.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 137
Join date : 01/07/2016

PisanieTemat: Kawiarnia   Sro Lip 20, 2016 4:32 pm

Jest to kawiarenka znajdująca się przy stacji kolejowej w North. W porównaniu z całą resztą ważniejszych obiektów w mieście, jest dość przytulna, podczas gdy one są raczej surowe. Miejsce to jest często odwiedzane przez przyjezdnych, którzy chcą tu odpocząć bądź uciec od nieprzyjemnego chłodu. Meble wykonane są tu z ciemnego i mocnego drewna, jednak wyglądają dość delikatnie i nadają kawiarence uroku. W skład umeblowania wchodzą krzesła, stoliki, ale także fotele i kanapy - te z kolei ustawione są przy ścianie, by nie zabierać zbyt wiele miejsca. Obsługa oferuje najlepszą gorącą czekoladę w całym North.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://magnumopus.forumpl.net
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 05, 2016 1:28 am

Przybycie do tego miejsca z pewnością należało do najważniejszych punktów do spełnienia przed wyjazdem. Tak się składa, że zostały jej jakieś dwie godziny do pociągu, nie spodziewała się że dotrze tutaj tak szybko. Jest nieco zmęczona podróżą, tego nie dało się ukryć. Zaspy śnieżne nie należą do przyjemnych przeszkód do pokonania nawet, jeśli podążasz drogą z plecakiem z najważniejszymi dla siebie rzeczami to z pewnością się jakoś zmęczysz. A co najlepiej pomaga ze zmęczeniem? Gorąca czekolada oraz odpoczynek na jednej z kanap w tutejszej kawiarni. Matka przez wyjściem jeszcze jej powiedziała żeby tam wstąpić. Pozostało jej więc jedynie zakupić trochę tego słodziutkiego, rozgrzewającego trunku i zająć się czymś, co pozwoli jej na szybki upływ czasu pozostającego jej do przyjazdu pociągu.
Powrót do góry Go down
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 05, 2016 9:10 pm

Luzie była naprawdę zła. Wręcz okrutnie wkurzona. Kolejny raz ci idioci, z którymi musiała dzielić swoje życie w Briggs, kolejny raz do zera zniwelowali jej zapasy leków i bandaży. Teraz musiała zjechać na dół, do North City, żeby dokupić to, czego jej brakowało. Jakby tego było mało - WSZYSCY, ale to absolutnie wszyscy, na wiadomość, że jedzie na zakupy, wręczyli jej mniejszą lub większą prywatną listę zakupów. Prośby były różne - od papierosów po te cholerne pierniczki, sprzedawane tylko w jednej jedynej kawiarni w North. Luzie nie miała pojęcia jak odmówić facetom, więc... Po prostu się zgodziła. Nie zmieniało to faktu, że co sobie marudziła pod nosem to jej. Cała podróż była okropnie wkurzająca - kolejką w dół do miasta, przedzieranie się przez zaspy, zimno, szybko robiło się ciemno, a do tego przez to wszystko miała do odwiedzenia tak z milion sklepów! Luzie, jesteś miękką fają i tyle!, wyrzucała sobie, kupując kolejne produkty. W końcu zostało jej już tylko jedno. Pierniczki, te przeklęte pierniczki, o które prosił jeden z tych jeden, jak mu tam... A nieważne, ona i tak mu pokaże, niech tylko mu się urlop zamarzy! Ha ha, urlop to on dostanie! W snach najprędzej! Tak sobie mówiła, wchodząc do kawiarni. Otrzepała rude włosy ze śniegu, który akurat zaczynał padać i pewnym krokiem podeszła do lady. W nos uderzył ją zapach czekolady i świeżego ciasta, tak, że musiała się uśmiechnąć. Skoro już tu była to na pewno nikt się na nią nie pogniewa, jeśli wypije sobie filiżankę czegoś ciepłego, prawda? Należało jej się po całym dniu chodzenia! Zwłaszcza, że bolały ją nogi, tak okrutnie, że to aż strach. Może nie trzeba było ubierać kozaczków na obcasie tylko zostać przy wojskowym obuwiu? Ale nonsens, jak by to wyglądało do mojej nowej spódniczki?, zastanawiała się wygładzając automatycznie plisy spódnicy w czarno-czerwoną kratę. Ogólnie pozwoliła sobie na nieco luźniejszy strój, nikt nie musi wiedzieć, że pani major (Jak to nierealistycznie brzmi!) zeszła do miasta. Prawie jakby wstąpiła z piekieł na Ziemię czy coś.
Przy ladzie stała jakaś młoda dziewczyna, którą Luzie szybko zlustrowała wzrokiem, jednak nie przyglądała jej się jakoś specjalnie - zbyt zajęta była szukaniem portfela w torebce zawalonej w tym momencie absolutnie wszystkim. Kiedy już go znalazła i zaczęła wyciągać stało się to, co prędzej czy później stać się musiało - zaburzyła delikatną konstrukcję wnętrza, pociągnęła za jakieś pudełko, które znowu było przyklejone do luźnego plastra, za tym poszły opakowania z gazikami, buteleczka whiskey, jakieś bandaże, trochę cukierków... Grunt, że wszystko wysypało się na podłogę robiąc sporo hałasu i zamieszania.
- Przepraszam! Szlag! - krzyknęła kobieta i rzuciła się na kolana, by jak najszybciej wszystko pozbierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 05, 2016 11:23 pm

