.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Chatka   Nie Lip 17, 2016 1:29 am

Jest to chatka, którą dawniej zamieszkiwał pewien myśliwy, jednak na stare lata postanowił ją opuścić, pozostawiając ją z większością wyposażenia. Chatka zbudowana jest w znacznej mierze z drewna i kamienia, przy czym jednak jest też dość mała, bowiem wnętrze zapełnia jedna izdebka, łącząca ze sobą salon, sypialnię i kuchnię, zaś oddzielona od reszty jest jedynie łazienka. Wciąż znajdują się tu meble, oczywiście wykonane z drewna, wnętrze jest dość toporne, ale wygodne jak na takie warunki. Przy kominku znajduje się spore łóżko i skrzynia z pościelą, to jest grubymi kocami, na jednej ze ścian jest strzelba myśliwska, kuchnia zaś urządzona jest równie skromnie, co reszta. W jej skład wchodzi jedynie stół i kilka szafek. Łazienka zaś obejmuje jedynie toaletę i wannę. Budowla znajduje się w dość nieprzyjemnym usytuowaniu, bowiem w miejscu uważanym za centrum gór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Sie 15, 2016 12:30 am

- Ej, co ty... Nie zobaczysz tak nic! A... au... - Od razu gdy nieznajomy zaczął molestować jego niewinne odnóże Aleksiej zaczął protestować, natomiast kiedy jego noga znowu znalazła się na śniegu jęknął cicho z bólu i zmrużył oczy. 
- Chatka... No... Do miast pewnie daleko, także zdam się na ciebie i twoją intuicję i... no nie wstanę, ale... - I tutaj urwał, ponieważ mężczyzna nagle podniósł go z podłoża jak szmacianą laleczkę i wziął go na barana. Zdezorientowany rudy w pierwszej chwili poprawił na głowie bezcenny kapelusz, zaś dopiero w następnej mocno objął szyję mężczyzny; w końcu plecak nieco ciągnął go w tył swoim ciężarem, a spaść rudzielec raczej nie chciał. 
- W cyrku... znam piosenkę o cyrku... I zaraz, jaką miłą osobę? Nie znasz mnie. Nie jestem pewnie miły i będzie ci przykro czy coś takiego! E-Elliott, głupoty gadasz i w ogóle... - Widocznie rudzielcowi udzieliła się gadatliwość towarzysza, także w czasie podróży obaj gdakali - jeden z tyłu, drugi zaś z przodu. W międzyczasie Aleksiej sobie przypominał fragmenty dawno zasłyszanej od jakiegoś przybysza z Xing piosenki, aż w końcu powstała z nich całość, którą też - nie za głośno, ale w miarę czysto - uraczył pajaca: 
- Były kiedyś czasy...

wojny w okresie brązu
Były kiedyś czasy... 
zimy, wichury szalały 
Były kiedyś czasy... 
ale dziś wieczorem tutaj jest szaleństwo
ale dziś wieczorem tutaj jest szaleństwo
Z belki w cyrkowym namiocie
zwisa trapez, a na nim huśta się artysta
a może tak mi się tylko wydaje
zaczepiony nogami ze swobodnie dyndającymi ramionami
pod brudnym płóciennym dachem~ - I traf chciał, że akurat, gdy skończył kaleczyć powyższe wersy, dotarli do jakiejś chatki, najprawdopodobniej tej, o której mówił pajac, bowiem zaraz Alek został do niej wniesiony i usadzony na łóżku. Popatrzył niepewnie na ciemnowłosego i tak się mu przyglądał przez moment aż w końcu zabrał głos:
- Bardzo ci dziękuję za pomoc. Nie będę nadużywał gościnności i zabiorę się stąd jak tylko poczuję się lepiej. Pokryję koszty, które wygeneruję... - A ów głos nieco mu zachrypł od pokazu wątpliwych zdolności wokalnych i okaleczania melodii, której na dobrą sprawę nie pamiętał za bardzo. 

użyty fragment to "Cyrk" Chuyi Nakahary. <: jest dadaistyczny, więc chyba dlatego - ale możliwe, że też wina przekładu - nie rymuje się. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Czw Sie 18, 2016 9:03 pm

Elliottowi zdarzało się co prawda zajmować się wszelkimi brudnymi robotami, na jaką by się nie wpadło, pewnie maczał już w takiej palce. Co nie znaczyło jednak, że czerpał radość czy satysfakcję ze sprawiania innym bólu, zwłaszcza gdy danej osobie akurat chciał pomóc. Przeprosił więc prędko i opuścił nogę Aleksieja, kiedy ten wydawał z siebie bolesne protesty i jedynie utwierdził się w przekonaniu, że sam na własne nogi rudzielec nie wstanie. Noszenie go nie sprawiało mu większych problemów, można było wręcz powiedzieć, że plusy przeważały minusy, bo ciepły człowiek grzejący go w tych zaśnieżonych górach to samo dobro. Nawet jeśli swoje ważył, choć przez drobną budowę nie tak wiele, jak mężczyzna mógłby się spodziewać. Poprawił go sobie na plecach, chwytając mocno na nogi i uśmiechnął się, gdy ten go mocno objął. Tak było zdecydowanie łatwiej. Z takim więc towarzyszem podróży, nieco unieruchomionym, ruszył przed siebie w stronę chatki, słuchając z uwagą słów Alka.
- Nie jesteś? O widzisz, jak pozory mylą! Ale to nic nie szkodzi! I tak jesteś ciekawy. Że mi będzie przykro, nie musisz się martwić! Poznamy się i wtedy wszystkiego się dowiemy! I... piosenkę? Jaką piosenkę?
Długo na odpowiedź nie czekał, bo zaraz rudzielec zaczął ją śpiewać. Elli z zachwyconą miną odwrócił nieco głowę, by choć kątem oka zerkać na Alka. Jego głos był nadzwyczaj miły a piosenka, mimo że obca, zapadała mu w pamięć, jakże wątpliwą, w której istnienie wielu w ogóle nie wierzyło. Nie wgłębiał się co prawda bardzo w znaczenie tekstu, gdzie tam błazen interpretujący jakikolwiek tekst, ale i tak był całą tą sytuacją zachwycony. Nawet umilkł, by nie przeszkadzać mężczyźnie. Odezwał się dopiero, gdy był pewien, że ten skończył.
- Jak... cudownie! - wykrzyknął tonem pełnym podziwu. - Masz piękny głos, Aleksieju... i och, to tu! - dodał, widząc chatkę, w której póki co zamieszkał.
Wszedł do środka i ostrożnie posadził mężczyznę na łóżku, nie zadając sobie trudu, by je jakoś zaścielić. Czy ktoś się dziwi, że mieszkający samotnie na odludziu mężczyzna nie ma idealnego porządku? Ale jakoś nie sądził, by siedzenie na materacu było mniej wygodne niż siedzenie na kapie.
- Ojej, o to nie musisz się martwić, Aleksieju! Tak naprawdę ta chatka nie jest nawet moja. Znalazłem ją! Ja sam podróżuje i akurat jestem w drodze do Briggs, ale też mi się nie spieszy, więc tu jakiś czas siedzę. A koszty... - zaśmiał się wesoło. - Jak mówiłem, większość rzeczy nie jest nawet moja. To taka ziemia niczyja. Chyba widziałem tu jakieś bandaże! Zdejmij buty, to zaraz wszystko opatrzymy! - Zaczął przeszukiwać szafki i rzeczywiście, w jednej z nich znalazł to, czego szukał. Z tym wrócił do rudzielca i klęknął przy nim. Jeśli ten go wcześniej posłuchał, od razu zajął się nastawianiem i bandażowaniem rany, jeśli nie, cóż, najpierw musiał go tego buta pozbawić. Starał się przy tym być jak najbardziej delikatny, by nie sprawić więcej bólu, niż było to konieczne.
- Chcesz się czegoś napić? Mogę nam zrobić ciepłą herbatę, chyba że lepiej rozgrzać się w inny sposób, to mam tu trochę wina. A może jesteś głody? Powinienem mieć jeszcze coś z rana! - Elliott zupełnie wczuł się w rolę gospodarza, będąc tym przy okazji dość podekscytowany. Zawsze sam raczej gdzieś gościł, u siebie bywał rzadko i raczej nie na długo, więc nie miał okazji sprawdzić się w tej roli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Pią Sie 19, 2016 12:28 am

- Eh... Głos jak głos. Zwykły, męski... - "I tym bardziej zwykły, że po prostu mój, głupku." "Toś mu przygadał. Aż w myślach." "..." - Aleksiej momentami nie znosił samego siebie za dogryzanie sobie w myślach, ale będąc osobą tak samokrytyczną jak on chyba nie dało się bez tego obejść. Został posadzony na łóżku jak jakaś księżniczka i jak na dobrze wychowaną księżniczkę - wróć, żołnierza! - przystało, Aleksiej wysłuchał rozmówcy i w pierwszej kolejności zwrócił uwagę na wzmiankę o jego forcie. Postanowił jednak fakt przemilczeć póki co. 
- ... Już... już zdejmuję, jasne. - Jak powiedział tak też zrobił, na początek pozbywając się buta ze zdrowej nogi. Jeśli miał się wylegiwać w tym łóżku przez dłuższy czas, to przecież nie będzie tego robił w w obuwiu wojskowym. I teraz pod górkę... Alchemik zacisnął zęby, rozsznurował więzienie rannej nogi i zsunął je z niej, czemu oczywiście towarzyszył syk. Zdejmowanie wysokiego obuwia z opuchniętej i bolącej kostki nigdy nie należy do przyjemnych, a z pewnością jest na tyle bolesne, że nawet wojskowy by się krzywił. Wtedy wrócił kolega cyrkowiec z bandażami, natomiast Aleksiej bez słowa protestu pozwolił mu na wszystko, co ten chciał zrobić. Oczywiście przy tym minę niezbyt miał zadowoloną i przy bolesnej części nawet nie patrzył w tamtym kierunku, jakby to miało jakkolwiek zneutralizować ból. "Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... " i te sprawy, co nie? 
- Herbata... raczej nie poprawi mi humoru. Szedłem do Monmort, teraz nie mam jak skontaktować się z siostrą, że jednak nie przyjdę. Nie jestem głodny... Ale winem nie pogardzę. - Skoro mu proponowano, to wstydem byłoby nie skorzystać. Ba, nawet uśmiechnął się na myśl, że zostanie mu podany alkohol i... tak, dopiero teraz zdjął z ramion plecak i ułożył go na podłodze przy łóżku.
- Skąd jesteś, jeśli mogę wiedzieć? Nie brzmisz jakbyś był z Amestris, bez urazy, bo sam pochodzę z Drachmy, także wiesz... I w ogóle to po co ci ten fort? Jesteś nowym rekrutem? Nigdy nie słyszałem, by szli sami przez góry... - "Nigdy też nie słyszałem, by żołnierz sam szedł przez góry zamiast jak człowiek poczekać na pociąg i wywalił się jak ostatni kretyn" "... Powinienem przestać myśleć" - ... Bo jeśli tak, to musisz wiedzieć, że właśnie stamtąd idę. Bardzo ci się spieszy, by tam dotrzeć?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Sie 20, 2016 1:02 am

Gdyby ktoś Eliego uświadomił, jakie dialogi przebiegają w głowie towarzysza, pewnie przyłożyłby ucho do jego głowy, by ich posłuchać z fascynacją. Ale nie wiedział, a w jego własnym umyśle przelatywał właśnie suchy krzak po pustyni, symbol pustki i odludzia. Zostało mu więc zajęcie się opatrywaniem Alka, co akurat wyjątkowo udawało mu się bez wpadek. Nie jedną kostkę się opatrywało, bo dwie i to obie swoje. Znał się na rzeczy!
- Wiesz, Aleksieju, to nie wygląda dobrze... - zmartwił się dość mocno, z zatroskanym spojrzeniem wpatrując się w zabandażowaną już kostkę. - Nie wiem, jak chcesz z tym iść... Ale możesz zostać tu, ile dusza zapragnie! Chyba że mocno ci się spieszy... ale tylko sam się mocniej uszkodzisz! - Wstał i zaczął znów gmerać w szafkach, szukając jakichś... no kieliszków się tu nie spodziewał. Pewnie jakichś czarek. - Monmort jest daleko! Naprawdę nie powinieneś się przemęczać, słońce. Co zamierzasz zrobić?
W końcu znalazł odpowiednie naczynka i nalał do nich wino. Gruba ceramika sprawiała wrażenie przeznaczonej do tego trunku w wersji grzanej, ale nawet to Elliott umiał spalić, wolał więc zostawić napój nieruszony. Usiadł koło Aleksieja, wchodząc na łóżko głębiej, by oprzeć się plecami o ścianę, i podał mu jedno naczynie, sam upijając nieco z własnego. Wino było nadzwyczaj dobre jak na takie znalezione pośrodku niczego, z delikatną owocową nutą. I do najsłabszych też nie należało.
- Nie jestem z Amestris! Tak tylko podróżuję. Ale pochodzę z Crety! I też jesteś obcokrajowcem... no tak, imię chyba masz niezbyt tutejsze, jak teraz myślę. - Uśmiechnął się szeroko. - Nie jestem rekrutem. Ale dużo słyszałem o tym forcie! Byłem ciekawy i pomyślałem, że chciałbym zobaczyć to, o czym tyle się słyszy. Lubię widzieć na własne oczy takie miejsca! Ale! Mówisz, że jesteś z Briggs? - Zagapił się na niego błyszczącymi oczami. Czyżby trafił na źródło informacji? - Opowiedz mi o tym! Jesteś wojskowym, że stamtąd idziesz? Czy byłeś tylko przejazdem? Nie wiesz, czy wpuszczają tam wędrowców? - zasypywał go dość bezpośrednimi pytaniami z tak szczerą ciekawością, że ciężko było go oskarżyć o coś niegodziwego.
Coś jednak odwróciło jego uwagę od mężczyzny. Na chwilę, ale jednak. Konkretniej do brzęcząca o podłogę patelnia, która wcześniej wisiała pod blatem na wbitych tam gwoździach. A zaraz z cienia wylazł... jego kot, patrzący na gościa szeroko otwartymi oczami.
- Bambaryła! - zawołał uradowany. - Tu się schowałeś, mały bąblu! Chodź tu, chodź i się przywitaj! - zawołał, klepiąc materac obok siebie. Kocisko dowlekło się leniwie do łóżka i posłusznie na nie wskoczyło, a Elli pogłaskał jedwabiste futerko. - A cały dzień go nie widziałem! To mój kot, Aleksieju! Wlecze się za mną i się przytula! Nie drapie ani nie gryzie, więc możesz głaskać, ile wlezie! To taki leniuch. - Uśmiechał się od ucha do ucha, patrząc to na pupila, to gościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Sie 20, 2016 2:12 pm

- Wiem, że nie wygląda dobrze. Czuć to jeszcze gorzej... Okropne. I... oczywiście, jeśli się nie narzucam, to wolę zostać. Przynajmniej póki co i..."Co, że jakie słońce..." "... Kolor włosów czy jak?" "No pewno, bo nie jestem ani duży ani gorący." "...". Dalej dyskutując ze sobą we własnych myślach Aleksiej siedział jak pan Bóg przykazał, zauważając, że Elliott ma wprawę w tym, co właśnie robił. Poza tym rudy niby królewna dalej siedział na łóżku i jak ostatni próżniak czekał na obsługę w postaci cyrkowca niosącego wino. 
- ... I dziękuję za wino. - Dokończył, uświadamiając sobie, że wcześniej pozostawił myśl niedopowiedzianą, jednak teraz po prostu podmienił ją na wygodniejszą dla siebie. Przecież nie będzie pytał o powód, dla którego został "słońcem", bo może takie nazywanie przypadkowych ludzi wynikało jakoś z kultury jego kraju. Szczerze powiedziawszy Aleksiej nie znał nikogo pochodzącego z Crety ani też niewiele słyszał o zwyczajach ludzi mieszkających tam. Przyjął więc alkohol, bo gdyby go odmówił to chyba nie byłby sobą, natomiast Elliotta siadającego obok śledził przez moment wzrokiem. Spróbował otrzymanego napoju i zerknął ponownie na gospodarza. 
- Briggs. Tak, jestem wojskowym, dokładniej alchemikiem państwowym, który osiadł w tym forcie. Wiesz... Rządowy pies i te sprawy. - Uśmiechnął się ironicznie i palcem przesunął po ozdobie przypominającą obrożę, która znajdowała się na jego szyi. Uraczył się kolejnym łykiem alkoholu i kontynuował:
- Obcy nie są zbyt chętnie przyjmowani, gdybyś zakradł się piechotą w tamto miejsce, najprawdopodobniej powitaliby cię serdeczną porcją ołowiu wpakowaną w głowę. Także nie polecam, Briggs jest chronione ze wszystkich stron. Jesteśmy najlepszą siłą defensywną Amestris. - "Nie dość, że gadatliwy, to jeszcze taki samochwała się ze mnie robi..."
- A żeby być przejazdem to trzeba mieć odpowiednie dokumenty. I lepiej zabrać się koleją niż piechotą. Nie chciałbym, żeby coś ci się stało. - "Patrzcie go, jaki troskliwy miś się z niego stał!" "..." "..." "... to tylko wdzięczność". No i faktycznie, Aleksiej w tonie błazna nie słyszał nic niepokojącego, bardziej obchodziła rudego w
tej chwili treść wypowiadanych przez mężczyznę słów. Postanowił jednak zachować szczerość wobec niego, wmawiając sobie, że jest to spowodowane jedynie ludzką przyzwoitością. Chciał kontynuować temat, jakby mimowolnie, ale wtedy rozległ się hałas, który przyprawił rudego o podskoczenie w miejscu. "Przynajmniej wino się nie wylało..." "ono nie skacze, nie to co królik..." "...". No i potem pojawiło się kocisko. Jakieś takie dziwne, patrzące wielkimi oczyskami w sposób tak przejmujący sposób, jakby chciał obserwowanej przez siebie osobie wyrwać duszę w najbardziej brutalny sposób. 
- ... Bambaryła... - Powtórzył rudy. Imię było... Zabawne, także jeśli nadał je zwierzęciu Elliott, to Aleksieja ono jakoś nie dziwiło. Kot znalazł się przy mężczyznach, a rudy tak czy siak wysłuchał gadania o futrzaku, popijając przy tym wino. Im więcej go pił, tym bardziej mu ono smakowało i tym więcej chciał. W końcu okazało się, że naczynie stało się puste, a policzki pokrywał delikatny rumieniec. Rudzielec jakby niechętnie pogłaskał kota, którego po prostu chyba się przestraszył przez to spojrzenie, po czym wzrokiem powędrował na jego właściciela. 
- Ma... miłe futerko. - Nie potrafił w tej chwili dobrać lepszego komplementu na temat futrzaka, a wiedział, że ludzie lubią, gdy komplementuje się ich zwierzęta. 
- I czy mogę poprosić o jeszcze trochę? Jest takie dobre... - W drugiej części wypowiedzi ton głosu rudego stał się rozmarzony, natomiast kolejne sylaby przeciągały się. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Sro Sie 24, 2016 3:48 am

Pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Domyślam się, że musi to boleć jak nieszczęście! Biedny Aleksiej... Można zrobić okłady z lodu, by zmniejszyć opuchliznę, ale martwię się, by nie przemoczył opatrunku i byś się nie rozchorował dodatkowo... Co sądzisz? - spytał, zostawiając ostateczną decyzję w rękach samego poszkodowanego. W końcu najlepiej znał swoje ciało i wiedział, czego potrzebuje, prawda?
Zaś na informację, że mężczyzna z nim zostanie, zareagował promiennym uśmiechem i błyszczącymi z radości oczami. Elliott był raczej towarzyskim stworzeniem, więc z radością przyjmował wszelkie towarzystwo - zwłaszcza jeśli jego towarzystwem miał być śliczny, przyjazny mu mężczyzna.
- Nie narzucasz się! - zapewnił entuzjastycznie. - Ja się cieszę, że będę miał kompana, choć na trochę! Samemu się w końcu nie pije, prawda? - Zaśmiał się, choć rzecz jasna nie potrzebował ludzi jedynie do wspólnego picia. To była tylko jedna z tych czynności, które wykonywane w samotności są milion razy mniej przyjemne niż z kimś.
Słuchał dalszych słów Aleksieja, zbierając każdą kruszynę informacji. Z tego co ten mówił, dostanie się do Briggs może być trudniejsze niż przypuszczał. Liczył na dobrą wolę tamtych, którzy pomogą zagubionym w górach zmarzniętym ludziom, ale widać nie tak się sprawy miały. Czy jego przewidywania były naiwne? Z pewnością. Ale on zupełnie tego nie widział. Jak w takim przypadku mógł dostać się do środka? Czy zdołałby przekabacić rudzielca, by go tam wprowadził? Kto wie, może tak, może nie. Ale nie miało to znaczenia, bo i tak nie chciał nadwyrężać rannego znajomego, który powinien raczej wypoczywać. No i śpieszył się do siostry, która mieszkała w drugą siostrę? Czy mógł zmieniać jego plany dla siebie? Nawet jeśli, to średnio mu się to uśmiechało. Zdążył nadzwyczaj polubić Alka.
- Jesteś alchemikiem! - Klasnął w dłonie, pochylając się nieco w jego stronę. - Słyszałem o was dużo i nawet czasem na różnych trafiałem! Choć raczej nie państwowych... Widzisz, nie powiedziałbym, że jesteś z wojska! Ani że wasze zasady obronne są aż tak.. restrykcyjne! Może to być nieco niebezpieczne... - Zaśmiał się wesoło, jakby sama myśl o takiej przygodzie napawała go niecierpliwością,by jak najszybciej na nią wyruszyć. W końcu z dokumentami mógł mieć kłopot... Nie wiedział, jak wyglądają, by móc je podrobić, nie mówiąc nawet o braku odpowiednich narzędzi. - I nie masz o co się martwić, słońce! Umiem dbać o siebie - oznajmił z dumą niczym pięciolatek chwalący się rodzicom, że umie samodzielnie zawiązać buta. - Co złego może się stać! Ale to nawet słodkie, że się przejmujesz - Z szerokim uśmiechem pogładził go po policzku, doceniając troskę Alka. Przyjrzał się też przy okazji jego ozdobie na szyję, która wybitnie przypominała obrożę. Z jakiegoś powodu uznał to za bardzo, ale to bardzo urokliwe, pasujące do rudzielca. Nawet jeśli zawsze bawiło go porównanie Państwowych Alchemików do psów. Choć po jego zachowaniu widać było, że raczej kociarzem nie był, więc może psy bardziej lubił? W każdym razie bez względu na przyczynę, Bambaryła dał się pogłaskać, po czym ciężko zeskoczył z łóżka i dumnie wymachując ogonem, oddalił się do własnego kąta.
- Ależ oczywiście! Poczekaj chwilę... - wstał szybko z łóżka i ruszył do blatu, gdzie zostawił wino. Wziął cała butelkę a po chwili i drugą - w końcu nie ma co chodzić co chwila - i wrócił na swe miejsce. Dolał im obydwu trunku, bo jego czarka była równie pusta co Aleksieja. W końcu pić lubił, a wino tu odnalazł całkiem dobre. Na jego twarzy nie było jeszcze wielkiego rumieńca, co najwyżej lekki róż w niektórych miejscach. - Częstuj się, ile wlezie! Jest tego dużo... Szkoda, że nie mogę uraczyć cię swoim winem! Kiedyś w wolnych chwilach sam je pędziłem... Nic mocniejszego nie robiłem, ale wina jak najbardziej! - paplał wesoło, upijając kilka długich łyków i czując ciepło rozchodzące mu się po brzuchu, a potem reszcie ciała. I czyżby siadł bliżej Alka ni wcześniej? Miał wrażenie, że jego szaro-błękitne oczy są większe i nie przestawał się w je wpatrywać z fascynacją.


Ostatnio zmieniony przez Elliott Ashley dnia Pią Wrz 02, 2016 5:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Sro Sie 24, 2016 4:41 pm

- Myślę... Nie mam kruchego zdrowia i się raczej nie przeziębię, także chyba nie będzie z tym kłopotu... Wiesz, od dziecka żyję w otoczeniu śniegu i pewna odporność się u człowieka pojawia. Ale jest czym to usztywnić? Tak na wszelki wypadek, bo nie wiem, czy nie będę robić nogą dziwnych rzeczy przez sen. - "Tak oto rzecze śpiący mistrz sztuk walki z Xing." "... Czy ja naprawdę muszę dogryzać samemu sobie w myślach?", bo samokrytyczne podejście jest dobre, ale nigdy do przesady. Czyżby popadał w pewną skrajność? A może to to wino tak na niego zabawnie działało? A co, jeśli Elliott chce go przy pomocy tego trunku otruć? W końcu tak radośni ludzie nigdy nie są do końca normalni, nie wspominając nawet o ich dobrych zamiarach, które zwykle są cokolwiek wątpliwe. 
Ashley jednak... wydawał się raczej niewinny, kiedy tak paplał o swoim kocie, o towarzystwie Aleksieja, o alkoholu, o forcie Briggs. I sprawiał wrażenie osoby na tyle niewinnej, że Aleksiej zaczął się poważnie zastanawiać nad tym, ile drugi ma lat i czy na pewno wychował się w normalnych warunkach, a nie w totalnej izolacji od świata. Ciężko było mu uwierzyć, by jakiś dorosły człowiek wychowujący się w tym świecie był zdolny do takiego optymizmu i doceniania każdego drobiazgu. Rudy czuł, że powinien być przynajmniej minimalnie bardziej zdystansowany do tego osobnika niż do innych ludzi, ale w przybyszu z Crety było coś, co absolutnie burzyło mur owego dystansu i osłabiało go w rudym tak, że topniał niby sople wystawione na gorące promienie słoneczne i gwałtownie rosnącą temperaturę. 
- No wiadomo. Trzeba być bardzo smutnym człowiekiem, żeby pić samemu. - Przytaknął bardzo zgodnie; uważał, że picie samemu, w odosobnieniu od innych ludzi, jest najlepszą drogą do tego, by popaść w alkoholizm. Żal i ból nie są dobrymi kompanami do alkoholu; sam był zdania, że ten został wynaleziony do umilenia czasu w dobrym towarzystwie i taki też zwyczaj wyniósł z rodzinnej Drachmy, gdzie ludzie, choć sprawiają wrażenie chłodnych, są bardzo serdeczni i uwielbiają snuć opowieści o przygodach mniej lub bardziej realnych przy kilku butelkach czystej. Kiedy Elliott pochylił się nad nim, Aleksiej ani drgnął, jakoś nie przeszkadzało mu to, że ten ludzki szczeniaczek jest tak blisko. 
- No jestem, jakoś od trzech, może czterech lat. A w wojsku jestem, bo chciałem pójść w ślady ojca... Nie wątpię w ten wybór, ale boli mnie, że państwowi alchemicy zatracają dewizę tej sztuki. Oni nie są już dla ludzi, są znieczuleni na potrzeby świata i robią wszystko dla zarobku. - Chciał jeszcze coś dodać, ale wtedy został pogłaskany po policzku, na co ten zareagował urwaniem wypowiedzi i tkwieniem jak sierota boża z otwartymi ustami. "Na wszystko, co siłę ma większą ode mnie, DLACZEGO ON MNIE DOTYKA?!" "... Muszę wyglądać cholernie głupio... " "No co ty nie powiesz, kapeluszniku? Idź zaprosić królika na herbatę." "..." Po krótkiej dyskusji z samym sobą Aleksiej zamknął usta i spojrzał podejrzliwie na Elliotta. Czy on miał na tyle słabą głowę, by po takiej dawce trunku okazywać czułość drugiemu mężczyźnie? No, ale to może znowu tkwiło w jego kulturze, wszak w niektórych regionach Drachmy bliskich wita się namiętnym pocałunkiem prosto w usta, bez względu na to, czy w grę wchodziła kobieta, mężczyzna, przyjaciel czy siostra. 
Natomiast gdy błazen poszedł po alkohol, Aleksiej odprowadził go z niezbyt mądrym uśmiechem. Czy rozsądne było przesiadywanie w nie-wiadomo-czy-do-końca opuszczonej chatce w towarzystwie kogoś takiego? "A kogo obchodzi rozsądek?", myślał mężczyzna, którego też myśli powoli i po cichu trochę były zajmowane przez przyjemny, tłumiący szum. Widząc zaś, ze Elliott niesie nie jedną, a dwie butelki, rudy uśmiechnął się jeszcze szerzej i o wiele mniej mądrze. Nie zauważył też w pierwszej chwili, by ten przysiadł się jakoś bliżej; pewnie nawet, gdyby to dostrzegł, aktualnie niezbyt by mu to przeszkadzało. 
Reszta niezbyt przyjemnego dnia zapowiadała się bardzo miło, a on chyba nawet polubił ciemnowłosego, nie wspominając nawet o tym, że "... jego twarz z tym uśmiechem i kolorem wygląda bardzo uroczo..." "czemu ja właściwie myślę o takich rzeczach?!" "To wino musi być jakieś dziwne... może powinienem go już nie pić?" "... Co za bzdury.", tak też uraczony kolejną porcją wina nie bawił się w żadne zgrywanie dżentelmena i po prostu nieco już łapczywie pił. W pewnym momencie jednak doznał olśnienia i uniósł spojrzenie szarych oczu na towarzysza.
- Eeeelliiii... - "skąd to zdrobnienie?" "... tak." - ... Czy tu jest tylko jedno łóżko? - "nie brzmię jakby to mnie jakoś bolało..." "nieważne" - W sumie... Będzie cieplej... I chętnie posłucham o twoim winie... Aaa co do Briggs, nieliegko tam dajti... Aa, no znajesz... Jeśli zależy ci na przejściu przez granicę... - Kolejne części wypowiedzi przerywał popijaniem wina. "Czemu ono znowu znikło?" - Mogę załatwić sobie przejście, a ciebie wziąć jako osobę towarzyszącą... Wojskowym łatwiej. - "I będę mógł więcej z tobą pić... być... pić, cokolwiek", z tą optymistyczną mylą natomiast nieelegancko uniósł butelkę i po prostu wyzerował. Otrzymał pozwolenie na picie ile chciał, dlatego też to zrobił, nie zwracając większej uwagi na to, ile trunku w pierwszej butelce zostało. Ostatecznie dosiadł się do Elliotta tak samo, jak on siedział i jak nieco bezwładna lalka oparł się o  jego ramię. Pamiętał jednak, by uważać na kostkę; w aktualnym stanie, gdyby ją naruszył, prawdopodobnie zacząłby płakać jak dziecko albo śmiać się histerycznie. 
- To jak będzie? Możemy... Spróbować... Chcę ci się oooodwdzięczyć, bo jesteś taki dobry! - Aleksiej przeciągał sylaby, mówił trochę niewyraźnie, natomiast w jego wypowiedziach dało się już słyszeć rodzimy akcent. Obrócił zarumienioną twarz do towarzysza, nie zwracając uwagi na to, że nie umiał pić jak człowiek i z kącika ust ku krawędzi jego twarzy uciekała samotna kropla wina. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Czw Sie 25, 2016 4:41 pm

Pokiwał głową, myśląc, że mógł na to w sumie wpaść. Ktoś, kto całe miesiące spędzał w podobnym otoczeniu, rzeczywiście nie mógł łatwo chorować od chłodu. W takim wypadku wyszedł na moment za zewnątrz, by zgarnąć pełną garść śniegu, po czym ponownie podszedł do Alka. Do opatrzonej kostki przyłożył śnieg, który owinął drugim, nieużytym dotąd bandażem, który miał być na zmianę, ale widać wymyślić trzeba coś innego. Nie chciał przykładać lodu na gołą skórę, by jej nie odmrozić. Nie wiedział, czy to możliwe taką ilością śniegu, po prawdzie w to wątpił, ale nawet jeśli, to nie ma co męczyć się z odwijaniem bandaża, gdy może służyć za materiał przepuszczający chłód, ale jednocześnie ograniczający jego natężenie do odpowiedniego poziomu.
- Co do usztywnienia, to na pewno coś z domu się nada... Hmm... Na pewno coś poradzimy, nie ma obaw! - Uśmiechnął się pokrzepiająco. - Póki co chyba wystarczy ten dodatkowy bandaż? Czy nadal boli? Jak tak, to mów! Chcę, by ci było dobrze tutaj. - Naprawdę Elliott tego pragnął, nie lubił, jak innym było źle w jego towarzystwie, zwłaszcza gdy mu zależało, by jakoś tym osobom ulżyć. Pomińcie te wszystkie aspekty jego życia, gdy mordował, sprzedawał, rujnował czy okaleczał ludzi. To była praca. Osobiście był bardzo przyjazną osobą! Umiał oddzielić życie prywatne od pracy. Chociaż praca była dość długoterminowa i nie miała typowych urlopów. Ale umiał! To akurat z robotą nie miało nic do rzeczy.
- Więc my wesoło wypijmy w swoim towarzystwie! - oznajmił radośnie, zgadzając się poniekąd ze słowami Alka, choć też nie miał nigdy zamiaru nikogo pouczać co do tego, ile i w jaki sposób czy też w jakim towarzystwie ma ktokolwiek pić. Z chęcią spotykał najróżniejszych ludzi, a choć sam ku temu nie aspirował, nawet rozmowy z nałogowcami potrafiły być pasjonujące. Zresztą każdy człowiek był na swój sposób ciekawy! Lud jako masa była dla Błazna do bólu przewidywalna i nudna, jednak gdy wyłowić z niej jednostki, zaczynały go one fascynować.
- Czyli masz swoje ideały, w które wierzysz... To interesujące! Jak mówisz, teraz też rzadko spotykane. Co czyni z ciebie ewenement - zaśmiał się beztrosko. - I obawiam się, że mnie w tym przewyższasz... Ale ale! Jak nie pochodzisz Amestris, czemu dołączyłeś akurat do tutejszej armii? I to do oddziału, broniącego się przed twoją ojczyzną? - dopytywał się, zaintrygowany tym wyborem. Wyczuwał w tym jakąś ciekawą historię. No i wpatrywał się z rozbawieniem w minę Aleksieja, którą ten przybrał, gdy go pogłaskał. W sumie nawet czekał, czy ten jakoś zaprotestuje albo na niego nakrzyczy, a mimo to nic z tego nie nastąpiło. A zdążył już się przyzwyczaić, że właśnie dystansem reaguje większość tutejszych. Widocznie obce obyczaje odezwały się w Aleksieju! Nie miał do czynienia z Drachmą i jej mieszkańcami, to było jego pierwsze. Ale człowiek uczy się całe życie! To mogło być podejście numer jeden do mieszkańca północy. Póki co obserwował tyle, że lubili pić, co akurat nijak mu nie przeszkadzało, zdecydowanie wolał kompanów do picia od abstynentów, którzy jedynie się przeglądali. Bo kto by pomyślał! To on wolał obserwować! Dlatego więc choć pił, to mniej od gościa i z nieznikającym uśmiechem przypatrywał się, jak na policzki tamtego wykwita rumieniec od alkoholu.
- Jedno... fakt, jedno! - potwierdził, również zauważając ten dość rzucający się w oczy fakt. - Nie przeszkadza ci to, co? Spanie na ziemi w tych warunkach jest... no zimo jest! Ty z tą kostką na pewno na niej nie wylądujesz, nie ma mowy! - oznajmił stanowczo. - Więc jak mnie nie wyrzucisz, to się zmieścimy! I ojej, naprawdę byś mógł mnie tam wprowadzić? - spytał z błyszczącymi z ekscytacji oczami. - Nie chcę, by ci to kolidowało z odwiedzinami siostry... Ale byłoby cudownie! - Czy czuł się źle wykorzystując nowego znajomego? Ot tak lekką ręką wyciągając z niego informacje i korzystając z jego pozycji, by dostać, czego chciał? Cóż, zacznijmy od tego, że coś takiego jak "poczucie winy" nie było dla niego czymś znanym. No i ciężko mu było się tym przejmować tym bardziej, że o nic nie prosił, a jedynie przyjmował propozycje rudzielca. Skoro sam chciał mu pomóc, grzechem byłoby nie skorzystać! Zwłaszcza że wcale tego nie oczekiwał tak naprawdę. Więc była to jedynie przyjacielska przysługa, którą Elli z pewnością będzie miał okazję spłacić!
Zaskoczyło go nieco zbliżenie się Alka, ale rzecz jasna nie protestował, gdy ten się o niego oparł. Wręcz przeciwnie, z uśmiechem go objął i przytulił do siebie, popijając przy okazji ze swojej czarki. Musiał przyznać, że w towarzystwie tego mężczyzny czuł się nadzwyczaj dobrze i w brzucho rozlewało mu się ciepło nie mające nic wspólnego z wypitym winem. A gdy spojrzał w zwróconą ku niemu zarumienioną twarz i słuchał przeciągających się słów z zabawnym akcentem, poczuł, że serce mu mocniej zabiło. Niewiele myśląc, pod wpływem impulsu i procentów pochylił się i czułym całusem zgarnął spływającą mu z kącika ust kroplę wina.
- Jesteś przesłodki... jak ptyś - mruknął, odsuwając minimalnie wargi od jego skóry. - Tak, chętnie spróbuję... choć zaraz to ja będę ci się musiał odwdzięczać, tyle mi dajesz. - Zaśmiał się cichutko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Czw Sie 25, 2016 9:49 pm

