŁADNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 07/08/2016
Age : 23

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Wto Sie 16, 2016 8:10 pm

Tik tak. Tik tak. Powolny rytm wybijany przez wskazówki zegara mąciły prawie perfekcyjną ciszę, jaka panowała w gabinecie. Prawie, gdyż do tykania zegara dochodziło jeszcze skrzypienie długopisów na kartce. Może nie, aż tak głośne, ale i tak niszczyło ciszę. Christopher pisał kolejny raport skupiając na nim całą swoją uwagę. Nie mógł niczego przeoczyć, gdyż jakby popełnił błąd mogłoby mieć to niezbyt przyjemne skutki. W tej pracy trzeba być świetnym, albo odwalać fuszerkę, jednak wtedy jest się nikim. A jedynym czego nienawidził Chris to bycie nikim z powodu własnych błędów. Dlatego też wolał przeczytać raport jeszcze raz, nim go podpisze. Ostatecznie nie wyłapał żadnych błędów i mógł z czystym sumieniem go podpisać, a następnie odłożyć na kupkę dokumentów, które zostały opatrzone jego podpisem i równo ułożone czekały na odbiór. Zostało mu jeszcze kilka papierów, lecz postanowił sobie zrobić przerwę. Było to dziwne dla niego, ale musiał przemyśleć kilka rzeczy, które chodziły mu po głowie. Ostatnimi czasy Amestris nie było bezpieczne. Nie dość, że praktycznie całe dowództwo głowiło się co zrobić ze Szczurołapem, to na dodatek doszła do niego jakaś psychiczna kobieta, która bawiła się w jedyną sprawiedliwą. Christopher nie miał nic przeciwko usuwaniu morderców i mend społecznych, ale kilku z tych gości, których Milady pozbawiła głowy przydawali mu się od czasu do czasu. Przyjdzie taka i myśli, że pomaga, a tak naprawdę tylko utrudnia mu pracę. Było to irytujące, ale nie martwił się. Wkrótce zostanie popełniony błąd i zarówno ona jak i Szczurołap trafią w ręce władz. Oczywiście Hawthorne zdawał sobie sprawę, że alchemicy mogą zostać wykorzystani do złapania mordercy dzieci, bo prawdę mówiąc z tej dwójki to on był o wiele groźniejszy. Praktycznie nieuchwytny, mordujący swoje ofiary w ich własnych domach, odpowiednio wyszukujący cele, zostawiający tylko szczurze ogony. Pod pewnymi względami jego opanowanie i działania były pouczające. Pokazywały ile znaczy odpowiednie przygotowanie i doskonałe robienie tego co trzeba. Zwykłego partacza to by już złapali, a tak gość spędza sen z powiek połowie Amestris. Gość, albo kobieta, gdyż pod tym pseudonimem mogła ukrywać się osoba płci żeńskiej. Chris nie wiedział dlaczego ludzie przeważnie uważali, że każdy seryjny to mężczyzna. Kobiety też mogą zabijać, o czym świadczą ostatnie wydarzenia na ulicach Central. No nic. Trzeba wrócić do pracy, a potem pomyśleć nad tym wszystkim. Szczurołap stanowił większe wyzwanie, ale nieprzewidywalność tej kobiety mogła być uciążliwa. Nie ma nic gorszego od rozpraszającej muchy. Dlatego trzeba ją zgnieść. Bez względu na koszty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sylvia Whitewood
SKORPION

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 04/08/2016
Motto : Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć.

