.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Chatka   Nie Lip 17, 2016 1:29 am

First topic message reminder :

Jest to chatka, którą dawniej zamieszkiwał pewien myśliwy, jednak na stare lata postanowił ją opuścić, pozostawiając ją z większością wyposażenia. Chatka zbudowana jest w znacznej mierze z drewna i kamienia, przy czym jednak jest też dość mała, bowiem wnętrze zapełnia jedna izdebka, łącząca ze sobą salon, sypialnię i kuchnię, zaś oddzielona od reszty jest jedynie łazienka. Wciąż znajdują się tu meble, oczywiście wykonane z drewna, wnętrze jest dość toporne, ale wygodne jak na takie warunki. Przy kominku znajduje się spore łóżko i skrzynia z pościelą, to jest grubymi kocami, na jednej ze ścian jest strzelba myśliwska, kuchnia zaś urządzona jest równie skromnie, co reszta. W jej skład wchodzi jedynie stół i kilka szafek. Łazienka zaś obejmuje jedynie toaletę i wannę. Budowla znajduje się w dość nieprzyjemnym usytuowaniu, bowiem w miejscu uważanym za centrum gór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net

AutorWiadomość
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Wrz 20, 2016 11:46 am

Konwersacja z kotem była dość ciekawą perspektywą na życie, ale jak się okazało - Bambaryle i Aleksiejowi szybko skończyły się wspólne tematy, bowiem kocisko chwilę przewalało się po łóżku obok rudego i zasnęło. Alchemik westchnął tylko i pogłaskał zwierzaka po głowie, po czym sam zmusił się do siadu na krawędzi łóżka. Wzrok mężczyzny błądził bez celu przez jakiś czas po pomieszczeniu, jednak na niczym konkretnym nie zatrzymał go na dłużej; bardziej w tej chwili jego uwagę absorbowało to, czy pajacyk dotarł cały i zdrowy i.... to, ile jego siostra mu nagadała. Miał tylko szczerą nadzieję, że nie dała mu żadnego z pluszaków, z którymi rudy tak długo spał, ani że nie wpuściła Elliotta do pokoju Alka z młodzieńczych lat. 
Wzdrygnął się na myśl o wszystkich rzeczach, które ona mogła mu zdradzić... Zresztą jakby na życzenie samego rudego. Z jednej strony to jednak dokuczało, a z drugiej było o tyle pomocne, że sam Aleksiej nie będzie musiał o sobie aż tyle gadać, bo mimo wszystko nie przepadał za tym. Znaczy się, za mówieniem o konkretach, bo jak przystało na ludzi pochodzących z Drachmy, uwielbiał snuć wszelkie opowieści i przytaczać zabawne sytuacje. Koniec końców uznawał rozmawianie o swoim życiu za coś całkiem nudnego, więc cieszyło go, że ten ciężar prawdopodobnie zostawał właśnie z niego zdejmowany. 
Ostatecznie uznał też, że cały dzień w bezruchu nie może siedzieć, nawet mimo unieruchomienia. W chatce był bałagan, wszędzie walało się jakby wszystko, nie wspominając o gubionej przez kota sierści, która u ras długowłosych jest czymś katorżniczym w pozbywaniu się. Na dobry początek rudy postanowił podszkolić się nieco w kwestii chodzenia z wsparciem, co też uczynił; na etapie, który uznać mógł za wystarczający, sięgnął po miotłę i z wiadomych względów okropnie powoli wysprzątał podłogę. Co dalej? "Zdecydowanie nadszedł czas na drugą kawę" - Pomyślał, co też potwierdziło spojrzenie na jego zegarek. Okolice godziny piętnastej zawsze były najlepszą porą na drugą kawę, która dostarczała energii do pracy, ale zarazem jej działanie znikało przed czasem na sen. 
"Skoro już grzeję wodę..." - Przeszło mu przez głowę, gdy gromadził śnieg, doprowadzał go do stanu ciekłego i umieszczał garnek z nim nad ogniem. "Jakaś... 'wanna' tutaj w końcu jest." - Obejrzał się w stronę wydzielonego miejsca na łazienkę i przekrzywił głowę. "Tak, to dobry pomysł." - Z tą myślą postanowił też zagrzać o wiele więcej wody na kąpiel, oczywiście klasyczną metodą gotowania jej i noszenia do łazienki, ale nieco wspieraną alchemią, by jej temperatura była właściwa. "Eli chyba nie będzie zły, jeśli skorzystam z jego rzeczy..." - Pomyślał, zgarniając przy tym podstawowe kosmetyki typu coś do umycia ciała i szampon. Ostatecznie rozebrał się już do końca, odwinął kostkę z bandaża i bez większych szczegółów w opisach narrator powie jedynie, że rudy umył się i chwilę grzał w wodzie. 
Kiedy już udało mu się z niej wyjść, nie naruszając nawet za bardzo bolącej kostki, zamiast własnej koszuli... Zgarnął jedną z tych należących do Elliotta i nałożył na siebie. Rudy pamiętał, że sam lubił widok swoich partnerek w jego własnych ubraniach i teraz chciał sprawdzić, jak taki widok spodoba się pajacykowi. Udało mu się poza tym pozbyć wody, która raczej byłaby zbędna tak czy inaczej, po czym ostatecznie wrócił do łóżka i leżał sobie w nim bez większego celu czy poczucia czasu... Aż do przyjścia Elliotta. Słysząc otwierające się drzwi automatycznie poderwał się do siadu i mimowolnie odwzajemnił uśmiech równie szerokim i ucieszonym, co ten na twarzy cyrkowca. Przytulił się do niego ufnie, pocałunek złożony na czole przyjął z zadowoleniem, a słowa przetworzył w głowie i ułożył odpowiedź. "Muszę wyglądać jak radosny szczeniak..." 
- Wrócić wrócę, ale nie wiem, kiedy to będzie... I niekoniecznie jestem, ale mogę spróbować coś zrobić. Pewnie jesteś zmęczony i... Ojej. Dziękuję. - Widząc rzeczy potrzebne do kurowania jego kostki rudy sam cmoknął pajacyka w policzek... A po chwili przypomniał sobie, że ma na sobie jego ubranie. Koszula była zdecydowanie zbyt duża i gdyby wstał, z pewnością zwisałaby z niego tak, że zasłaniałaby jego zadek albo sięgałaby do połowy ud. Postanowił jednak fakt przemilczeć i poczekać aż Eli sam go zauważy, szczególnie, że obrazka oczywiście dopełniała obroża, którą alchemik i tak zawsze nosił z przyzwyczajenia.
- To co powiesz na taki układ, że ty opatrzysz mi nogę, a ja zrobię ci obiad? Znaczy nam. Ale zrobię. - Zaproponował rudy i pogłaskał czule pajacyka po głowie. Grzecznie pozwolił cyrkowcowi zająć się kostką, przynajmniej do chwili, aż dostrzegł, co on właściwie w nią wsmarowuje... I jak to wygląda na palcach. "O rany. Rany, rany, rany, rany, jak to wygląda, o nie." - pomyślał, natychmiastowo oblewając się rumieńcem. Odwrócił wzrok i starał się nim zamordować podłogę obok pajaca, natomiast palce zacisnął na pościeli. Ta sytuacja była absurdalna - przystojny mężczyzna wcierał mu w kostkę białą maść o niejednoznacznej konsystencji - i jakoś trzeba było ją przeboleć. Całość w ogóle nie była szczególnie bolesna, ale Alek nie obraziłby się za naklejkę "dzielnego pacjenta". 
- N-no... to co tam kupiłeś, Elliott? Ooo, kawa bardzo dobra. Pomidory, cebula, mięso, trochę żal braku makaronu, ale sos z jakimś chlebem też idzie zjeść. Mogę spróbować zrobić na bazie wina, co ty na to? Tylko to by musiało długo posiedzieć na ogniu, żeby się ładnie redukowało. Będzie ciepło i będzie pachniało winem, także opcja chyba nie taka zła. Ale nie wiem, ile trzeba będzie to trzymać na takim ogniu, bo zwykle gotuję w zwykłej kuchni i tam mogę kontrolować ogień. No... To co ty na to? Chcesz mi pomóc? - "Ale fartucha nie oddam." - Ukończywszy wywód  Alek grzecznie poczekał na odpowiedź swojego towarzysza. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Wrz 24, 2016 2:29 am