- Bandaż brzmi okej. Boleć będzie jeszcze długo, trochę mniej przypuszczalnie za kilka dni. Miewałem już takie urazy jak byłem młodszy. - Odparł spokojnie rudy, powracając wspomnieniami do czasów, gdy faktycznie często skręcał kostki i robił sobie w nie wszystko inne. Niezbyt było to przyjemne, ale wniknęło mu przez to do głowy trochę wiedzy i nie panikował aż tak w tej chwili. Gdyby stało mu się coś, co wcześniej go nie spotykało, prawdopodobnie byłby bardziej spanikowany i odczuwałby większy dyskomfort. Teraz wiedział jak powinien się zachowywać i jedynym, czego się obawiał w kwestii własnego zdrowia było wykonywanie nogą dziwnych ruchów przez sen. Kopanie skręconym odnóżem w ścianę albo w cokolwiek innego nigdy nie było miłe. 
Na słowa o piciu razem entuzjastycznie i bardzo zgodnie skinął głową, posyłając drugiemu mężczyźnie serdeczny uśmiech. Chyba jednak to i owo z rodowitego obywatela Drachmy jeszcze w nim zostało i wpływy Amestris nie wyparły pochodzenia do końca. Człowiek, który zatraca swoją tożsamość narodową jest dość przykrym przypadkiem i rudzielec miał tego świadomość; nigdy nie zapominał tego, kim tak właściwie jest i godził ze sobą dwie narodowości. Uważał się naraz za obywatela Amestris i Drachmy i jakoś nie kłóciło to się w nim ani z nim. 
- Ewenement... - powtórzył jak echo przyciszonym głosem, natomiast uśmiech mu z twarzy nie schodził. - No... raczej nic wielkiego, wiesz? Zwykła sprawa... Ojca przerzucili tu w ramach wymiany. I moja rodzina ostatecznie postanowiła zostać. W Monmort moja matka prowadzi bibliotekę... Mieszka tam też siostra. Papa też jest w Briggs. Tylko jest wyższy stopniem niż ja. A ja... Kocham Drachmę. To wiadome. Ale nie opuszczę strony Amestris gdyby doszło do wojny. Teraz mnie to nie obchodzi, właściwie jestem zwykłym strażnikiem granicznym... 
Ot i cała historia - żadnych wybuchów, akcji, pościgów ani niczego niesamowitego. Zwykła historia zwykłego człowieka, który zaciągnął się do wojska by to i owo sobie samemu udowodnić i dać sobie samemu więcej siły. Na koniec wypowiedzi mężczyzna machnął ręką lekceważąco, chcąc w ten sposób zakomunikować, że woli jednak pozostawić ten temat i pogadać o czymś milszym... albo porobić milsze rzeczy. Na przykład porozmawiać o łóżku. Czy Aleksiejowi przeszkadzałby fakt dzielenia go z drugim mężczyzną? Przecież takie rzeczy wcale wiele znowu nie znaczyły, a że warunki ich do tego zmuszały też się liczyło. 
- Przecież cię stąd nie wygonię, będzie... nam... cieplej i te sprawy. - Posłał Elliottowi średnio przytomny uśmiech. "Taki duży grzejnik..." "... a będzie się musiał zadowolić małym termoforem czystego hejtu" "tamoj." 
- I wiesz... Możemy... Najpierw pójść do Monmort. Polubiłaby... cię. Jest serdeczna i taka kochana... Aaa. No i... gdzieś trzeba wyrobić ten świstek, co nie? - "To nie tak, że chcę spędzić z tobą więcej czasu." "B-baka." "...", no i to wcale nie tak, że mimo nieco pijanego bełkotu w jego głosie dało się usłyszeć entuzjazm. Polubił Elliotta, to fakt, no i było mu bardzo miło, że ten zdecydował się mu pomóc, poświęcał jego zdrowiu teraz uwagę i w ogóle był taki serdeczny wobec niego. Kokoro robi dokidoki i te sprawy.
A... co się właściwie działo potem? Potem Aleksiej zbliżył się do pana pajacykowego grzejnika, który okazał się częścią wystroju - tfu, osobą! - na tyle miłą, że przytuliła go do siebie. Rudy nie miał najmniejszego pojęcia, że to, co czuł sam, to jest ciepło nie do końca związane z wpływem alkoholu, było teraz równie bliskie błaznowi. I tkwiłby tak w błogiej nieświadomości, gdyby nie fakt, że nagle doszło do bliskiego spotkania trzeciego stopnia - strużka wina, której ucieczki z kącika własnych ust nie był do końca świadom, została mu bezczelnie skradziona przy pomocy ust Elliotta. Szarobłękitne oczy otworzyły się w pierwszej chwili szerzej, w kolejnej zmrużyły się w wyrazie nieco przytłumionego, niemego pytania, by ostatecznie przybrać taki raczej zadowolony. 
- Co to miało znaczyć..? - Spytał z niejakim rozbawieniem, przy czym ani trochę nie odsunął się ani nic. Chociaż jego zdrowy rozsądek w środku alarmował go i krzyczał, by nie robił tych rzeczy, to Aleksiej przesunął głowę tak, by jego usta stykały się z tymi należącymi do Elliotta. Normalnie nie zrobiłby czegoś takiego, a błazen najprawdopodobniej oberwałby konkretnie w twarz i pogubił kilka zębów, teraz jednak... uznał całość za świetną zabawę. 
- Ptyś... Ptyś, ptyś, ptyś... - Szeptał raz po raz, z niejakim zaskoczeniem przyjmując radość, jaką odczuwał mając przy własnych wargach miękkie i smakujące alkoholem usta Ashleya. 
- Jestem ptysiem? Zjesz mnie? - Zachichotał w nadzwyczaj młodzieńczy i beztroski sposób. Naprawdę wszystko to wyglądało jak zabawa. Kilka żartów, bardzo przyjemnych, no i wyjątkowo nie przejmował się tym, co będzie dalej, ani tym, że zazwyczaj nie gustował jednak w mężczyznach. Zaczepnie, jednak delikatnie, trochę jak nastolatek próbujący czegoś nowego, pocałował Elliotta, ciesząc się uczuciem, które temu towarzyszyło. Po chwili jednak znowu odsunął się na dystans drażnienia się i droczenia; usta ich ledwo stykały się, a oczy samego rudego dalej były rozbawione, ale nieco otumanione przez alkohol. 
- A jak mi się odwdzięczysz? - Mruknął, jakby naśladując jego ton, dodając do tego wyzywającą nutę. Nie był zdania, by cokolwiek dawał Elliottowi i by ten miał się za co odwdzięczać. W końcu to on przyniósł tu alchemika, uratował mu życie i był teraz dla niego niesamowicie dobry. 
A pierwszy pocałunek dedykuję Luzie. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Pią Sie 26, 2016 3:50 am

Elliott pokiwał głową ze zrozumieniem. Sam nie przypominał sobie, by zwichnął kiedyś kostkę, choć z pewnością miał ją złamaną po jednym z jego wypadków. Nie wiedział, czym te dwa uszkodzenia ciała się od siebie różnią w skali bólu, ale tak czy inaczej przyjemne to być nie mogło. Ale z własnego doświadczenia wiedział też, że pierwszy raz jest najgorszy, a gdy coś się dzieje po raz któryś, poniekąd do tego przywykasz. Dlatego skoro Alek miał już kiedyś tę przypadłość, był już doświadczony w jej leczeniu! Sam wolał się nie zwierzać ze swoich licznych okaleczeń, bo raz, że mało ciekawy był to temat, a dwa, że takie rozmowy zwykle prowadziły do mało wesołych wyliczanek najprzeróżniejszych nieprzyjemnych przypadłości, które się miało, a nie miał zamiaru psuć miłej atmosfery, która panowała miedzy nimi. W końcu jak coś jest dobre, nie ma potrzeby tego niszczyć!
Natomiast słów o przywiązaniu do dwóch państw słuchał z najwyższą uwagą. Był to dla niego jeden z tych tematów, które o tyle mocniej go fascynowały, że jemu samemu ciężko było je pojąć. Nie czuł większego powiązania z Cretą poza swoją przynależnością do Cyrku - choć sam nie wiedział, czy ją wliczać, bo i sama mafia działała raczej w podziemiu jego kraju. Nie wiedział czemu, ale nigdy nie czuł, że coś jest winny krajowi, którego większości mieszkańców nawet nie znał. Inaczej rzecz się miała w jego grupie, gdzie choć nie zawsze miał z innymi najlepsze stosunki - choć takie były generalnie, w końcu był przyjaznym człowiekiem - to chociaż nie byli oni obcy. A jako że sam uczucia patriotyzmu nie zaznał, ciężko mu było zrozumieć, na czym się ono w ogóle opiera. A że Aleksiej żywił podobne uczucia wobec nie jednego, a dwóch krajów, musiało mu być tym ciężej to ze sobą pogodzić. Elliott naprawdę podziwiał takie podejście.
- Czyli macie też rodzinną bibliotekę! Musisz być naprawdę oczytany... I pewnie znasz się na książkach, prawda? Wiele ich w życiu przeczytałeś? Ja raczej dużo ich nie znam... Nie miałem zbytnio okazji, szczerze mówiąc! No i raczej spędzałem czas na dworze - odparł wesoło z nutą podziwu. Imponowali mu mądrzy ludzie, którzy umieli więcej niż on. Mógł się od nich dużo więcej nauczyć, poza tym byli zwyczajnie czy też nadzwyczajnie ciekawi. Mieli wiele do powiedzenia i ufał, że są to rzeczy niegłupie, w końcu bardziej niż on się znali.
- Więc zostanę tu! Cieplej brzmi zdecydowanie lepiej. No i milej będzie - zauważył z szelmowskim uśmiechem. - I ojeeej! Zechcesz mnie jej przedstawić? Byłoby cudownie, chciałbym ją poznać! Jest twoją siostra, musi być cudowna. No i mógłbym ci pomóc w razie problemów... póki co i tak musisz ją odciążyć, ale nawet później możesz mieć z nią problemy. A tak mógłbym cię ponieść albo jakoś wspomóc! Jak mówiłem, mi się nie spieszy. - I była to prawda. Żadnego deadline'u na dostarczenie cennych informacji nie dostał i już nieraz zbaczał, by zaspokoić własną ciekawość bądź pod wpływem chwili, więc ta dodatkowa odskocznia nie robiła mu żadnej różnicy. No i będzie mógł dłużej pobyć z Aleksiejem! Ten argument był zdecydowanie przeważający. Zresztą ten widać również nie miał nic przeciwko, proponując to i... i go całując. Nie było mowy, by przesunął się tak przypadkiem i przypadkiem złożył swoje wargi na niego. Te pajacowe wygięły się w uśmiechu. Taki rozwój sytuacji zdecydowanie mu odpowiadał.
- To miało znaczyć, że miałeś smaczne wino... oraz że jesteś prześliczny i przeuroczy - dodał tkliwym tonem, kładąc dłoń na jego policzku. - A ptysi się nie je... je się smakuje - sprostował z uroczym uśmiechem, zaraz dołączając do pocałunku, zaskakująco słodkiego i niezwykle przyjemnego. Gdy Aleksiej się odsunął, spojrzał w jego oczy własnymi w kolorze czekolady, w których błyskały rozbawione iskierki. Przesunął dłonią z policzka w dół na szyję, aż zahaczył palcami o jego ozdobę na szyi, wyglądającą zupełnie jak obroża. Musiał przyznać, że nadzwyczaj mu się ona podobała. Pasowała do ubioru i stylu Alka.
- Odwdzięczę... jak tylko pragniesz... ptysiu - obiecał z psotnym uśmiechem, zbliżając się ponownie, tym razem jednak składając pocałunek na szyi zaraz pod uchem, przy okazji robiąc tam niedużą malinkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Pią Sie 26, 2016 3:35 pm

