.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac główny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Plac główny   Nie Lip 17, 2016 1:59 am

Jest to najpopularniejszy punkt orientacyjny miasta North - bardzo charakterystyczny, duży, pusty plac, w którego centrum znajduje się pomnik żołnierza na koniu. Plac ów okrążony jest ławkami, na których, mimo panujących tu temperatur, często można spotkać mieszkańców tego miasta. Do tego punktu podobno prowadzą wszystkie drogi w mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Plac główny   Sob Paź 01, 2016 10:45 pm

Mieszkał już trochę w North i starał się mniej-więcej ogarniać co i jak; wynajmowanie pokoju w hotelu razem z Naohiro było rzeczą dość opłacalną, jednak dalej pochłaniającą koszty. Co prawda dostał co nieco za pomoc po lawinie, którą sam wywołał, łapał się mniejszych prac, ale jak na materialistę przystało, Casey chciał mieć więcej
Tego popołudnia, to jest w okolicach godziny siedemnastej, był świeżo po wizycie w jednej z pobliskich kawiarenek i wyszedł z kubkiem gorącej czekolady na główny plac tego miasta, a powód tego był bardzo prosty... Tudzież powody były proste, bo ostatecznie miał je dwa. Pierwszy może zdawać się poetycki i banalny naraz, ale uwielbiał widok śniegu o zachodzie słońca, a jak wiadomo, w North śniegu mieli jak lodu. Drugim było wypatrzenie jakiegoś głupiego głupka, który nie umie pilnować swoich rzeczy i jak skończony gałgan pozwoli sobie zachachmęcić portfel. 
Tak też przycupnął sobie na jednej z ławeczek i grzał dłonie o papierowy kubek wypełniony przyjemnie gorącą zawartością, niby to ukradkiem zerkając na kolejnych przechodniów i niespiesznie racząc się słodkim napojem. W końcu ten mu nigdzie nie ucieknie, a dobro najlepiej jest dawkować małymi porcjami i delektować się nim, bo inaczej szybko się znudzi. Wodził więc tak spojrzeniem po ludziach, którzy przechadzali się w tę i z powrotem po placyku, chcąc wyłapać wzrokiem kogokolwiek, kto mógłby być na tyle nieuważny, by utracić portfel. 
W końcu znalazł jego. Gałgan ów miał na sobie długi płaszcz, jego ręce od nadgarstków w górę były zabandażowane, twarz nadzwyczaj przyjemne dla oka, niby dorosła, ale jednak z jakimś dziecinnym zabarwieniem... Do tego te piękne, brązowe oczy, które naraz zdawały się nieskażone żadną złą myślą. Tak, to był człowiek tego typu. Casey zmrużył własne oczęta i uśmiechnął się szeroko; pan Gałgan wyglądał jak idealny cel, który nawet nie zwróci uwagi na kradzież. 
Chłopak podniósł się z ławki i ruszył prosto na jegomościa, niby to od niechcenia, niby po prostu po to, żeby iść; w pewnej chwili dość realistycznie odegrał poślizg na lekko oblodzonym chodniku i uderzył swoim ciałem w ramię nieznajomego. Od razu wymamrotał przeprosiny i uśmiechnął się z wystudiowanym zawstydzeniem, po czym wsunął rękę do kieszeni faceta i płynnym, delikatnym ruchem wydobył z niej pożądany przedmiot, by następnie oddalić się jak najszybciej. Przykucnąwszy pod pomnikiem znajdującym się w centrum placu chłopak odłożył swój do połowy opróżniony kubek, otworzył portfel i chciał wyciągnąć z niego pieniądze, gdy te nagle zaczęły płonąć. 
- Uwa! Co...?! - Pisnął o wiele głośniej niż zamierzał i chcąc się jak najszybciej oddalić od podejrzanego obiektu usiłował odskoczyć, jednak skończyło się to tak, że klapnął zadkiem o pokryty lodem chodnik. Pieniądze zgasły równie nagle co zapłonęły, jednak Casey zupełnie nie wiedział, co powinien o tym w tej chwili myśleć, nie wspominając o panie Gałganie, który jak spod ziemi wyrósł obok niego. Chłopak uniósł wzrok na sylwetkę, która rzucała na niego cień i zanim zdążył ugryźć się w język, wykrzyknął:
- O, pan Gałgan!
Powrót do góry Go down
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Nie Paź 02, 2016 9:50 pm

