.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Ulice   Nie Lip 17, 2016 10:01 pm

Często pełne wystrojonych przechodniów, wojskowych czy też wesołych dzieci, wszystkich podążających ku własnym sprawom. Układają się w gęstą sieć, rozchodzącą się promieniście od Kwatery głównej, połączoną równie starannie wytyczonymi przecznicami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Sie 04, 2016 9:39 pm

Pałętał się po ulicach jak zwykle bez celu. Ludzie spoglądali na niego. Niektórzy dyskretnie a inni wyraźnie pokazywali na niego palcem. Nie dziwił im się i nie miał im za złe. Spod jego bluzy widać tylko kawałek jego twarzy niczym kobiety z ishvalu przemierzającej pustynne miasta. Wśród tych wyniosłych i schludnych ludzi on wyróżniam się na pierwszy rzut oka. Pomijając podejrzane skrycie swej twarzy jego ubrania są niestarannie pozszywane i brudne. Ruszył do przodu. Niedaleko jest alejka do której miał się udać. Przymrużonym okiem oglądł okrojoną przez kaptur panoramę miasta. Już nie daleko. Przytulając się do rogu budynku wręcz na milimetry skręcił do małej ciasnej uliczki. Cień który tam się znajdował pozwolił mu ściągnąć kaptur i rozpiąć kołnierz by zaczerpnąć lepiej smakującego powietrza niż te spod przepoconej bluzy. Włożył rękę do torby i wyciągałem puszkę kociej karmy. Usiadł na ziemi i otworzyłem ją charakterystycznym trzaśnięciem. Potem tylko zawołał.
-Kici kici kici.
Jego oku ukazały się dwa starsze koty. Położył jedną puszkę na ziemi i wyciągałem kolejną którą otworzył jak poprzednią. Spoglądając na sierściuchy zaczął jeść razem z nimi ruszając szczęką i wkładając kawałki karmy do niej bezpośrednio przez ubytek po policzku który oddał wiele miesięcy temu. Kolejny dzień. Zdobył już wszystko więc pozostaje mu tylko trwać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Sie 04, 2016 10:37 pm

Olivier powolnym krokiem szedł wzdłuż ulicy. Nie miał dziś dyżuru, jednak ubrany był w mundur. Urwał się z biura - miał pełno tej cholernej papierkowej roboty... Potrzebował zaczerpnąć świeżego powietrza. I kawy. I papierosa, jeśli wystarczy mu czasu. Nie, żeby jakoś bardzo się nim przejmował - jego tempo było iście ślimacze, jednak gdzieś w podświadomości miał wizję zostawania po godzinach, która wcale mu się nie podobała. Westchnął, skręcając w kolejną uliczkę. Ujrzał swój cel - sklep! Z nieukrywaną radością wszedł do niego. Farleyowa lista zakupów nie była długa; główną i de facto jedyną rzeczą, która się na niej znajdowała była kawa rozpuszczalna. Przy kasie skusił się też na paczkę fajek i zapałki, które wcześniej przeszły mu przez myśl. Co mi szkodzi? Na coś trzeba umrzeć.
Gdyby chłopak posiadał zegarek, z pewnością teraz by na niego zerknął i stwierdziłby, że jeśli przyspieszy kroku to może nawet nie będzie musiał nikomu się tłumaczyć ze swojej nieobecności. Jednak, Olivier takowego przy sobie nie miał, więc po wyjściu ze sklepu, skusił się na przed chwilą zakupione papierosy. Wyjął jednego i odpalił. Ruszył przed siebie, nie szybciej niż uprzednio - żółw, gdyby się postarał, mógłby go wyprzedzić. Jednak, o dziwo, by wrócić odrobinę szybciej, zdecydował się na skrót. Nie był on najprzyjemniejszy - mała, wąska uliczka. Ciemna nawet za dnia. Olivier był przekonany, że gdyby był cywilem to nocą za żadne skarby by się tam nie zapuścił. Ale nim nie był. I zbyt często tamtędy przechodził, by w tym momencie odczuwać jakikolwiek dyskomfort.
Chłopak nie spodziewał się, że kogokolwiek spotka w takim miejscu. Zmarszczył brwi. Kto normalny zaszywa się w ciemnych uliczkach? Tylko jakieś podejrzane typy. Wypuścił dym z ust i wyprostował się, by czujnie zbliżyć się do nieznajomego.
- Hej, ty! - zawołał. Nic mu nie zrobi, na dłużej nie będzie zatrzymywał. Tylko sprawdzi dokumenty. Tak na wszelki wypadek. Ostatnio zbyt często słyszał o nieprzyjemnych sytuacjach takich jak kradzieże, czy nawet... Morderstwa.
Dopiero gdy podszedł bliżej, ujrzał dwie mniejsze sylwetki kręcące się koło mężczyzny. Uh, koty? Obcy chyba nie miał żadnych złych zamiarów. Czy on... Karmił je?
- Erm... - zająknął się. Zmieszał się - dlaczego od razu wyciągnął jakieś błędne wnioski? Nie powinien być taki uprzedzony - To twoje zwierzaki? - zagadnął, starając się jakkolwiek wybrnąć z sytuacji.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Sie 04, 2016 11:19 pm

Opróżniał puszkę dość szybko. Jednak nie tak szybko jak głodne bezdomne koty naprzeciw niego. Powoli zaczął słyszeć kroki zmierzające w jego stronę. Siedział na środku uliczki więc postanowił się lekko przesunąć tak by niepotrzebnie nie utrudniać życia jakiemuś mieszczaninowi. Zawołał go jakiś głos. Położył resztę puszki jedzenia pod ścianą tak by i koty zeszły z drogi zaczepiającego go człowieka. Spojrzał na niego lekko unosząc głowę i wysłuchując jego pytania. Przełknął ostatni kawałek mięsa. Ów ktoś miał wojskowy mundur co nie umkło jego uwadze. Raczej nic ważnego ale nie miał żadnych dokumentów więc mógł być to początek jego problemów. Powinien uciekać? A może starać się wywrzeć na nim wrażenie zwykłego obywatela? Póki siedział w zaciemnionym miejscu a i jego głowa nie była wyraźnie uniesiona zapiął kołnierz. Pomyślał, że trzeba sprawić wrażenie jak najbardziej przeciętnego dlatego zakrył ubytki. Wstał i spojrzał na blondyna. Ktoś oczekiwał od niego odpowiedzi.
-Nie. To nie moje koty.
Obawy, że żołnierz zobaczy jego blizny znikły. Był 20 centymetrów niższy więc kołnierz powinien zakryć je w całości. Przesunął się pod ścianę z kotami i stanął do niej plecami tak by zostawić dużo miejsca do przejścia wojskowemu. Nie chciał dać mu wyraźniejszego gestu, że ten ktoś może przejść i go zostawić. Spojrzał na niego zastanawiając się czy będzie chciał prowadzić z nim jeszcze jakieś interakcje. W tej chwili zdał sobie sprawę jak głupio postąpił.  Zapinając kołnierz mógł wzbudzić podejrzane wrażenie próby ukrycia tożsamości ale było już za późno. Może wojskowy nie odbierze tego w ten sposób. A może powinien zacząć uciekać? A może zaatakować? Co daje największe szanse na przeżycie?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Sie 05, 2016 12:21 am