- Czytam dużo, mój... pokój... w Briggs jest wypełniony książkami. Żal, że wszystkie już znam. Tam... w forcie, znaczy. Pieniądze nie grają wielkiej roli. Tylko jak się jeździ po coś do miast to trochę inna sprawa. Przyjaciółka pojechała do North między innymi po kawę dla mnie i kurde niei mogę jej nawet teraz odebrać. Pewnie mnie zabije bardzo brutalnie. Też jest ruda, wiesz. I jest fantastyczną dziewczyną. Aż dziw, że wojskowa... Ale dostajemy dużo... Bycie żołnierzem jest opłacalne w czasie pokoju. Do tego dochodzą premie za większe misje. Tutaj głównie zagrożenie lawinowe i te sprawy. Wyciąga się ludzi ze śniegu... Cud, że ty mnie wyciągnąłeś z tej nory. Nawet nie wiesz, jak jestem wdzięczny. - "I pewnie czujesz jak się w ciebie bardziej wtulam." "Cicho, to nie jest ważne.", na wzmiankę o tym, że będzie miło, znowu zgodnie skinął głową i zmrużył z zadowoleniem oczy. Chyba to, co słyszał na temat poznawania ludzi w okolicznościach niebezpieczeństwa to prawda. Aleksiej był zdecydowanie wdzięczny temu mężczyźnie za pomoc i wiedział, że gdyby nie Elliott, to pewnie by zginął najwyżej w kilka dni od wyziębienia. Był wytrzymały na niskie temperatury, ale dalej był tylko człowiekiem, a po Briggs jednak przechadzały się dzikie zwierzęta. W końcu opadłby z sił, nie mógłby się przed nimi bronić i zamiast grzebnąć miśkiem o ziemię, skończyłby w jego brzuchu. "Ale to teraz nieważne, jestem bezpieczny" "... i jest mi dobrze...", w ogóle to zrobił się nagle jakiś ufny. Alkohol otwierał ludzi i było to oczywiste, ale przy Aleksieju dalej było to trochę dziwne. 
- Moja siostra będzie tobą... oczarowana. Pewnie ty nią też, ale ja mam pierwszeństwo. - Odpowiedział na uśmiech Elliotta takim samym, pozostawiając swoją myśl nie do końca jasną. Jeśli pajacyk będzie się o to dopytywał, rudy i tak nic nie powie. W zasadzie sam nie do końca wiedział, dlaczego powiedział coś takiego, ale postanowił zrzucić winę na pijany bełkot i po prostu prowadzić ich małą zabawę dalej. Ta natomiast widocznie się spodobała towarzyszowi, który przyjmował małe pieszczoty bardzo chętnie i odwzajemniał je. Zachwycony rudy odstawił więc naczynie na drewnianą podłogę i zaraz ponownie skupił się na urokliwym mężczyźnie o oczach szczeniaka. 
- Elliott... Jesteś taki kochany, kiedy mówisz mi nieprawdziwe rzeczy. - Cichutko zaśmiał się, natomiast palcami prawej dłoni leniwie przeczesał ciemne włosy Ashleya. Z zadowoleniem i absolutną aprobatą zamruczał natomiast na jego słowa o smakowaniu, uznając, że chyba wolałby być smakowanym niż po prostu zjedzonym. Brzmiało to absurdalnie i po prostu niezbyt mądrze, ale jakoś przypadło mu do gustu, ponieważ znaczyło to dla niego, że jego aktualny obiekt zainteresowania również nie znudzi się nim za szybko. Jeżeli czegoś się powoli próbuje, to nie nudzi się zwykle tak szybko jak coś, co pochłania się od razu. 
Lekko drgnął natomiast, gdy Elliott zaczepił palcami jego "obrożę", jednak nie odsunął się. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie zwracali uwagę na ten drobiazg, ale zwykle go nie dotykali. Teraz nie przeszkadzało mu to w najmniejszym stopniu, Ashley jakoś specyficznie na niego działał w tej chwili. Zresztą nie tylko on, bo alkohol też robił swoje i... co za malinka?! Na to zaś przeszedł go przyjemny dreszcz, palce nieco mocniej zacisnęły się na miękkich, ciemnych włosach, a z ust wydobyło się ciche westchnienie. Ale to nie to, że mu się podobało bardziej niż ustawa przewiduje. 
- E... Elli-Elliott... - Głos w tej chwili miał nieco przyciszony, zaś ton naraz zaskoczony i zadowolony. 
- Nie wiem... Za co chcesz się odwdzięczać. To ty jesteś dla mnie taki dobry, pajacyku. Ja tylko... chcę ci pomóc spełnić życzenie o Briggs. Muszę zachowywać się dobrze w stosunku do ciebie... Muszę. Ale nie znaczy... to... że nie chcę. - Kontynuował w takim samym tonie wypowiedź i raz jeszcze przeczesał włosy tymczasowego gospodarza chatki, po czym zawiesił głos na chwilę. 
- Jeśli to odwdzięczanie się ma być tak miłe jak teraz, to bardzo chętnie je przyjmę. Ale... Jedna zasada. - Tutaj Aleksiej minimalnie spoważniał. Czyżby zabawa powoli nabierała pewnego zaangażowania i traciła na byciu czysto zabawną? 
- ... Nic za szybko. Chcę cię poznać... jestem pijany i głupi, robię co chcę, a nie co należy... Wiem, że nie będę żałował. Przeczucie... Intuicja? - Nieco odsunął się, chcąc spojrzeć Elliottowi prosto w oczy. - Nie wiem. O tym się czyta. Nie chcę krótkiej zabawy, bo nie będę mógł... patrzeć ci w oczy tak, jak teraz to robię. Będzie mnie pożerał wstyd, który zabroni mi cię dotykać i całować. - Ułożył już lewą dłoń na karku mężczyzny i pomasował go lekko skrytymi za rękawiczką palcami. 
- Wolę, żebyśmy faktycznie smakowali się nawzajem. Tak jest słodko. - Wyszeptał cicho, pozwalając resztkom trzeźwego umysłu odezwać się w tej chwili. Znał samego siebie, ale bardziej od odczuć pozytywnych rozumiał te negatywne i najbardziej to właśnie ich się spodziewał. Nigdy nie był optymistą ani marzycielem, po prostu twardo stąpał po ziemi z odchyłami w kierunku lekkiego panikowania raz na jakiś czas oraz zakładania najgorszych wyjść z danych sytuacji. 
Aktualna była zbyt piękna by trwać miała dłużej niż krótki trzepot skrzydeł motyla, także Aleksiej jeszcze moment postanowił się nią nacieszyć, tym samym dając Elliotowi... przedsmak? A może obietnicę? Tego, czego sam rudy by chciał. Ponownie sam bardziej zbliżył się do niego i powtórzył pocałunek w bardziej pewny siebie sposób... a z jego głowy jakoś uciekła myśl, że właśnie po raz kolejny całował się z drugim mężczyzną. 
jestę poetę, Tetmajer bez przerwy 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Sie 29, 2016 4:55 am

- Cały pokój w książkach? - nie dowierzał, starając się objąć rozumem taką ilość woluminów. - I wszystkie je już znasz? To niesamowite! I widzę obracasz się wokół samych niesamowitych dam... - Spojrzał na niego z szerokim uśmiechem, jednak z wyrazu jego oczu ciężko było cokolwiek wyczytać. - Jak mówisz, że jesteś wdzięczny, to przecież nie mam powodu, by ci nie wierzyć, słońce! Choć to chyba nic dziwnego, że chciałem pomóc komuś w potrzebie. - odparł, a czując, że ten się w niego wtula, objął go mocniej i przyciągnął do swego boku. - Nie martw się, Aleksieju... w końcu byłeś pierwszy, którego poznałem, więc pierwszeństwo ci się należy - zapewnił z nieco łobuzerskim uśmiechem. Choć Aleksiej nie wypowiedział się do końca jednoznacznie, Błazen analizował po swojemu i musiał przyznać, że jego duma była mile połechtana słowami rudzielca. Swoją drogą zastanawiał się, na ile zachowanie Alka wywołane jest wypitym winem. Zawsze bawił go wpływ alkoholu na ludzi, a sam wypił jedynie na tyle, by w głowie czuł przyjemny szum a jego język był jeszcze bardziej niepowstrzymany i mówiący, co tylko głowa pomyśli. Dlatego też nie wiedział, czy ruszać drugą butelkę. Jakby nie patrzeć, małe nie były, a póki co nikt nie zwracał na nią uwagi, Aleksiej odstawił swoje naczynie, więc zwyczajnie położył ją na łóżku. Zresztą miał teraz ciekawsze zajęcie niż picie. Zdecydowanie przekładał bliskość gościa nad jakiś trunek. Mruknął cicho, gdy poczuł na swoich włosach dłoń i z uśmiechem przybliżył nieco twarz do jego.
- Uważasz, że kłamię? Posądzasz mnie o zmyślanie? - mruczał nieco prowokacyjnie. No dobra, prawda, zdarzało mu się kręcić, oszukiwać i zwodzić ludzi. Ale to również była jego praca. A teraz odstawił ją na bok i myślał dokładnie to, co myślał. Czy też raczej co czuł, bo jednak pajac to pajac i za często to nie myśli. Natomiast starał się odbierać wszelkie reakcje Alka na te drobne pieszczoty, którymi go obdarowywał, analizował je, czy nie są przypadkiem odbierane źle i czy ten nie próbuje go odepchnąć. Ale nic na to się nie zapowiadało, nie przerywał więc, ustami smakując szyję Alka, westchnienie odbierając jako zachętę. W końcu nie wymuszałby takiej bliskości na kimś protestującym, do tego się nie posuwał, ale skoro alchemikowi to nie przeszkadzało, nie widział powodu, by się wycofać.
- Ptysiu, sam nie masz za co się odwdzięczać - mruknął zadowolony. - Dla mnie zabranie cię tu to żaden problem, więc... Więc zwyczajnie mi z tobą tu dobrze! A jeśli chcesz mi pomóc, to chętnie ją przyjmę, tylko nie chcę, byś czuł, że to twój obowiązek... bo to nieprawda. - Pogłaskał go delikatnie po policzku, odsuwając przy okazji luźny kosmyk włosów. - Jak chcesz być miły, to byłbym najszczęśliwszy... możemy więc wszelkie odwdzięczanie się odpuścić i robić to, na co mamy ochotę, hm? - zaproponował z uśmiechem. Wszelkie miłe rzeczy robione w odwecie wydawały mu się pozbawione tego czegoś, jednak jeśli płynęło to z serca, miało zupełnie inny wydźwięk. Nawet jeśli czyny nie miały dźwięku. Choć w sumie miały, wystarczyło posłuchać Aleksieja, jednak nie słów, a uroczego tonu, w jakim owe słowa wypowiadał. Elliottowi tym bardziej się on podobał, bo dzięki niemu czuł, że Aleksiej jest bardzo szczery. Choć umówmy się, on raczej o kłamstwo ludzi nie podejrzewał. Ale nawet gdy głos mu się zmienił i stał się poważny, wysłuchał go uważnie.
- Czyli boisz się, że potraktuję cię jak zabawkę? - wywnioskował, jednak nie brzmiało, jakby był o to zły. Bo faktycznie nie był, rozumiał obawy Aleksieja, zresztą wcale im się nie dziwił, bo już dawno odkrył, że jego styl bycia często sprawia takie właśnie wrażenie. Niejednokrotnie poprawne, nawiasem mówiąc. Ale tym razem było inaczej. Gdy Eli trafiał na tak ciekawe osoby, raczej szybko się nimi nie nudził. - Nie musisz się martwić, ptysiu... Nie mam zamiaru się z tobą pobawić, a potem zostawić. Mamy odwiedzić twoją siostrę, zwiedzić Briggs... będziemy ze sobą jeszcze długo. - Uśmiechnął się uśmiechem, który miał wywołać w nim zaufanie. - Jesteś słodki i uroczy i zdecydowanie wolę się tym rozkoszować, więc nie musimy się z niczym spieszyć. Jak jesteś pijany, możesz w ogóle rano zmienić zdanie! - Zaśmiał się, zaraz jednak nieco spoważniał. - Jak miałbyś żałować i przez to sobie pójść... Byłoby mi bardzo przykro. Chociaż po alkoholu człowiek nie robi, czego by nie chciał... jedynie traci hamulce, które go powstrzymują - zauważył z uśmiechem.
Zaraz jednak miał ważniejsze sprawy niż promowanie rozsądku, bo w końcu śliczny rudzielec inicjujący pocałunek miał priorytet nad głupimi myślami. Objął go mocno i przytulił, oddając pocałunek i go pogłębiając, niemal łapczywie wpijając się w jego wargi. Pochylił się nieco nad nim, lewą dłoń kładąc na jego plecach, prawą zaś gładząc po szyi, zahaczając co jakiś czas "obrożę" mężczyzny. w końcu wsunął za nią wskazujący palec i delikatnie pociągnął, jeszcze bardziej przysuwając Alka do siebie. Tak, ten element garderoby Woronina szczególnie przypadł mu do gustu. W końcu po dłuższej chwili odsunął się odrobinkę, tak że ich wargi nadal dzieliła nieduża odległość.
- Nie chcę cię wystraszyć już na pierwszej randce, słońce - mruknął słodko, patrząc mu w oczy. - Ale jak nadal będziesz mnie tak kusił, nie ręczę za wynik - odparł z szerokim uśmiechem.


Ostatnio zmieniony przez Elliott Ashley dnia Pią Wrz 02, 2016 5:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Sie 29, 2016 2:32 pm

Aleksiej był cały w skowronkach i jak raz wyjątkowo nie krył emocji ani złością ani wymuszoną obojętnością. Elliott, który aspirował do bycia ważnym elementem życia rudego, poruszał inne bardzo istotne kwestie ze świata Aleksieja. Książki, siostra, przyjaciółka, służba wojskowa... Niesamowite było to, jak szybko mężczyzna wyciągał z niego informacje na każdy możliwy temat i jak bardzo alchemik mu ufał, chociaż nie miał do tego żadnej podstawy poza faktem, że Ashley uratował go. Ach, no i poza alkoholem. W środku się cały rozpromienił słysząc, że faktycznie będzie miał to pierwszeństwo, ale na zewnątrz okazywał radość jedynie tym samym niezbyt mądrym uśmiechem, który zdobił jego twarz już od dłuższej chwili. 
Szybko stał się zaborczy względem drugiego mężczyzny, jeszcze szybciej zaczął go postrzegać jako naprawdę atrakcyjnego osobnika, nie tylko w rozumieniu urody, której mu co prawda nie brakowało, ale też... Sprawiał wrażenie bardzo ciekawej osoby. To, co czuje, myśli, ogólnie jego tryb życia. W końcu powiedział, że jest podróżnikiem, pewnie ma całą masę przygód i historii wartych wysłuchania. Elli wydawał mu się osobą, o której prędzej przeczytałby w jakiejś książce przygodowej niż miałby spotkać realnie. A tutaj takie pozytywne zaskoczenie, w dodatku przyozdobione jeszcze nutką tajemnicy; w końcu mężczyzna niewiele o sobie mówił, jednak nie budziło to  w Aleksieju żadnych podejrzeń. 
- Y-ym~ Tylko... Ja się nie uważam za osobę urocz-ooooch... - Już zaczął zaprzeczać, już chciał walczyć o swoją skromność, zrobić cokolwiek, jednak wtedy właśnie Elliott dobrał się do jego szyi. Rudy nie był skomplikowany, jeśli chodziło o pieszczoty, a miejsca, które za cel obrał sobie drugi mężczyzna były u alchemika cokolwiek czułe i w obecnym stanie nawet nie starał się tego kryć. I znowu dostrzegł, że Ashley zbyt łatwo go rozgryza, ale nie, żeby mu to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. 
- Nie jesteś obowiązkiem. Wtedy nie byłbyś taki kuszący i przyjemny. Wszystko... robię dlatego, że chcę i mi się podoba. A-ale... - Tu ze wstydem skinął głową, słysząc te słowa o zabawce. Chwilę uciekał spojrzeniem od oczu Elliotta, jednak jego kolejna wypowiedź jakoś uspokoiła rudego. Czego właściwie oczekiwał w tej chwili? Nie wiedział, tak samo nie miał pojęcia, jak długo utrzyma znajomość z pajacem. Wszystko w nim krzyczało, że należy się nim cieszyć jak najdłużej i chyba warto było tego posłuchać. Głos zabrał dopiero słysząc fragment o byciu pijanym. Pokręcił energicznie głową i znowu przyglądał się jego oczom. 
- Nie zmienię, nie. Ja chcę... ciebie. - Szepnął jeszcze tylko przejętym głosem, po czym przyciągnął Elliotta do tego właściwego pocałunku, który, ku zadowoleniu rudego, pajac odwzajemnił. Aleksiej natychmiast dostosował się do tego, co robił z nim ten cudowny osobnik i otrzymawszy z jego strony aprobatę nadał pocałunkowi zachłanności, zaborczości i swego rodzaju zaznaczenia potrzeby towarzystwa mężczyzny. Gdy poczuł dotyk w okolicach ozdoby na szyi wzdrygnął się dość wyczuwalnie i cicho westchnął w usta kochanka. Pocałunek został przerwany, blade oblicze oblane szkarłatnym rumieńcem, zaś usta wciąż były nieco rozchylone, a oddech nierówny. Zbyt wiele działo się przy rudzielcu, podobnie sporo działo się w jego wnętrzu, dlatego teraz... Jego głównym priorytetem stała się bliskość rozkosznego pajacyka. To, co czuł, a co robił i mówił, to były teraz skrajne sprzeczności. Wystarczyła krótka chwila, by rudy zapragnął swego towarzysza całym sobą, chociaż wiedział, że tak nie wypada. Kiedy Elliott mówił, alchemik z pewną czułością gładził jego włosy, zaś oczy uważnie lustrowały mimikę twarzy błazna. 
- Jesteś najsłodszy. - Odpowiedział tak nagle, bardzo beztrosko, nawet nie zwracając uwagi na niewielki związek między tym, co mówił Ashley a tym, co sam rzekł. Pamiętając o zabawie z obrożą, sam chwycił delikatnym, ale pewnym ruchem ozdobę luźno dyndającą aktualnie z szyi pajaca, tak jakoś tuż pod zdobiącym ją kamieniem i lekko pociągnął do siebie.
- Nie wiem, jak miałbym uciec. Pomijam kostkę w tej chwili, słońce. Pomijam, że jesteś większy i pewnie szybszy ode mnie. Pomijam fenomenalne wino. Mówiłeś o ochocie... Doprowadzasz mnie do takiego stanu, że mam ochotę zostać przy tobie na zawsze. - Oblizał koniuszkiem języka usta, jakby chcąc znowu poczuć smak tych, które należały do Elliotta. Znowu był pod wrażeniem tego, jak niewiele czasu trzeba było, by przywiązać się do miękkich warg, poznać nowy ulubiony smak i zakochać się w oczach o pięknej barwie i wyrazie. Patrzył więc tak ostrożnie w te właśnie oczęta i dłuższą chwilę zbierał się w sobie, by ponownie zabrać głos. 
- Nie wiem też... co robić teraz. Chcę... jak to ująłeś... kusić cię dalej. Ale to nie jest właściwe chyba. Mamy wiele czasu, nie ruszę się stąd zbyt wcześnie. Będę miał okazję, by poznać cię. Teraz czuję, że na pewno się do ciebie nie zniechęcę. Wybiegliśmy do przodu z planami. To ekscytujące. Tylko teraz naprawdę się w tym wszystkim gubię. Nie bądź smutny, uwielbiam cię... - Głos Aleksieja na początku był nieco głośniejszym szeptem, jednak ostatnie słowa były już ledwo słyszalne. Nie zaszkodzi mu spróbować. Co z tego, że to nieznajomy? Że to mężczyzna? Że raczyli się dłuższą chwilę winem? To są rzeczy ważne, ale są też ważniejsze, a do takich należy Elliott. Z drugiej strony jednak miał pełną świadomość tego, że alkohol dodaje mu odwagi i że naprawdę niezbyt przyzwoitym jest fakt wskakiwania do łóżka ledwo spotkanej osobie. Po raz pierwszy był w takiej sytuacji i chyba po raz pierwszy jego serce biło w ten dziwaczny sposób. Pewnych rzeczy jednak nie da się uniknąć i jeśli stosunki między nimi będą tak ciepłe jak obaj planowali, to na pewno dojdzie do czegoś większego, a Alek tego również był świadom. 
Minus milion do instynktu samozachowawczego, mówić yandere, że chce się z nim być zawsze. Ale oj tam. <3 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Sie 30, 2016 3:41 am