Elliott wesoło kroczył po placu, mając cały dzień dla siebie. Miał zamiar rzecz jasna odwiedzić niebawem Aleksieja, zobaczyć, czy z jego nogą jest wszystko w porządku... powinno być, w końcu minęło już sporo czasu, od czasu, kiedy ten ją zepsuł! Więc Ashley chciał upewnić się, że jego ptyś jest zdrów, no i oczywiście spędzić z nim trochę czasu. Nie dało się ukryć, że mocno się za nim stęsknił, co zdumiało nawet niego. Oczywiście, że nie wątpił w swoje uczucia, gdy je wyznawał, po prostu zazwyczaj takie przywiązanie mijało mu już kilka dni po rozstaniu z bliską mu osobą, pozostawiając co najwyżej miłe wrażenia, gdy wspominał wspólne chwile. Raczej nie zdarzało mu się gnać setki kilometrów, by tylko ujrzeć tę osobę. Był tą nowością dość podekscytowany. Coś, czego nie znał i nie do końca rozumiał, zawsze przyprawiało go o dreszczyk emocji. Sama myśl, by to się skończyło, napawało go niejasnym niepokojem. Dlatego o tę relację należało dbać, a nic nie wpływa na nią gorzej niż przedłużająca się rozłąka! Zwłaszcza, że Eli nie przypominał sobie podawania mu swojego adresu, nie mogli więc do siebie nawet pisać. Ale Eli był raczej włóczykijem, plątał się po świecie i nie było dla niego problemem wstąpienie tu czy tam. Kusiło go nieco, by pójść tą samą drogą co wcześniej, by zahaczyć o chatkę w górach, która przywoływała tyle wspomnień, ale uznał, że nie chce o tyle dłużej czekać, wiec znalazł pociąg i wyruszył do North City. Nie wiedział co prawda, czy na ten czas Aleksiej zostanie zwolniony ze służby, by wyzdrowieć, więc czy powinien go szukać w forcie, czy w Monmort u Mariś, ale obskoczy to i to, szybko się dowie!
Póki co jednak robił sobie spacer, szukając miejsca, gdzie mógłby coś zjeść i może napić się jakiejś kawy. Ten napój również miło kojarzył z Aleksiejem, który pałał do niego wyraźną miłością. Jednak nim cokolwiek dostrzegł, ktoś na niego wpadł. Zaskoczony spojrzał na niewysokiego chłopca o czarnych włosach, który zaczął go przepraszać. Uśmiechnął się przyjaźnie, pomagając mu złapać równowagę.
- Nic się nie stało! - zapewnił go, zaraz jednak chłopak się zmył a Eli zaskoczony tak szybką jego ewakuacją, podrapał się w głowę, odprowadzając go wzrokiem, ale cóż, może się śpieszył? W zamyśleniu wsunął dłonie do kieszeni i... wyczuł pustą przestrzeń. Tam, gdzie wcześniej miał... cóż, pewną niespodziankę, na którą niedawno natknął się w jednym sklepie. Jego usta wykrzywił szeroki uśmiech, kiedy ruszył w ślad za młodym chłopcem, mając niejakie podejrzenia, że zgubienie portfela mogło mieć w nim swoje źródło. Swoją drogą podziwiał umiejętności tamtego. Nawet nie zauważył, kiedy ten go okradł, a gdyby nie zbieg okoliczności, zgubę mógłby odkryć po odejściu sporego kawałka drogi. A jednak nie był pierwszym lepszym przechodniem, sam również nieraz trudnił się zabieraniem własności innym ludziom Teraz jednak z odległości kilku kroków obserwował, jak ciekawski złodziejaszek otwiera jego własność... i ląduje spektakularnie na ziemi. Błazen wyszczerzył zęby i podszedł do niego i pochylił się, podnosząc swój mały rekwizyt.
- Ojej, chyba coś upuściłem - odparł słodko, puszczając mu oczko z cwanym uśmiechem. - Jestem pan Gałgan? Tak jeszcze nikt mnie nie nazywał, ojej! Wiesz, przeziębisz się, jak tak będziesz siedział na ziemi! - Chwycił go za rękę i pomógł podnieść się na nogi. - To było całkiem dobre, wiesz! Masz talent! Jak ci na imię? Ja jestem Elliott, Elliott Ashley, ale samo imię jest ok! I powiedz, znasz tu jakąś dobrą kawiarnię? - Patrzył wesoło w niebieskie oczy młodzieńca, a w jego własnych błyskały łobuzerskie błyski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Plac główny   Pon Paź 03, 2016 1:37 pm