Olivier przykucnął, by lepiej przyjrzeć się kotom. Przytrzymał papierosa w ustach i wyciągnął jedną z dłoni, by pogłaskać tego, który znajdował się bliżej. Zwierzaki spojrzały na niego nieufnie, ale chyba były zbyt zajęte jedzeniem, by od niego uciec, czy go podrapać. Chłopak liczył, że poczuje pod palcami przyjemną sierść, jednak... Trochę się przeliczył. Kot miał krótkie i szorstkie futrko, niezwykle brudne i w pewnych miejscach nawet posklejane.
Blondyn zerknął na obcego, który właśnie oznajmił mu, że sierściuchy nie należą do niego.
- Oh - wymsknęło mu się. Cóż, to wiele wyjaśniało. Farley cofnął rękę, po czym wyprostował się, by ponownie spojrzeć na mężczyznę. Nie wzbudzał on zbyt pozytywnych emocji - siedział w ciemnej uliczce, a teraz jeszcze zasłaniał twarz. Dlaczego? Czyżby... Miał coś do ukrycia? Chociaż, z drugiej strony nie robił niczego złego. Dokarmiał koty. Czy osoba dokarmiająca koty może być nikczemna? Wojskowy westchnął, przy okazji wypuszczając dym papierosowy. Nie lubił takich sytuacji.
- Co tutaj robisz? - zapytał dość neutralnie. Nie będzie od razu zakładać najgorszego. Zerknął na papierosa, z którego już został sam filtr. Rzucił go na ziemię i przydeptał butem - To nie jest najciekawsza uliczka - zauważył z lekkim rozbawieniem w głosie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Sie 05, 2016 1:11 am

Kolejne pytanie skierowane w jego stronę. Nie wygląda na to by "policjant" chciał szybko go zostawić. Nie ma szansy uciec z jego ciałem przed wyszkolonym wojskowym. Czy powinien go zaatakować? Żołnierz nie przeżył by tego. Czy ma prawo zabić osobę której nie potrafi jeszcze osądzić? Oczywiście, że nie... Nawet jeśli go zamkną to raczej nic większego się nie powinno stać w jego życiu. Zdoła uciec za pomocą alchemi. Jedyne co by się chwilowo zmieniło to to, że nie mógł bym dokarmiać bezdomnych zwierząt. Jeśli zdołał by uciec w jedną noc to nic nie powinno się chyba stać.. Jednak.. Jest szansa, że istnieje w tym mieście choćby pies którego dokarmienie dziś wieczór uratuje jego życie. Poza tym po ucieczce musiał by się ukrywać więc nie mógł by już dokarmić nic... Czy system tego człowieka jest warty dziesiątek systemów zwierząt? Życie to tylko energia której wartości nadają... wartości. Nie znając ich jednak bezdomny alchemik musi zdać się na wycenę energii. Czy więcej energi jest w dziesiątkach zwierząt czy w jednym człowieku? ... Sumy wydają się być podobne. Ale ile wart jest on? Ogromny umysł w zniszczonym ciele... ile warte jest narażenie jego życia? Jeśli coś pójdzie nie po planie może umrzeć. Mundurowy na pewno ma broń... Z pewnością jest wart więcej niż dziesiątki zwierząt i spotkany stróż prawa razem wzięci. Nie może walczyć. Nie może uciec...
- Mieszkam na ulicy jak one.
Spojrzał na koty.
-Nie mam dokumentów. Nie mam imienia poza tym które nadałem sobie sam. Podoba mi się moje życie.
Przykucnął by pogłaskać kota i uniósł lekko głowę by spojrzeć w oczy rówieśnika pracującego w armii. Gdyby nie cień wzmocniony zapiętym kołnierzem na pewno widać by było brak policzków.
-Ratuje życia. Zwierząt które zawsze są niewinne i nie mają grzechów. Jeden kot jest więcej wart niż wiele setek zepsutych ludzi. Ludzi zaślepionych pragnieniami , uprzedzeniami, dumą, i setkami innych pryzmatów tworzących z nich ślepe maszyny. Takich pryzmatów które też i są w tobie. Ile ludzi zabiłeś żołnierzu? Ile systemów niewinnych ludzi zdarzyło ci się zniszczyć na zawsze? Ludzi którzy mieli swoje rodziny a ich śmierć nie była warta ich wykroczeń? A ile zbirów którzy handlowali ludźmi i przeradzali wszystko wokół nich w piekło? Uważasz się za dobrego człowieka?
Nie miał zamiaru zaatakować ani uderzyć w czuły punkt. Dla niego była to zwykła i przeciętna rozmowa. Nie potrafił już mówić jak inni o rzeczach bez znaczenia.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Sie 05, 2016 2:24 am