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sro Sie 17, 2016 9:32 pm

Potężny, biały gmach górował nad wszystkim naokoło czy to były budynki, drzewa czy nawet i chmury. Sylvia lubiła jego widok tak samo jak i wnętrze, surowy wygląd tchnący ascetyzmem i zdecydowaniem. Oczywiście, że nie znaczyło to, że Kwatera Główna jest brzydka. Brakowało jej zbędnych ozdobników zapychających każdą powierzchnie płaską, co tworzyło swego rodzaju pozytywne wrażenie wolnej przestrzeni. Nikt tu nie wspominał o gołych ścianach. Każde pomieszczenie miało swoje przeznaczenie i to wystarczało w zupełności. Widziała kilka z nich, nawet prosektorium, które mnóstwo ludzi woli omijać szerokim łukiem. Mimo to, nie można było zarzucić budynkowi braku funkcjonalności. Budowla służyła jako Kwatera Główna Wojska Amestris i doskonale się z tego spisywała. Kobieta nie miała za dużo doświadczenia w sprawach armii, ale to mogła potwierdzić na pewno. Bywała tu nie raz, nie dwa, wystarczyło rzucić okiem na działanie żołnierzy oraz sprawną organizację. W pewnych kwestiach sama się udzielała i nie mogła powiedzieć złego słowa... Oprócz kilku wyjątków, lecz mniejsza o to.
Parę osób znało ją nawet, w końcu ktoś musiał dawać jej zlecenia. Więcej wojskowych kojarzyło czarnowłosą damę z widzenia. Jeśli prosili by pokazała dokumenty, bez zbędnych gier słownych wyjmowała dowód i niezbędne papiery. Mogli nie wiedzieć, że Sylvia Whitewood, samouka-doktor toksykologii współpracuje w sprawach morderstw, ale odpowiednia pieczątka uprawniała ją do obecności na terenie budynku. Nie zaraz jakiejś samowolki... Turystyka była bardzo ograniczona. Oprócz gabinetu zleceniodawców, laboratorium i prosektorium niczego innego nie zwiedzała. W końcu nie jest wojskową. Pomijając oficjalny fach, była tylko skromną informatorką...
Minęło pięć minut odkąd pożegnała odprowadzającego ją dżentelmena, a już szła spokojnym, kobiecym krokiem przez pusty korytarz. Większość osób albo siedziała w gabinetach, była w terenie, albo ich miejsce pobytu było ściśle tajne. Sylvia odczytywała grawerowane tabliczki na mijanych drzwiach. Odkąd zmarł Major, który zaopiekował się nią zabierając z ulicy, nie była pod niczyim pantoflem. Może, żeby jaśniej to wytłumaczyć... Jedna osoba dzwoniła po nią w sprawach natury kryminalnej, a różni wojskowi wyszukiwali jej informacje do uzyskania. Nie była pośrednio niczyją podwładną, a współpraca też miała luźny charakter... Tym bardziej zdziwił ją papier, jaki otrzymała na wejściu. Pismo jasno mówiło, że szukając zlecenia powinna zgłosić się do konkretnej osoby... Nie byłby to pierwszy taki raz, gdy kierowano ją do któregoś wojskowego, ale nigdy na papierze, oficjalnie czarno na białym. Zawsze były to półsłówka, sugestia by odwiedziła akurat ten gabinet... Z tym większym zainteresowaniem szła korytarzem, aż jej wzrok przykuło odpowiednie nazwisko. Zapukała do drzwi a słysząc  przyzwolenia na wejście, otworzyła je.
Jednym cichym krokiem Sylvia weszła do gabinetu, zamykając za sobą wejście. Stała prosto, prezentując się jak zwykle nienagannie i wyglądając, co tu kryć, zjawiskowo w pomieszczeniu o wojskowym porządku. Splotła wąskie dłonie na uchwycie trzymanej parasolki, wspierając jej czubek o posadzkę i przyglądając się Panu Hawthorne. Spodziewała się ujrzeć kogoś starszego, z twarzą na której odbiły się lata pracy w wojsku, pochylonego nad dokumentami. Mężczyzna w idealnie skrojonym mundurze na takiego nie wyglądał. Był jasnowłosy, przystojny, lecz bił od niego pewien chłód, jakby kobiecy instynkt ostrzegał Sylvię, by przy tym osobniku trzymać się na baczności. Jej wejście przerwało prace biurowe, sądząc po sporej ilości papieru na całym biurku. Trzeba będzie załatwić to szybko... Pytanie tylko, czy on wie, kim ona jest..?
- Dzień dobry... Przepraszam najmocniej za najście, ale mam ważną sprawę, w której tu mnie skierowano. - nie zająknęła się, patrząc spokojnie w stronę wojskowego. - Nazywam się Sylvia Whitewood.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Hawthorne
GROMOWŁADNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 07/08/2016
Age : 23