Czy czuł jakiekolwiek wyrzuty sumienia związane z tym, że okradł kogoś, kto jeszcze przed chwilą okazał mu uprzejmość? Z jednej strony na pewno, jednak kilka ostatnich miesięcy nauczyły go jednej myśli, która brzmiała "w świecie tym zabij lub zgiń sam", a którą też traktował dość lakonicznie, bo ograniczał się do okradania innych, by samemu zapewnić sobie względny dobrobyt. Co dalej? Dalej można było się nawet zabierać za pomaganie innym. 
Ciężko było jednoznacznie określić, co Casey poczuł w chwili, gdy ów krnąbrny rekwizyt zapłonął w jego dłoni; przede wszystkim przez myśl przeszło mu, że mogła to być alchemia ognia, jednak natychmiast wymazał taką ideę. Nawet on nie był taką ofermą, by używać alchemii nieświadomie i było to dla niego jeszcze mniej realne niż odkrycie tej zajmującej się ogniem. Nie można oczywiście zapomnieć o tym, że Flynn był zdezorientowany i przestraszony, jednak obok tego wszystkiego był też pewien zachwyt i zainteresowanie tym, co właśnie się stało. 
Zadrżał natomiast dość intensywnie, kiedy pan Gałgan zdawał się przyłapać go na gorącym uczynku i nie było to zbyt przyjemne, natomiast umysł Caseya błądził między dwiema opcjami - przygotować się na oberwanie za kradzież, na jakieś uderzenie, czy zerwać się jak najszybciej do ucieczki. Nie miał jednak ani chwili na podjęcie decyzji, ponieważ nieznajomy postanowił pomóc mu wstać. Casey wysłuchał go, jednak dalej niezbyt ufnie podchodził do sprawy; podniesiony otrzepał się tylko ze śniegu i patrzył spode łba na Elliotta, chcąc wyczytać cokolwiek z jego twarzy i ruchów.
Ten mężczyzna nie wydawał się specjalnie niezadowolony faktem, że Flynn usiłował go okraść. Ba, chłopak odnosił wrażenie, że Ashley tylko na coś takiego czekał; taką myśl pogłębiło tylko to, co ten powiedział w następnej chwili. Nie trzeba chyba mówić, że młody alchemik zdziwił się jeszcze bardziej, a oczy otworzyły się szerzej - jakoś nie mógł w to wszystko uwierzyć. Człowiek z tak luźnym podejściem do życia w dzisiejszych czasach zdawał się chłopcu nierealny i chyba przez to jeszcze mocniej interesujący. 
- Casey i... Nie trzeba z taką troską, co nie...! Jestem dorosły i no... No ten, wiem, robię tak dłuższy czas - "I nie mam instynktu samozachowawczego" - I, ym, mogę znać. Ta przy stacji jest okej, um, pan spróbuje! - Casey, jako istota niewiele myśląca, od razu schylił się po kubek, którego cudem udało im się nie wywrócić i bez zbędnych ceregieli podetknął Elliottowi pod sam nos. Czekolada znajdująca się w nim wciąż lekko grzała w dłonie, także powinna być dobra do picia. Kiedy Eli poczęstował się lub też nie, chłopak przekrzywił głowę na bok i chwilę milczał, wgapiając się w mężczyznę. 
- Ym, pan... Jest alchemikiem? Co to za sztuczka? Mi wyglądała bardziej na danchemię, bo ładnie na odległość poszło, ale... Nie wygląda pan jakby był z Xing! Mój przyjaciel stamtąd pochodzi, a ja jestem z Napoli w Centrali i... - I chłopiec tak radośnie gdakał sobie o byle czym, prowadząc przy tym swojego nowego znajomego do wspomnianej kawiarni. 
zt x2, a krótko, bo mam komputer na chwilę.
Powrót do góry Go down
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Wto Lis 01, 2016 10:02 pm