Jeśli jednej rzeczy Elli nie rozumiał, to nie było to wcale zachowanie Alka, a jedynie jego źródło. Miał nadzieję, że nie miało ono źródła w zwykłej wdzięczności za ratunek. Nie sądził, by tak było, bo wtedy powinien wyczuć chociaż odruchowy, podświadomy opór, a tego nijak nie dostrzegał. Nie żeby przez to narzekał. Ba, wręcz przeciwnie, podobał mu się obecny stan rzeczy. Nie był w końcu osobą przesadnie zamartwiającą się morale, to, co powinno się robić ani nic z tych rzeczy... Po prostu wiedział, że gdy taka uległość i bliskość drugiej osoby jest wymuszona, później to ona właśnie cierpi. W mimo wszystko Ashley nie chciał, by Aleksiej cierpiał. Nie chodziło jedynie o to, że go uratował. To swoją drogą, było dla niego czymś naturalnym a nie czymś, za co oczekiwał oklasków i nagrody. Po prostu z jakichś względów ten go rozczulał i pragnął go uszczęśliwiać, a nie przyprawiać o smutki. Jego uśmiech sprawiał, że ten Błazna mimowolnie się poszerzał i chciałby go oglądać wiecznie. Dlatego nie było mowy o żadnym krzywdzeniu.
- Jak tak mówisz, to się cieszę - mruknął, mrużąc nieco oczy i uśmiechając się ze słodyczą, która go przepełniała. - Jak ci się podoba, to... to wszystko, czego potrzebuję - odparł spokojnie i łagodnie, ale z pełnym przekonaniem. W końcu był pewny swych emocji, nie musiał się nad tym zastanawiać. Albo coś do kogoś czuł, albo nie. W głębszą analizę nigdy nie wnikał, w końcu po co sobie komplikować życie?
I widać jednak dobrze odgadł wątpliwości Alka. Gdy widział, jak ten opuszcza wzrok, było mu jednocześnie smutno, ale jego serce napełniało się ciepłem. Rudzielec wyglądał na tak zagubionego i niepewnego, że automatycznie zapragnął go przyciągnąć jak najbliżej. Zamiast tego jednak wziął w dłonie jego twarz i spojrzał z tkliwością w oczy.
- Masz mnie całego, kochany. Z winem czy bez niego - odparł miękko, nie dbając, czy brzmi to głupio czy nie. Chciał jedynie przekazać, że bez względu na stan, zostanie i dalej będzie go cenić równie mocno, co teraz. A trzeba przyznać, że cenił go bardzo. Dla niego tak szybkie zawiązanie znajomości nie było niczym nadzwyczajnym, większość ich powstawała w taki sposób. W taki znaczy szybki, nie przy przytulaniu się i całowaniu w opuszczonej chatce. A jak o pocałunku mowa, trzeba przyznać, że ten bardzo się Elliottowi podobał. Przysunął się do Aleksieja bliżej, nie chcąc jego samego ruszać, mając na względzie uszkodzoną nogę gościa. Dopasował tempo i zaangażowanie, ciesząc się entuzjazmem alchemika, bo w końcu nikogo nie mógł w pełni cieszyć jednostronny pocałunek, pieszczoty, które nie dawały żadnej reakcji. A po tym właśnie Błazen poznawał, że Alek mówił mu samą prawdę. I to sprawiało, że jego serce biło mocniej. Całował się już wielokrotnie, jednak to były i niecodzienne okoliczności, i niecodzienny mężczyzna.
- Ojoj, nie dałbym ci uciec tak łatwo, ptysiu - odparł cicho, śmiejąc się pod nosem. W oku błysnęła mu tajemnicza iskierka, na tyle jednak szybko, by nie można było z niej wszystkiego wyczytać. I zapewne całe szczęście, bo ktoś by pomyślał, że pajacyk robi się zaborczy. - Ale tym lepiej, że nie muszę się takowymi próbami martwić... Na zawsze brzmi najpiękniej na świecie. - Z fascynacją przyglądał się językowi oblizującymi usta Aleksieja. Jego też chciał posmakować. Jak i całego Aleksieja. Ale nie był napastliwy, przyglądał się mu z uśmiechem, wiedząc, że mają cały czas na świecie. Nikt ich nie gonił. W chatce było ciepło, przytulnie, noga alchemika musiała wydobrzeć. Brzmiało to jak zachęcający scenariusz. Ale póki co słuchał dalszych słów Alka, czując, jak szczerość i niewinność jego uczuć trafia prosto do jego serca, powodując rozlewające się po ciele ciepło. Uśmiechnął się łagodnie, pochylił nad nim i delikatnie i krótko cmoknął go w usta, następnie przesunął usta na jego policzek, by na koniec zatrzymać się przy uchu.
- Nie jestem smutny, słońce. Dobrze cię rozumiem i... dzięki temu szanuję nawet mocniej. - Mówił szczerze, choć z rozwiązłością nie miał żadnych problemów. Jego oświadczenie nie oznaczało, że ludzi biorących wszystko od razu nie szanował. Ale podziwiał tych, którzy potrafili stopniowo i powoli rozwijać związek. Sam nieraz nie rozumiał czegoś takiego, ale tym bardziej go to fascynowało i nie miał zamiaru w tym przeszkadzać. - Obiecuję ci, że nie chcę cię naciskać czy do niczego zmuszać. Ale to ci nie przeszkadza, prawda? - mruknął mu w ucho, zaraz je całując, a następnie chwytając w wargi małżowinę. Dłonią, którą trzymał jego obrożę, pogłaskał go po szyi, drugą zaś objął talię opiekuńczym gestem. Zaraz zresztą ustami zszedł niżej na zrobioną wcześniej malinkę i owo miejsce delikatnie ucałował. - Chyba że jesteś śpiący? Możemy się położyć... tylko musisz uważać na nogę, nie chciałbym jej przypadkiem szturchnąć i sprawić ci bólu... ale śpiąc jestem grzeczny, obiecuję - mruknął chichocząc mu do ucha, dłoń z szyi przenosząc na kark i przyciągając go jeszcze bliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Sie 30, 2016 2:37 pm

Aleksiej nie odwdzięczał się własnym ciałem za to, że Elliott go uratował; już podziękował mu przecież za to słownie na samym początku spotkania i choć był mu bardzo wdzięczny, to był też zdania, że wystarczy po prostu odnosić się do Elliotta z szacunkiem i uprzejmością. To, że teraz wyszło jak wyszło nie było spowodowane żadną chęcią odwdzięczenia się ani łaską czy litością, Alek po prostu w pierwszej chwili chciał się pobawić, uznając bliskość za niezły żart, no i jakoś... Zagalopował się, ale nie, żeby to mu jakoś mocno przeszkadzało. Chciał być blisko, sytuacją był zachwycony całym ciałem i sercem, tylko gorzej było z tymi przebłyskami wątpliwości ze strony umysłu. Patrząc na drugiego mężczyznę i czując (chłonąc jak gąbka, tak swoją drogą) jego dotyk wiedział, że jest jego osobą oczarowany, a przez jego słowa Aleksiejowi robiło się po prostu tak przyjemnie ciepło, że nie wiedział, co ze sobą zrobić.
Cieszył się każdą chwilą, w której ich ciała w jakikolwiek sposób zbliżały się do siebie, chciał się łasić do dłoni mężczyzny jak kociak spragniony pieszczot i czułości, chciał brać sobie ich więcej, szczególnie po tych rozkosznych zapewnieniach ze strony tego uroczego stworzenia. Dla niego nie brzmiało to głupio; treść słów była słodka i sprawiała, że czuł się jakby pewniej? Może bezpieczniej? Albo coś pomiędzy. Był oczywiście szczery cały czas, bo nigdy nie widział potrzeby do kłamstw. Kiedy ich usta rozdzieliły się, w rudym znowu nieco urosło poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Nie chciał uciekać, nie chciał odchodzić, chciał mieć go tylko i wyłącznie dla siebie. 
- Też nie dam ci uciec i sobie nie myśl czasem. - Powiedział głosem nieco głośniejszym niż szept, a tonem cokolwiek prowokującym i wyzywającym. Czuł na sobie jakieś bliżej nieokreślone spojrzenie i czuł, że ono też mu się podoba, chociaż nie do końca je rozumiał. Elliott był dla mężczyzny przyjemną zagadką, czymś jak dobra książka, którą chce się znać całą, ale naraz chce się nią delektować, by wszelkie pozytywne odczucia związane z nią trwały możliwie najdłużej. I znowu fala... wszystkiego, co tak miłe i słodkie. Usta, policzek, na zbliżenie do ucha lekko drgnął, ale ani śmiał zaprotestować. Grzecznie słuchał słów Elliotta i one... No cóż, ponownie przyniosły ulgę. Wątpliwości były rozwiane, kamień z serca spadł, a ono samo mocno biło w pozbawionej słów odpowiedzi na to, co mówił do niego pajacyk. Sam nabrał pewności, w związku z czym zaraz mówił już głośniej... Albo raczej chciał mówić w ogóle, bo niezbyt mu to wyszło. 
- Nie zmu-- - I kolejna urwana wypowiedź, słowo chaotycznie przechodzące w głośniejszy niż wcześniej i zaskoczony jęk wyrażający naraz też zadowolenie. Oczy otworzył szeroko, z niedowierzaniem, ale w takim wariancie, który mówił, że absolutnie mu to nie przeszkadza i że chętnie przyjąłby więcej. Dostrzegł też, że Elli zainteresował się ponownie miejscem, w którym wcześniej zostawił ślad. Takie małe przypomnienie o nim również było rzeczą przyjemną, która spotkała się z aprobatą w postaci cichego pomruku ze strony Aleksieja. A fakt, że w ramionach mężczyzny był trochę jak lalka, z którą tamten mógł robić co chce? Nie, to chyba mu nie przeszkadzało. To nie to, że rudy mu się poddawał czy coś, on po prostu lubił czuć, że ktoś ma nad nim władzę. Ktoś śmielszy, ktoś, komu mógł ufać i... Ktoś, komu mógł się nieco buntować. Lubił się też droczyć, uwielbiał zachowywać się jak złośnik i chyba teraz właśnie przyszła na to kolej. 
- Sądzisz, że mógłbym zasnąć, kiedy robisz mi takie rzeczy... głupku? - Nie sprecyzował, jakie to były rzeczy, jednak bardzo prosto po jego reakcjach dało się wywnioskować, że bardzo mu się one podobały. Może i były złe i niewłaściwe, ale nie miał zamiaru się od nich odgradzać. Uśmiech na jego twarzy stał się zaczepny, szare oczy zmrużyły się, a ręce znalazły sobie zajęcie najpierw w głaskaniu pleców, później przeszły na boki mężczyzny i zatrzymały się na jego biodrach.
- Mam rozumieć, że nadrabiasz wtedy to, jak bardzo za dnia jesteś niegrzeczny? - Grzecznie natomiast przylgnął do niego własnym ciałem, odsuwając od niego jedynie głowę. Znowu chciał wychwycić jego spojrzenie i naraz całkowicie zmienić temat. 
- Jakie jest twoje marzenie, pajacyku? - Wypalił nagle. Nie miał zamiaru zabraniać Elliottowi pieszczot, tak samo nie wzbraniał się przed przyjmowaniem ich i związaną z tym przyjemnością. Dłońmi głaskał biodra mężczyzny, by w pewnym momencie jedną przesunąć wyżej i skupić się na jego żebrach. Naraz przyglądał się jego oczom i twarzy, wyczekując odpowiedzi. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Czw Wrz 01, 2016 2:37 am

Myślenie nie było mocną stronę Elliotta. Znaczy gdzieś tam na dnie umysłu wyciągał wnioski z zachowań Aleksieja, ale było to raczej podświadome. Zresztą robił tak całe życie, pozwalając, by analiza faktów nie zawracała mu głowy, a mimo wszystko ich nie ignorował. Większość rzeczy przenosił na instynktowne działania, kierował się własnymi przeczuciami, nie zastanawiając się, skąd się biorą. Dlatego też osoby, które słuchały rozsądku, wszystko popierały logicznymi argumentami i potrafiły przedstawić swoje rozumowanie go fascynowały. Dla niego takie myślenie było zupełnie abstrakcyjne. Zamiast tego wyczuwał nastroje innych, jednak ich sposobu myślenia pojąć nie mógł. Co nie znaczyło, że nie próbował. A porażki bynajmniej go nie zniechęcały.
Dlatego też teraz nie przejmował się zbytnio tym, co powodowało rudzielcem. Ważne, że wyczuwał od niego chęć bliskości. Ilekroć ten sam się przysuwał do Eliego, czuł on przyjemny dreszcz. Na świecie było mnóstwo ludzi i każdy był na swój sposób ciekawy... no prawie każdy... ale ciężko było znaleźć kogoś, kto nie tylko byłby przyjemnym kompanem, ale też odwzajemniał zainteresowanie. I nie bał się bezpośredniego podejścia Błazna. Zazwyczaj inni zakładali, że kryje się za tym coś niepokojącego... coś więcej niż proste zainteresowanie. A Alek był inny i jego ufność rozczulała cyrkowca.
- Nigdzie się nie wybieram - mruknął tonem pełnym zadowolenia, patrząc spod przymrużonych powiek na twarz Aleksieja. - Tu mi dobrze, po co miałbym uciekać... jak już, to porwę cię ze sobą.
A choć twarzyczka alchemika była miła dla oka, nie raczył się długo jej widokiem, bo zajęły je ucho i szyja mężczyzny. Wsłuchiwał się w każde westchniecie, chłonął każdy jęk, uznając to za wyrazy zadowolenia z jego czynów. Tym bardziej na niego działały i pobudzały go do działania, zwłaszcza gdy Aleksiej nie skończył nawet słowa, by wydać z siebie przyjemny dla ucha odgłos. Zacisnął nieco dłonie na jego ciele, nie mogąc się nadziwić, jakie jest piękne i przyjemne. Lubił wszystko, co ładne, nie przejmując się takimi rzeczami jak płeć obiektu zainteresowań czy podobnymi drobiazgami. A jego obecny towarzysz zdecydowanie do ładnych się zaliczał.
- Oho, czyżbyś jednak nie był taki zmęczony? - rzucił z szerokim uśmiechem. "Takie rzeczy", jak to nazwał Alek, bardzo mu się podobały i cóż, nie śpieszył się do ich przerywania. Zresztą ten widać również. Dłonie na bokach i biodrach wywołały kolejny przyjemny dreszcz i ciepło w brzuchu. Jeśli miałby wskazać miejsce szczególnie wrażliwe na pieszczoty, byłyby to właśnie żebra i boki, przez co tym bardziej podobał mu się dotyk wojskowego w tamtych rejonach.
- Niegrzeczny? - mruknął z rozbawieniem. - Może... choć póki co jestem baaardzo grzeczny. - Zaśmiał się cichutko i nieco chrapliwie. Spojrzał w oczy Aleksieja... i zamarł na chwilę zaskoczony zmianą tematu. Zamyślił się, automatycznie gładząc go po plecach delikatnymi ruchami. - Moje marzenie... - Starał się wysilić umysł, choć dłoń wędrująca o jego żebrach nie pomagała w skupieniu. - Ciężko mi powiedzieć... nie wiem, czy mam jedno konkretne! Zawsze chciałem zobaczyć jak najwięcej... dlatego podróżuję. Ale moje życie całkiem mi odpowiada i nie wiem, czy jest coś, o czym marzę od dawna. A tak od niedawna... - Uśmiechnął się szeroko, pochylił i ucałował go delikatnie. - Ostatnio zacząłem marzyć, by ten wieczór trwał jak najdłużej... albo by najbliższe były podobne. - Przyciągnął go do siebie, by ten się o niego opierał i objął, jakby nie miał zamiaru go nigdy wypuścić. - A twoje marzenia, ptysiu? Czego pragniesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Czw Wrz 01, 2016 1:54 pm