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Czw Sie 18, 2016 7:47 pm

Kwatera Główna doskonale spełniała swoje zadanie. Miała wywoływać w ludziach przeświadczenie, że ludzie tam pracujący robią wszystko by utrzymywać w Amestris spokój i bezpieczeństwo. Kiedy patrzyli na budynek mieli czuć spokój i otuchę. Ludzie mieli wiedzieć, że nic im nie grozi dopóki wojskowi i alchemicy, będą stać na straży ich dobra. Idealna psychologiczna zagrywka, która sprawdzała się od lat. Poza tym jak nie chcesz stracić swoich dóbr, to dbaj o samopoczucie obywateli.
Teraz jednak Christopher nie myślał o statusie czy wrażeniu, które sprawiał budynek Kwatery Głównej. Owszem za pierwszym razem zaimponował mu, ale z czasem stał się obojętny. Było to miejsce jego pracy i bardziej interesowało go, co zastanie w swoim gabinecie. Każdego dnia liczba papierów się nie zmieniała, a on musiał je wszystkie wypełnić. Im szybciej to zrobił tym miał więcej czasu na własne badania, choć oczywiście każdy papier musiał być wypełniony perfekcyjnie. Partactwem mogli się zajmować inni. U niego wszystko miało być dopięte na ostatni guzik. Zarówno jeśli chodzi o pracę, jak i umundurowanie. Wszyscy jego podwładni i współpracownicy o tym wiedzieli. Chcąc nie chcą się dostosowywali, albo składali wniosek o przeniesienie. Tacy nie byli mu potrzebni. Jak ktoś nie umie pracować, to niech idzie sprzedawać gazety. Tutaj dbali o państwo, a nie bawili się w piaskownicy.
Wrócił do wypełniania dokumentów po wcześniejszej przerwie, lecz nie trwało to długo, gdyż usłyszał pukanie do drzwi.
- Wejść. – powiedział niemal mechanicznie. Drzwi się otworzyły, a do jego gabinetu weszła kobieta. Hawthorne przerwał pisanie i odłożył długopis, a następnie spojrzał na damę. Ubrana była bardzo gustownie i bez zbędnego wulgaryzmu, a i tak przyciągała wzrok. Ubiór doskonale podkreślał jej figurę, a fryzura i makijaż twarz. Ona na pewno należała do kobiet, za którymi się można było obejrzeć na ulicy. Christopher wstał z krzesła i wyszedł za biurka, a następnie podszedł do Sylvi.
- Witam panią. – powiedział, a następnie ucałował wierzch jej dłoni. – Christopher Hawthorne. Dziękuję, że znalazła pani chwilę czasu, żeby porozmawiać ze mną. Proszę usiąść. Napije się pani czegoś? – zapytał podprowadzając ją do krzesła, a następnie sam usiadł za biurkiem. Kiedy kobieta wyraziła ochotę, to Chris powiadomił sekretarkę, by przyniosła wybrane napoje, a następnie spojrzał ponownie na ciemnowłosą. Tak jak wcześniej stwierdził jej twarz przyciągała spojrzenia. Jednakże nie byli tutaj na towarzyskiej rozmowie, a ważniejszych celach. Gromowładny Alchemik słyszał co nieco o pannie Whitewood, a dokładniej o tym, że pewna kobieta pomaga przy naprawdę trudnych sprawach dotyczących toksyn. Chris nie miał żadnej takiej sprawy, jednakże interesowało go coś zupełnie innego. Wiedza jaką może posiadać ta kobieta. To była bardziej niż pewne, że obraca się w środowiskach powszechnie uznawanych za mroczne. I to najbardziej było przydatne dla kogoś takiego jak Chris.
- Zapewne zastanawia się pani dlaczego poprosiłem o spotkanie? Słyszałem, że czasem pani pomagała niektórym moim kolegom. Miała pani doskonałe referencje, więc sam postanowiłem skorzystać z pani usług. – powiedział i zrobił przerwę, gdyż dokładnie w tym momencie weszła sekretarka i położyła na biurku dwie filiżanki z herbatą. Christopher wziął łyka i nawet się uśmiechnął, lecz jego wzrok pozostawał chłodny.
- Słyszała pani o Szczurołapie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sylvia Whitewood
SKORPION

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 04/08/2016
Motto : Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć.