Olivier jeszcze przez chwilę spoglądał na swojego niedopałka, który topił się w płytkiej kałuży. Nie utrzymywał kontaktu wzrokowego z nieznajomym, jednak nie znaczyło to, że go nie słuchał - ba, słuchał i to bardzo uważnie. Musiał przyznać, że te prostolinijne odpowiedzi odrobinę go... Zamurowały. Tak po prostu wszystko wyjawił? Najwidoczniej obcy nie miał żadnych złych intencji - czy ktoś, kto zamierza za chwilę nabroić odsłania ot tak część swoich kart?
- W takim razie... Jak się zwiesz, hm? - zapytał, w końcu spoglądając na niego - Słuchaj, możemy to szybko załatwić. Przejdziemy się do kwatery i tam pomogę ci załatwić całą tę papierkową robotę. Co ty na to? - zaproponował. Przez chwilę blondyn sam nie mógł uwierzyć, w to, co powiedział. Pomoc z dokumentami. Ze wszystkich obowiązków jakie miał, siedzenie w biurze nad niezliczoną ilością pism było najbardziej uciążliwe. A jednak oferował pomoc.
- Przy okazji napijemy się dobrej kawy - dodał po chwili. Uśmiechnął się ciepło i podniósł dłoń, w której trzymał słoik z kawą rozpuszczalną - może odrobinę przesadził z tą dobrą, ale lepszy rydz niż nic! Olivier musiał przyznać, że wizja kubka z gorącym napojem wydawała mu się niezwykle kusząca.
Zmarszczył brwi, gdy do jego uszu dobiegły kolejne słowa mężczyzny. Nie przerywał tego monologu, starał się uważnie słuchać, jednak... Skrzywił się, chociaż nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. O czym on mówi? Co powinien na to wszystko odpowiedzieć? Bo coś odpowiedzieć musi, nie? Nie może tego ot tak zostawić. To byłoby niemiłe i nietaktowne. A chłopak miał nadzieję na to, że szybko zażegnają ten niewielki konflikt.
- Przyświeca ci wspaniała idea - odparł powoli, bacznie obserwując reakcję nieznajomego. Uważnie dobierał słowa, by się niepotrzebnie nie pogrążać - Chociaż ja mimo wszystko wolę ratować życia ludzi. Nawet jeśli są zepsuci - w ostatnim zdaniu nie mógł powstrzymać nutki wesołości - Nie wiem, czy mogę nazwać się dobrym człowiekiem, ale zły z pewnością nie jestem. Nikogo nie zabiłem i nigdy nie zamierzam - stwierdził, chociaż nie było to do końca zgodne z prawdą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym dostanie nakaz z góry, w imię którego będzie musiał pozbawić kogoś niewinnego życia. Ale nie chciał o tym teraz myśleć.
Odchrząknął, po czym podrapał się w tył głowy.
- Jak będzie z tą kawą? Dasz się skusić? - zapytał ponownie.


Ostatnio zmieniony przez Olivier Farley dnia Pią Sie 05, 2016 11:56 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Sie 05, 2016 3:00 am

Mundurowy zaproponował mu pomoc. Bezdomny alchemik postanowił odpuścić wszelkie obawy wobec nowo poznanej osoby. Mimo iż wiedział, że na pewno wojskowy kundel ma swoje sekrety których z pewnością by nie poparł to jednak ów rówieśnik zdał jego mały niebezpieczny test.
Dlaczego ludzie lubią ukrywać swoje sekrety? Czyżby nie popierali tego co sami robili? Dlaczego nie są na tyle przekonani swojej racji żeby się bez zawahania do wszystkiego przyznawać i odkryć?  Wstydzą się samych siebie, swoich przekonań i decyzji? A może boją się innych ludzi i możliwości które by mieli z ów wiedzą? Ludzie boją się odkryć ponieważ to jak dać komuś pistolet i liczyć, że nie pociągnie za spust? Szansa 50 na 50.
Znał odpowiedz na te pytanie. Sam tego nigdy nie czuł ale potrafił odkryć głęboką podstawę do ów blokady u innych. Zazwyczaj identyczną. Postanowił przyjąć pomoc. Nie widział przeważających przeciwwskazań. Przyjmując pomoc na zawsze miał by spokój z władzami tego miasta. A przynajmniej zakopał by problematyczne sytuacje jak właśnie ta w której obecnie się znajdował. Wątpił by wypełnienie tych papierów było łatwe z jego brakiem tożsamości. Nie zrobił tego do dziś ponieważ nie tylko nie widział większej potrzeby a głównie dlatego, że stworzenie dokumentu z wpisanym jedynie imieniem wydawało mu się wręcz niemożliwe.
A Kawa?... Z tym też mógł by być dla niego problem jednak zawsze istnieją słomki. Założył kaptur i wstał. Spojrzał na blondyna przez małą szparę w ubraniu na oczy a konkretniej oko i powiedział do niego neutralnym głosem.
-Dokumenty rozwiązały by część moich problemów ale wypełnianie ich może być znacznie większym problemem niż ci się wydaje. Co do picia kawy również... Mam na imie Blind. Zgodnie z zasadą równowartej wymiany powinieneś mi podać swoje imię. A potem prowadź. Nie traćmy dnia.

* Jeśli twoja postać zna Ishvalski język to Blind znaczy ślepy

* Jeśli robimy Z/T to ide za tobą po twoim kolejnym poście.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Sie 05, 2016 12:35 pm

Spoglądał na swojego towarzysza z nadzieją, że dojdą do porozumienia. W końcu... Co im szkodziło? Olivier zdawał sobie sprawę, że mundurowi nie u wszystkich wzbudzali takie zaufanie, jakie powinni - ale przecież w każdej warstwie społecznej byli idioci, którzy tworzyli nieprzyjemne mity przez swoje głupawe wybryki. Chłopak nie mógł nic na takie rzeczy poradzić - starał się jedynie swoją postawą przywracać porządek. I... Tym razem chyba mu się udało. Gdyby miał wolne obie dłonie, teraz z pewnością klasnąłby z satysfakcją. Pokazał nieznajomemu wszystkie swoje ząbki w szerokim uśmiechu.
- W takim razie miło mi cię poznać, Blind! - zawołał wesoło - Alchemia, huh? - wywnioskował. Sam kompletnie się na niej nie znał, a jego styczność z nią ograniczała się do patrzenia z bezpiecznej odległości na wyczyny alchemików państwowych. I póki co chyba mu to wystarczało.
- Olivier Farley. Pierwszy porucznik - przedstawił się.
Kiwnął głową, po czym ruszył przed siebie, prosto do kwatery. Zastanawiał się, ile czasu zajęła im ta pogawędka i jak wiele kawy wleje w siebie podczas nadgodzin.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Sie 08, 2016 10:35 pm