Naohiro już od dłuższego czasu przebywał w North City i, prawdę powiedziawszy, zdążył się nawet przyzwyczaić do panującego tu klimatu. I do Caseya. Powiedzmy... Jakkolwiek, kapeńkę mniej przeszkadzała mu niższa niż w jego rodzinnych stronach temperatura (a po swojej podróży przez pustynię miał naprawdę dosyć upałów, więc tutejsze zimno było idealne), a tym samym nie czuł potrzeby przesiedzenia całego dnia w budynku - jak to w pierwszych dniach pobytu tutaj, kiedy dodatkowo był przemarznięty po przedzieraniu się przez pozostałe po lawinie zaspy. Dlatego też nic nie stało na przeszkodzie, by wyjść do miasta, choćby w celu poszukania sobie jakiegoś chwilowego zajęcia.
Wprawdzie praca dla kogokolwiek była dla niego perspektywą zdecydowanie nieprzyjemną i z chęcią wyzbyłby się takiego pomysłu z głowy, ale chcąc zostać tu jeszcze jakiś czas, musiał jednak jakoś zarobić... A siedząc w miejscu i nic nie robiąc, niezbyt by się to udało.
No i gdzie najłatwiej pójść i usłyszeć cokolwiek, co mogłoby pomóc w poszukiwaniach? Kolejna mało przyjemna wizja przebywania w tłumie ludzi, których na placu zawsze było pełno... jednak cóż począć, od czasu do czasu należało się nieco poświęcić.
Co nie znaczyło, że spojrzenie Iwaizumiego, które przemykało po mijających go osobach, było choć trochę milsze niż zwykle. Mrożenie wzrokiem nadal było jego ulubionym sposobem wyrażania uczuć, a obecnie dominującym wśród nich było "mam tego dosyć, zniknijcie wszyscy". Czyli tak właściwie nic nowego...
Mężczyzna, zatrzymując się na moment w miejscu, zamyślił się nad tym, co właściwie robić dalej. Czy jest sens siedzieć w tym mieście? Czy może warto byłoby wyjechać gdzieś dalej... tym razem bez kóz, rzecz jasna! W końcu planował dowiedzieć się czegoś o alchemii, przybywając do Amestris, a póki co...
Gdyby w tej chwili nie wpadła na niego banda rozwrzeszczanych dzieciaków, które widać nic sobie nie robiły z obecności zielonego doktorka i zwaliły się na niego w pełnym pędzie, warknąłby na podsumowanie własnych przemyśleń. Ale tak... tak warknął jeszcze głośniej.
Zachwiał się, po drodze wykonując półpiruet godny primabaleriny, po czym z miną pełną czystej nienawiści do rodzaju homo sapiens dzieciakus, nadal częściowo zgięty w pół spojrzał w ich stronę... I dostał z czyjejś małej łapki, która nadzwyczaj efektownie zrzuciła okulary z nosa pana zielonego.
Naohiro zaklął głośno, mrużąc oczy i mając ochotę zerwać się w pogoń za dzieciakami, które nawet nie zwróciły na niego uwagi... tyle że problem był jeden. Widział jedynie tyle, co oddalające się, rozmazane plamy. A okulary już w ogóle zniknęły, stapiając się z powierzchnią, na której wylądowały... więc mężczyzna na ten moment został na wpół ślepy.
- Szlag niech to... - mruknął do siebie, wgapiając się w ziemię i mając nadzieję dostrzec gdzieś własne oprawki. Krótkowzroczność rzecz podła, zwłaszcza przy takiej wadzie... W obecnym stanie nie mógłby nawet nigdzie dojść, bo najpewniej na pierwszym lepszym skrzyżowaniu wpadłby pod samochód. - I gdzie są te namolne i pomagające osoby, kiedy ich potrzeba...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Archibald
AKROBATKA