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Pią Sie 19, 2016 3:04 pm

Ah, proszę, proszę... Nie spodziewała się dżentelmeńskiego zacięcia po tym Panu. Mile ją to zaskoczyło, musiała przyznać w duchu. Zimny wzrok wojskowego przywodził na myśl mężczyznę bez skrupułów, choć czyny i aparycja mówiły co innego. Wrażenia jednak bywają złudne, Sylvia wiedziała o tym aż za dobrze, dlatego nie zamierzała oceniać go po pozorach. Był od niej wyższy o głowę, chodził wyprostowany, żołnierskim, pewnym krokiem. Mundur leżał na nim jakby się w nim urodził, niebieska barwa ładnie kontrastowała z blond włosami. Gdy się zbliżał ujrzała czerwone oczy, patrzące chłodno, acz uważnie z twarzy o klasycznych, symetrycznych rysach. Póki co zachowywał się jak dobrze wychowany mężczyzna... Nie miała nic do zarzucenia. Przy pocałunku w dłoń, kobieta drugą ręką zebrała fałd spódnicy i skłoniła się delikatnie, dygając, jak nakazuje etykieta. W Amestris może nie ma rodziny królewskiej, ale pewne zachowania pozostają uniwersalne i mile widziane, choć to ginąca tradycja.
- Z miła chęcią. - dała się spokojnie zaprowadzić do krzesła naprzeciwko biurka Pana Hawthorne. - Preferuję herbatę, jeśli to nie problem. - przewiesiła parasolkę i torebkę o oparcie, wygładziła spódnice i usiadła. Skłoniła głowę przed sekretarką, która zniknęła za drzwiami, zwracając czarne spojrzenie na mężczyznę przed sobą. Czyli jednak w dużej mierze było tak jak się Sylvia spodziewała... Christopher musiał słyszeć, tak jak wcześniej kilku innych, o czymś więcej niż jej oficjalnym zawodzie. Gdyby to była sprawa morderstwa czy otrucia, zadzwoniliby albo kogoś przysłali. Nie wyglądał z resztą na człowieka, który zapraszał kobietę na spotkanie by pogawędzić o działaniu botuliny i cyjanku. Tu musiało chodzić o coś więcej, a jeśli jej referencje wydawały się doskonałe, to potrzeba mu był bardzo konkretnych danych... Dobrze, że mało kto pytał o szczegóły sposobu, jakim kobieta pozyskuje informacje. Może ułamek Kwatery Głównej wiedział, że nie jest człowiekiem, ale Sylvia nie przepadała za chwaleniem się tym co kryje pod spódnicą i nie o zgrabne nogi tu chodziło. Spisywała się w swoich usługach, jak to ładnie Pan Hawthorne nazwał... Zdarzyło się raz, że pewien Kapitan nie rozumiejąc dokładnie czym się zajmuje, wziął ją za bardzo ekskluzywną damę do towarzystwa... Źle się to dla niego skończyło. Bywały też i przypadki, które sądziły, że Sylvia informacje zdobywa śliczną twarzą, przymilnym głosem i głównie ciałem, co było dla niej osobistą obrazą. Musiała im potem powiedzieć, że nie życzy sobie, by mówiono takie rzeczy na jej temat i plotki od razu ucichły.
Z rozmową wstrzymała się do wyjścia sekretarki. Podziękowała jej i zwróciła spojrzenie na filiżankę, w której podano herbatę. Była zrobiona z białej i drogiej porcelany, delikatna, o złotych brzegach. Z powierzchni gorącego naparu w powietrze ulatywała aromatyczna, jasna para. Ujęła filiżankę i spodek w dłonie, mocząc wargi w mocnym earl grey'u i biorąc pierwszy łyk. Musiała przyznać, że Major miał świetne wyczucie w doborze wysokiej jakości herbaty. Słysząc pierwsze pytanie oparła talerzyk o spódnice i położyła na nim naczynie, nie zdejmując palców z pozłacanego ucha. Czyli od razu przechodzimy do rzeczy, bez grzecznościowej rozmowy przy herbacie na temat okropnej pogody... Sylvia odwzajemniła subtelny, zagadkowy uśmiech, który nieświadomie potrafił ująć nie jedną osobę. Napar nie była w stanie pozbyć się pomadki z miękkich warg. Jej wzrok nie był zimny, tak jak spojrzenie wojskowego. Ciemne oczy bez trudu przyjęły lodową czerwień, odpowiadając niewzruszonym, profesjonalnym spokojem i swego rodzaju uprzejmą życzliwością. Nie bała się go, nie miała powodów - nawet gdyby podniósł głos albo rzucił w nią filiżanką z herbatą. Miała się jednak na baczności... Chłód bijący ze spojrzenia mężczyzny nie przypominał żadnej maski zdystansowania, jaką zdarza się ludziom zakładać w różnych, przeważnie trudnych chwilach ich życia. Choćby i uśmiech był szczery, to zimny, beznamiętny wzrok wzbudzał pewne podejrzenia o brak empatii.
- Trudno nie słyszeć. - napiła się znów herbaty. - Każda gazeta, od brukowca po poważne pismo, trzyma się tego tematu od końca lipca. Smutne, że wbrew etyce niektóre organy informacyjne, nie respektując prywatności i żałoby, na siłę próbują rozmawiać z rodzinami ofiar. Mnożą się plotki i domysły, które reporterzy rozpowszechniają. Każdą drogą i sposobem. Słyszałam kilka wersji tego, co mogło się stać według pracy i postronnych, ale nie sądzę, by to Pana interesowało. Słowa potrafią uwłaszczyć i zbrodniarzowi i obrońcom. Ludzie coraz bardziej boją się o swoje rodziny oraz kwestionują kompetencje wojska.
Nie było w jej wypowiedzi ani grama złośliwości i uszczypliwość nie była jej celem. Sylvia mówiła tylko to, co czuła i co widziała, że dzieje się w Amestris, a w szczególności Central City. Plusem było to, że ich zamiary się pokrywały... Szczurołap.Podchwytliwe pytanie czy próba prowokacji..? Nie, Major nie mógł przewidzieć przecież, że w spokojnie siedzącej Sylvii na myśl o draniu aż się gotuje. Miała ogromną słabość do dzieci i myśl, że jakieś, za przeproszeniem, ścierwo biega po kraju i masakruje sześciolatki napawała ją wstrętem i wściekłością. Kobiety broniąc swoich dzieci są jak lwice, które młode zaatakowano... Może sama nigdy nie doczeka się dziecka, ale instynkt macierzyński miała równie dobrze rozwinięty. I jak na powszechnie znane standardy, dodatkowo morderczy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Hawthorne
GROMOWŁADNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 07/08/2016
Age : 23