W jej głowie myśli krążyły obecnie tylko wokół tego, aby móc skosztować ten przepyszny, czekoladowy napój rozgrzewający jej oziębłe ciało. Już nawet miała przenosić do rzeczywistości wyobrażenia, gdzie to szła powolnym i uważnym krokiem w stronę wygodnej, leczącej wręcz kanapy. No właśnie, miała to zrobić. Miała usiąść, zacząć swój odpoczynek, odetchnąć. I wyczekiwać. Coś jednak się stało, nawet nie wiedziała i nie spostrzegła się, kiedy to się wydarzyło. Kobieta stojąca tuż koło niej nagle wszystko wysypała ze swojej niby bezdennej torebki. Była początkowo zdumiona tym, że tyle mogło się pomieścić w jednej takiej, ale z drugiej strony kobieta zaradną jest. Wszystko upcha jeśli trzeba. Jej akurat taki plecak byłby potrzebny na to wszystko.
Początkowo tak, była zdumiona. Po chwili jednak, bez żadnego pytania zdecydowała się kobiecie pomoc. Swoimi rączkami delikatnie podnosiła stracone rzeczy, powoli je układając w pierwotnym - a przynajmniej by się jej zdawało - położeniu. Bo raczej dawnego ładu nie zdoła osiągnąć nie wiedząc, jak wyglądała wcześniej bezdenna otchłań torebki.
- Proszę nie przepraszać, wszystko w porządku - odpowiedziała bez strachu czy zawahania. Z pewnością nie był to jej pierwszy dobry uczynek dnia dzisiejszego, na pewno komuś jeszcze zdąży pomóc. Nie potrafiła jednak ukryć swojego rosnącego zaciekawienia kiedy to w jej łapki wpadł gazik czy bandaż. Medyk? Tutaj? Nie spodziewała się zobaczyć kogoś w tym fachu w tej okolicy poza znanymi jej lekarzami, do których chodziła po leki, jednak nietaktem będzie spytanie jej o to, czym się zajmuje w pierwszych chwilach znajomości. Nawet, jeśli ciekawość ją rozpiera.
Powrót do góry Go down
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 05, 2016 11:40 pm

Ta młoda dziewczyna również uklękła i zaczęła jej podawać rzeczy. Razem o wiele szybciej upchnęły to wszystko w otchłań piekieł... Znaczy w torebkę Luzie. Kobieta odetchnęła głęboko, mając nadzieję, że pozbędzie się szybko wypieków wstydu z twarzy, posłała jeszcze raz przepraszające spojrzenie obsłudze kawiarni po czym odwróciła głowę w stronę dziewczynki. Dopiero teraz przyjrzała jej się dokładnie - to było takie urocze blond stworzonko, które wydawało się być bardzo ciche i nieśmiałe. Luzie naprawdę doceniała, że mała jej pomogła i nie pytała o nic, choć miała wrażenie, że widzi w jej oczach iskierki zainteresowania. Nie dziwiła się jej wcale - wszak niecodziennie widzi się takie rzeczy wypadające z kobiecej torebki.
- Byłam akurat na zakupach - uśmiechnęła się i powiedziała cicho. Nie każdy musi słyszeć... Może to mania prześladowcza, ale Luzie nie chciała się specjalnie chwalić kim jest. - Większość sprzętu jest moja, to te dodatkowe rzeczy są dla... Współpracowników. - Uśmialiby się słysząc to określenie... Podniosła się wreszcie i otrzepała ubranie z wyimaginowanego kurzu. - Dziękuję ci bardzo za pomoc. - Spojrzała dziewczynce w oczy i uśmiechnęła się szerzej. - Nie każdy zachowałby się tak, jak ty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sob Sie 06, 2016 5:53 pm