Może się to wydawać dziwne, jednak Eli nie od razu dostrzegł, w czym paraduje Aleksiej. Do szczególnie spostrzegawczych ludzi nie należał, więc zwyczajnie zarejestrował w pomieszczeniu obecność rudzielca, wgapiał się w jego śliczną twarzyczkę i urzekające oczy. Pogłaskał po policzku, nie mogąc pojąć, jak sam widok tego człowieka może go tak rozczulić. Tak samo jak jego drobne gesty, całuj w policzek. W końcu dla Błazna nie było to niczym nowym, nie musiał być nawet z kimś blisko, by go takowym obdarować. A mimo to wydawał się zupełnie inny niż zazwyczaj. Wypełniający ciepłem mimo przemokniętego stroju. Albo też głaskanie po głowie, przy którym miał ochotę się podstawiać pod jego dłoń niczym przeszczęśliwy szczeniak.
- Ojej, obiad za opatrunek brzmi jak największa wygrana na świecie! Ale możesz gotować na siedząco, prawda? Nie powinieneś wstawać bez powodu, Aleksieju. Daj nodze odpocząć... i właśnie, pokaż mi ją.
Dopiero gdy zabrał się za opatrywanie uszkodzonej kończyny, dostrzegł przydługą koszulę z przydługimi rękawami. Na chwilę zamarł, wgapiając się w niego z głupawą, zachwyconą miną. Zwłaszcza że z jakiegoś powodu Aleksiej miał czerwone policzki, dziwną minę i wzrok skierowany gdzieś w bok, jakby był zawstydzony. Nie miał pojęcia, skąd nagle mu to się wzięło - w końcu już opatrywał jego nogę, więc czego to kwestia? Po ich wspólnie spędzonym wieczorze i słowach, które wtedy padły? No cóż, bez względu na przyczynę, mężczyzna był istnym obrazkiem definiującym słodycz, więc Elliott miał ochotę zwyczajnie się do niego przytulić. Pamiętał jednak o rannej nodze, więc póki co zadowolił się uśmiechem posłanym w jego kierunku i skończył wcierać w kostkę białą maść. A mimo że ciężko było nazwać go niewinnym, jego dziecięca naiwność w ogóle nie skojarzyła leku z czymkolwiek nieprzyzwoitym. Choć może to i lepiej, bo gdyby tak się stało, od razu wybuchłby śmiechem na widok reakcji ptysia. Ale też miał trudności z myśleniem o wielu rzeczach na raz, więc teraz zajmował się nacieraniem uszkodzonej kończyny lekiem, a następnie ponownym jej bandażowaniem, do czego użył rzecz jasna nowej rolki materiału. Zużyty bandaż mógł wyparzyć, wysuszyć i użyć ponownie, jednak póki miał te świeże, należało z nich korzystać. Dopiero gdy skończył pracę, poklepał go lekko po obandażowanej nodze i podniósł się na nogi. Naklejki dzielnego pacjenta co prawda nie miał dla Alka, ale zamiast tego ucałował lekko jego usta, za którymi zdążył się stęsknić przez czas, w którym go nie było. Dłonią przesunął po jego szyi, otrzymując palce zaraz nad "obrożą", którą zresztą zaczepiał. Zaraz jednak odsunął się odrobinę z ciepłym uśmiechem i dopiero teraz odpowiedział na zadane wcześniej pytanie.
- Brzmi przepysznie, słonko. I oczywiście, że pomogę! Tylko jestem słaby w gotowaniu, więc będziesz musiał mi wszystko wyjaśnić. A i mogę robić wszystko, co wymaga wstawania, bo ty masz odpoczywać! I zostawię ci przyprawianie, ale mogę robić wszystkie krojenie i takie podobne, co ty na to? Daj mi się tylko przebrać w coś suchego... bo widzę ty już to zrobiłeś - zauważył z tajemniczym błyskiem w oku, pochylając się nad nim lekko i uśmiechając. Dłoń z szyi przeniósł na kołnierz, pogładził tors i przesunął wzdłuż rękawa, na koniec splatając swoje palce z tymi Alka. Nie mógł oderwać od niego wzroku, zupełnie ignorując stan swojego odzienia. Drobny mężczyzna w za dużej koszuli sprawiał, że w Elim budziły się najróżniejsze myśli i zdecydowanie były one dobre. Dla niego założenie ubrań należących do Alka mogło być problematyczne, no poza uniwersalnym kapeluszem, ale mówi się trudno i podziwia się ptysia dalej.
- Prześlicznie ci tak - odparł w końcu miękko. - Zostań tak, proszę... - Pogłaskał go jeszcze, ale musiał w końcu wstać, chyba że chciał się obudzić w stanie silnego choróbska. Nie przejmując się nijak towarzystwem, ściągnął wierzchnie ubranie, zostając w samej bieliźnie, otarł się ręcznikiem, chcąc pozbyć się pozostałości roztopionego śniegu i zgarnął jakieś suche ubranie, które założył na siebie. Mokre odzienie powiesił na oparciu krzesła koło pieca, by szybciej wyschło, po czym zatarł z ekscytacją ręce, nie bardzo wiedząc, czego oczekiwać, bo przygotowywane dla siebie posiłki składały się z różnych warzyw i na wpół gotowych produktów. Raczej nie gotował, co widać było po tym, że chatka stała jeszcze w całości, nietknięta płomieniami. Ale przynajmniej nożem umiał się posługiwać, to jest póki nic sobie nie rozciął, co na razie mu się udawało. Kroił to, co mu kazano, wykonywał wszystkie polecenia, tłukąc tylko jeden talerz zupełnie przez przypadek. I wcale nie wbił noża w blat zamiast w marchewkę. Mógł jedynie zwalić winę na wygląd Aleksieja, który przyprawiał go o szybsze bicie serca. I tak się powstrzymywał, by nie uniemożliwić mu pracy, w końcu jeść trzeba, ale nikt mu nie zabroni się przyglądać jego ruchom, prawda?
Tak naprawdę największy problem miał z podtrzymaniem ognia odpowiedniej wielkości. W chatce i tak było ciepło, nie powinien dodawać więcej niż musiał drewna, a bawienie się w takie ustalania wielkości płomienia... to nie na jego głowę. Ba, mu strach dać głupie zapałki do zabawy! W końcu jednak danie się gotowało, a Eli z zadowoleniem wdychał przyjemne zapachy unoszące się z garnka. Usiadł obok Alka, uprzednio zostawiając Bambaryle kolację, bo w końcu kot też zasłużył. Chwycił go od razu za dłoń, chcąc nawiązać jakiś kontakt.
- I jak ci miął dzień, słońce? Twoja siostra rzeczywiście była tak niezwykła, jak mówiłaś, wiesz? Wybacz, że zostałeś tu tak sam... musiałeś się wynudzić - zauważył ze skruchą. - Ale teraz jestem cały twój! Do twojej dyspozycji - obiecał z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Sob Wrz 24, 2016 6:10 pm