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Sob Lis 05, 2016 11:09 am

Anastasia przybyła do North City parę godzin temu. Co osoba przynależąca do mafii robiła w miejscu takim jak to? Nie uwierzycie! Nastka postanowiła przebyć taki hektar tylko po to, aby zaopatrzyć się w sweter z koziej wełny oraz w ser biały wyrobiony z mleka tego samego zwierzaka. To, że zamierzała również wykonać pewne zadanie dla Cyrku Wonderlust, to zupełnie inna bajka. Jej głównym celem były zakupy, a ich nawet zadanie przydzielone przez samego przywódcę mafii nie przeszkodziłoby jej tej czynności. W końcu, kto lub co byłoby w stanie powstrzymać płeć piękną przed nabywaniem fatałaszków? Oczywiście, że nikt i nic.
Tak więc różowowłosa już z dwiema torbami w rękach szła przez plac główny. Kobieta, będąc od około czterech godzin na nogach, zatrzymała się, aby przez chwilę się zastanowić, co zrobi dalej. I wtedy zauważyła wysokiego mężczyzn, który miał... ZIELONE WŁOSY!? Nastka, no co ty! Przecież twój kolor też nie jest naturalny! Chociaż trzeba przyznać, że ta zieleń za bardzo rzuca się w oczy... Ale przynajmniej pasuje do całego wizerunku tej osoby! Spojrzenie kobiety padło na twarz Iwaizumiego, która na dany moment wyrażała niechęć. Anastasia zastanawiała się nad tym, dlaczego od mężczyzny bije chłód jeszcze potężniejszy niż ujemne temperatury w North area oraz do czego pała aż tak wielką nienawiścią... Kiedy nagle banda dzieciaków zwaliła się na niego, panna Archibald zachichotała, postanowiła dalej przyglądać się obecnej sytuacji, podczas gdy doktorek raczej zbytnio nie był w stanie tego zrobić, ponieważ jeden z brzdąców niechcący pacnął doktora, jednocześnie pozbawiając go okularków. Nastka zachichotała po raz kolejny.
Poprawmy mu ten zły humor, a może karma sprawi, że ten dzień stanie się dla mnie jeszcze ciekawszy? Z tą myślą w głowie oraz delikatnym uśmiechem na twarzyczce, Ana pokonała dystans dzielący ją i zielonowłosego. Z gracją i wdziękiem podniosła z ziemi okulary należące do ofiary dzieciaków następnie stając na palcach, założyła je właścicielowi na nos.
- Dzień dobry. Wszystko w porządku? Dzieciaki nie narobiły panu więcej szkód? - Różowowłosa wypowiedziała te trzy zdania dosyć troskliwym, a jednocześnie wesołym głosem. W końcu jak mogłaby zachować powagę, skoro mężczyzna mierzący około 190 centymetrów został pokonany przez parę brzdąców?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Nie Lis 06, 2016 11:31 pm

... jakież to było zbawienne uczucie, gdy wzrok - lepszy wzrok, w końcu Nao aż tak ślepy nie jest - powrócił, czemu towarzyszył jednocześnie widok osoby, która wybawiła go przed dość marnie wyglądającym na oczach innych poszukiwaniem leżących gdzieś okularów. W pierwszej chwili Iwaizumi miał ochotę skrzywić się w typowym dla siebie grymasie, ignorując dobrą wolę stojącej przed nim dziewczyny i po prostu odejść w swoją stronę... czyli gdziekolwiek, byle dalej stąd. Ale coś go tknęło - albo po prostu był "miło" zaskoczony, że znalazł się człowiek, który postanowił jednak pomóc... No i człowiekiem tym okazała się całkiem urodziwa, różowowłosa pani, nie żeby doktorek zwracał na to bardzo uwagę. Co prawda miał wrażenie, że za tym uprzejmie brzmiącym pytaniem kryje się jakieś rozbawienie jego osobą... i to akurat mogłoby go znowu zdenerwować. Jednak...
- Dobry... powiedzmy, że dobry - mruknął, poprawiając raz jeszcze oprawki, a tym samym przyglądając się swojej rozmówczyni uważniej. - A czy wszystko dobrze, mógłbym się zastanawiać... - Z tymi słowy zerknął w kierunku, gdzie zniknęły dzieciaki, zastanawiając się jednocześnie, czy ktoś poza różowowłosą widział całą akcję z Naohiro w roli głównej. Ludzi na placu trochę było. Temu zaraz potem zmroził wszystkich stojących najbliżej spojrzeniem. - Małe, nieznośnie... - Prychnął cicho z kpiną, po raz kolejny dochodząc do tego, jak nienawidzi dzieci. Następnie z taką samą miną spojrzał na dziewczynę. Dzieckiem nie była, tyle dobrze. Jednak... Mogła sobie być wesoła nawet bez powodu, ale Iwaizumi miał dziwne wrażenie, że to on był tym powodem. I nie miał zamiaru pozwalać komuś się z siebie śmiać. Miał tego serdecznie dosyć, naprawdę. A poza tym... nawet za zwyczajnie radosnymi ludźmi nie przepadał. - Pośmiała się pani wystarczająco, mam nadzieję? - rzucił sucho, spoglądając na kobietę z góry. Oczywiście nie zamierzał za nic dziękować...! A skąd. Byłoby to ostatnią rzeczą, o jakiej by pomyślał. - Jeśli tak, pozwoli pani, że zostawię panią z tym świetnym humorem...? - dodał jeszcze, mimo wszystko nie ruszając się nadal z miejsca, a patrząc na nią wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Archibald
AKROBATKA