Jak tylko obie panie zakończyły zbieranie rzeczy, niemal od razu Levi wstała. Nie czuła się źle z tym, że pomogła, wręcz przeciwnie. Poczuła się dość przyjemnie, poczuła ciepło na sercu, które było w stanie rozgrzać ją bardziej niż tamta czekolada.
- Współpracownicy wysłali panią na zakupy? - zapytała, nieco rozbawiona tym, w jaki sposób to powiedziała. Już przez głowę przeleciała jej lista miejsc, w których rudowłosa dziewoja mogłaby pracować, jednak bardziej zawężała się do zawodów uprawianych w samym North City, nie w okolicach. Samo to stwierdzenie, że większość jest jej mogło podkreślić to, że jednak, zgodnie z jej podejrzeniami, jej rozmówczyni jest medykiem. Chyba, że zupełnie na odwrót traktuje "większość". Nie wie dokładnie, co takiego współpracownicy mieli na liście zakupów, więc musiała przypuszczać, że tamta butelka należała do nich, nie do kobiety. Ale kto wie? Widziała parę razy jak jakaś kobieta z kotem sobie piła jakieś wino.
- I proszę nie dziękować. Dla mnie to przyjemność. I w sumie obowiązek - odpowiedziała i nieco się ukłoniła, co należało do jej niezwykle charakterystycznych nawyków chociaż nie była tego uczona. Bardziej wyszło to pewnie z obserwacji obcokrajowców, którzy w ten sposób się witali.
- Wiem, że nie każdy... i to mnie smuci. Nie przepadam za taką znieczulicą, jaka panuje w niektórych kręgach - dodała po niedługiej pauzie, po czym uśmiechnęła się łagodnie i jednocześnie całkiem radośnie. Zabroniono jej się smucić i rozpaczać po odejściu brata. Dlatego też nie przepłakuje całych dni, a teraz uśmiecha się do każdego, kogo widzi.
Powrót do góry Go down
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Nie Sie 14, 2016 6:32 pm

- Tak, wysłali... - prychnęła cicho pod nosem. - A raczej wykorzystali fakt, ze skończyły mi się pewne leki i muszę uzupełnić apteczkę... Rozumiesz, mężczyźni z natury są raczej leniwy. - Uśmiech rozjaśnił jej twarz po raz kolejny. Rozejrzała się po pomieszczeniu i dopiero teraz zwróciła uwagę jak tu ciepło. A ona wciąż miała na sobie gruby płaszcz! Szybko rozebrała się, upychając czapkę i i szalik w rękawie. Od razu też zabrała się za nerwowe przygładzanie włosów. Nienawidziła czapek - zawsze psuły jej fryzurę, a tego nienawidziła! I tak większość włosów miała mokrych od śniegu, który w ciepłym natychmiast stopniał. Wszystkie te czynności jednak nie odwróciły jej uwagi od dziewczynki, która tak słodko się uśmiechała i mówiła... Luzie poczuła w sercu ciepło. Mimo, że dziewczyna nie mogła być dużo młodsza to od razu poczuła ten matczyny odruch opieki nad nią.
- Wiem, o czym mówisz. - Pokiwała głową na jej słowa o znieczulicy społecznej. - W szpitalach często widziałam ludzi, którzy byli w strasznych stanach po wypadkach... Głównie dlatego, że nikt im nie pomógł od razu. Dobrze wiedzieć, że nie wszyscy myślą tylko o sobie. - Uśmiechnęła się do niej jeszcze szerzej. - Tak w ogóle mam na imię Luzie. - Wyciągnęła rękę, by się przywitać. - Masz ochotę usiąść i napić się czegoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pon Sie 15, 2016 3:11 pm

Ciekawość bierze górę nad młodą blondyneczką, która nie jest typowa. Spoglądała na swoją rozmówczynię ze swoimi kamyczkami zwanymi oczyma. Błyszczały jak kamyki. Tak, medyk! Skoro mówi o apteczce, to znaczy że jest medykiem! Zapowiada się bardzo przyjemna rozmowa. Bardzo, ale to bardzo przyjemna rozmowa!
- No tak, coś o tym w pewnym sensie wiem - odpowiedziała i cichuteńko się zaśmiała. Nie był to jednak taki pozytywny śmiech, bardziej dało się w nim usłyszeć melancholię. Przypomniało jej się, kiedy to jej starszy brat strasznie zapuszczał swój pokój, bo mu się nie chciało sprzątać. To było jeszcze przed nagłym rozwojem choroby. Tak, jak ona zawsze pilnowała w swoim porządku, tak on... Cóż, zaczęła mu pomagać, bo nie potrafiła wtedy na to patrzeć.
Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy jak za sprawą dotknięcia magicznej różdżki był już nieco weselszy. Zabroniono jej się smucić, powinna się tego trzymać i nie odpuszczać od tak.
- Nie da się być we właściwym miejscu o właściwym czasie. Czasami zdarzy się, że coś zdarzy się daleko, i choć możesz pomóc, nie jesteś w stanie bo ciebie tam nie ma - powiedziała w jej kierunku spokojnym tonem, dość poważnym. Taka kwestia wymagała tejże powagi, jednak ona sama nie była w stanie utrzymywać jej zbyt długo. Szczególnie, że zaraz podano jej dłoń w celu przywitania się. Odwzajemniła uścisk.
- Lavinia, chociaż możesz mi mówić Levi. O wiele krótsze i łatwiejsze do wypowiedzenia - przedstawiła się z nutką żartu, puszczając mniej-więcej w połowie wypowiedzi jej dłoń. Wtedy też chwyciła obiema dłońmi swoją gorącą czekoladę. - Oczywiście. Przynajmniej nie będę mogła narzekać na samotność w czasie oczekiwania - przyznała. - Zajmę nam miejsce, Luzie - wypowiedziała jej imię, nabierając tej pewnej odwagi, którą miała właśnie w takich rozmowach. Tak, w rozmowach ją miała, w czasie niebezpiecznych sytuacji już nie bardzo.
Wciąż miała na sobie zimowy płaszcz, który wypadałoby zdjąć w tym jakże ciepluchnym miejscu jak kawiarnia. Poszła więc do stolika, przy którym z jednej strony można było zająć miejsce na miękkim siedzeniu - kanapie, a z drugiej na jednym z dwóch wygodnych foteli. Usiadła dość wygodnie na tej kanapie, bo jednak ceniła sobie wygodę. Postawiła swój napój na stoliku żeby dość szybko pozbyć się wierzchniego ubrania. Miała pod nim bluzkę koloru czerwonego z długimi, białymi rękawami, przy dłoniach zwiniętymi parę razy aby nie nachodziły na palce. Położyła go i usiadła, czekając na nowo poznaną koleżankę.
Powrót do góry Go down
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Sie 16, 2016 12:22 am