Uciekając spojrzeniem od Eliego jak tylko mógł, nie miał najmniejszej szansy by dostrzec minę pajacyka. Widząc ją z pewnością by się uśmiechnął z pewną satysfakcją, ale że nie widział, to już trochę inna sprawa, w dodatku cokolwiek smutna. Bardziej jednak jego uwagę teraz absorbował wygląd wcieranej w kostkę substancji i niezwracanie na nią uwagi; niestety jednak w kwestii wszelkich sugestywnych rzeczy nie wierzył w niewinność pajacyka, także jego buźka w tej chwili mogła być ozdobiona pewnym fochem. "To nie jest możliwe, żeby takie coś kupił... Przypadkiem... Na pewno nie!" - Myślał gorączkowo Aleksiej, kiedy pajacyk opatrywał jego nogę. Dalej dziwiło go, że mężczyzna miał w tym wprawę i był dość delikatny; rudy jedynie poklepany po nodze cicho syknął w reakcji na naruszanie kostki, które choć było delikatne, to jednak przyniosło nieprzyjemny ból. 
Pocałunek nie był czymś, co go zdziwiło, bo mimo krótkiej znajomości całował się z Elim już kilka razy, dlatego też początkowo mruknął z wymuszoną niechęcią, by zaraz odwzajemnić zbliżenie i zadrżeć nieznacznie na dotyk. Mimo wszystko to miejsce było jednym z jego czułych punktów, a Elliott chyba zapamiętał wczorajsze reakcje rudego, skoro teraz dalej molestował jego szyję. Wypowiedzi mężczyzny wysłuchał... i na jej koniec posłał mu uśmiech pełen satysfakcji, a w środku zrobiło mu się jeszcze cieplej. 
- Wyglądała na wygodną. Chyba nie masz mi tego za złe? - Mruknął bez najmniejszego cienia skruchy, a o dziwo czerwieniąc się intensywniej w chwili, w której Elliott splótł ze sobą ich palce. To była najsłodsza rzecz i zarazem najniewinniejsza ze zdarzeń ostatniej doby, ale chyba naraz miała dla rudego największe znaczenie, czego zresztą wytłumaczyć jakoś nie był w stanie. I jakimś zabawnym sposobem ten niesamowicie szczerze brzmiący komplement, a później i prośba zupełnie podbiły serce rudzielca, którego uśmiech stał się skromniejszy a palce mocniej zacisnęły się na dłoni pajacyka. 
W końcu jednak zmuszeni byli się rozstać, a i chyba nie trzeba wspominać, że Aleksiej chłonął spojrzeniem widok cyrkowca bez ubrań, bo przyznać należy, że było na czym zawiesić oko. Podpierając się na transmutowanym kawałku drewna Alek podszedł do mężczyzny, kiedy ten pozbył się ubrania i kontynuował serię niewinnych gestów poprzez ułożenie dłoni mniej więcej na sercu pajacyka i pogładzenie delikatnie tego miejsca. 
- Chciałbym prosić, byś i ty tak został, ale to ja jestem odporniejszy na chłód. - Powiedział cicho, po czym z lekkim uśmiechem i umysłem karcącym się za śmiałość wyminął mężczyznę. Dopiero gdy Elliott nie miał szansy zobaczyć jego miny, Alek pozwolił, by na jego twarzy pojawiła się niepewność i wstyd. Z Ashleyem było jak z psem, nie można było kazać przy nim słabości w widoczny sposób, a przynajmniej takiego zdania był póki co rudy. 
Gotowanie szło dość gładko, bez większych problemów, a chatka wypełniła  się szybko zapachami nadchodzącego obiadu, którym był faktycznie sos zrobiony ze wszystkiego, co Eli kupił. I chociaż większość procesu przygotowywania potrawy polegała na pilnowaniu pajacyka by nic sobie nic nie zrobił albo by nie zamordował kolejnego elementu zastawy stołowej. Sam rudy był dość dobry w kuchni, lubił gotować i sporo czasu w dzieciństwie spędzał przy gotującej matce, zaś do gotowania postanowił związać włosy w luźnego koka, który lekko opadał na jego kark. Zwykle nie wiązał włosów, jednak robiąc coś, w co wolałby ich nie wkładać, postanowił je upiąć. W końcu podał obiad w miskach, siadł przy stoliku i chciał zacząć jeść, jednak został złapany za rękę. 
- Dzień... Twój kot powiedział mi, że nie pokazałeś mu tygrysów rawr. Co masz na swoje usprawiedliwienie? - Uśmiechnął się chytrze na wspomnienie swojego dialogu z kotem. Wolną ręką natomiast zaczął jeść, zagryzając eksperyment kulinarny przyniesionym przez pajacyka pieczywem. Jak się okazało, smak wcale nie był taki zły jak na potrawę "zrobiłem byle co z byle czego". 
- I wiesz... - Mruknął, kiedy skończył jedzenie, znowu chwytając dłoń pajacyka. - Cieszę się, że jesteś, Eli. I że jesteś... - Znowu przez twarz przeszedł uśmiech, a złączone dłonie Alek uniósł do ust, by tak samo jak wtedy, kiedy cyrkowca żegnał, ucałować jego rękę. 
- I że jesteś cały mój. A poza tym, Eli, powiedz mi, ile ci ta mała bestia nagadała. - Dodał z cichym śmiechem. I przy okazji przysunął się do mężczyzny bardziej, by wtulić w jego bok; w końcu to był jego osobisty pajacyk, za którym cały dzień bardzo tęsknił, choć może brzmieć to absurdalnie w przypadku znajomości trwającej niecałą dobę. Uniósł na niego wzrok, czekając, aż ten powie mu co i jak i knując na temat tego, co powinien zrobić dalej. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Wrz 26, 2016 12:00 am