Olivier maszerował wzdłuż ulic. Spoglądał to tu, to tam - wszędzie było spokojnie. Wszystko wskazywało na to, że dziś obejdzie się bez niespodzianek, na szczęście. Uśmiechnął się pod nosem, po czym przystanął w cieniu jakiegoś budynku. Uwielbiał dyżurować - w końcu wszystko lepsze od siedzenia nad dokumentami, nie? Włożył rękę do kieszeni. Wymacał w niej paczkę papierosów i zapałki. Wyjął je, włożył fajkę do ust i odpalił. Zaciągnął się mocno, rozkoszując się wszechobecną harmonią. Zerkał na ludzi, którzy podążali gdzieś w swoim tempie. Większość omijała go obojętnie, chociaż zdarzali się tacy, którzy patrzyli z zainteresowaniem, czy tacy, którzy obrzucali go wzrokiem pełnym wzgardy. Chłopak się jednak tym nie przejmował - dawno do tego przywykł. Zdawał sobie sprawę, że zawsze znajdą się tacy, którzy nie będą ufać mundurowym. Pamiętał, jak go to bolało na początku kariery - nie robił niczego złego, ba, wyświadczał wielką przysługę obywatelom, a oni... A oni traktowali go w taki sposób! Miał wrażenie, że napotyka tylko złowrogie spojrzenia i nieprzyjemne szepty. Dopiero potem wszystko się ustatkowało. Nauczył się, by to ignorować, a swoją postawą chciał pokazać, że wojsko wcale nie jest takie złe. I chyba mu się udawało.
Wypuścił dym z ust. Obserwował, jak miesza się z powietrzem, by po chwili znów wciągnąć do płuc odrobinę trucizny. Ruszył dalej przed siebie. Zaglądał do tych ciemnych, nieprzyjemnych uliczek. Wspominał niedawno poznanego Blinda. Teraz, jeśli kogoś spotka w takim miejscu, nie oceni go tak pochopnie. Zauważył, że zza jakiegoś śmietnika wyszedł kot. Mimowolnie uśmiechnął się.
- Kici, kici! - zawołał, po czym przykucnął. Ciekawe, czy to jeden z podopiecznych Blinda?
Zwierzę jednak nie wykazało żadnych chęci do interakcji z nim, jedynie fuknęło, po czym szybko uciekło. Olivier westchnął zrezygnowany - nigdy nie miał podejścia do zwierząt. Wstał, włożył papierosa do ust i otrzepał mundur z niewidzialnego pyłku. Ruszył dalej, by pilnować porządku w Central City.
Powrót do góry Go down
Sylvia Whitewood
SKORPION

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 04/08/2016
Motto : Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć.

PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Sie 09, 2016 10:40 am

Ciemne zaułki to nie miejsce dla kobiety. Ich obskurne ściany oraz rozrzucone naokoło śmieci rażą brakiem estetyki. Nie wspominając o tym, że wchodząc samotnie w podejrzane uliczki zawsze pojawia się ryzyko, że ktoś ją napadnie, okradnie, zhańbi. Porządni mieszkańcy trzymają się z daleka takich miejsc... Jednak Sylvia nie szukała tu prawych obywateli. Po pierwsze, znała życie bezdomnych i wyjętych spod prawa od podszewki, jeśli można tak powiedzieć, po drugie nie zamierza dać się napaść. Nie ona. Szła więc wyprostowana, z subtelną gracją, cicho stukając obcasami czarnych butów. Czarna spódnica poruszała się delikatnie w rytm jej kroków, w jasnej dłoni trzymała szarą parasolkę z zakrzywioną rączką. Odruchowo czarny paznokieć wskazującej dłoni pukał w lakierowane drewno. Pogoda pozostawiała wiele do życzenia, a wilgoć obecna w powietrzu puszyła jej włosy, sprawiając, że czarne loki zamieniały się w nieujarzmiony, uroczy rozgardiasz.
Młoda kobieta szła w kierunku Kwatery Głównej, lecz po drodze, zamiast głównymi ulicami, odwiedziła okryte złą sławą zaułki. Obrzucając badawczym spojrzeniem każdy ruch czekała... Nikogo tu jednak nie było. Miała szczerą nadzieję zapytać miejskich złodziejaszków oraz tak zwane "powsinogi" czy wiedzą coś o Szczurołapie, lecz mało kogo spotkała. Pogoda ich wystraszyła, a Sylvia... Czuła ucisk w żołądku na myśl, że osławiony morderca ma na oku kolejne dzieci. Jej wstręt i nienawiść do tej osoby była tak wielka, że choćby nie będąc chimerą, zatłukłaby go nawet parasolką. Westchnienie uciekło z czerwonych warg, poprawiła odruchowo włosy i stwierdziwszy, że lepiej będzie jeśli skieruje swoje kroki do Kwatery. Nie była tam częstym gościem, ale wojskowi znali ją z widzenia. Kilku wiedziało czym jest, w końcu to oni zlecali jej różne zadania, albo dzwonili po nią w nocy.
Skręciła, znajdując się na głównej ulicy... I na kogoś wpadając. Sylvia straciła równowagę zaskoczona, zachwiała się nieco. Ogon musnął jej kostki, swoim ułożeniem odzyskując balans, mimo to odruchowo złapała się niebieskiego rękawa by nie upaść. Gdy upewniła się, że jednak nie spotka się twarzą w twarz z chodnikiem odetchnęła, podpierając się parasolką. Miała przed sobą wyższego od siebie wojskowego w klasycznym mundurze ze złotymi ozdobami. Nie sztuka być od niej wyższą, skoro dodając sobie dziesięć centymetrów obcasami i tak sięga mu do nosa. Wzrost nie był jej atutem... Przyjrzała się mężczyźnie, nie wyglądało na to, że to małe zderzenie jakoś go sponiewierało. Nie spodobała się jej unosząca wokół niego smużka dymu tytoniowego, ale miał urodziwą, poczciwą twarz, ciemne oczy z których dobrze patrzyło i masą rozczochranych blond kosmyków nad tym wszystkim. Jednym słowem, sprawiał wrażenie niezwykle sympatycznego.
- Przepraszam Pana najmocniej... - Sylvia puściła jego ramię, lekko wygładzając pomięty materiał, zanim obie dłonie splotła na uchwycie parasolki. - Zeszłam z drogi, zamyśliłam się i tak to się skończyło. - na jej wargach pojawił się łagodny, przepraszający uśmiech. - Mam nadzieję, że w żaden sposób Pana nie uraziłam, ani w niczym nie przeszkodziłam..?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice   Sro Sie 10, 2016 7:09 pm