Dziewczynka (Luzie nie mogła się przestawić na nazywanie jej inaczej, choć nie było to takie znowu dziecko) wydawała się być zafascynowana słowem "apteczka". Czyżby sama zamierzała zostać medykiem? Luzie postanowiła sobie, że sama nie zacznie tego tematu, ale jeśli zostanie zapytana to na pewno to i owo będzie skłonna opowiedzieć. Na razie skupiła się na tym, że młoda towarzyszka na wspomnienie mężczyzn chyba nieco posmutniała, choć dzielnie próbowała to ukryć. Czyżby problemy z chłopakiem? A może doświadczenia z ojcem lub rodzeństwem? Nie zamierzała jednak pytać w czym rzecz, nie była to przecież jej sprawa, choć to zagadnienie znowu zafascynowało ją. Co poradzi, że była ciekawską osobą? Najchętniej od razu dowiedziałaby się, w czym leży problem i pomogła go rozwiązać.
- Lavinia brzmi tak uroczo! - zaszczebiotała potrząsając jej dłonią. - Ale może być też Levi, choć pewnie będę stosowała zamiennie, nie przeszkadza ci to? - Usłyszała żal w jej głosie, ale kompletnie nie umiała go uzasadnić - jej imię było piękne, dlaczego miałoby być jej smutno? - Świetnie, zamówię i zaraz do ciebie przyjdę. - Posłała jej ciepły uśmiech i obróciła się w stronę lady. - Poproszę duże cappuccino z syropem miętowym i czekoladą. - Tak kurna. Miętowym. Luzie kochała miętę, chyba tylko równie kochała czekoladę, stąd to połączenie. Kobieta pijała herbatę miętową, wszelkie kawy z syropami miętowymi, nie gardziła nalewką miętową, a jak była możliwość to miętę dodawała do potraw i deserów. Jeśli jakaś kawiarnia nie posiadała tego zioła była natychmiast skreślana z listy miejsc, które Luzie odwiedzała. Tutaj jednak była już znana, więc nikt się nie dziwił zamówieniu. Po chwili wahania domówiła też dwie babeczki czekoladowe na ciepło.
Po odebraniu zamówieniu skierowała się do zajętego przez Levi stolika. Postawiła wszystko na stoliku i usiadła w fotelu, w którym umościła się natychmiast wygodnie. Zaraz podała też jedną z babeczek dziewczynie.
-Proszę - uśmiechnęła się - i nie chcę słyszeć żadnej odmowy, to prezent! - Zabrała się też za słodzenie kawy - najpierw jedna, dwie, w końcu trzy saszetki cukru, zamieszać... Teraz Luzie mogła się wreszcie napić swojego ukochanego napoju. Przymknęła z lubością oczy - tak, na to właśnie czekała... - Co cię tu sprowadza, Levi? Jesteś sama czy może z rodzicami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 19, 2016 4:25 pm