Nieświadom myśli Aleksieja, w spokoju duszy zajmował się jego nogą. Widać doświadczenie było jednak przydatne! No cóż, opatrywał i swoje połamane na wszelkie sposoby kończyny, zdarzało się też, że na wspólnych wypadach musiał pomóc komuś z grupy, a w mafii na porządku dziennym były zadania skutkujące mniejszymi bądź większymi ranami. Może więc i Eli wyglądał na niewinnego i wesołego mężczyznę, jednak miał więcej podobnych sytuacji, niż można by przypuszczać.
- Oczywiście, że nie mam nic przeciw, słońce - mruknął zadowolony, nadal wpatrując się w niego jak w obrazek z mało mądrą miną. - Zatrzymaj ją na ile chcesz... Nawet na zawsze. - Uśmiechnął się rozmarzony, wyobrażając sobie, jak Aleksiej by w niej wyglądał, chodząc gdziekolwiek... zaraz jednak coś go powstrzymało. Czy mógł dzielić się z innymi takim widokiem? Coś mu mówiło, że chciał, by ten był przeznaczony tylko dla niego. Widać ponownie obudziła się w nim owa zachłanność. Zaskakujące, jak łatwo to się działo w obecności Alka. - Ale... obiecaj, że będziesz ją nosił tylko przy mnie. Dobrze? - Pogłaskał go po policzku, który znów pokrył się uroczym szkarłatem. - Bo jeszcze ktoś inny mi cię zabierze... i co ja wtedy zrobię?
Jednak po jeszcze chwili kontaktu, ściśnięciu dłoni Elliott musiał zająć się nieco bardziej przyziemnymi sprawami, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało. Zerkał jednak kątem oka na Alka, nie mogąc nacieszyć się jego obecnością, a i ciekaw, jak ten zareaguje na to, co robił. Gdy się podniósł, zrobił nieco zmartwioną minę i już chciał kazać mu siadać, by się nie przemęczać, gdy dłoń wylądowała na jego torsie a do uszu wpadły słowa mężczyzny. Uśmiechnął się prowokująco, chwytając delikatnie jego dłoń i utrzymując ją przy sercu, jednak na tyle lekko, by go nie powstrzymywać, gdy się oddalił.
- To pójdźmy w jakieś cieplejsze miejsce następnym razem, Aleksieju. Obiecuję wtedy chodzić tak, jak zapragniesz - powiedział cicho, patrząc za nim na jego plecy.
A gotowanie! Eli był bardzo podekscytowany wizją pichcenia. W kwaterze jego współpracownicy zgodnie dali mu zakaz zbliżania się do kuchni. I w ogóle do sektora, w którym się znajdowała. W pomieszczeniu wisiały zapewne listy gończe z jego głową szczerzącą się do kucharzy, którzy byli upoważnieni do użycia na nim swoich narzędzi w razie jego pojawienia się w okolicy. Ale Błazen nie wiedział, jakie cuda znajdowały się w tamtym pomieszczeniu, no bo jak to, jak nie był tam dopuszczany. W każdym razie nie po pożarze. Ale pożar był wypadkiem, nie jego winą! No i był dawno, więc pajacyk beztrosko owe wydarzenie zepchnął gdzieś głęboko. W każdym razie choć sam wolał się za to nie brać, w towarzystwie kogoś doświadczonego było to zupełnie coś innego. Postępował zgodnie z instrukcjami Aleksieja, starając się nic nie uszkodzić i nie wyszło chyba nawet tak najgorzej! Kto by się przejmował detalami. Aż był zaskoczony, jaką radość dawało mu wykonywanie takich prostych czynności i wypełnianie poleceń. Pewnie wszystko zależało od towarzystwa, w którym przebywał. A to obecne było w końcu najlepsze.
W końcu z dumą wpatrywał się w danie w miskach, nie mogąc uwierzyć, że coś, do czego się przyczynił, wyglądało jak jedzenie. Nim jednak spróbował, zaczął chichotać z odpowiedzi rudzielca i zerknął rozbawiony na swoją czworonożną pociechę siedzącą w kącie.
- Nie pokazałem mu tygrysów rawr, bo jak podchodziłem do wybiegów zwierząt, ten tchórz chował się za najbliższy róg, warcząc jakby ktoś mu wlazł na teren. Teraz w cieple zachowuje się jak pan świata, ale jak tylko się go weźmie na dwór, chodzi przy nodze jak pies, nie chcąc się zbyt oddalać.
Jednak wypadałoby zjeść, nim danie wystygnie. Eli z zachwytem pochłonął swoją porcję, uznając danie za jedno z lepszych, jakie jadł. No cóż, ostatnio żywił się tu surowymi półproduktami, poza tym sam fakt, że posiłek ugotowali we dwóch, dodawał mu smaku. A Elliott należał do osób, które potrafią jak dziecko cieszyć się każdym kęsem, co też zresztą robił. Po skończonym posiłku odsunął nieco miskę, pozostawiając sprzątanie na później, zbyt teraz rozleniwiony, by pracować. Zresztą dłoń zarekwirowana przez Aleksieja wykluczała możliwość zajęcia jej czymś innym. Uśmiechnął się do niego, ukazując na swojej twarzy pełnię szczęścia. W końcu miał dach nad głową, trzaskający ogień w kominku, pełny pysznym jedzeniem żołądek i Alka za towarzysza. Świat nie mógłby być piękniejszy. Chociaż na całusa w dłoń zrobił zaskoczoną minę, bo tego jednak się nie spodziewał. Poczuł przyjemny dreszcz biegnący przez rękę i zaraz nią pogłaskał go po policzku, czując wewnętrzną potrzebę, by nie odrywać jej od jego skóry.
- Też się cieszę, słonko - odparł ciepło, przytulając do siebie Aleksieja i głaszcząc go delikatnie po ramieniu i plecach. - A twoja siostra opowiedziała mi masę rzeczy! Pokazała mi wasze zdjęcia i... i widziałem twój pokój i w ogóle! Wypiliśmy herbatę i były ciasteczka! Ale wiesz... - dodał z namysłem, patrząc na niego i przenosząc głaszczącą dłoń na jego policzek. - Masz rewelacyjną siostrę, Mariś jest przeurocza i bardzo sympatyczna... ale tęskniłem za tobą - oznajmił cicho, składając całusa na jego skroni, zaraz przechodząc ustami na jego wargi, zatrzymując się jednak tuż przed nimi. - Wiesz, następnym razem możemy się do niej wybrać razem. Wtedy chociaż miałbym cię wciąż przy sobie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Pon Wrz 26, 2016 2:04 pm