Spoglądał gdzieś w dal, ciężko było powiedzieć na co dokładnie. Najpewniej trochę się zamyślił i najwygodniej było mu utkwić wzrok gdzieś przed sobą. Odruchowo podnosił dłoń i przystawiał ją do ust, by wciągnąć w siebie trochę dymu papierosowego.
Z tej zadumy wyrwało go delikatne stuknięcie z prawej.
- Uh? - automatycznie zerknął w tę stronę. Wyglądało na to, że... Wpadła na niego dziewczyna? Olivier widząc, że kobieta zachwiała się, złapał ją w talii i delikatnie do siebie przyciągnął, chociaż okazało się to kompletnie niepotrzebne - sama złapała się jego drugiej ręki, a raczej rękawa munduru, który miał na sobie. Szybko wyrzucił papierosa; kątem oka obserwował gdzie upadnie, by go potem przydeptać. Cóż, może mundurowemu nie wypadało śmiecić (nikomu nie wypada), ale nie miał ochoty szukać w tym momencie kosza na śmieci. Miał ważniejsze rzeczy na głowie, jak na przykład, ta ślicznotka. Blondyn uśmiechnął się do niej szeroko i przy okazji ukradkiem zmierzył ją wzrokiem. Była ładna. Ba, bardzo ładna. Drobna, delikatna, z jasną karnacją i ciemnymi krótkimi włosami. Olivier przyznał, że gdyby nie dyżur to na nic by nie czekał - a nuż i ona zauroczyła by się w nim? Chociaż... Pfft! Nie oszukujmy się - kto by się nie zauroczył w blondynie? Był tak samo przystojny, jak ona piękna. Tworzyliby dobrą parę - każdy zazdrościłby im urody. W dodatku dziewczyna wydawała się być... Interesująca. Może przytrzymałaby mnie przy sobie na dłużej?
W jednej chwili do głowy chłopaka napłynęło niezliczenie wiele scenek przedstawiających ich razem. Najbardziej realną była ta, w której siedzieli w jakiejś kawiarence i wymieniali uśmiechy, gawędząc o czymś wesoło. Jednak każda kolejna coraz bardziej wymijała się z rzeczywistością. Olivier przełknął ślinę. No, nie ma na co czekać, nie?
- Ależ nic się nie stało, proszę Pani - odparł, po czym uśmiechnął się ciepło - Każdemu się zdarza - stwierdził wesoło - Oczywiście, że nie - Czy mógłby się gniewać na urodziwą kobietę za to, że na niego wpadła? Mógł tylko dziękować niebiosom za stworzenie tak dogodnej sytuacji. W końcu jak lepiej zawiązać znajomość z kimś nieznajomym niż w taki sposób? Ba, prawdopodobnie gdyby się z nim nie zderzyła to chyba w ogóle by jej nie zauważył - Gdzie się Pani wybiera? Może mógłbym potowarzyszyć? I upewnić się, że nie będzie Pani więcej wpadać na obcych mężczyzn? - zapytał żartobliwie, po czym zachichotał.
Powrót do góry Go down
Sylvia Whitewood
SKORPION

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 04/08/2016
Motto : Jeśli kobieta mówi, że jest zmęczona życiem, znaczy to, że kogoś zamęczyła na śmierć.

PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Sie 11, 2016 12:28 pm

Miał refleks, trzeba było to przyznać. Sylvia lubiła obserwować ludzi skupiając się na kilku, tylko sobie znanych, drobnych szczegółach, by potem wyciągnąć z nich wnioski. Blada wstążka dymu rozmyła się w powietrzu, samego papierosa nie było widać. Plus, za pozbycie się go, przy kobiecie nie uchodzi palić. Minus za sam nałóg, czyli mundurowy jest na czysto. Nie zapominając jednak o tym, że w pierwszym odruchu zadbał by nie upadła, przytrzymując za talię. Jak dżentelmen, o których coraz trudniej w tych czasach... Odruchowo poprawiła loki, które w tym drobnym zamieszaniu opadły jej na czoło, przysłaniając widok. Jasnowłosy nie mówił nic przez chwilę, taksując ją badawczym spojrzeniem. Nie zaniemówił bynajmniej, mężczyzna nie stracił werwy, błyszcząc niespodziewanie dobrym humorem. Sylvia odpowiedziała równie ciepłym uśmiechem, nieświadomie wymowniej niż chciała. W ciągu tych dwóch chwil doszła do następującej konkluzji - ma przed sobą serdecznego człowieka, który wie, jak ma się zachować. Czego chcieć więcej w ten pochmurny dzień, kiedy pesymizm wieje z każdego kąta niby zwykły wiatr? Aktualne sprawy w Amestris niepokoiły ją...
- Dobrze to słyszeć. Ostatnio zdarza mi się chodzić w chmurach i nie zwracać uwagi na to jakimi drogami stąpam po ziemi. - wzięła parasolkę w lewą dłoń, prawą poprawiła pasek torebki. Szczęśliwie nie zsunęła się jej z ramienia ani nie otworzyła. Na broń ma licencję, strzykawki to nie od razu taka niebezpieczna rzecz, ale zaślepione ampułki z jasnożółtą surowicą... To trudno wytłumaczyć. Niemniej, bywało, że zasłaniała się wyimaginowaną chorobą... Acz za kłamstwami nie przepadała. Dlatego od jakiegoś czasu trzymała sprzęt "służbowy" w wewnętrznej kieszeni na zamek. Z resztą, gdy ktoś z wojska nie wierzył jej słowom, wystarczyło podać nazwisko albo powiedzieć, że współpracuje z Kwaterą. Co prawda, mało osób ją kojarzyło, bo kooperacja została nawiązana tylko na dwóch polach... Telefon albo i dwa wyjaśniały sprawę. Podobna formalność kierowała ją właśnie do Centrali...
- Muszę udać się do Kwatery Głównej w pewnej poufnej materii. Do tego nie mam nic przeciwko Pańskiemu towarzystwu, jeśli tylko nie będę przeszkadzała w obowiązkach służbowych. - powiedziała, unosząc dłoń do ust by zakryć cichy śmiech. Dobry humor to rzecz, której pokłady warto posiadać by móc wyróżniać się wśród przybitych papierkową robotą wojskowych. Ostatni czas nie był tylko wypełniony szaloną pogodą, ale i zmartwieniami, budynek Kwatery zdawał się jej szarzeć i milczeć zajadle. Dni w jej mieszkaniu dzieliły się na czytanie książek o substancjach psychoaktywnych oraz bierne patrzenie przez okno. Dobrze widzieć, że ktoś nie daje się ogólnej apatii. Sylvia uniosła jedną rękę rozbawiona. - Obiecuję patrzeć przed siebie i postarać nie wpadać na obcych mężczyzn, sądzę jednak, że czujne oko żołnierza też się przyda. - zadeklarowała uroczyście, po czym wsunęła prawą dłoń pod lewe ramię mężczyzna, jak to zwykły robić kobiety, gdy ktoś służy im ramieniem. Bo czyż propozycja towarzystwa nie była swoistą ofertą eskorty do celu jej podróży? - Miłe to z Pańskiej strony... Ah, gdzie moje maniery, nie przedstawiłam się... Nazywam się Sylvia Whitewood, a jakie jest Pana miano? - zapytała, przyglądając się ciemnemu spojrzeniu wyglądającemu spod blond grzywki. W czyimś towarzystwie szybciej znajdzie się w Kwaterze, no i istnieje szansa, że zamyślona nie będzie chodzić podejrzanymi skrótami.
I spacer rzeczywiście był przyjemny, spokojnymi, miejskimi uliczkami. Sylvia dotarła pod Kwaterę w asyście przemiłego Porucznika, który pożegnał ją przed samymi drzwiami. Zawrócił by kontynuować patrol, a kobieta weszła do wnętrza budynku, załatwić kilka spraw nie cierpiących zwłoki.