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Nie Lis 13, 2016 11:24 am

- Ten dzień akurat powinien być dla pana dobry. Używając własnych nóg, może pan chodzić, gdzie chce i kiedy chce, a nie wszyscy mają tyle szczęścia. - Anastasia tymi słowami chciała pokazać Naohiro, że pomimo wypadku z dzieciakami ma on zdecydowanie więcej szczęścia niż poniektórzy ludzie na tym świecie. Jej głos był pełen optymizmu, nie wykazywał niechęci bądź pogardy. Trzeba być delikatnym, ktoś chyba dzisiaj wstał lewą nogą...
- Pośmiałam się? A czy pan, widząc kogoś w takiej sytuacji, nie śmiałby się? Powiem więcej, gdybym chciała się pośmiać, nie podałabym panu okularów, a mimo wszystko jednak to zrobiłam. Czy to nie udowadnia moich szczerych intencji? - Kobieta uważnie przypatrywała się Naohiro, najbardziej zastanawiało ją jego zimne spojrzenie. Jeszcze zimniejsze niż moje tamtego dnia... Może mogłabym mu jakoś ten humorek poprawić? Sprawdzić, aby aura otaczająca go roztopiła się jak lód pod wpływem ciepła?
- Na poprawę humoru proponuję kawę! Kawa jest dobra na wszystko, a jeśli nie pija pan kawy, to może zamówić pan herbatę. Ja stawiam. O! I nazywam się Anastasia Archibald, mam nadzieję, że pomimo złego dnia ta znajomość będzie dla pana czymś miłym! - Panna Archibald wyciągnęła rękę w stronę pana Iwaizumiego, na jej twarzyczce gościł ciepły uśmiech wraz z delikatnymi rumieńcami wywołanymi przez ziąb panujący wokół. Można by rzec, że Akrobatka swoją postawą wywoływała ogromny kontrast z otoczeniem. Ciepła, promienna oraz miła osoba na tle ośnieżonego, zimnego miasta, w którym każdy skupia się na swoich sprawach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Czw Lis 17, 2016 11:09 pm

Naohiro spojrzał na kobietę z lekka jak na osobę, której szaleństwo wręcz biło z oczu. Przy czym w jej wypadku tak nie było… Zachowywała się  w końcu zupełnie naturalnie, tyle że zielony nie spodziewał się od kogoś usłyszeć takich słów. Do tego wypowiedzianych tak lekko i przekonująco. Wprawdzie mężczyzny to nie przekonało, nadal miał minę osoby nienawidzącej całego świata, a do tego zmarszczył brwi, przysłuchując się – o dziwo! nawet uważniej – temu, co mówiła.
- Ten mały szczegół, że mnie ci „wszyscy” średnio obchodzą… – mruknął cicho, odwracając na chwilę wzrok od rozmówczyni. Sekundę później jednak znowu spojrzał na nią, tym razem z jeszcze większą irytacją w oczach.
- Owszem, niektórzy przejdą i nawet nie zwrócą uwagi na podobną sytuację, nie wspominając o… – zielonowłosy może i planowałby ciągnąć to zdanie, jednak w momencie, gdy Anastasia wspomniała o okularach, prychnął cicho. Bo najgorsze było to właśnie, że miała trochę racji. Nie żeby Iwaizumi planował to przyznać na głos, ale w końcu… faktycznie, gdyby nie ta tu osoba, najpewniej byłby połowicznie ślepy przez kolejne kilka minut.
Może wypadałoby w związku z tym zachowywać się choć odrobinę przyjaźniej…?
Kłopot leżał w tym, iż Naohiro to niezbyt wychodziło, zresztą nawet nie miał na takie starania ochoty.
Dlatego na jej kolejne słowa ponownie parsknął, tym razem z lekką kpiną.
- Kawa… Uważa pani, że naprawdę nie mam co robić, jak iść gdzieś tylko po to, żeby napić się kawy…? – zagadnął, ale równocześnie z tymi słowami uświadomił sobie, że tak - zupełnie nie miał co robić - i tak – chętnie by gdzieś siadł i wypił coś ciepłego…
Westchnął cicho, kątem oka zerknąwszy na rozmówczynię. Naprawdę nie przepadał za tak przyjacielsko prezentującymi się osobami. I nie miał ochoty na siedzenie teraz w czyimś towarzystwie. Jednak…
- Iwaizumi Naohiro – rzucił równie mrukliwie, jak wcześniej. Ale i tak jakaś poprawa! Normalnie raczej nie przedstawiał się obcym ludziom. – No i dobrze… – dodał zaraz po tym, mając nadzieję, że kobieta domyśli się, o co mu chodzi. Był to poniekąd dobry sposób na pozbycie towarzystwa… spędzić z kimś chwilę, a potem szybko się ulotnić. Jedynie ten moment przecierpieć… ale cóż, aż tyle może człowiekowi nie zaszkodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Archibald
AKROBATKA