Coś go złapało za serce, kiedy Elliott zaproponował oddanie swojej koszuli na zawsze... Jak widać, nie tylko Aleksiej lubił widok swoich partnerów w pożyczanych w ten sposób koszulach. Po ustach błąkał się nieustannie uśmiech wyrażający pewną dumę związaną z tym, jakie wrażenie wywarł na swoim pajacyku. Zaraz jednak coś zacisnęło się na jego sercu mocniej - poczuł się ważny i potrzebny komuś. Nie, że po raz pierwszy, ale... To uczucie zawsze bardzo mocno go uderzało, a teraz jakby ze zdwojoną siłą. 
- Eli, jest... Sporo rzeczy, które chcę robić i nosić tylko przy tobie. Obiecuję. I trzymam za słowo, bo nie przepuszczę takiego widoku. A poza tym zaklepuję go tylko dla siebie. - Uwaga, śmiały Alek, podejście kolejne; te słowa pod sam koniec ni to powiedział ni wyszeptał, jeszcze przez chwilę tkwiąc przy Elim. Sam chyba stawał się dziwnie zachłanny wobec niego, chociaż to było dziwne. W końcu znali się niespełna dobę, ale wiadomo, takiego skarbu jak dobry i uczynny cyrkowiec, który z pewnością ma ciekawe życie nie da się ot tak odpuścić. Bardzo chciał go poznać, być jeszcze bliżej i pozwolić Elliotowi na zbliżenie... Chociaż ta część będzie zdecydowanie najtrudniejsza. W końcu to był Aleksiej, a co za tym szło - totalny kapeć emocjonalny, który nie potrafi w ludzi. 
Swoją drogą perspektywa wspólnego gotowania zawsze była dla niego czymś przyjemnym i nigdy nie gotował z kimś, za kim nie przepadał, co też automatycznie skutkowało brakiem jakichkolwiek negatywnych wspomnieć czy skojarzeń. Co jakiś czas chwalił swojego pomocnika, gdy ten robił to, co należało i słuchał się go dzielnie. Pokiwał głową na jego wypowiedź dotyczącą kota i sam się zaśmiał; dopiero teraz docierało do niego to, jak absurdalna była jego rozmowa z kotem. 
Po zjedzonym posiłku natychmiast wlepił się w Eliego i wtulił się jeszcze bardziej czując, że ten gładzi jego ciało. Zdziwił się nieco, gdy pajacyk wstrzymał się przed pocałunkiem, a jego słowa ponownie doprowadzały serce Aleksieja do szaleństwa. Wszystko w nim kazało nie spoufalać się nadmiernie, ale naraz kazało mu wpakować się na kolana cyrkowca, co też uczynił, a co niestety stało się w akompaniamencie cichego syknięcia spowodowanego zahaczeniem popsutą nogą o podłogę. Ostatecznie udało mu się usadowić w odpowiednim miejscu, a jego ramiona zaraz oplotły szyję drugiego mężczyzny. Zmrużył oczy, zaś kąciki ust minimalnie unosiły się w cieniu uśmiechu, cokolwiek nieśmiałego, ale jednak dalej prawdziwego. 
- Elliott. - Zaczął tonem wahającym się pomiędzy poważnym a rozbawionym. - Jesteś taki uroczy, że najwyżej do jutra rozkochasz mnie w sobie na zabój. - Kontynuował w ten sam sposób, chociaż przechylający się jednak na stronę powagi. Lewa ręka zeszła z karku bruneta, natomiast jej kciuk wolno powędrował po dolnej wardze tegoż, a stalowej barwy oczy chwilę wodziły za palcem, by ostatecznie wbić spojrzenie w czekoladowe tęczówki cyrkowca. 
- Я так хочу сказать, что я тебя люблю, хочу быть с тобой навечно, только... не умею. - Powiedział w swoim języku, wiedząc, że Elliott nie powinien go zrozumieć, albo raczej mając taką nadzieję. Nadrobił też to, co - jak sądził - i tak miał zamiar zrobić Ashley, to jest pocałował go, ale bardzo krótko i delikatnie. Natychmiast odsunął się jakby wbrew sobie i przeczesał włosy cyrkowca wolnym, czułym ruchem, uśmiechając się przy tym serdecznie. 
- Lepiej powiedz, co ty jej powiedziałeś. Wie, że gościłeś mnie w swoim łóżku i ramionach? - Spytał niby to rozbawiony, ale czuł pewien niepokój; Mari i Eli byli do siebie zbyt podobni by nie odnaleźć wspólnego języka i trochę się bał, że ich rozmowa zajdzie za daleko w pewnych kwestiach. A swoją drogą to tak cholernie tęsknił za Elliottem i siedzenie na jego kolanach brzmiało jak idealny sposób na nadrobienie całego dnia. 
- I że zostawiłeś mi ładną, czerwoną pamiątkę? Poza tym nie uważasz, że jestem ci coś dłużny? - Dłoń rudego, tym razem prawa, przeszła z włosów niespiesznym ruchem ku dołowi, wodząc opuszkami palców za jego uchem, moment po szczęce, a zaraz przeszła wolno po jego szyi. Usta Aleksieja wykrzywiły się w nieco zaczepnym uśmiechu, a oczy obserwowały reakcję mężczyzny. 
rosyjski: ja tak chaczu skazat', szto ja tiebia liubliu, chaczu byt' s taboj nawieczna, tol'ko... nie umieju. - Tak bardzo chcę powiedzieć, że cię kocham i chcę być z tobą na zawsze, tylko... nie umiem. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Wrz 27, 2016 1:26 am