OOC
Dopisane kilka zdań, by uzasadnić zw
Oliego przez jakiś czas nie będzie, także wychodzę z tematu


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiromi Lau
DOLL

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 05/11/2016
Age : 32
Skąd : Xing

PisanieTemat: Re: Ulice   Sob Lis 19, 2016 10:16 pm

Chłopak leżał na tanim łóżku w niezbyt drogim hostelu dla przejezdnych, który znajdował się na obrzeżach Central city. Mieszkał już tu drugi tydzień, więc postanowił, że to najwyższy czas zmienić miejsce pobytu. Hiromi przytulił mocniej poduszkę, aby poudawać przed samym sobą, że jeszcze śpi. Wczorajszego wieczoru przebrał się  i robiąc różne sztuczki na linie, niewiadomego pochodzenia, w parku dostał od ludzi za rozrywkę pieniądze rzucane mu. W tym samym czasie ci, którzy byli zaaferowani jego występem zostali ograbieni przez dwóch osobników, z którymi później podzielił się zyskiem.
Nie był to nikt szczególny. W ciągu swojego przybycia do Amestris dostał jedynie dwa zlecenia od mafii w tym jedno już zakończył. Nawet jeśli dobrze płacili za taką ilość nie da rady było przeżyć na dłuższą metę tych paru miesięcy tutaj. Choć z drugiej ten kraj, a w szczególności Centrala, był okropnie drogi. I nawet, jeśli chłopak starał się oszczędzić w końcu pieniądze mu się skończyły. Nawet ostatnimi czasy zaczął zastanawiać się, czy zbytnio nie przywykł do spania na łóżku i posiadania dostępu do jedzenia.
W końcu też psy rozszczekały się na dobre, więc Hiromi niechętnie musiał się całkowicie obudzić. Usiadł na łóżku i się przeciągnął po czym zabrał się za ubieranie i pakowanie swoich rzeczy, których nie było dużo, do zielonej torby z tkaniny na ramię. Gdy tylko wyszedł z hostelu, zahaczył o bar, aby coś zjeść. Miasto było olbrzymie, więc zanim doszedł do centrum społecznego mięła godzina. Usiadł on na ławce i spojrzał na kolorową fotografię osoby, którą miał znaleźć. Blondyn o jasnej karnacji z piegami na twarzy. Chłopak parsknął, widząc w tym skromnym opisie także samego siebie. Tylko jego zapewne nikt nie bierze za dziewczynę, pomyślał niezadowolony, patrząc na dziewiętnastolatka w mundurze. Obrócił zdjęcie w dłoni i spojrzał na nakreślone eleganckim pismem: ,,Alister Blåjorden, 19 lat". Za zadanie miał sprawić, aby ten człowiek porzucił poszukiwania jednego z członków mafii, znajdującego się na terenie Amestris.
Ciekawe jak mam to zrobić, gdy za każdym rogiem przechadza się do parunastu wojskowych. Skrzywił się na samą tę myśl i znów spojrzał na przód fotografii. Nie ma szans, abym go tu znalazł, a co dopiero mówić o pozbyciu się go.
Wtedy też wiatr spróbował wyrwać mu z ręki jedyną wskazówkę, lecz trzymał ją wystarczająco mocno, aby jedynie zafalowała. Za to dzięki temu udało mu się ujrzeć osobę, przechodzącą przed nim. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, kiedy zobaczył w tej osobie swojego poszukiwanego.
Natychmiast schował fotografię do torby i wyjął z niej gazetę, którą zakosił z jednej z wystaw. Podbiegł za mężczyzną i wołając radosnym głosem informacje zawarte w tytułach, spytał miłym głosem:
- Proszę pana, proszę pana, nie chciałby kupić pan najnowszego numeru? Ostatnia gazeta! - Widząc, że dziewiętnastolatek zamierza go odpędzić, dodał szybko, robiąc skrzywdzoną minę i składając ręce: - Proszę pana, proszę kupić! Szef złoi mi tyłek, jeśli nie wrócę ze sprzedanym pełnym nakładem, a i tak już jest późno! Błagam! Wyleje mnie na zbity pysk!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alister Blåjorden

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/11/2016
Motto : Gdy śnieg top­nieje, od­kry­wa bru­dy świata.

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 20, 2016 4:55 pm

- Zimno. To dobrze. - ... i dopiero co przestał padać deszcz. Przełom dwóch pór roku to najlepsza okazja by trenować alchemię. Największa wilgoć w powietrzu, to tylko ułatwia wszystko. Gapił się w okno oglądając pojedyncze krople spływające po tafli szyby, zaraz spojrzał na dozorce siedzącego za masywnym blatem. Wojskowa kamienica, ochrona stosunkowo dobra. - Czegoś pan najwidoczniej chciał, skoro obudził mnie o tak wczesnej porze. - Cieć wymamrotał tylko, że zostawili dla niego jakąś kartkę, a wcześniej dzwonił pan podpułkownik Blajord. Standardowo wywołało to u niego grymas złości na twarzy. - Blåjorden, jeśli już! - Zacisnął pięść i mruknął pod nosem. - Dawaj kartkę, a do ojca zadzwoń i powiedz, że wszystko gra. - Machnął ręką kierując się w stronę drzwi. Karteczka była zgięta na cztery. Ostrożnie ją rozłożył. Hm. A więc to... "Alister, kiedy wujek prosi o pomoc, to wypada się zgodzić. Przy okazji sprawdzimy, czy aby na pewno nadajesz się do wojska. Może to będzie stosunkowo trudne zadanie, ale wierze, że dasz radę. Cyrk, znajdź kogoś z tej mafii i doprowadź do budynku o poniższym adresie, albo przynajmniej zdobądź jakieś cenne informacje. Jakiekolwiek informacje. Ostatnio o nich cicho, siatka padła, nie mamy oczu ani uszu, przynajmniej mój wydział." Podpis wujka. Nie spodziewał się tego, jednak nie miał zamiaru odrzucić takiego zadania. Trzeba próbować nowych rzeczy, trzeba się rozwijać. Taksówka do samego środka Centrali. A co z kartką? Przenotował adres, spalił ją. Po co zostawiać jakieś idiotyczne wskazówki? Jeszcze narazi kogoś z wojska na utratę zdrowia. Z łapami w kieszeniach i papierosem w ustach spacerował ulicami zastanawiając się gdzie może zacząć. Jego rozmyślania przerwał czyjś głos. Huh? - A co w ogóle jest w tej gazecie, dziewczynko? - Zapytał nachylając się nieco nad rozmówcą. Może sam nie był gigantem, bo miał te sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, ale chciał zaznaczyć swoją dominującą pozycję w tej konwersacji. Uśmiechnął się oschle zaciągając tytoniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiromi Lau
DOLL