Stwierdzenie o zamiennym używaniu jej imion ją nieco skołowało, bo tak robili jedynie jej rodzice. Zazwyczaj Levi używali pieszczotliwie, a Lavinia - jak to rodzice - w momentach, kiedy tak naprawdę potrzebowała trochę dyscypliny albo mieli coś ważnego do powiedzenia. Rzadko kiedy się to zdarzało, ostatnio w ten sposób matka się do niej zwróciła tuż przed wyjazdem, chcąc jej powiedzieć o jej zmartwieniu spowodowanym opuszczeniem przez nią domu. Nie oznacza to jednak, że nie lubi swojego pełnego imienia, co to, to nie! Lubi je. W końcu się nim przedstawiła, prawda? A to oznacza, że je akceptuje i - w przeciwieństwie do niektórych - nie chce go zmieniać.
- Nie przeszkadza, chociaż zazwyczaj "Lavinia" używa się kiedy mam odbyć poważną rozmowę z rodzicami... powinnaś wiedzieć, jak to jest - odparła, aby pogodnie i radośnie zachichotać. W tym krótkim zdaniu podsumowała swoje przemyślenia, które Luzie powinna zrozumieć w pełni. Bo jak to by brzmiało? "Aniu, musimy poważnie porozmawiać"? Dobra, to brzmi całkiem poważnie, ale nie tak bardzo jak "Anno, musimy poważnie porozmawiać".
Szybkim skinięciem głowy zgodziła się na chwilowy, samotny pobyt na wybranym przez nią miejscu. To była chwila moment kiedy to Luzie powróciła do swojej nowej towarzyszki rozmów. Czas ten jednak się dla niej dłużył. Dlaczego to? Bo zastanawiała się, czy rzeczywiście rudowłosa jest jej bratnią duszą. Nad czym tu się zastanawiać? Przecież tak jest! Już sobie wyobrażała ciąg słów układający się w dialogi, a dialogi w niesamowitą rozmowę. Może któraś z nich się rozgada na tyle, by stworzyć niekończący się monolog? Nie wiedziała. O co by ją tutaj zapytać? O co powinna, a o czym lepiej nie wspominać? Zaraz jednak pokręciła dość gwałtownie głową aby wyrzucić te myśli. Stwierdziła, że pójdzie na żywioł, nie będzie sobie układała pytań wcześniej. Zobaczymy, co przyjdzie. A na razie przyszło... ciastko. Babeczka, konkretniej. Chociaż jej oczy zaświeciły na samą myśl o tym, że dostanie słodkości, zrobiło jej się trochę głupio. Dobra, to był prezent, ale naprawdę było jej głupio, nie lubiła jak ktoś jej coś stawia, bo... po prostu nie miewa zbyt często takich sytuacji i nie wie, czy odrzucić propozycję, oddać za to pieniądze, czy jak. Po prostu zawsze wtedy czuła się jak na polu minowym i nawet nie wie, w którą stronę ruszyć by nikogo nie urazić.
- No... no dobrze, dziękuję - odparła i - jakby się mogło wydawać - nieśmiało wzięła babeczkę do rąk. Wzięła niewielkiego gryza dość szybko, zaraz po tym kolejnego. Tak, zasmakowało jej, jednak zaraz odłożyła żeby w końcu napić się swojej czekolady. To ją rozgrzało i w pewnym sensie przygotowało do dalszej rozmowy.
- Sama - odpowiedziała bez wahania. - I... przyszłam do North tylko żeby przenieść się gdzie indziej, rozpocząć naukę i... jakby to ująć... zacząć nowe życie. Planuję trafić do East City. A skoro o tym mowa, to pracujesz gdzieś w tej okolicy? Znaczy, co to za pytanie, raczej nie przyjeżdżała z głębi kraju po rzeczy do North... Pracuje pani w jakiejś klinice? - zapytała, w międzyczasie się w pewnym sensie strasznie motając.
Powrót do góry Go down
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Sie 19, 2016 9:46 pm

Zanotowała, że dziewczyna uważa "Lavinię" za pełną formę imienia, której używają rodzice w chwilach stresu lub wkurzenia. Sama nie miała czegoś takiego - Luzie nie było zdrobnieniem, a że było dość krótkie i brzmiało słodko... Choć pamiętała, jak raz ojciec krzyknął "Luzie, natychmiast do mnie" i pamiętała także, że mało się wtedy nie zsikała ze strachu. No ale, co ojciec to ojciec... Mama nigdy nie krzyczała, była na to zdecydowanie za miękka. Nie powinnaś tak myśleć, zganiła się natychmiast w myślach. Choć uważała, że mama jest zbyt uległa wobec ojca to darzyła ją miłością i szacunkiem. Dużo jej w końcu zawdzięczała - życie, wychowanie, kobieta zawsze się starała, by córka miała wszystko co najlepsze. Były jednak jak ogień i woda, więc w pewnym momencie przestały się po prostu rozumieć.
Z lekkim rozbawieniem patrzyła jak Levi się kryguje z tą babeczką - najwyraźniej nie wiedziała, czy ma ją po prostu przyjąć, próbować oddać pieniądze... Luzie cieszyła się jednak, że mała odpuściła i zaczęła jeść. Kobieta również zaczęła konsumpcję i z zadowoleniem stwierdziła, że babeczka jest naprawdę doskonała. Ze zdziwieniem słuchała paplaniny Levi, którzy wydawała się nie wiedzieć do końca co mówi. Raz zwracała się do niej na ty, raz na pani... W końcu Luzie maskując uśmiech delikatnie chwyciła ją za rękę i spojrzała jej w oczy, starając się ją tym uspokoić.
- Spokojnie kochanie, spokojnie! Nie mów do mnie "pani", nie jestem znowu taka stara! - Roześmiała się, w końcu... No ile mogła być starsza, góra 10 lat. To nie jest znowu tak wiele! - Tak, pracuję kawałek stąd... - zawahała się chwilę. Czy powinna mówić dopiero co poznanej osobie o tym kim jest? Ale to żaden wstyd, że jesteś alchemikiem. Nie musisz jej zdradzać nic tajnego. Tak, powiedz po prostu gdzie jesteś i co robisz, tak będzie bezpiecznie. - Jestem państwowym alchemikiem i pracuję w forcie Briggs, na północ stąd. To nieco dziwne miejsce, ale podoba mi się tam, mogę się spełniać zawodowo, robić badania... Do tego jestem też medykiem, pewnie zauważyłaś po zawartości torebki. Tam czasem zdarzają się jakieś proste przypadki medyczne, czuję się potrzebna. - Upiła łyk kawy i zagryzła babeczką. Tak, tyle powinno wystarczyć. Nie musi mówić, że próbuje pojąć alchemię lodu, a ten głupek Aleksiej jakoś nie garnie się, żeby jej pomóc. Nie musi też mówić, że uciekła przed światem, bo nikt nie może wiedzieć o tym, co robiła w przeszłości. Ani wspominać, że naprawdę czuje się samotna nie mając faceta, a rodzice coraz częściej zadawali jej pytanie o ewentualnego narzeczonego. Boże Luzie, nie roztkliwiaj się nad sobą, nie jest znowu z tobą tak źle kochana! - A czego planujesz uczyć się w East? I czemu akurat tam a nie na przykład w centrali?