Elliott uśmiechnął się szeroko na słowa Aleksieja. Były dokładnie tym, co pragnął usłyszeć, tym, co uspokajało jego duszę i przez co mógł wierzyć, że rzeczywiście nikt nigdy poza nim nie będzie miał wgląd w taki wizerunek mężczyzny. Co mu by to szkodziło, ktoś spyta? W końcu nawet jakby ktoś inny zobaczył Alka w takim stroju, Eli nie miałby mniej tego widoku. Ale nie o to chodziło. Bycie wyjątkiem, jedynym, któremu coś takiego jest ukazywane, sprawiało, że Błazen czuł się ważny i wyjątkowy. Na sercu robiło mu się cieplej i od razu chciał się odwdzięczyć rudzielcowi tym samym. Im dłużej zresztą z nim przebywał, tym mocniej ten go pociągał, ale co dziwne dla niego, nie to było na pierwszym miejscu. Przede wszystkim chciał mu zapewnić... bezpieczeństwo? Chciał, by ten mógł mu zaufać, a wiedział, że tego nie zdobywa się ot tak. Cóż, chyba mu się aż tak nie śpieszyło, prawda? Mieli czas... przynajmniej do zagojenia się kostki połamańca.
Dlatego też póki co zadowalał się obserwowaniem Alka, nawet w czasie jedzenia. Nie pytajcie, co w tym Eli widział takiego pasjonującego. Ale z jakiegoś powodu widok ptysia wykonującego zwykłe, codzienne czynności był dla niego absorbujący. Sam również jadł posiłek, jednak nieustannie zerkał na towarzysza, ruchy jego warg przy przeżuwaniu, jednostajnie unoszoną i opuszczaną dłoń... i wszystko. Nie myślał o tym, że może to wyglądać trochę nachalnie. Uśmiechał się lekko, nawet nie zauważając, kiedy ów uśmiech wpełzł na jego usta. Na szczęście zresztą nie widać było, by ten się przez to zraził, skoro sam się zbliżał do Eliego, pakując mu się na kolana. Zmartwiał się nieco, słysząc syk, a w oczach widać było błysk troski, jednak nie odezwał się, słuchając słów Aleksieja i chwytając go w talii. Uśmiechnął się, usłyszawszy wyznanie kochanego alchemika, od razu zresztą chwycił jego dłoń błąkającą się przy jego wardze i jak uprzednio dwukrotnie rudy, tak teraz on ją ucałował, patrząc mu nieustannie w oczy. Przytrzymał ją jeszcze chwilę przy ustach, wyginając je do góry. Nie mógł uwierzyć, jak słodki był ten mężczyzna, jak wiele radości mu sprawiał.
- Do jutra, powiadasz? Hmm, postaram się pobić ten limit. - Ucałował kolejno każdy z palców trzymanej nadal dłoni, mrużąc nieco oczy. - To w końcu trochę niesprawiedliwe, podczas gdy ja... chyba już przepadłem na amen. - Jego ton i mina nie wskazywały, by miał cokolwiek przeciw temu, a palce ponownie splótł z tymi ptysiowymi, przytulając ich dłonie do swojego policzka. I bynajmniej w tej kwestii nie kłamał. Zawsze należał do kochliwych stworzeń, jednak zazwyczaj to on szybciej oczarowywał innych, teraz natomiast czuł się praktycznie uzależniony od tego niepozornego człowieka. Przeczuwał, że spełniłby każdą jego prośbę... czego póki co wolał nie mówić. Nie by potrzebował asa w rękawie, ale zawsze niespodzianki mogą mile zaskoczyć, prawda?
Zaraz jednak zmarszczył nieznacznie brwi, słysząc dziwny, nieznany mu język. Nie miał pojęcia, jakie słowa wydobyły się z ust Aleksieja, a choć brzmiały nieco zabawnie i ładnie, ich nieznajomość zaintrygowała Błazna. W końcu co to za ukrywanie wypowiedzi? Czy to było coś, o czym nie powinien się dowiedzieć? Odwzajemnił pocałunek, ciesząc się każdą chwilą, kiedy miękkie wargi mężczyzny znajdowały się na jego. Mruknął cicho z zadowoleniem, choć całus skończył się zaskakująco szybko. Pogłaskał go po policzku, przekrzywiając nieco głowę.
- Och... wiesz, ptysiu, nie do końca pamiętam - odparł szczerze skruszony. I bynajmniej nie kłamał; pamięć Eliego była ulotna niczym morska bryza i zapamiętywał raczej odczucia i wrażenia niż słowa. Ale starał się wygrzebać z pamięci tyle, ile tam zostało. - Może wspomniałem, że chatka jest dość mała... ale przecież nie plotkowałem o takich rzeczach! - zapewnił, przesuwając palcem po wspomnianej wcześniej czerwonej pamiątce, z zadowoleniem stwierdzając, że utrzymała się doskonale na jego skórze. - To jest przeznaczone dla nas... i dłużny, powiadasz? - powtórzył z rozbawieniem, mrużąc oczy na drobne pieszczoty i głaskanie, czując przyjemne łaskotanie pojawiające się, gdziekolwiek Alek przesunął palce. - Wiesz... może tak, może nie... mnie bardziej ciekawi, co takiego powiedziałeś, słońce? - spytał, uśmiechając się łobuzersko. - Nie znam twojego języka... to niesprawiedliwe! Proszę, powiedz! - Jego oczy przybrały na chwilę proszący wygląd, zaraz jednak błysnęły dziwnym blaskiem. - Zobaczysz, że się odwdzięczę... - mruknął, pochylając się i całując go w szyję pod uchem, zaraz przejeżdżając też po niej delikatnie zębami i językiem sunąc w stronę przodu, a policzkiem przesuwając po żuchwie. Jedną z dłoni wplótł mu przy tym we włosy, drugą kładąc delikatnie na biodrze. - Ciekawość mnie zżera - szepnął, oddechem grzejąc mu skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aleksiej Woronin
LISI ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 171
Join date : 11/08/2016
Motto : I want nothing anymore but simplicity, quiet, murmurs and order.