Sam chciałby rozumieć całą prostotę rozumowania Elliotta i to, jakie jego czyny były bezpośrednie. Mężczyzna zdawał się absolutnie pozbawiony strachu czy niepewności, robił wszystko co chciał, jednak przy tym był też czarujący i zachowywał się w stosunku do rudego bardzo kulturalnie. Jak tak patrzył na jego zachowanie i myślał o nim, to nie był to żaden przymus ani naciskanie, po prostu czuł się delikatnie zachęcany do wspólnej zabawy takimi słodkimi rzeczami. Najdalszym krokiem ze strony Elliotta póki co było dobranie się do ucha rudego - i niech będą przeklęte wszystkie czułe punkty - co też Aleksiej odebrał jako faktyczny wyraz stosunku wobec swojej decyzji... I bardzo to doceniał. 
Nie wiedział, czy może mu ufać, chociaż naprawdę bardzo mocno tego chciał, chyba jak niczego w chwili obecnej. Zachowywał się wobec niego bardzo ufnie i ulegał mu, bo aktualnie bardzo tego potrzebował. Wszystko zawaliło się na niego tak nagle - spóźnienie na pociąg, samotna i pechowa wyprawa przez góry, skręcona kostka i to, że nie dotrzymał obietnicy odnośnie pojawienia się w mieście. Jak znał życie, jak wróci to jeszcze dokopie mu Luzie. Albo będzie wypytywała o to, czemu tak znikł i czemu nie było z nim kontaktu. Jedyna osoba, której nie ufał w tej chatce to on sam; nie chciał pozwolić sobie na zbyt wiele, bo wiedział, że zachodząc daleko z kimś, kogo dopiero co poznał, straci do siebie cały szacunek. Bez względu na to, jak bardzo ta osoba była dobra i cudowna. 
Nigdy nie miewał jednorazowych przygód. Zawsze dochodziło do zauroczenia, czasami do zakochania, zaś zawsze do zapotrzebowania na drugą osobę. Nie był osobą gwałtowną gdy w grę wchodziły rzeczy, których chciał. Perspektywy, obietnice i drobne marzenia były tym, co bardzo poprawiało mu humor i dawało mu pewną nadzieję, ale też zapewnienie. Lubił dawać i brać dobro w małych ilościach, traktować drugą osobę przede wszystkim jako przyjaciela - żaden friendzone, bynajmniej! - i poznać ją jak najlepiej, ale tak, by nie wiedzieć wszystkiego. Nie lubił się nudzić, samemu również nie chciał nikogo zanudzać, gdy już zainteresowanie okazywało się czymś obustronnym. 
- Porwij! - Od razu i bez namysłu zgodził się, po prostu chcąc jak najdłużej być w towarzystwie mężczyzny. Niewiele mógł natomiast poradzić na to, że wciskał się w jego dłonie na tyle, na ile mógł, bo łaknął dotyku, ale z drugiej strony jednak nie chciał przekraczać pewnych granic, które w tej chwili były w jego oczach bardzo, bardzo cienkie. 
- Może jestem, może nie~ - Wymruczał, wciąż przy tym błądząc dłońmi po jego ciele. Bardzo chciałby w tej chwili pozbyć się tych zbędnych ubrań, kolejnej z podłych granic oddzielających go od słodkiego pajaca. Dotyk zdecydowanie był sprawą milszą, gdy tyczyła się zetknięcia bezpośredniego obu ciał. Zamiast tego jednak, chcąc się droczyć i ze sobą i z nim, po prostu wolno badał skryte pod odzieżą ciało Elliotta dłońmi, nie mając pojęcia, że taki dotyk mocno na niego działa. 
- Wobec tego ciekawi mnie, co rozumiesz przez bycie niegrzecznym, pajacyku. - Z satysfakcją natomiast przyjął zaskoczenie swojego towarzysza i ostatecznie gdy ten głaskał jego plecy, sam Aleksiej ułożył dłonie na jego ramionach i wpatrywał się dalej z uwagą w jego twarz, kiedy Eli mówił do niego. 
- No to patrz... chyba nasze marzenia się pokrywają. Chciałbym pojechać w miejsce, gdzie jest wiele kwiatów, wiesz. No ale szklarnie średnio mnie wzruszają, bo te kwiaty nie są tam naturalne. Takie rzeczy lepiej oglądać w miejscu, w którym żyją bo chcą, a nie muszą. I w zasadzie.... tyczy się to też chyba ludzi. - Uśmiechnął się krzywo i kontynuował, znowu jedną dłonią zjeżdżając wolno na tors mężczyzny.
 - Drugie też się pokrywa. Chcę spędzić z tobą jak najwięcej wieczorów. - Na chwilkę zamyślił się. - Eliś... mógłbym mieć do ciebie prośbę? Jeśli będziesz w najbliższym czasie schodził do któregoś miasta, to czy może być to Monmort? Chciałbym napisać list do Mari... znaczy do mojej siostry. Przeprosić, że mnie nie ma i że wpadnę za kilka tygodni. Dałoby radę to zrobić? Tylko... - Zacisnął dłoń na jego ramieniu, drugą znowu ułożył na biodrze i na jego twarzy pojawiła się troska. - Uważaj na siebie, dobrze? 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Pią Wrz 02, 2016 11:23 pm

Czy Elliott był osobą godną zaufania, pozostawało kwestią sporną. Nawet mocno. Bano się mu dawać delikatnych robót, by ich nie zrujnował beztroskim podejściem. Często nie odczuwał wagi jakiejś sytuacji i łamał słowa, uznając obietnice za żarty i droczenie się. Albo najzwyczajniej w świecie zapominał o danym słowie. Zdarzało mu się również, że rozmyślił się i uznawał obietnicę za złamaną... w końcu nie było od tego zwykle żadnych konsekwencji prawda? Patrząc na to wszystko raczej powinno trzymać się od niego z daleka. Jednak Elli był osobą niezwykle zmienną. Kiedy na czymś mu zależało, robił wszystko, by się pilnować. Nie chciał psuć czegoś, co i sprawiało mu przyjemność, i jeszcze otwierało furtkę do wielu rzeczy, choćby odwiedzin Briggs. Choć pracą nie przejmował się tak mocno, dużo bardziej obchodziły go własne uczucia. Ale tak czy inaczej był zafascynowany rudzielcem i wolał nie ryzykować, że ten się od niego odsunie. Sam mógł nie podzielać tendencji do trwałych związków, wręcz przeciwnie, zazwyczaj nie angażował się mocno emocjonalnie, ale właśnie to sprawiało, że obecna sytuacja była dla niego tak nadzwyczajna. I tym bardziej mu na niej zależało. Niszczyć to głupim pośpiechem? Zdecydowanie głupi pomysł. Ashley potrafił być cierpliwy… zazwyczaj wtedy, kiedy inni woleliby większego pośpiechu, bo było w nim trochę złośliwca, ale to swoją drogą. Teraz jedynie chciał, by oboje miło spędzili wieczór, bez żadnych żali.
- Oho, jeszcze sam mi pozwalasz się porwać! - Zaśmiał się wesoło. - Żebyś potem się nie zdziwił, ptysiu! Bo cię ukradnę do swojego kraju jeszcze. - Uśmiechnął się łagodnie, wpatrując się w jego śliczne oczy i głaszcząc opuszkami po szyi, badając jej krzywizny, drugą zaś rękę kładąc na jego talii, czując wtulające się w nią ciało. Przez ubrania nie wyczuwał wszystkiego, jednak wystarczająco wiele, by domyślić się, że wojskowy nie jest tak słaby i wątły, na jakiego mógłby wskazywać jego wzrost. Mimo to nie było obaw, by Elliott w jakiś sposób nadużył uległości Aleksieja, w końcu obiecał mu, że tego nie zrobi. A tego słowa nie chciał łamać.
- Hmm… może kiedyś ci pokażę się od niegrzecznej strony. Jak poprosisz. Ale dopiero gdy wydobrzejesz. - Puścił mu oczko z uśmiechem i przytulił do siebie. No przecież nie mógł łamać obietnicy, gdy dopiero co był zdecydowany, by jej się trzymać. Zresztą jak zadał pytanie to po to, by poznać na nie odpowiedź, słuchał więc uważnie słów Alka, z uśmiechem na niego patrząc, na ruch jego warg czy mimikę, gdy mówił o swoich marzeniach.
- Skoro jesteśmy tak zgodni, możemy je połączyć... chciałbyś zwiedzić ze mną jakieś miejsca, słońce? Pokazałbym ci Cretę, gdzie mieszkam... moglibyśmy nawet zwiedzić Xing! - mówił z entuzjazmem, który jednak po chwili zmalał a mina mu zrzedła. - Znaczy... nie wiem, jak to wygląda z twoją pracą. Ja przez swoją mogę podróżować wszędzie, ale wojskowi chyba mają sztywniejsze reguły? Ale byłoby tak cudownie... podróże same w sobie są świetne, a co dopiero w doborowym towarzystwie! I znam wiele miejsc, mógłbym ci pokazać... albo odkrywalibyśmy je wspólnie! - Zacisnął mocniej wokół niego ramiona. - Jakbyś kiedyś znalazł na to czas, byłbym najszczęśliwszy! I oczywiście, że mogę zanieść twojej siostrze list! Jak tylko mi wskażesz, którędy tam się dostanę... jak to jest daleko? Ale chętnie dostarczę jej wiadomość! Mógłbym przy okazji zrobić jakieś zakupy, by tu niczego nie zabrakło. - Uśmiechnął się szerzej, czując ponownie dłoń na swoim biodrze. Z iskierkami rozbawienia w oczach pochylił się nad Aleksiejem tak, że ich usta dzieliły milimetry. - Zawsze na siebie uważam... to ja powinienem się troszczyć o ciebie, ptysiu - zauważył, kładąc dłoń na jego łydce, tuż nad opatrunkiem, rzecz jasna bardzo delikatnie, by jej nijak nie ruszyć i nie sprawiać mu bólu. Nie bardzo wiedział, jak reagować na troskę o jego zdrowie. Nie przypominał sobie, kiedy ostatnio ktoś kazał mu na siebie uważać. Widać Aleksiej naprawdę się o niego martwił... co wywoływało w Ellim dziwne uczucie. Chyba było mu miło z tego powodu, choć nie umiał zdefiniować dokładnie tego uczucia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Wrz 03, 2016 5:02 pm

Dawno nic go tak nie ucieszyło jak teraz zdobycie uwagi Elliotta. Taka niby mała rzecz w oczach wielu ludzi, jednak dla niego to było teraz coś wielkiego i niepowtarzalnego. Mały krok dla ludzkości, wielki dla rudego i to wcale nie dlatego, że sam był dość mały! Niemniej jednak skupiając się ponownie na treści właściwej, wspomnieć należy, że cała sytuacja działała na niego bardziej odurzająco niż alkohol, jaki jeszcze niedawno pili. Ten zresztą aktualnie pozostawiał w jego głowie jedynie charakterystyczny szum, bowiem rudzielec był z tych, których odpowiedni alkohol łapał raczej na krótko, nawet w sporej ilości. W tej chwili ważniejsze było to, co robił  nim Elli - jakie wzbudzał w nim uczucia, jak poświęcał swoją uwagę i w odpowiedzi absorbował jego z równą intensywnością i... i to, jaki był wobec wojskowego czuły. 
Sam nie był przyzwyczajony do jakiejkolwiek troski nie licząc tej przyjacielskiej ze strony Luzie, a aktualna sytuacja była czymś niesamowitym dla niego. Czuł z pewnością bardzo wiele, ale nie był w stanie zdefiniować tych uczuć. Na "miłość" było za wcześnie, "zauroczenie" brzmiało niedojrzale i chyba już z tego wyrósł, "pożądanie" miało bardzo przelotny wydźwięk, natomiast połączenie tego wydawało mu się mniej więcej tym, co pobudzało jego serce do bicia w specyficzny sposób i też tym, co sprawiało, że w brzuchu czuł przyjemne ciepło. Rzecz była wyjątkowo chaotyczna i wiedział, że zagalopował się w tym wszystkim. Zapewne gdyby był trzeźwy nie pozwoliłby Elliottowi na takie zbliżenie ani sam nie inicjowałby pocałunku, jednak jako osobnik dorosły wiedział teraz, że nie może się z tego wycofać. 
Bądźmy szczerzy. Nie chciał uciekać, nie zdołałby, choć z pewnością będzie próbował trzymać cyrkowca na dystans. Coś wewnątrz niego nawet mimo wszelkich chęci sprawiało, że zazwyczaj odsuwał od siebie drugą osobę i przez większość czasu był bardzo niezdarny w okazywaniu tego, co naprawdę czuje. Krył to skrzętnie, reagował jąkaniem się, rumieńcami i zwykle przezwiskami niezbyt wielkiej wagi, jednak to wszystko było sprzeczne z tym, co działo się w jego sercu. Mógł kogoś naprawdę bardzo potrzebować, ale ot, żeby zrobić osobie nieco na złość, choć dalej nie zawsze o to chodziło, zdarzało mu się droczyć i udawać absolutnie niedostępną osobę. Wiedział, że w normalnych warunkach starałby się opierać Elliottowi, naraz jednak mimowolnie dając mu znaki, że całość się rudemu podoba. Absolutnie nie znaczyło to jednak, że będzie żałował tego, co właśnie robili - tego, na ile pozwolił i sobie i mężczyźnie czy też tego, jak intensywnie reagował, tak samo wypowiedzianych słów - obietnic, szczerości, marzeń, wyznań, próśb. Pewnie będzie udawał, że ich nie pamięta, ale będzie je pamiętał doskonale jeszcze bardzo długo. 
Idąc jednak do nie tak bardzo odległych planów i zamiarów, Aleksiej po prostu tkwił w objęciach kochanka? Kompana? Coś pomiędzy, bo "obiekt westchnień" brzmi obrzydliwie infantylnie, a "ukochanym" Elliott zostanie dopiero po jakimś czasie. Ich relacja zapowiadała się nadzwyczaj słodko i rozkosznie, przez co rudy czuł się młodszy o jakieś dziesięć, jedenaście lat. Niby mała zabawa, której malarz-los doprawił barw prawie dorosłej powagi, dzięki której rzecz będzie rosła jak wspomniane przez rudzielca kwiaty obsypujące wzgórza lub łąki jak w jakiejś ohydnie nudnej sielance. 
Bardzo krótkie skosztowanie warg Elliotta po raz kolejny i słodki, rozanielony uśmiech były najsłuszniejszą odpowiedzią na jego rozkoszne zapewnienia, jednak należałoby ją jednak ubrać w jakieś słowa; a choć te nie zawsze są konieczne, to zwykle stanowią bardzo miły dodatek. Coś na wzór orzechów lub polewy na pysznym deserze lodowym. 
- Nie jestem w stanie określić, czy w tej chwili grozisz mi czy obiecujesz~ - skomentował naraz wypowiedź o kradzieży do Crety i tą o niegrzecznej stronie. Jaka mogła być? Elliott już teraz był bardzo bezpośredni. Czyżby miał jakieś wyjątkowo nieprzyzwoite zboczenia? Kiedy Aleksiej tak mu się przyglądał z czułością i zainteresowaniem, to nie mógł uwierzyć, by coś takiego tkwiło w rozkosznej główce cyrkowca. Czyżby miały z tym coś wspólnego bandaże, które skrywały jego ramiona? Słowa o podróżowaniu sprawiły, że rudy zamyślił się na dłuższą chwilę, ot, by dobrać odpowiednie wyrazy, które miały wejść w skład odpowiedzi na te wszystkie informacje, którymi został zasypany. W międzyczasie Ashley zrobił smutną minę, która po prostu sprawiła, że Alek tym bardziej chciał się o niego troszczyć, przytulił go mocniej, przez co dopiero teraz poruszył głową tak, by kapelusz z niej spadł, ale... jak raz nie dbał o to. 
- Teraz prawdopodobnie zostanę uznany za niezdolnego do służby. Da mi to kilka miesięcy wolności i czasu na rehabilitację. Reguły zwykle są sztywne, ale są alchemicy państwowi, którzy mają większą swobodę i nie są przydzieleni do jednego miejsca. To kwestia załatwienia jednego kwitu... Jednak póki co i tak mogę trochę nagiąć zasady. - Leniwy uśmiech, niegodziwa iskierka w oku, ciche prychnięcie... Czy to na pewno były atrybuty wojskowego, który mówił o służbie w dość nieprzychylny sposób i chciał się od niej wymigać? Haha.
- Mój posterunek jest przepełniony ludźmi. Chociaż faktycznie jesteśmy jak rodzina, to jednak sam nie wiem, czy trzyma mnie tam cokolwiek poza Luzie. Jeżeli wrócę tylko po to by nagle zniknąć... Może być jej przykro. Sam też będę tęsknił. Póki co pewnie wrócę do Monmort, przejadę się do North i załatwię papier. Znaczy jak będę w stanie chodzić. Posiedzę ze dwa tygodnie więcej... I jak da radę, to ruszymy w podróż. Potem będziemy mieli masę czasu na zdecydowanie co z moją... Swobodą. Jeżeli nie wyjdzie, to postaram się o przeniesienie do bardziej dostępnego dla odwiedzających miejsca. Okej? A Monmort powinno być na zachód stąd. Och. I jakbyś kupił jakąś dobrą kawę to byłbym niesamowicie wdzięczny, słońce. - Sam cały czas się uśmiechał, natomiast kiedy Elliott zbliżył się znowu do rudego, ten szerzej otworzył oczy. 
- J-ja uważam, głupolu, tylko teraz mi to niezbyt wyszło. I... mh... N-nie macaj. - A to ktoś powinien zapisać w kalendarzu: ptyś - tfu, Aleksiej! - jest asertywny i umie odmawiać i zakazywać! Niemniej jednak ziewnął, przysłaniając przy tym usta i niestety odgradzając od nich Elliotta. I wcale nie używał dłoni do tego, by zakryć zawstydzony wyraz twarzy. Chyba wszystko, co przepuszczały jego receptory "to-jest-niegrzeczne-nie-rób" miało właśnie wrócić do niego ze zdwojoną siłą. 
"Dotykał mnie mężczyzna. Dotykałem go też. O rany. O rany. Zostałem ptysiem. Całowaliśmy się jakbyśmy nie wiadomo jak długo byli razem. Ojej. O nie. Och. O tak. Nie? Tak? Nie? Kurwa. Cholera. Zrobiłem to. Tyle z nim zrobiłem. ... Chyba jest mi z tym zbyt dobrze." 
- E-Elliott... chyba... Chciałbym spać. - Szepnął przepraszająco, odważając się na spojrzenie w jego oczy. Póki mógł to robić, to aż tak źle nie było. Znowu ufnie wtulił się w niego i zmrużył oczy. - Ty też, proszę. Jutro napiszę list rano. - Proszącym gestem przesunął nosem po jego szyi; chociaż jeszcze chwilę temu ganił się w myślach za nadmierne spoufalanie, to jakoś nie mógł się temu oprzeć w dalszym ciągu. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Wrz 05, 2016 8:15 pm