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 20, 2016 7:15 pm

Był wychowany w taki sposób, żeby okazywać kobietom szacunek. Jego rodzice, nauczyciele etyki i zachowania zawsze to powtarzali. Christopher odbywał setki prób i treningów, lecz zawsze był sprawdzany, czy potrafi się zachować w danych okolicznościach. Jako członek rodu Hawthorne nie mógł zachowywać się jak pierwszy, lepszy łachmyta. Musiał pokazać, że bycie w elitach społecznych zobowiązuje do doskonałego zachowania. Dlatego też wstał, kiedy Sylvia się przedstawiała i usiadł dopiero, kiedy ona zajęła miejsce. Zapytał także o to, czy się czegoś nie napije i spokojnie zaczął rozmowę. Był uprzejmym mężczyzną, lecz równocześnie był żołnierzem i alchemikiem. Miał wiele spraw i rzeczy do zrobienia, dlatego też nie mógł się rozpraszać. Rozpraszaczem zaś mogła być pani Whitewood, która doskonale wpasowywała się w formę kobiety, którą jego rodzice z chęcią zobaczyliby w roli towarzyszki życiowej syna. Doskonałe rysy, które podkreślały jej urodę. Smukła i prosta sylwetka, która jasno mówiła, że twardo stąpa po ziemi i ma swoje własne zdanie. Jej ubiór i makijaż też były odpowiednio dobrane. Tworzyły otoczkę zmysłowości i tajemnicy, bez zbędnego wulgaryzmu, który można często zaobserwować u młodych kobiet. Jej oczy były ciepłe i łagodne. Nie chciał szacować jej wieku, bo to nie wypada, a poza tym to nie była jego sprawa. Na sam koniec pozostawały jej maniery. Wiedziała jak się zachować i co powiedzieć. Można powiedzieć, że zainteresowała go nieznacznie.
Herbatę podano im dość szybko i najwidoczniej trafiła ona w gusta rozmówczyni majora. Christopher lubił dobrą herbatę. Wyniósł to z domu, gdyż jego matka zawsze ceniła dobre napary. Często siadała z ojcem i pili spokojnie popołudniową herbatę, a trzeba powiedzieć, że pani Hawthorne miała naprawdę duże zapasy różnych rodzajów herbat. Sprowadzane ze wszystkich stron świata, było w czym wybierać. Chris miał więc wyrobiony smak, a jego sekretarka doskonale wiedziała co trzeba podawać swojemu przełożonemu. Pouczył ją pierwszego dnia, a potem w razie pomyłki. Nie krzyczał, tylko spokojnie tłumaczył. Widział, że dziewczyna się denerwuje, lecz szybko się uczyła i naprawdę teraz doskonale pracowała. Jednak musiała wyjść z gabinetu i doskonale wiedziała, że kiedy jej szef się z kimś spotyka, albo pracuje nad czymś ważnym to nie wolno mu przeszkadzać. O podsłuchiwaniu nawet nie myślała, gdyż Christopher dokładnie wytłumaczył jej pierwszego dnia jakie mogą ją czekać konsekwencje za zbyt dużą ciekawość.
Co do Sylvi to Gromowładny Alchemik miał pewne informacje, ale jak to zwykle były z informatorami, którzy tylko współpracowali z wojskiem, to były one dość mierne i na pewno nie takie jakich chciał. No, ale trzeba grać takimi kartami, jakie się aktualnie ma w ręce, jak to mówił jego ojciec. Nie interesowało blondyna w jaki sposób kobieta pozyskuje informacje, czy kim jest. Jeśli zanadto zacznie się panoszyć, to wypłyną informacje. Prędzej czy później ktoś się odsłania. No, ale aktualnie Chris chciał wiedzieć, co może mu powiedzieć ciemnowłosa piękność. Nie miał zamiaru bawić się w podchody, czy nudne rozmowy o pogodzie w stolicy Amestris. Miał sporo roboty i potrzebował informacji na już. Oczywiście czerwonooki nie był idiotą i nie powiedziałby tego na głos. Z informatorami zawsze trzeba było odpowiednio rozmawiać. Tu słówko, tu brak. Tu coś, ale tak, że to nie on. Balansowanie na linie.
Major patrzył jak kobieta pije powoli herbatę i cierpliwie czekał. Nie miała powodów, żeby się go obawiać. Była tu jego gościem, a etykieta mówi, że gościa trzeba szanować. Poza tym krzyczenie, czy rzucanie zastawą, a już filiżanką herbaty w kobietę świadczyły o braku umiejętności kontrolowania siebie. Tak zachowywali się dzicy, nieokrzesani ludzie. Jej wypowiedź na temat Szczurołapa była bardzo interesująca. Najwidoczniej pani Whitewood też potrafiła grać w tą grę. Miło. Chris wziął kolejny łyk herbaty, a następnie odstawił filiżankę na biurko. Spojrzał kobiecie prosto w oczy.
- Prasa żeruje na nośnych tematach. Aktualnie to jest najlepszy temat, a jak dodać do tego artykuły odnośnie niekompetencji władz, to gazety się sprzedają. Olbrzymie nagłówki pod tytułem „Kolejna ofiara szczurołapa! Wojsko nie komentuje sytuacji! Początki końca?” sprawiają, że gazeta się sprzedaje. I tylko to interesuje właścicieli. A to, czy sam artykuł zawiera prawdę czy też to stek bzdur to jest już inna sprawa. Im chodzi o sprzedaż, a nam o zakończenie sprawy. Pani z tego co wiem potrafi uzyskać informacje i ma zapewne znajomości tam, gdzie nam nie wypada się pojawiać. Rozumiem także, że coś takiego nie jest za darmo. Dlatego możemy porozmawiać o tym co chciałaby pani uzyskać w zamian za ujawnienie części swojej wiedzy. Pieniądze oczywiście mogą być miłym dodatkiem, jednakże kobieta z pani klasą na pewno może mieć problem z czymś, co ja z chęcią mógłbym załatwić. Trzeba pamiętać, że tu nie chodzi o nas tylko o dzieci. Z każdą kolejną minutą ryzyko śmierci niewinnego dziecka wzrasta. – powiedział Christopher. Czasem trzeba pokazać dobre chęci, by otrzymać to co się chce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sylvia Whitewood
SKORPION

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 04/08/2016
Motto : Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć.