Przeraziłaś mnie tą Anną, też mnie tak wołali jak było źle Q___Q Stresu wiele!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Sie 24, 2016 12:01 am

- Och... umm... rozumiem, przepraszam. Po prostu nie wiem jak się zwracać, poza tym trochę się pogubiłam w tym, co mówiłam - przyznała z tą swoją drobinką szczerości. Uśmiechnęła się w ten delikatny sposób, przez co to wyglądało na smutny wyraz twarzy. Na szczęście jednak nie trwał on długo i zmienił się w niesamowicie pogodny wyraz, którego nie jedno dziecko by zazdrościło. Był uroczy, naprawdę uroczy. A zmienił się on nie tylko na samo pozwolenie na używanie jej imienia zamiast zwrotu "pani", ale też na opowieść dotycząca jej pracy. Fort Briggs? Słyszała o nim sporo od ojca, który miał okazję podróżować trochę po północy. Słyszała więc tyle, że oddzielał on Amestris od północnego sąsiada, który podobno kiedyś raz zaatakował. I rozbił swoje wojska niczym nierozsądny strateg grający w Age of Empires ze swoim przyacielem, który zna każdy element tej gry i przewidział jego taktykę na wylot.
- Wow, jesteś Państwowym Alchemikiem? - zapytała dla pewności i wzięła łyk. - Jak to jest? Masz jakieś przywileje? Masz jakieś dodatkowe prace? Bo... zastanawiałam się nad podejściem do testu na Państwowego. Chciałam... po prostu zyskać dostęp do biblioteki. Tam podobno jest bardzo dużo na temat medycyny i alchemii, a na tym najbardziej mi zależy. Jedynie prolem mi sprawia kwestia innych zajęć jako państwowy. Mogłabym być medykiem tam, owszem! Ale po prostu czasami obawiam się, że nie podołam - wyjaśniła całkiem obszernie, w wypowiedzi zawierając wszelkie swoje lęki i wątpliwości, ale i również swoje nadzieje. - Właśnie dlatego jadę do East. Z tego, co wiem to tam jest mniej mieszkańców niż w Centrali, więc stwierdziłam, że łatwiej będzie mi tam zacząć porządne życie - wyjaśniła. Była przyzwyczajona do mniejszych grup ludzi skupionych na danym obszarze, dlatego wahała się z decyzją czy jechać na południe, na wschód czy zachód. - Poza tym, w okolicy East miały miejsce dość ciekawe moim zdaniem zdarzenia... ale zachowam to dla siebie. - Puściła jej oczko.No dobra, nie tyle miała tajemnice co po prostu nie każdemu chciałoby się słyszeć o tym, że tak młoda dziewczyna była zainteresowana tym, w jaki sposób Shou Tucker próbował odnowić swoją licencję. Tym bardziej, że jeszcze pewnie by pomyśleli o tym, że chciałaby powtórzyć jego dokonania. Co to, to nie!
- Mówiłaś, że jesteś medykiem, prawda? - zapytała, chociaż na dłuższy moment się zawahała z kontynuacja wypowiedzi. Nie wiedziała, o co tak naprawdę powinna zapytać w kwestii medycyny. - Długo się tym zajmujesz? Jak ci idzie? Sama się uczyłaś czy u kogoś?