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 05/11/2016
Age : 32
Skąd : Xing

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 20, 2016 6:05 pm

Dziewczynko. Ja cię kurwiu zajebie...
Hiromi zmieszał się trochę na twarzy, lecz zaraz uśmiechnął się szeroko i radosnym tonem podjął:
- Piszę tu o ostatnich morderstwach na wschodzie Centrali. - Niedługo dodadzą tam materiału. - I wojskowych kombinacjach na zachodzie. I inne bardzo ciekawe rzeczy! Tylko trzysta pięćdziesiąt cenzów!
Lau zamknął na chwilę oczy i wyszczerzył się jeszcze bardziej podając chłopakowi gazetę. Prawdopodobnie, gdyby rozmówca skrzyżował z nim spojrzenia, dostrzegłby jedynie w oczach młodszego chęć mordu.
Wiatr ponownie zawiał mocniej, a Hiromi już nie musiał udawać, gdyż naprawdę zaczął marznąć. Muszę szybko załatwić tę sprawę i znaleźć jakiś motel. Otworzył on oczy, aż przyszedł mu jeszcze inny plan do głowy.
- A nie chciałby pan skosztować kawy i ciasta? Przy kupnie gazety dostaje się dziesięcioprocentowy rabat! - powiedział najbardziej przeuroczym tonem na jaki było go stać w tym momencie.
Okolice parku w taką zawieję nie są często odwiedzana przez ludzi. Niedaleko jest tutaj alejka... Nie. Trzeba będzie to zrobić w inny sposób. Muszę podrzucić mu jakąś truciznę do napoju lub jedzenia. Nie mogę pozwolić, aby wzmożono ochronę, ponieważ ktoś popełnić morderstwo przelewając krew. W tym miejscu bardziej konwencjonalne jest zabijanie różnymi środkami.
Lau pozostało jedynie czekać, aż jego towarzysz wykona jakiś ruch lub da mu odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alister Blåjorden

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/11/2016
Motto : Gdy śnieg top­nieje, od­kry­wa bru­dy świata.

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 20, 2016 7:10 pm

- ILE?! - Powiedział dość agresywnie z wyraźnie wściekłym tonem głosu. Gazeta droższa od kawy trzy i pół raza. Zabrał lekturę z rąk młodziaka nagłym ruchem, z żyłką pulsującą na czole, od razu podając mu pieniądze. Szybko całe te emocje z niego uleciały w eter, kiedy spojrzał na pierwszą stronę pełen zastanowienia. Morderstwa... - A ty się nie boisz tego Szczurołapa? Gdzie twoi rodzice? - Może z tego ulicznego gnoja coś wyciągnę. Skoro tu siedzi to pewnie widzi dużo ludzi, a ludzie gadają. - Kawa może być, za ciasto to podziękuję, dalej mnie brzuch boli po tym paskudztwie ze stołówki. - Niby taki prestiż, bo wojskowa, a serwują gówno ze słoików. Co to, kryzys czy przesadne oszczędności? Na północy to było jedzenie! Pieczony dzik najlepszy! Zgasił papierosa o podeszwę buta i wrzucił niedopałek do kanalizacji. Miał dziwne przeczucie odnośnie tego małego, może to z powodu jego natrętnego rozpoczęcia konwersacji. Niby nie wzbudzał podejrzeń, bo to tylko dziecko. To samo w kwestii Mglistego. Kto mógł wiedzieć, że szuka tych pajaców? Mimo tego, coś mu mówiło, że nie warto kłapać jęzorem, a kroki trzeba stawiać uważnie. Schował dziennik do torby. Położył dłonie na swoim karku przyglądając się młodemu z dozą nieufności. Bóg tylko wie co ta.. dziewczyna(?) może od niego chcieć prócz tego, że wcisnęła.. ło.. mu gazetę po takiej cenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiromi Lau
DOLL

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 05/11/2016
Age : 32
Skąd : Xing

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 20, 2016 8:36 pm

- W takim razie proszę za mną! - powiedział z uśmiechem od ucha do ucha ciesząc się na zarobione pieniądze. Ostatnie wydane cenzy  twoim życiu. Chłopak ruszył w kierunku, gdzie ostatnio widział dość dobrze prosperującą kawiarnię i mało nie zaczął podskakiwać, zbytnio wczuwając się w rolę miłej dziewczynki. O ile bezproblemowo cię zabiję, mogę być nawet pierwszą damą Amestris, bucu.
- Moi rodzice? - zaczął Hiromi wyższym głosem niż zwykle, lecz cały czas w ten sam ton, który odpowiadał tej rozmowie, odpowiedział na wcześniejsze pytanie: - Tata zmarł bardzo dawno i opiekuję się mną tylko mama. - Nie było to dalekie od prawdy, lecz na pewno Alister nabrałby podejrzeń, gdyby usłyszał, że matką Hiromiego była prostytutka z Xing. Ojca faktycznie nie znał, więc równie dobrze mógł być dla niego martwy. - A Szczurołap... Muszę jakoś zarabiać na utrzymanie... Mama dużo nie zarabia. Nawet jeśli bym się bała to i tak bym musiała pracować.
W tym momencie Hiromi nabrał do siebie tak wielkiego obrzydzenia, że jeśli powiedziałby jeszcze parę słów w damskiej odmianie to zwymiotowałby kolorami tęczy. Zrobił wszystko, aby tylko nie stracić uśmiechu z twarzy.
- A pan? Boi się bardziej mordercy, czy jedzenia ze stołówki? - spytał, aby mieć chwilę spokoju, choć nie mógł się powstrzymać przed dodaniem nutki cynizmu w swoim tonie.


Ostatnio zmieniony przez Hiromi Lau dnia Nie Lis 20, 2016 9:20 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alister Blåjorden

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/11/2016
Motto : Gdy śnieg top­nieje, od­kry­wa bru­dy świata.