Elliott jak to miał w zwyczaju, główną uwagę poświęcał chwili obecnej, jednak dno swej świadomości pozostawiał na luźne myśli mniej lub bardziej związane z otaczającym go otoczeniem. Myślał o swoim mieszkaniu na Crecie. O tym, że Bambaryła musiał gdzieś się schować, bo był zadziwiająco cicho. Zastanawiał się, czy Aleksieja nadal trzymało wino, bo z jego głowy już niemal zupełnie wyparowało, ale w końcu wypił mniej niż wojskowy. Tak czy inaczej nie miało to w końcu wielkiego znaczenia, prawda? Elliego zawsze nieco bawiło to, jaki wpływ miał alkohol na ludzi, nie miał nic przeciwko przebywaniu z osobami pod wpływem, ale jednak trzeźwi ludzie zazwyczaj wstydzili się swoich czynów, gdy nad sobą nie panowali. Ale póki nie działo się nic złego, nie widział problemu. Pijany, trzeźwy, uległy, zadziorny, poważny czy figlarny - z jakiej perspektywy na Alka nie patrzył, jego uczucia się nie zmieniały, a wręcz pogłębiały z każdym obliczem. W końcu jednolici ludzie są dość przewidywalni i przez to nudni, czego nie można było powiedzieć o jego nowym towarzyszu. Jeśli nie miał pojęcia, jak osoba akurat zareaguje, było to dla niego niepomiernie bardziej interesujące. Chciał go starać się zrozumieć, patrząc na jego zachowania w różnych okolicznościach, chciał poznawać jego myśli i przekonania... jednak nie za szybko, bo to by było za proste. Jednak sama myśl, że kiedyś mógłby zrozumieć osobę tak nieobliczalną sprawiała, że czuł niecodzienną ekscytację.
Czemu akurat ten mężczyzna tak na niego działał? W jego naturze nie leżała stałość uczuć. Ludzi postrzegał raczej jako zabawnych rozmówców na dzień czy dwa. Podobali mu się i jeśli mieli na to ochotę, spędzał z nimi dnie i noce, jednak nigdy nie trwało to dłużej niż tydzień. A teraz... czuł, że to mu nie wystarczy. Może był najzwyczajniej w świecie zachłanny? Tę emocję znał, widział ją niejednokrotnie, zaś ciężko mu było w ogóle zrozumieć koncept uczucia, które można nazwać miłością. Ale sama myśl, że Aleksiej miałby go zostawić i pójść do kogoś innego sprawiała, że na klatce piersiowej czuł nieprzyjemny ucisk. Nie chciał się nim dzielić z nikim. To dziwne, nigdy nie uważał się za osobę chciwą. Wystarczało mu to, czego potrzebował, by normalnie żyć, nie potrzebował nic więcej. A teraz... Można by rzec, że nieco się w tym gubił. Rzecz jasna były to myśli błąkające się gdzieś z tyłu jego głowy, bo przesadne zamartwianie się poważnymi sprawami również nie leżało w jego naturze. Może zrobiłby wyjątek, gdyby nie miał nic ciekawszego do roboty, ale siedząc ze swym kochanym ptysiem w jednym łóżku? Nigdy. Póki co więc cieszył się jego dłoniami nieustannie go obejmującymi, słodkimi wargami, gdy się spotykały, miękką skórą na szyi i ogniście rudymi puklami włosów wyzwolonymi spod kapelusza.
- To wszystko zależy od interpretacji, słońce! - Zaśmiał się z rozbawieniem, przyglądając mu się spod zmrużonych powiek. - Wolałbym, by to było moją obietnicą... zobowiązaniem! - Położył dłoń na jego policzku, niejako obejmując część jego twarzy. - Żebyś później nie myślał, że to tylko słowa rzucane po próżnicy... a ja zawsze dotrzymuje obietnic - "na których mi zależy", powinien dodać, ale no, na tej mu owszem zależało, więc się liczyło. Uwagę zaś o niegrzecznej stronie pajacyka zostawił owianą tajemnicą zawodową. W końcu trzeba mieć własne sztuczki, nieprawdaż? On bardzo je sobie cenił i nie lubił ujawniać wszystkiego od razu. Nie żeby był nawet bardzo skryty, ale po prostu lubił zaskakiwać innych. Cieszył się nawet, że Aleksiej sam o jego życie nie wypytuje, bo zwyczajnie nie wiedziałby, jak odpowiedzieć, czym się zajmuje dokładnie. Nie chciał niczego ukrywać, jednak mógł się domyślić reakcji wojskowego na wieść, że jego towarzysz należy do mafii. Dlatego pewnie starałby unikać tematu, mówiąc o cyrku, o pracy na ulicach i dawaniu przedstawień, co w końcu również należało do jego zadań. Dbanie o wizerunek Wonderlust było równie ważne co zbieranie informacji czy cała reszta zadań.
Słuchał więc dalej tłumaczeń Alka, kiwając co jakiś czas głową, potakując jego słowom i dając do zrozumienia, że nadal go słucha.
- Rozumiem, Aleksieju... Zresztą obaj jesteśmy dorośli i mamy swoją pracę... w zupełnie różnych krajach. Wiem, że nie można nieustannie spędzać czasu tylko we dwoje... zwłaszcza, że szybko bym ci się znudził! - dodał ze śmiechem, po czym popatrzył na niego czule. - Ale chciałbym się z tobą spotykać, gdzieś wyjeżdżać... Nie chcę przecież, byś zostawiał swoich przyjaciół... tak długo, jak są tylko przyjaciółmi. - Na te słowa nabrał powietrza w usta, wydymając policzki jak naburmuszone dziecko. Bo rywali w miłości mieć nie chciał, a wolałby nikogo takiego nie uszkadzać, by przypadkiem ptysiowi nie było później przykro. - I na zachód rozumiem! Ze słońcem za plecami będę szedł, to trafię! A kawę masz jak w banku. - Uśmiechnął się radośnie, zaraz jednak zrobił zaskoczoną minę na protest. Uniósł nieco obie dłonie w geście niewinności, zastanawiając się, co zepsuł. Może noga bolała Alka bardziej niż to po sobie pokazywał? Ale czemu tak zasłaniał twarz? Elli przekrzywił nieco głowę, zastanawiając się nad tą zagadką i nadal mając ów głupawy wyraz twarzy. Ale zaraz dłonie przeniósł na jego górną część pleców i głowę, mrucząc cichutko, czując nos sunący mu po szyi, delikatnie tylko łaskoczący i cudownie rozkoszny. Jego nagłe zmiany nastawienia nie przestawały go zdumiewać.
- Jasne, ptysiu. Nic dziwnego, że po takim dniu jesteś zmęczony! Ja zresztą też... poczekaj tylko chwilkę - poprosił, po czym wyślizgnął się z jego objęć. No mógł być sobie dziwnym człowiekiem, ale cenił sobie wygodę i nie miał zamiaru spać w płaszczu. Ani w kamizelce. Zostawiając na sobie koszulę, odłożył wierzchnie ubranie na krześle, buty zzuł już dawno temu, w końcu nie właziłby na łóżko w ośnieżonym obuwiu, więc tak właśnie się prezentując szybko wrócił do łóżka, okrył ich obu kołdrą i przytulił Aleksieja. Zaraz ucałował go jeszcze krótko w usta i wtulił twarz w jego włosy, wdychając przyjemną woń... czyżby kawy?
- Dobranoc, słońce - powiedział cicho, zamykając oczy i powoli odszedł w krainę snu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Wrz 06, 2016 6:54 pm

Powołując się na gdybanie sprzed jakiegoś czasu, gdyby Aleksiej wiedział, co myśli jego gospodarz, może byłby trochę zaniepokojony, ale byłoby mu też całkiem miło. Oba te odczucia uzasadniłby bardzo prosto - "znamy się dopiero kilka godzin". Właśnie to sprawiało, że nie chciał pozwolić sobie na zabrnięcie dalej, bo samo przejście do bardziej nieprzyzwoitych czynności leżało w strefie tego, czego rudy by chciał, ale jednak... Nie należało tak postępować. Nie chciał mieć ani wzbudzać poczucia, że zrobiłby coś takiego z Elliottem z wdzięczności, bo jak również było już wspomniane, nie miał zamiaru dziękować swoim ciałem. Zaskoczyłaby go zachłanność, o jaką też w myślach posądzał się mężczyzna, jednak rozumiałby ją. Nie dlatego, że uważał się za człowieka atrakcyjnego, bynajmniej, po prostu sam czuł coś podobnego. To brzmiało okropnie głupio, ale czuł się przywiązany do przybysza z Crety po bardzo krótkim czasie przebywania w jego towarzystwie. O miłości jeszcze nie było mowy, ale przez zlepek kilku wydarzeń, które wzbudziły w nim silne emocje, Alek po prostu chciał być jak najbliżej i mieć go jak najwięcej dla siebie. 
- Obiecujesz... - Powtórzył za nim, wtulając twarz w jego dłoń. Musiał teraz już faktycznie wyglądać jak ufny, oswojony kociak, chociaż mimo wszystko nie do końca wiedział, czy powinien się tak zachowywać w stosunku do Elliotta. Tak naprawdę go nie znał, a wyśpiewał mu dosłownie wszystko na swój temat. To było całkiem niepokojące, ale w rudym było trochę z idealisty, gdy już coś mu się zaczynało podobać... Jak na przykład teraz. 
"Jesteśmy dorośli i mamy swoją pracę", czyli słowa, które nieprzyjemnym echem chodziły po jego głowie. To była prawda... Smutna, ale prawda. I kolejne słowa już zaskoczyły Aleksieja; ten chciał już zaprzeczać, że się nie znudzi, ale zaraz priorytet wzięło wyjaśnienie relacji z przyjaciółmi... Nie, przyjaciółką w sumie. Poza Luzie właściwie przyjacielem mógł nazwać tylko małego świra z East, któremu dawał cukierki. 
- Elli... ty... Nie masz się czym martwić. Mam dwójkę przyjaciół i siostrę. Poza tym nikogo innego. Nie jestem towarzyski... I zwykle nie jest łatwo się zbliżyć do mnie tak, jak tobie się to udało. To chyba o czymś świadczy, nie uważasz? - "Na przykład o tym, że byłem pijany" "..." - I... Elliott... - Tutaj przybrał ganiący, ale rozbawiony ton, samemu gładząc jego policzek. - Eli, Eliiiiś. Nie rób miny. - Kiedy miał wspomnianą minę, pajacyk wzbudzał w rudym troskę, natomiast na kolejną zrobiło mu się tym bardziej głupio niż było wcześniej. 
Ku jego uldze jednak, pajac szybko zmienił temat i zrobił coś, co faktycznie zrobić należało, czyli zaczął się rozbierać do snu. Rudy skorzystał natomiast z chwili nie do końca tak miłej, ale koniecznej swobody i sam zdjął z siebie wszystko poza bielizną i koszulą. Nie lubił sypiać w spodniach, sam nie wiedział nawet czemu, ale po prostu nie było to dla niego wygodne. Tak czy inaczej, odzież po prostu wylądowała obok łóżka, a na samym wierzchu niezgrabnej górki spoczął kapelusz. W chwili, w której Elliott wrócił do łóżka, rudy wyciągnął do niego ręce i gdy też znowu znaleźli się w swoich objęciach, rudy ufnie wtulił się w niego, jednak tkwił jeszcze dłuższy czas tak wtulony, starając się przy tym nie zasnąć. Zwykle zajmowało mu to dłuższą chwilę, a obserwowanie i słuchanie pajacyka było w tej chwili czymś, co oczarowało go i bardzo uspokajało. 
- Dziękuję za wszystko, kochany... - Szepnął gdy wiedział już, że Elliott śpi. Ostatecznie oczywiście sam też zasnął, a choć nie lubił sypiania w obcych miejscach, to tutaj było mu nadzwyczaj wygodnie. Może kwestia tego, że miał przy sobie bardzo przytulaśnego pajacyka, przy którym czuł się jakoś... bezpiecznie? Mimo wszystko, rudy zbudził się skoro świt i uniósł się nieco, spoglądając na - jak się spodziewał - wciąż śpiącego kompana. Gestem czułym, ale naraz niezbyt zgrabnym, odgarnął z jego twarzy włosy tak, by te nie zakrywały mu oczu, gdy się obudzi. 
- Dzień dobry, Elliott. - Mruknął, rozejrzał się po izdebce i dostrzegł kota, który chyba znowu chciał mu zajrzeć w duszę. - Tobie też dzień dobry, futrzaku, tak. - Wymusił uśmiech, bo w końcu kto normalny uśmiecha się rano z własnej woli? Niemniej jednak teraz był ważniejszy uroczy cyrkowiec. Aleksiej podniósł się do pozycji półleżącej i wbił spojrzenie w śnieg za oknem. "Ciekawe, czy była tu gdzieś kawa? Bez kawy nie dało się przecież żyć." "Tylko psychopaci mogą funkcjonować bez kawy." "Hmm...".
- Eliś... - Zagaił ponownie, gdy dostrzegł, że ten się obudził. Teraz już uśmiechnął się jakoś w bardziej szczery sposób, bardzo delikatnie ucałował go i znowu pogłaskał po głowie. - Elii... Jest jakaś kawa, prawda..? Iiii... Jeśli się zorientuję co tu jest, to mogę zrobić jakieś śniadanie.  - Zaproponował; choć zapierał się przed odwdzięczaniem ciałem z wiadomych względów, to gotować chyba mógł, co nie? - Aaa... co do chodzenia, jakiś kawał drewna by się przydał. Nie musi być długi, mogę transmutować i te sprawy. No i opcjonalnie piła jak mi to wyjdzie za długie, bo muszę otrzymać tyle ile dałem. Nie zniosę tkwienia w bezruchu. 
"Tego dnia zostałem dobrą żoną"
"..."
"..."
"..."
"..." 
"No, mogłem zostać"
"Ale to w ostateczności" 
"... No ba"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Sro Wrz 14, 2016 12:44 am

Elli nieraz marzył by wiedzieć, o czym ludzie myślą. Miał problemy z ich zrozumieniem, więc taka umiejętność byłaby doprawdy przydatna. Wiedziałby wszystko! Potrafiłby przewidzieć, jak się człowiek zachowa, słyszałby, co myśli o wszystkim dookoła. Jednak ta wizja stawała się mniej atrakcyjna, gdy głębiej nad nią pomyślał. Zero niespodzianek, niczego tajemniczo niejasnego, co by go ciekawiło. No i te wszystkie myśli mogłyby nie być za wesołe! W końcu ludzie z jakiegoś powodu mieli tendencje raczej do smutnych rozmyślań i smutnych zachowań. A tym wolał się nie zarzucać nadmiernie, bo w końcu większego sensu w tym nie widział. Nie wiedział nawet, czy chciał to zrozumieć. Wolał cieszyć się tym wszystkim, co go spotykało w życiu, bo w końcu miał je tylko jedno, czyż nie? Już więcej nie będzie miał okazji doświadczać niczego takiego, a to doświadczenia właśnie czyniły człowieka! Więc z filozofią, że każde najmniejsze wydarzenie go kształtowało, czy to dobre czy też nie, kroczył do przodu z wiecznym uśmiechem na twarzy, a zmartwienia zostawiał innym, którzy na nie mieli ochotę i czas. Dlatego też między innymi niespecjalnie martwił go krótki czas znajomości z Aleksiejem. W końcu zdobywał nowe relacje, stawał w nowej sytuacji, czyż nie? Mógł snuć miłe plany na przyszłość i dążyć do ich realizacji, ale generalnie był gotów na wszystko, z otwartymi ramionami i bez oczekiwań przyjmował od życia, co zostało mu dane. Oczywiście, że byłby smutny, gdyby mężczyźnie się odwidziało i sobie poszedł. Zwłaszcza przez to dziwne uczucie, którego dotąd nie poznał. Ale to nie znaczyło, że ma nie próbować się zbliżyć! Ciężko było połączyć dążenie do czegoś i całkowite zdawanie się na los i jego akceptację, ale widać Elli umie.
Więc czemu jednak odrobinę się martwił tym, z kim spotykał i znał się rudzielec? Z wyjątkowo poważną miną słuchał jego zapewnień, kiwając nieco głową, uspokojony tym wszystkim. Może i nie powinien się cieszyć z tego, że bliska mu osoba jest nietowarzyska, ale choć nie była to najmilsza myśl na świecie, nie dało się ukryć, że wiele to ułatwiało. Dlatego też na uwagę o minie uśmiechnął się szeroko, zostawiając zmartwienia za sobą. Chwycił Alka za głaszczącą go dłoń i wtulił w nią policzek, patrząc ciepło brązowymi oczami.
- Dziękuję, słońce... Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Też dlatego, że jesteś jaki jesteś... mam się czuć wyjątkowo, rozumiem? - spytał ze śmiechem, zastanawiając się, skąd się wzięło to ciepło w jego klatce piersiowej.
Nie czas to był jednak na podobne przemyślenia, bo jednak i sam Elli zaczął być zmęczony i łóżko wydawało się być bardzo zachęcającą perspektywą. Dlatego też niewiele czasu zajęło mu zaśnięcie, zwłaszcza że mógł przytulić do siebie swojego ptysia, co od razu sprawiało, że noc była przyjemniejsza niż spędzana samotnie. To samo zresztą można było powiedzieć o pobudce u boku Alka. Nie żeby był do końca przytomny zaraz po wstaniu, ale bez problemu wychwycił zaskakująco już mu bliski głos wołający go po imieniu, a już by zauważyć miękkie wargi na swoich nie miał najmniejszych kłopotów. Zamiast jednak odpowiedzieć na pytanie, Elliott objął mocno Alka i oparł się o niego, zamykając na powrót oczy, przez co obaj ponownie wylądowali na pościeli. Wtulił twarz w jego tors, przytulając go do siebie.
- Jeszcze pięć minut... - mruknął, leżąc tak i nie mając najmniejszego zamiaru puszczać Alka. Przez chwilę. No wstać w końcu musiał, ale było mu tak ciepło i przyjemnie, że perspektywa spędzenia tak ranka była aż za bardzo kusząca. Zaraz jednak przypomniał sobie o wczorajszej obietnicy. Miał w końcu zadanie do wykonania i list do przekazania, zakupy do zrobienia i w ogóle. Dlatego też w końcu puścił rudego, otwierając w całości oczy. Pogłaskał go po policzku z szerokim uśmiechem na ustach.
- Kawa... kawa jest gdzieś w szafce, chociaż się kończy. Więc dobrze, że będę mieć okazję ją kupić! Jedzenia też wiele nie zostało, jakiś zeschły nieco chleb, ser i... sam nawet nie wiem co tu jest! - Przeciągnął się, zupełnie problemem niezmartwiony, po czym wstał i ubrał się. Na szczęście przez noc żar w kominku nie zdążył zupełnie się wygasić, szybko więc udało mu się przywrócić ogień, na którym postawił czajnik z wodą na kawę. Przy okazji podał również Aleksiejowi kawałek drewna, o który ten prosił, i z fascynacją przyglądał się transmutacji. Ta sztuka zawsze go zachwycała - trochę jak ten rodzaj magii, którego nie udało mu się nigdy opanować.
Mimo wszystko jednak nie zwlekał zbyt długo. Chociaż w chatce było mu bardzo dobrze, śniadanie przygotowane przez Alka okazało się dużo smaczniejsze niż to co sam robił, kawa przyjemnie go rozgrzała i miał doborowe towarzystwo, nie chciał odkładać wizyty w mieście w nieskończoność. Zwłaszcza że im szybciej załatwi wszystkie sprawy tam, tym szybciej wróci z powrotem do mężczyzny, czyż nie? No i obiecał mu, że powiadomi jego siostrę, by się nie martwiła. Dlatego też zaraz po posiłku zarzucił na ramiona płaszcz, ale nim wyszedł, podszedł do Aleksieja, pochylił się nad nim i pocałował go z uczuciem w usta. Nie był to pośpieszny całus, a słodki wyraz... uczuć? już łapiącej go tęsknoty? Sam nie wiedział.
- Wkrótce wrócę, ptysiu. Uważaj na siebie, dobrze? - poprosił z lekkim uśmiechem na twarzy, patrząc mu w oczy i sunąc kciukiem po policzku.
Schował za pazuchę przygotowany przez rudego list, który miał przekazać, po czym wyszedł na skrzący się w promieniach słońca śnieg.