//Dokładnie wiem, co czujesz TT^TT//
Powrót do góry Go down
Luzie von Treskow
WODNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 31/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Sie 24, 2016 12:25 pm

Ta mała, urocza istotka sprawiała, że Luzie robiło się ciepło na sercu. Była taka słodziutka, cała jej twarzyczka, postawa, mimika wywoływały potrzebę opieki nad nią. Czy to wszyscy, czy tylko spragniona opiekowania się kimkolwiek Luzie tak reagowali na osobę Levi? Kobieta, nawet nie wiedząc kiedy, objęła się ramionami na wysokości brzucha - zawsze to robiła, często nieświadomie. Taki odruch... Tak bardzo marzyła, że kiedyś, może za kilka lat, będzie miała dziecko. Posmutniała automatycznie, bo takie myśli nigdy nie były dla niej wesołe. Z tego zamyślenia wyrwały ją pytania Levi, postanowiła więc ponownie skupić się na rozmówczyni - w końcu to nieelegancko tak się wyłączać pośrodku konwersacji.
- Wiesz, ta praca ma... Wady i zalety - powiedziała ostrożnie ważąc słowa. Każde jej działanie było objęte tajemnicą państwową, oczywiście, nie wszystko było ekstra tajne, ale mimo wszystko... Była przede wszystkim żołnierzem, dlatego każde nierozważne słowo mogłoby wpędzić ją w kłopoty i postawić przed sądem za zdradę stanu. - Tak, mam dostęp do bibliotek, wszelkich archiwów i dokumentów. - Z torebki wyjęła srebrny zegarek. - To otwiera prawie wszystkie drzwi. Dołóż do tego, że daję radę przeżyć w Briggs... Na pewno słyszałaś jak tam jest. Nie powiem, żeby wszystkie plotki były prawdą, na pewno nie zjadamy przybyszów i w wolnym czasie nie urządzamy polowań na niedźwiedzie... - . . . No dobra, ale rzadko! - ...ale trzeba być naprawdę upartym i twardym, by tam przeżyć. - Dojadła muffinkę do końca zastanawiając się jak elegancko ubrać wady w słowa, aby Levi zrozumiała i by nie zostało to źle odebrane. Kochała swoją pracę, tak, ale... Wiecie, zawsze jest coś, co nam nie pasuje. Nie ma rzeczy, osoby, miejsca, które nie miałoby w sobie jakiejś skazy, która kole nas, niczym wyjątkowo uparty komar w gorącą noc. - Z drugiej strony... Będąc Państwowym... Jesteś równocześnie częścią ogromnej machiny. Musisz robić to, co twoi przełożeni uznają za słuszne. Tak, jesteś postawiona wysoko, bo dostajesz stopień majora, a to się liczy. Jednak... Ciągle są ludzie wyżej od ciebie, którym podlegasz. Oni mają dostęp do twoich badań, jeżeli uznają, że są nieodpowiednie mogą cofnąć ci licencję. To nie jest zabawa... Trzeba być ostrożnym, bo dużo jest osób, które nam nie sprzyjają i tylko czekają jakby ci tu podłożyć świnię i wpakować w kłopoty. Kończąc mój monolog - to naprawdę trudna szkoła przetrwania. - Na moment zamilkła, myśląc nad tym, co powiedziała. Była medykiem, dlaczego nie została tylko nim? Czy podobnie jak Levi chciała mieć dostęp do książek? Na pewno to też był cel, ale... Alchemia pozwalała jej być niezależną, tak bardzo niezależną... Tak przynajmniej myślała. A teraz musiała wypełniać masę raportów i innych papierzysk, musiała wyjaśniać często głupszym od niej co takiego bada i czym się zajmuje. Ale z drugiej strony... Nie była już słaba. Teraz mogłabym się obronić, gdyby tamto się powtórzyło.
Jej uwagę przykuły słowa o East. Ciekawe zdarzenie? Z East pochodzili słynni bracia Elric, o których mówiło się, że próbowali ludzkiej transmutacji. Czyżby małą to pociągało? Oby nie, nie idź tym śladem dziecko... Luzie zmrużyła oczy, a na jej twarz wstąpił wyraz zatroskania. Nie chciałaby, aby Levi próbowała zakazanych praktyk. Luzie wiedziała, że ludzie, którzy próbują zostać bogami i przełamać tabu tracą naprawdę wiele. Śmierć naprawdę nie jest najgorszym, co może spotkać człowieka - nie wszyscy tylko o tym wiedzą.
- Uważaj - przestrzegła młodą koleżankę. - Niektórzy na takie słowa mogą uznać, że chcesz się bawić niedozwolonymi praktykami... A to naprawdę nie jest dobrze widziane. Nie oskarżam cię - dodała szybko, by nie zdenerwować dziewczyny - ale... Ostrożnie, dobrze?
Na pytania o medycynie rozjaśniła się.
- Tak, jestem. To jest cudowny zawód, uwielbiam pomagać ludziom, choć w Briggs to głównie odmrożenia. - Zachichotała cicho. - Zajmuję się tym od jakiś trzech lat, więc niedługo jak widzisz... Ale nabieram już wprawy i chyba jestem w tym całkiem niezła. Uczyłam się od naprawdę świetnego chirurga, samej chyba nie dałabym rady tyle osiągnąć. To trudna nauka, długa i żmudna, ale naprawdę daje dużo satysfakcji!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Nie Sie 28, 2016 5:27 pm