PisanieTemat: Re: Chatka   Wto Wrz 27, 2016 11:35 pm

Aleksiej raczej nie odczuwał żadnego dyskomfortu związanego z wgapiającym się w niego pajacykiem i po prostu postanowił podpiąć ten fakt pod to, że Eli za nim tęsknił. Ostatecznie przecież sam też podziwiał go, gapił się na jego piękne ciało, zwłaszcza, gdy nie dzieliło go od Alka żadne okropne ubranie. Siedząc na kolanach mężczyzny rudy sobie chwilę pogadał, ale tylko po to, by zaraz jego głos ucichł nagle jak zamknięta pozytywka; cyrkowiec albo był idealny w wiarygodnym podrywaniu albo faktycznie zależało mu na alchemiku tak mocno jak mówił. Pocałunek złożony na dłoni, a potem  przytulenie złączonych rąk do policzka podziałały na rudzielca raczej dobrze – wzroku nie odwrócił, a szkarłat na policzkach pogłębiał się. Dodając do tego jeszcze słowa cyrkowca Aleksiej poczuł się zobowiązany do kontynuowania tematu miłości, dlatego sypnął rodzimym językiem. 
Czyżby to nie wystarczało?
I… zaraz, czy Elliott właśnie wyznał mu miłość? Taką prawdziwą? Tak szybko? To brzmiało absurdalnie i nierealnie, bo przecież znali się jakąś dobę, może parę godzin więcej, jednak mimo to ciało Alka przeszedł przyjemny dreszcz. Całe szczęście, przynajmniej dotychczasowe, że pajacyk nie zrozumiał – powiedzenie o swoich uczuciach w ten sposób i tak było dla rudego zdobyciem się na sporą odwagę, a nie było naraz powodem do ogromnego wstydu, który mógłby ogarnąć jego serce i rozum. Właśnie, serce Aleksieja dalej pędziło w jego piersi tak, jakby zaraz miało się z niej wyrwać, ale chyba nie było to spowodowane strachem i niepewnością, a raczej bardziej pozytywnymi odczuciami. 
- Mam nadzieję, że nie plotkowałeś… - Odparł i wzdrygnął się, gdy pajacyk zaczepił palcem miejsce, w którym była malinka z poprzedniego wieczora. „Zostawiaj ich więcej, nie kończ nigdy, nie” – mniej więcej takie chaotyczne myśli o dość jednoznacznym przekazie przechodziły przez głowę rudzielca w tej chwili. Na prośby o zdradzenie treści jego słów jedynie pokręcił lekko głową, a jego spojrzenie uciekło dopiero w tej chwili i jedynie połowicznie zarejestrowały to, co w całym jego ciele wywołało krzyk, uchodzący na światło dzienne w postaci zadowolonego westchnienia. Machinalnie wcisnął swoje ciało bardziej w to większe, należące do Elliotta, szukając jego bliskości i ciepła. Głowę jednak odsunął nieco, chcąc, by jego własne, zaczerwienione oblicze było naprzeciwko pięknej twarzy pajacyka. 
„Ogarnij mimikę, głupi” - Skarcił się w myślach, próbując przy tym zrobić jak najbardziej poważną minę, na jaką było go w tej chwili stać. Mimo wszystko jednak z jego oczu z pewnością dało się odczytać wszystko to, co czuł, a czerwone oblicze również sporo zdradzało. W końcu do porządku przywołał też głos, który dłuższą chwilę odmawiał mu jakiegokolwiek posłuszeństwa. 
- W… moim języku „liubit’” możesz kogoś na dwa sposoby… I… Liubliu jest pierwszą osobą w tym czasowniku… Nie wiem, czy u ciebie to funkcjonuje, to i mówię. Ale… znaczy to, że kogoś lubisz, albo lubisz tak naprawdę mocno. – Palce znowu znalazły się we włosach Elliotta; można było ten ruch nazwać uspokajającym dla Aleksieja, bo dopiero po nim kontynuował to, co mówił, jednak ze sporymi przerwami i sporą dozą niepewności przeplataną dobrymi chęciami. 
- Powiedziałem… że bardzo chcę opowiedzieć ci o tym, co czuję do ciebie. O tym, że cię kocham… I że chcę być z tobą zawsze, a-ale nie umiem. I to takie… absurdalne, bo znam cię przecież chwilę, ale z tobą mi jest najlepiej na świecie i nawet nie chcę myśleć o tym, że miałbym dalej żyć bez ciebie tak, jak żyłem wcześniej. Mam od ciebie tylko słowa i bliskość fizyczną. To nie jest podstawa do zaufania… - I ton rudego nie brzmiał tu na oskarżycielski, raczej na stwierdzający fakt. Odetchnął głęboko i wtulił twarz w końcu w zgięcie jego szyi, pozostając tak przez dłuższą chwilę, szukając w tej pozycji wsparcia i wszystkiego, co aktualnie należało do rzeczy najważniejszych. 