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 20, 2016 8:59 pm

Zacisnął mocno zęby, było to wyraźnie widać. - JA SIĘ NICZEGO NIE BOJĘ! - Warknął poirytowany. Wypuścił głośno powietrze z płuc. Nagle mu coś zaświtało, odnośnie podejrzeń wobec tego knypka. Złapał dość mocno domniemaną dziewczynkę za ubranie przyciągając nieco do siebie, upewniając się wcześniej, że są w stosunkowo odosobnionym miejscu. - Mordercą zawsze mogę być ja. Nie pomyślałaś o tym, mała? Albo czymś o wiele gorszym... - W jego oczach można było zauważyć tańczącą tęczę emocji, od zniesmaczenia, bo zastrasza bezbronne dziecko, być może bezbronne, przez gniew, może i udawany, trochę przesadzony, ale jednak, po samouwielbienie i wyraźną perwersję, bo przecież mając na myśli 'o wiele gorszym' myślał o pedofilu, więc musiał to dobrze zagrać. KREATYWNOŚĆ! A dlaczego samouwielbienie? Duma z planu. Gdyby dzieciak zareagował w jakiś nienaturalny sposób, wiedziałby, że nie może mu ufać, jeśli zachowa się normalnie, po prostu się roześmieje, powie, że żartował i raczej rozejdzie się wszystko po kościach. Chociaż zawsze zostaje cień szansy, że zachowa się normalnie, aby nie wyjawić swojej tożsamości. Może to już paranoja z jego strony? Potrząsnął gnojkiem. Tak dla dalszego zastraszenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiromi Lau
DOLL

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 05/11/2016
Age : 32
Skąd : Xing

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Lis 21, 2016 10:17 pm

Gdy Hiromi został podciągnięty przez mężczyznę, pierwszą rzeczą, którą zrobił było zsunięcie w dół rękawa ostrza do ręki. Został tym zaskoczony tak bardzo, że nawet nie musiał udawać zdziwienia. Mimo tego przytrzymania oraz dużej chęci mordu na tym człowieku, powstrzymał się przed zabiciem w takim miejscu pana Gburstera, nominowanego na najgorszego pedofila tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku. Zamiast tego, aby wyrwać się z uścisku, w odwecie, uderzyłem, z niemałą siłą, kolanem w najbardziej w tej chwili osłonięte i wrażliwe miejsce u mężczyzny.
Po wielkich oczach mężczyzny i nagłym rozluźnieniu chwytu, łatwo można zauważyć efektu. Hiromi nie czekając długo uwolnił się i odskoczy parę kroków dalej, przy okazji chowając niezauważalnie nóż na swoje miejsce.
- Ojej, nic się panu nie stało? - Dobrze ci tak, tania kurwo. - Przestraszyłeś... mnie pan i była to... Ta... Automatyczna reakcja. - powiedział, zachowując pozory jakoby byłby wystraszony, choć nie mógł się także pozbyć do końca zdegustowanej miny.
Gdzieś tam we wnętrzu Lau rosło małe zadowolenie spowodowane reakcją Alistera. Chyba jednak trzeba zmienić plan... Może wystarczyłoby gdybym teraz odszedł i go śledził. Ale jeśli wejdzie do jednego z budynków urzędowych to go nie dostanę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alister Blåjorden

avatar

Liczba postów : 13
Join date : 14/11/2016
Motto : Gdy śnieg top­nieje, od­kry­wa bru­dy świata.

PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Lis 22, 2016 1:35 am

W sumie dostał za swoje. Odsunął się kilka kroków do tyłu. To zagranie za wiele mu nie dało, ocenił tylko czas reakcji chłopaka. Był ponadprzeciętny. Przeciągnął się nieco krzywiąc. Westchnął donośnie i machnął ręką jakby odganiał muchę, w geście propozycji olania tego, co miało miejsce przed chwilą. - Oj, oj, nic mi nie jest, to był głupi żart z mojej strony, no cóż... - Poprawił ubrania starając zachować pozory 'nieumyślnego spowodowania krzywdy', psychologicznie wyglądał w tym momencie na pełnego skruchy, chociaż skoro to było zamierzone działanie, to raczej rzeczywiście tej emocji nie posiadał w sobie. Nie zmieniając dystansu między nimi, zapytał. - To gdzie ta kawiarnia, czy tam dokąd ten kupon jest? - Wiatr świstał między budynkami, było bardzo wilgotno i chłodno. Powoli dochodziło południe. Tyle czasu minęło od jego wyjścia z mieszkania, a dalej niczego nie znalazł. Może trzeba twardo przejść do wywiadu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hiromi Lau
DOLL

avatar

Liczba postów : 14
Join date : 05/11/2016
Age : 32
Skąd : Xing

PisanieTemat: Re: Ulice   Sob Lis 26, 2016 4:28 pm

Hiromi patrzył z niedowierzaniem na osobę przed nim. Czyżby była tak samo stuknięta, jak ludzie z mafii? Osoba przed nim poprawiała się i udawała, że nic się nie stało, a chłopak coraz mniej rozumiał, co się dookoła niego dzieje. Nagle też ten ktoś spytał go o kawiarnię. To jakiś żart? Co to ma być za zmienność nastrojów... A to mnie podejrzewają za kobietę.
- Ja w sumie... Zimno mi. Muszę wracać do domu... Także ten... - powiedział niepewnie, rezygnując z poprzedniego planu.
Nigdy nie wiadomo co taki zrobi, więc próba otrucia może nie wypaść tak, jak to sobie obmyśliłem... Lepiej będzie się schować i śledzić tego człowieka. Jeśli dowiem się, gdzie mieszka łatwiej będzie ustawić na niego pułapkę, czy może kogoś nasłać. W końcu... Do domu zawsze się wraca... Jeśli się go ma.
Lau patrzył jeszcze chwilę na mężczyznę, oczekując na odpowiedź, lecz zaraz się rozmyślił.
- Będę się zbierał! - rzucił Hiromi na odchodnym i zerwał się biegiem ku najbliższej uliczce.
Mimo to czuł, jakby nogi nagle nabrały na ciężkości, a biegł był utrudniony. I choć nie był wolniejszy niż zwyczajnie, psychika zrobiła swoje.
Zatrzymał się za rogiem jednej z uliczek i odetchnął chwilę.
- Co jest kurwa... Żeby dostawać tak szybko zadyszki... - mruknął do siebie i odwrócił się, aby spojrzeć za róg budynku na park, gdzie przed chwilą zostawił dziwnego, zszokowanego mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice   

Powrót do góry Go down
 
Ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Central City-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.