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Sob Sie 20, 2016 10:35 pm

Przez dobrą chwilę Sylvia zwyczajnie rozkoszowała się herbatą. Mocny, aromatyczny napar przyjemnie obmywał kubki smakowe, pozostawiając na języku posmak gorzkiej pomarańczy. Jej filiżanka była już w połowie pusta, niemniej lekki obłoczek pachnącej pary sunął dalej w górę. Spuściła wzrok w zamyśleniu, wpatrując się w bladą smużkę nad parującym naczyniem. Ważyła każde słowo mężczyzny, sposób w jaki dobierał wyrazy by przekazać jej to, co oczekuje. W gruncie rzeczy... Całkiem nieźle mu poszło. Jasno dał do zrozumienia, że oczekuje informacji tu i teraz, a w kwestii ich braku zrozumie, jeśli będzie musiała zniknąć na kilka godzin czy dni. Z danymi nie było tak łatwo, a o Szczurołapie... Miała skromną wiedzę. Nie był to jednak efekt wymigiwania się od zajęcia. Wyszukanie odpowiednio podejrzanego miejsca i wpadnięcie na równie nieprzyjemną osobę jest jej zawodem, ale i ryzykiem. A ryzyko było też takie, że mogła czekać bezowocnie. I akcja mogła okazać się niewypałem. Wyciągnięty z marynarki notes mógł zawierać inne dane, niż te których poszukiwała, a szuler mógł znać motywy, ale nie tego morderstwa. Bywało, że kobieta wpadała na wyjątkowo niemiłe osoby, po których likwidacji nikt nie zamierzał płakać. Nie, żeby bawiło ją to, ale... Czasem to zadanie było loterią, na kogo wypadnie na tego... Żądłem w gardło.
Wracając do krótkiej przemowy Pana Majora...
- Bardzo zgrabne podejście do rozmówcy. - Sylvia upiła łyk ciemnego naparu, nie zmieniając uprzejmego tonu. - Jest wyszukany komplement. Ofiarowanie pomocy w czymś, czego nie da się kupić. Jest i wzmianka o tym, że dam radę przeniknąć tam, gdzie wojsko nie powinno. Jakby nie patrząc, również jest to pochlebstwem. Zwieńczenie całej wypowiedzi to wzmianka o ofiarach, w tym przypadku niczemu winnych dzieciach, co ma przyśpieszyć decyzje. Nawet jeśli ta dedukcja mija się z celem Pańskich słów, Panie Hawthorne, powiem co wiem.
Istotnie, erudycji nie mogła mu odmówić. I nie mogła zaprzeczyć, że ostatnie zdania w szczególności przyciągnęły jej uwagę. Z bólem serca czytała w gazecie o znalezieniu ciała dziecka, a kolejne artykuły o morderstwach Szczurołapa napełniały ją gniewem. Czwórka dzieci, dwójka mająca nie więcej niż sześć lat... Żadnych śladów walki ani włamania do domów. Zabite w miejscach, gdzie sądziły, że są bezpieczne... Pozbawione krwi i ducha zostały tak znalezione przez bliskich. Gdyby tylko dopadła drania, już dawno wisiałby w jakiejś bramie z rozciętym brzuchem. To właśnie sprawiało, że czuła w głębi ducha iż powinna wycofać się z tej sprawy. Jej złość mogła, w przypadku napotkania mordercy, bardzo go sponiewierać. Wojsku przydałby się raczej żywy... Choć kobieta nie miałaby wyrzutów sumienia gdyby wywiesili za nim list gończy "Żywy lub martwy" - o drugą opcje nie musieliby się martwić.
- Moja wiedza odnośnie tej sprawy jest ograniczona. Wiem po części tyle, co i prasa. Czwórka dzieci zginęła poprzez gwałtowny upływ krwi, co zaowocowało zatrzymaniem akcji serca, nagłym wychłodzeniem organizmu i jednoczesnym uduszeniem się. Nacięcia na ich ciałach znajdowały się w okolicach głównych naczyń krwionośnych albo pobliżu kluczowych tętnic i żył. Nie było mnie przy oględzinach żadnego z ciał, ale tyle potrafię powiedzieć po krążących tu informacjach. - w duchu cieszyła się, że nie wezwano jej do żadnej z tych spraw. Wiele rzeczy już w życiu widziała, ale widok zszarzałej twarzyczki dziecka, na stole w chłodnym prosektorium, doprowadziłby ją do łez. - Morderstwo z premedytacją, jednak brak jakichkolwiek śladów na miejscu zbrodni. Ani włamania, ani walki, wszystko stało się szybko a dzieci nie stawiały oporu. Proces pobierania krwi z ludzkiego ciała jest żmudny i