W końcu jednak twarz Alka zaczęła się unosić ku górze, znacząc swoją drogę wodzeniem nosem po szyi Elliotta… Uwieńczonym pocałunkiem w tym samym miejscu, w którym rudy miał czerwony znaczek, a później jeszcze zostawieniem bliźniaczego na skórze cyrkowca. To chyba jednak było za mało, to chyba jednak jeszcze nie było to, a obrazek nieśmiałego i ulegającego byle czemu maleństwa należało w tej chwili nieco nadszarpnąć i dodać mu konkretniejszej barwy. Nie zapominajmy, że Aleksiej był osobą dorosłą, która miała też pewne doświadczenie w związkach; właśnie dlatego ostatecznie swoją podróż jego usta zakończyły przy uchu Elliotta. 
- Ale chyba jestem skończonym idiotą i zaufam ci bezgranicznie - Wymruczał w nie cicho, by zaraz jego płatek lekko skubnąć najpierw wargami, a potem pociągnąć za niego delikatnie zębami. Naraz docisnął się bardziej do jego ciała i omiótł pomieszczenie za Elim, gdzie w końcu dostrzegł... wielkie ślepia, które wgapiały się prosto w oczy rudego, nie, wróć, prosto w jego duszę. I właśnie wtedy Alka uderzyła okropna wizja - on i pajacyk spędzają słodko noc, a to paskudne kocisko o upośledzonym spojrzeniu demona z najgłębszych odmętów piekielnych wlepia w nich te paskudne ślepia. 
Nie, to nie brzmiało dobrze.
Rudzielec odsunął się ponownie i uśmiechnął blado do Elliota. 
- Musisz być taki zmęczony, Eli - Szepnął speszony perspektywą kota oglądającego rzeczy, których by nie odzobaczył. Co zabawne, ogólnie w wymowie niemal wyzbył się typowego dla mieszkańców Drachmy twardego "l", jednak zdrabniając imię cyrkowca powyższa głoska dalej pobrzmiewała w jego mowie. 
- Co powiesz na to, że zaniesiesz mnie do łóżka i pójdziemy spać? - I znowu migał się od robienia tego, czego chciał. Czyżby szukał wymówek? Przecież nie mógł być aż tak przyzwoity. Już powiedział o wszystkim, co czuł i co miał nadzieję czuć jeszcze długo, więc w czym problem? Chyba faktycznie nie chciał mieć publiki w postaci kota, nie wspominając już o Mei czy Luzie. Jak już będą w innym miejscu i nie będą się musieli martwić ani kotem ani nogą, to jak najbardziej pozwoli sobie na to. Elliott był nadmiernie beztroski, więc ktoś musiał martwić się za ich obu. 
Zaniesiony do łóżka i ułożony w nim podniósł się do siadu i przytulił cyrkowca nim ten zdążył położyć się obok i dopiero teraz pociągnął go ze sobą do pozycji leżącej. Tak też wtulił się w jego bok i zaczął łasić się do klatki piersiowej policzkiem... Po czym z powagą uniósł głowę i spojrzał mu w oczy. 
- Masz moje zaufanie, Elliocie Ashley. I masz go nie spieprzyć - Powiedział chłodno, po czym znowu ułożył głowę na jego ciele, a dalej już niewiele trzeba było, by usnął; taka wygodna i ciepła poduszka była lepsza niż cokolwiek innego na świecie. 
***

Minęło kilka tygodni, podczas których Aleksiej zdołał wyzdrowieć i jeszcze mocniej zbliżyć się do Elliotta. Kostka była już dość sprawna, by odbyć ostrożną podróż do miasta, w którym mieszkała jego siostra. Prewencyjnie zabandażował sobie nie tak dawno temu kontuzjowaną nogę, spakował przygotowane na drogę kanapki i obejrzał dokładnie chatkę, dla pewności, by nic tu nie zostało. 
- Gotowy do drogi? - Spytał pajacyka, a otrzymawszy twierdzącą odpowiedź, pozwolił mu się prowadzić do Monmort; może i był naiwniakiem, ale faktycznie wierzył w Eliego, bo w końcu to on chadzał do miasta gdy Alek był chory. No i w końcu zaufanie jest podstawą każdej bliższej relacji, a jak rozwinie się ta... to już kwestia czasu. 
zt. 


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Chatka   

Powrót do góry Go down
 
Chatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Drewniana chatka Alicji

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Góry Briggs-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.