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Plac główny   Czw Lis 24, 2016 8:06 pm

Zapamiętać, nie obchodzą go inni... Znieczulica atakuje! W sumie... wcale nie jestem lepsza.
Tak jak kodeks savoir-vivre nakazywał, tak Anastasia uważnie słuchała wszystkich odpowiedzi Naohiro. Fakt, że ten zimny mężczyzna nie interesuje się losem osób, które mają zdecydowanie gorsze życie od niego, nie zrobił na niej absolutnie żadnego wrażenia. Niemniej jednak chcąc wyjść na delikatną oraz wrażliwą, zmarszczyła brwi.
- Nie powinien pan myśleć tylko o sobie. To strasznie egoistyczne. - Stwierdziła oschłym głosem, a z jej oczu zaczął bić chłód, jeszcze zimniejszy niż ten, który obecnie panował w North City. Pomimo tego, że wykazywała się podobną postawą co mężczyzna, nie podobało jej się to.
- A pan zwróciłby uwagę? A może przeszedłby pan obojętnie? Mhm? Przepraszam, że z góry pana oceniam, ale sądząc po pańskiej poprzedniej wypowiedzi, najprawdopodobniej przeszedłby pan obojętnie obok takiej osoby. Znieczulica, właśnie na to choruje świat. Co robimy, zamiast z tym walczyć? Chowamy się po domach i krytykujemy innych. - Nienawidziła tego z całego serca, uważała, że ta choroba społeczna nigdy nie powinna się pojawić. Ze złości zacisnęła pięści oraz zamrugała parę razy. I wtedy sobie przypomniała, gdzie się znajduje.
- Ja... Przepraszam za moje zachowanie. - Powiedziała zupełnie szczerze, a na jej twarzy pojawił się ciepły uśmieszek. Nie było jej głupio, że tak się zachowała, a mowa jej ciała zdecydowanie to pokazywała. Dłonie, które przed chwilą były zaciśnięte, teraz schowała do kieszeni płaszczyka, oczy swobodnie wpatrywały się w twarz obcokrajowca.
- Więc Naohiro Iwaizumi... Zgaduję, że pochodzisz z Xing? Tam akurat jeszcze nigdy nie byłam! - Ana próbując wyobrazić sobie ów państwo, spojrzała na niebo, a jej oczy zdecydowanie wskazywały na to, że na chwilę się rozmarzyła. Jednak gdy z ust jej rozmówcy padła zgoda na pójście do kawiarni, spojrzała na niego troszkę zdziwiona, oczywiście pozytywnie zdziwiona.
- Cieszę się, że pan się zgodził... I może zaczniemy zwracać się do siebie po imieniu, dobrze? - Różowowłosa na chwilę przestała mówić, aby dać zielonowłosemu dojść do słowa. - Niedaleko stąd widziałam kawiarnię! I słyszałam, że mają tam najlepszą czekoladę w całym North City! - Po wypowiedzeniu tego zdania, zaczęła iść w stronę kawiarni. Była szczęśliwa i nie ukrywała tego w końcu, kiedy ziąb na zewnątrz nic nie smakuje tak dobrze, jak gorący napój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Plac główny   

Powrót do góry Go down
 
Plac główny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: North City-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.