długi, ale mowa tu o dorosłym człowieku. Dziecko ma tej krwi mniej, można zrobić to szybciej, sprawniej. Niemniej używanie igieł zostawiłoby jakieś ślady, a i usłyszelibyśmy też o człowieku, który próbował przemycić krew w workach. Co pewne, zabierał ją z miejsca zabójstwa... Odbiegam jednak od głównej myśli - dziecko nie usiedziałoby spokojnie, gdyby ktoś otwierał mu żyły. Nie mam informacji czy nie zostały w jakiś sposób odurzone, ale na pewno nie były skrępowane. Przebieg zajścia też musiał być szybki, a nawet doświadczony lekarz nie jest w stanie tak szybko pobrać próbki krwi, nie mówiąc o kilku litrach. Słowem, szukamy kogoś, kto ma pewne... Zdolności.
Alchemika. Być może takiego, zajmującego się alchemią płynów i ich kontrolą. Albo, co również nie było dalekie od prawdopodobieństwa, jakiejś popapranej chimery... W pewnej mierze była to dedukcja Sylvi oparta na faktach. Czasem trzeba było szybko myśleć i łączyć informacje by wiedzieć kiedy zrobić odwrót, a kiedy wypytywać podejrzanego dalej. Równie dobrze mogła być w błędzie, ale wtedy Szczurołap łamałby kilka uniwersalnych praw fizyki...  Zmierzyła uważniejszym spojrzeniem Christophera, oczekując jakiejś reakcji na jej słowa, ale napotkała tylko niezmiennie chłodny wzrok. Opanowany, spokojny, aż, żeby nie powiedzieć, nieludzko spokojny. Mężczyzna był jak wykuty z lodu, nawet rysy twarzy na jakiś sposób były nieruchome. Mógł czarować szarmanckim uśmiechem, mimikę miał sprawną, ale brakowało w tym uczucia. Czy był jednym z tych wojskowych, którzy w pracy są zimnymi tyranami, a poza nią wraca im ciepło w spojrzeniu? Ciekawe... Nienaganny ubiór, maniery, obycie... Nie umknął jej spojrzeniu srebrny sygnet z herbem. Hawthorne... Sylvia, wbrew pozorom nie należała nigdy do śmietanki towarzyskiej. Udzielała się w kilku miejscach, ale jej praca skutecznie uniemożliwiała wchodzenie na salony, w dodatku tylko z jednego powodu. Trudno jest znać ciemne sprawki i przebywać wśród ludzi, nie patrząc na nich z obrzydzeniem. Niemniej, nazwisko może i słyszała, a herb rodowy tylko potwierdzał informacje, że ma przed kogoś o długiej i dumnej linii rodowej. Jedyną rzeczą kłócącą się ze zdystansowanym chłodem osoby o poważnym usposobieniu był kolczyk. Niewielka ozdoba, kolczyk, srebrne, szerokie i gładkie kółko w lewym uchu. Drobna ekstrawagancja, która podpowiadała, że mimo wszystko nie jest człowiekiem sztywno trzymającym się zasad. Co mogło być dobre, albo i złe.
- Kontynuując. - Sylvia dopiła herbatę do końca i odłożyła pustą filiżankę na biurko. - Nikt nie wie, kim on jest. Kim ona albo oni są, ponieważ Szczurołap jest jedną wielką niewiadomą. Ważne natomiast jest to, że nie współpracuje z żadną podejrzaną szajką, podziemie o nim nie słyszało. Szukałam, pytałam, ale choć ludzie maczają palce w wielu nielegalnych interesach, nikt z kim miałam styczność nie był powiązany z tą sprawą. Daje to kilka opcji, że albo powstaje nowa grupa, uderzająca w spokój państwa w ten a nie inny sposób, albo jest to osobista uraza. Urząd miasta i alchemicy mają wrogów, co nie jest tajemnicą. Ktoś może chcieć wziąć odwet w tak obrzydliwy sposób, zabierając im to, co im najdroższe. Pogrążeni w żałobie są często niezdolni do pracy, co, jeśli ataki nie ustaną, wywoła jeszcze większy chaos w kraju. - sprawa była zagmatwana i niełatwa, a wszelkie plany i domysły stawiały coraz więcej pytań, odpowiadając na znikomą wręcz ich ilość. - Mam jeszcze kilka teorii, lecz są to tylko teorie. W pobliżu miejsc zbrodni nie znaleziono krwi dzieci. Jeśli jest do czegoś potrzebna, dowiem się najpew...
W pół słowa przerwał jej dźwięk telefonu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Hawthorne
GROMOWŁADNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 07/08/2016
Age : 23

PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   Nie Sie 21, 2016 10:26 pm

Rozmowa przy herbatce. Można tą sytuację pod to podciągnąć, jeśli naprawdę nie chciało się mówić rzeczywistego przebiegu spotkania. Jednakże to z kim rozmawiał Christopher i co robił nie interesowało jego przełożonych, dopóki miał odpowiednie wyniki. Nie ważne jak, dopóki nie było skarg, a wszystko wykonywał w odpowiednim terminie, to mógł pracować jak chciał. Poza tym ranga Państwowego Alchemika dawała mu dodatkowy komfort, gdyż mógł równocześnie skupić się na swoich badaniach, z których oczywiście co jakiś czas musiał zdawać wyniki. Jednakże to, że pracował jako aktywny wojskowy i osiągał dobre wyniki czyniły z niego bardzo przydatną osobę. Oficer, który potrafił kończyć śledztwa, a na dodatek stale poprawiał swoje umiejętności. Dla dowództwa był o wiele bardziej przydatny, niż alchemik żyjący w domu i od czasu do czasu przynoszący wyniki, z których nic nie wynikało, a pobierający co miesiąc całkiem niezłą pensję. No, ale wróćmy do rozmowy, która aktualnie toczyła się w gabinecie Gromowładnego Alchemika. Kobieta wiedziała o co mu chodzi, jednakże jeszcze prowadzili małą grę. Przecież nie wiedzieli, czego można spodziewać się pod drugiej stronie.
- Po prostu uważam, że jak o coś proszę, co jest trudne do zdobycia, to należy się jakoś odwdzięczyć. – odpowiedział spokojnie Christopher. Zgodziła się zdecydowanie za łatwo. Na wzmiankę o dzieciach na dwie sekundy jej źrenice się rozszerzyły, żeby szybko wrócić do normalności. Czyżby to był jej punkt zapalny, czy może obietnica przysługi podziałała zachęcająco. Hawthorne dobrze wiedział, że informatorzy oczekują zapłaty za swoje usługi. W formie pieniężnej, pomocy, albo jeszcze innej. Niektórzy zaś chcą, by gnoja spotkała sprawiedliwość, a raz mu się zdarzyła prośba, by przed egzekucją jakiegoś wariata, informator, mógł dać mu w twarz. Każdy ma swoją cenę i swoją granicę, po przekroczeniu której załamuje się i jest gotów zrobić wszystko. Czasem wystarczy odrobina bólu, albo współczucia. Wszystko zależy od osoby, która stoi po drugiej stronie. Sylvia zaś wyglądała na osobę, która nie pokazuje łatwo tego co myśli i skutecznie ukrywa swoje emocje. Jednakże trzeba było ją dobrze obserwować, żeby dostrzec moment, kiedy się odsłoni. Wtedy zaś będzie można ruszyć z odpowiednimi środkami. Teraz jednak spokojnie słuchał wypowiedzi kobiety na temat Szczurołapa. Informacje jakie pokrywała nie wnosiły początkowo nic nowego. Większość informacji jakie podawały gazety, były szczegółowo wyselekcjonowane. Dali tylko takie, które i tak już opinia publiczna znała. Jednakże Sylvia wyciągała dobre wnioski. Ten kto atakował dzieci musiał mieć pomoc, albo znać alchemię na wysokim poziomie. Odpowiednie zdolności i przygotowanie pozwalały na przeprowadzenie szybkiej operacji. Zawsze mógł być też to ktoś, kto zna się na feromonach, lub odziaływaniu na ludzki umysł. Aktualnie mieli za mało informacji, żeby dokładnie wskazywać z kim mają do czynienia. Dlatego też spotkał się z panią Whitewood. Potrzebowali informacji, a przez Milady kilku jego informatorów spotkał dość przykry koniec. No, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- To prawda. Czasami trzeba patrzyć ponad margines. Widzę, że umie pani to robić i cieszy mnie to niezmiernie. – rzekł i słuchał kolejnej części wywodu kobiety. Niestety został przerwany on przez telefon.
- Pani wybaczy. – powiedział i podniósł słuchawkę. – Hawthorne.
Kolejne zabójstwo. Tym razem w samej Centrali. Czyżby Szczurołap postanowił zaatakować w samym sercu państwa? Interesujące.
- Rozumiem. Już jadę. – powiedział Hawthorne i zakończył rozmowę.
- Proszę mi wybaczyć, ale dostałem wezwanie. W Napoli znaleziono zwłoki dziecka. Prawdopodobnie nasz znajomy, o którym rozmawialiśmy postanowił o sobie przypomnieć. – powiedział Christopher zakładając rękawiczki, po wcześniejszym ściągnięciu sygnety i wsadzeniu go do kieszeni. Następnie wziął pochwę z mieczem i kluczyki do auta. W kieszeni miał jeszcze drugą parę rękawiczek. Wyciągnął swój srebrny zegarek i sprawdził godzinę. Maksymalnie dwie godziny jazdy.
- Rozumiem, że chciałaby pani jechać ze mną na miejsce. Przydałaby się druga para oczu. Mówią, że kobiety potrafią dostrzegać więcej niż mężczyźni. Więc? - proponował jej wspólna wyprawę, żeby sprawdzić zwłoki. Jeśli się im uda, to będą mieli kolejne informacje. Chris wolał dostać się do zwłok i sprawdzić sprawy, zanim nieumiejętnie je zadepczą.

OOC:
Z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kwatera Główna   

Powrót do góry Go down
 
Kwatera Główna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Central City-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.