|zt (chyba)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Pią Wrz 16, 2016 12:28 am

"Co? On naprawdę był zazdrosny? I przejmował się czymś... takim? Przejmował się..." - Aleksiej popatrzył na niego pytająco, a na ustach chwilę błąkał się niepewny uśmiech, nieco wyżej wciąż przyozdobiony rumieńcem. - "Czyżby przejmował się mną?" - pomyślał, wciąż nie mogąc w to uwierzyć. Uśmiech nabrał pewnej czułości, natomiast kciuk wolno głaskał wtulony w dłoń alchemika policzek. Głos mimowolnie przycichł, jakby jego moc przeszła do mocno bijącego serca. 
- Myślę, że jesteś wyjątkowy - "Kochane stworzenie" "Chcę być zawsze dla ciebie, tylko dla ciebie" "Proszę, bądź tak blisko, bliżej" - Zabawną już kwestią było, że kiedy jego ton był tak cichy i ledwie słyszalny to myśli tak głośno krzyczały i ich treść kończyła się w jego głowie. Wiedział, że nie umiałby tego wszystkiego powiedzieć, nie umiałby nadać temu dźwięku i gdyby tylko spróbował, to z jego ust nie wydobyłoby się nic. 
Noc natomiast minęła dość miło i spokojnie, a bliskość drugiego ciała po raz kolejny w życiu rudego okazała się przyjemną rzeczą, zwłaszcza podczas snu. Zapewniało mu to poczucie bezpieczeństwa i wygodę, jednak złapał się na tym, że po raz pierwszy, o dziwo, to on był mniejszą osobą w łóżku i to on tak ufnie wtulał się w drugiego człowieka. Gdy obudził się i próbował zbudzić też Elliotta, ten okazał się niechętny do wstawania. Pociągnięty ku dołowi zaśmiał się cicho i zaczął gładzić wolno ciemne włosy wtulonego w siebie cyrkowca. "O rany, jaki słodki, uwielbiam... Czyżbyś już od rana chciał mnie rozczulać?"
- Okej, dzięki, słońce. Bez kawy nie da się żyć. - Odparł z niemrawym uśmiechem, po czym przyjął kawałek drewna i wykorzystując zdolność alchemiczną, transmutował ją w kulę (pls nich to się tak odmienia, bo umrę na polszczyznę), którą miał się podpierać póki nie będzie w stanie posługiwać się obiema nogami na równi. Kawał drewna okazał się w sam raz w stosunku do postury Alka, dzięki czemu nie musiał jej skracać; swoją drogą zaciekawiło go raczej zainteresowanie Elliotta alchemią. "Czyli alchemia też nie jest dla niego codziennością... Ale i tak na pewno ma ciekawsze życie niż ja" "jakby ciężko było o coś ciekawszego od strącania sopli..." "NO EJ"  
... A po wewnętrznym monologu dowlókł się do miejsca, w którym czekać na niego miało jedzenie do przygotowania, mimochodem uświadamiając sobie, że paradował po chatce bez spodni. "A tak w ogóle to przydałoby się ubrać.." "Nie, żeby było zimno, bo nie jest, ale..." "... Ale naciąganie spodni na kostkę póki co nie brzmi jak plan" "No nie. Au. Boli. Cholerstwo." "Bo ptysi się nie łamie..." "... Najwyżej same się łamią."Po drodze też przeszukał meble i udało mu się znaleźć coś do pisania; po tym naskrobał pospiesznie liścik do siostry, w którym informował, że Elliott to jego bliski znajomy, a on sam z powodów zdrowotnych nie da rady zjawić się w mieście zbyt szybko, poza tym pozdrawia i obiecuje, że przyjdzie do domu tak szybko jak będzie tylko mógł. Na odwrocie karteczki nakreślił adres, na który Ashley miał się udać. "To teraz... chleba i igrzysk." "Serowe igrzyska nie brzmią obiecująco." "... raczej jak nieszczególnie chwytliwa pozycja w menu pizzerii...".
Chleb i ser nie pozostawiały wielkiego pola do popisu, jednak ostatecznie po prostu zrobił kanapki, które, gdy już kawa była gotowa, ułożył na dwóch ustawionych równolegle pogrzebaczach do kominka i tym sposobem nieco je przypiekł, mając na celu zrobić w ten sposób stare, dobre grzanki. Te wyszły jak wyjść miały; przyjemne i rozgrzewający dodatek do kawy. "Nie ma to jak perfekcyjna pani domu. Świetną byłbym żoną." "... Ale sukienki nie włożę." "..." "Nie, nie włożę." - Po skromnym posiłku natomiast odprowadził Elliego do drzwi, okrywając się po drodze płaszczem; choć był cokolwiek odporny na niskie temperatury, to jednak nie chciał się dodatkowo przeziębić. "Już i tak czuję się kłopotem, nie chcę dodatkowo chorować" - i właśnie wtedy ów kłopot został pocałowany, co chyba rozgrzało go bardziej niż niedawno spożyty posiłek. Odpowiedział na buziaka zaangażowaniem, natomiast czując dłoń na policzku ułożył na niej własną. 
- Zawsze uważam, Eli. - "Zwłaszcza kiedy skręcam sobie kostkę w górach" "..." - I to wcale nie to, że uśmiechał się znowu w niezbyt mądry sposób; swoją drogą po cichu ceniąc fakt, że chyba nie złapał go ani kac moralny ani alkoholowy. - "Zawsze można być silnym i niezależnym ptysiem, który zapija tęsknotę dobrym winem" "... nie pije się samemu..." "mhm." 
- Ty też uważaj. Dla... - Urwał i zmrużył oczy, posyłając pajacowi psotny uśmiech. - ... Dla ptysia. - I gdy Elliott odchodził, Aleksiej na odchodne niby prawdziwy dżentelmen ucałował lekko jego dłoń. Następnie odprowadził mężczyznę wzrokiem, przy tym uważając, by jego kot nie postanowił uciec przez otwarte drzwi; kiedy pajacyk zniknął za horyzontem, rudy wrócił do środka i rozwalił się wygodnie na łóżku. 
"To... Jeszcze raz... Zauroczył mnie cyrkowiec. Nic o nim nie wiem. Ale chyba mu ufam. Mogę mu ufać? Chcę... Nie ma nic piękniejszego. Chyba... No i ma dziwnego kota. Koty są spoko. Mru. Miau. Jest taki dobry. I kochany i w ogóle najlepszy. I... I..." - I Aleksiej przymknął oczy, ucinając sobie drzemkę; był z tych ludzi, u których kawa działa dopiero po jakimś czasie, zatem obudzi się już raczej z większą dawką energii. Obudził się może po jakiejś godzinie i od razu natknął się na kota o tych okropnych ślepiach, który zresztą znowu go wystraszył. Mężczyzna odsunął się od siedzącego na skraju łóżka zwierzaka i zakrył się kołdrą niczym skrzywdzona dziewica. 
- Czego chcesz? - Spytał, starając się przy tym nie brzmieć na zlęknionego. Kot ziewnął, przez co też zaprezentował garnitur swych kocich kłów. - No na tygrysa to ty nie wyglądasz. - Pokryty szarym futrem łeb przekrzywił się, co rudy odebrał jako nieme pytanie. - No tygrysa, Bambaryło jeden. Rawr. - Kot zdawał się dalej tego nie rozumieć, w związku z czym rudy jedynie westchnął ze zrezygnowaniem. - Twój pan ci nie pokazał tygrysa? Takiego rawr? - Spytał z niedowierzaniem i pokręcił głową w odpowiedzi na milczenie. - Co z niego za pajacyk. No ja już z nim sobie pogadam, niech no tylko wróci. - I ku uciesze Alka, kot rozdziawił pyszczek; zwierzaki te w ten sposób poprawiały swój węch, jednak alchemik odebrał to jako wyraz zdziwienia na kociej paszczy. - No kurde, ja też się dziwię, kocie. Byłbym oburzony, gdyby mój pan nie pokazał mi tygrysa rawr. - Rudy rozłożył się ponownie na łóżku i przeciągnął. Trzeba było przywyknąć do myśli, że będzie musiał większość swojego czasu spędzać w tym miejscu... Co chyba swoją drogą nie byłoby takie złe. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Wrz 19, 2016 10:31 pm

Tak więc Elli wyruszył, pożegnany uroczo przez swojego ptysia. Żwawym krokiem przemierzał zaspy śniegu, kierując się bezustannie na zachód, pilnując raz obranego kierunku. Co prawda z początku zapomniał, że słońce po niebie wędruje, więc cień również się przemieszcza, szybko jednak wziął na to poprawkę, jakimś cudem nie gubiąc się jak zazwyczaj. Nie był pewien, ile czasu upłynęło, odkąd wyruszył, ale jasna kula była już nie tak nisko, gdy dostrzegł w końcu wyłaniające się zza pagórka miasto, do którego zszedł niemal biegiem, nie przejmując się przemoczonym już ubraniem, tym, że kilka razy się potknął i raz wywalił w śnieg ani... no w sumie niczym. Cieszył się jedynie, że trafił i szybko będzie mógł wrócić do czekającego na niego towarzysza. Najpierw jednak trzeba było załatwić kilka spraw.
Jego pierwszym celem był adres podany mu przez Aleksieja. Zapukał do drzwi i z szerokim uśmiechem czekał. Otworzyła mu niewysoka blondynka, nadzwyczaj urocza, co widać było rodzinne. Raczej nie spodziewała się ujrzeć na swoim progu nieogarniętego bruneta, Elliott jednak się tym nie zraził i od razu przeszedł do rzeczy.
- Mariś? Nazywam się Elliott! I akurat robię za prywatnego kuriera Aleksieja. Mogę wejść? - spytał z pięknym uśmiechem.
Przekroczywszy próg domu, rozejrzał się i zaraz przekazał list, który dostał rano od Alka. Był schowany w kieszeni płaszcza, więc specjalnie nie przemókł nawet przy upadku w śnieg, no i Ashleyowi udało się go nie zgubić, a to był duży sukces! Gdy tylko dziewczyna zapoznała się z jego treścią, cyrkowiec został zaproszony na herbatkę, podczas której wesoło dyskutował z siostrą Aleksieja, która wydawała się być bardziej niż on otwarta. Pamiętał słowa, którymi mężczyzna ją zachwalał i nie mógł zdania nie podzielać. Zwłaszcza ucieszył się, że skłonna była mówić wiele o swoim bracie, w końcu zawsze to dość wiarygodne źródło informacji o osobie, która zrobiła na nim takie wrażenie! Z ciekawością słuchał opowieści z jego dzieciństwa i dano mu ujrzeć nawet przeróżne zdjęcia z tego i późniejszych okresów. Błazen wpatrywał się w te obrazki urzeczony i otumaniony ilością słodyczy z nich się wyłaniającą. A kobieta nawet zgodziła mu się jedno odstąpić! Wybrał sobie jedno z najbardziej uroczych, z Alkiem, który mógł mieć może dziesięć lat i który z zawstydzoną minął mordował wzrokiem coś znajdującego się poza kadrem. Schował je do wewnętrznej kieszonki kamizelki, chcąc chronić jak największy skarb.
Posiedział i Mari jeszcze trochę, po czym zdumiony ilością minionego czasu, pożegnał się, zapewniając, że jeszcze kiedyś wpadnie, po czym ruszył na miasto, chcąc zrobić czym prędzej zakupy. Słońce wisiało już wysoko na niebie, powinien więc się spieszyć, biorąc pod uwagę jeszcze drogę powrotną do chatki, która bardzo blisko to nie była. Wstąpił więc do piekarni, gdzie kupił świeże pieczywo, u rzeźnika zaopatrzył się w kawał wołowiny, a w warzywniaku kupił jakieś jarzyny, niespecjalnie nawet patrząc jakie. Cóż, kucharzem był żadnym, ale marchewka czy cebula raczej nie trują, prawda? Zaszedł jeszcze do medyka, gdzie zaopatrzył się w dodatkowe bandaże oraz łagodzącą ból maść, upewniwszy się u sprzedawcy, że i na skręconą kostkę pomoże. W końcu chciał, by Alek nie musiał się z nią tak męczyć. Na samym końcu przypomniał sobie o tym, że miał jeszcze kupić jakąś dobrą kawę, zwłaszcza że ta w chatce się kończyła. Nie znał się specjalnie na kawach, więc decyzję opierał jedynie na słowach sprzedawcy oraz cenach różnych gatunków. Niestety, jeśli mężczyzna chciał jakąś konkretną, Eli nie mógł o tym wiedzieć. I na tym jego zakupy by się skończyły, gdyby nie zaszedł jeszcze po rybę dla Bambaryły oraz butelkę czy dwa dobrego wina. W przeciwieństwie do kawy, na tych cyrkowiec się znał i nie mógł się powstrzymać, widząc znane mu szczepy winogron na szyldach. Tak obładowany wyruszył w drogę powrotną nieco później niż zamierzał. Nie żeby przejmował się opadającym już powoli słońcem. W końcu w nocy nawet światło gwiazd odbite od śniegu starczało za drogowskaz. Zaczął martwić się dopiero w połowie drogi, uświadomiwszy sobie, że Aleksiej siedzi sam w chatce cały dzień, unieruchomiony i prawdopodobnie głodny, chyba że zdołał zmienić resztki jedzenia w coś zjadliwego. No i przez ciężar zdobyczy szedł wolniej niż w tamtą stronę. Przyspieszył wiec kroku na ile mógł, co rzecz jasna skończyło się kolejnym lądowaniem w śniegu, ale miał w końcu ważniejsze rzeczy na głowie niż martwienie się takimi drobiazgami. Nie szukał tym razem kierunku, a zwyczajnie wracał się po swoich śladach, ciesząc się z braku opadów i znikomego wiatru, dzięki czemu te nie znikły.
W końcu dowlókł się do chatki, do której wkroczył bez pukania, czując nowy napływ energii, gdy tylko ją ujrzał. W końcu słońce opadało już nad horyzontem, czyli nie było go prawie cały dzień. Był nieco zmęczony i zdecydowanie wytęskniony siedzenia w przytulnym i ciepłym wnętrzu z drogą mu osobą. Na widok Aleksieja uśmiechnął się szeroko, zupełnie nie zważając na swój stan, który najlepszy nie był - przemoczony i wyziębiony. Zrzucił płaszcz, wieszając go na haczyku przy drzwiach, i podszedł do Alka, by go przytulić mocno do siebie i ucałować w czoło.
- Hej, słońce! Wybacz, że tak długo mi zeszło. Jesteś głodny? Mariś każe ci wracać do zdrowia i wszystko jej wyjaśniłem, wiec już wszystko gra! Och, i patrz, co mam! - Wyciągnął z toreb lekarstwa. - Zaraz mogę ci zmienić opatrunek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka   

Powrót do góry Go down
 
Chatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Drewniana chatka Alicji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Góry Briggs-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.