Paniom również ładnie namącę. Jak coś w ramach wytłumaczenia.
Czy osoby siedzące w kawiarni mogły poczuć lekki wstrząs, gdy na miasto spadła lawina? Bardzo możliwe, ale równie dobrze można by to było uznać za przejazd pociągu towarowego czy jakiegoś zaskakująco dużego samochodu dostawczego, więc mało kto na fakt ten zwrócił uwagę. Komunikat płynący z głośników nie był zbyt donośny, ale nie sposób było nie usłyszeć alarmu wyjącego od dworca. Goście lokalu nie musieli jednak długo czekać na jego wytłumaczenie, bo niedługo po tym, jak wszystko wreszcie ucichło, drzwi wejściowe otwarły się szeroko, a do środka wkroczył postawny mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał zdecydowanie na tutejszego, a podszedłszy do lady, zamówił przy niej grzane piwo. Zaraz potem też, widać chętny do rozmowy, zwrócił się do sąsiada obok, grzejącego dłonie na kubku gorącej herbaty.
- Krzyczą tam od dworca, że niby lawina zeszła, wiedziałś pan? A taka od groma, bo nam północne miasto zasypało i do siostry, co mieszka, nawet się nie idzie dodzwonić! - rzucił na tyle głośno, by powiadomić o tym także inne osoby przebywające w kawiarni, jednak tonem dość spokojnym, jakby takie zdarzenia były czymś zwyczajnym i dosyć częstym. Zagadnięty człowiek zerknął na niego niepewnie - ten z kolei wyglądał jak wystraszony szczeniak; od razu wiadomo, że jedynie przejezdny.
- A-ale... teraz? Lato przecież jest, to normalne...?
- Lato, lato, a jakże! Ale wiesz pan, latem śnieg topnieje, to i cięższe się to wszystko robi i o lawinę łatwiej
- wytłumaczył tamten tonem osoby doskonale obeznanej z sytuacją. - No i ściągają tam wojsko, coby pomogli to trochę odkopać... Ale znając życie, medyków wielu nie znajdą! Oj ciężko ciężko... Byle tylko siostra jakoś dała  radę, ale wie pan, jest to silna baba, że nawet... - dalszy wywód o tejże ciągnął się jeszcze przez chwilę, ale nowo przybyły zniżył już nieco ton, by nie oznajmiać całej klienteli, jaką to siostra kobietą jest. Niektórzy goście, nawet zaciekawieni, wyszli z lokalu, inni zostali, niezainteresowani sprawą.

Jak wiadomo więc od naszego "znajomego" - na miejscu lawiny przydaliby się jacyś lekarze, co powinno obie panie zainteresować. Tak jak u tych na stacji - jak wygląda sytuacja na miejscu, dowiecie się już w moim poście. Na razie tylko zbieramy ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pon Sie 29, 2016 6:34 pm

Słuchała całkiem uważnie swoją rozmówczynię, powolutku jedząc swoją babeczkę. Skubała ją. Nie dlatego, że jej nie smakowała, co po prostu w ten sposób się pilnowała żeby nie jeść za szybko. Poza tym smakowała jej na tyle, że chciałaby czuć jej smak jeszcze długo. Delektowała się. Do tego jeszcze popijała ją gorącą czekoladą, co tym bardziej wzmacniało te doznania smakowe. Cudowne wręcz doznania smakowe. Rozpływało się dosłownie w ustach, smaku nie dało się porównać do żadnego innego.
Plusy były dość spore, bo ten zegarek - a przynajmniej na to jej wyglądał przedmiot wyciągnięty przez Luzie - otwiera niemal każde drzwi do biblioteki czy do laboratorium. Nie dało się ukryć, jest to bardzo kusząca perspektywa i na nią wiele osób zdołało się złapać.Jednak to podkładanie kłód pod nogi zdawało się dość logiczne dla młodej dziewczyny. Nie ukrywając - rozumie w pełni fakt, że na to stanowisko nie powinno się brać byle kogo. Jesteś majorem, musisz mieć jakieś umiejętności. A jej dalej niezwykle daleko do tytułu państwowego, przecież jej alchemia woła o pomstę do nieba! Dobra, nie jest aż tak źle, ale warto byłoby rozważyć jakąś naukę albo coś takiego. Po przyjeździe do East zdecydowanie musi zająć się swoimi kwalifikacjami, zarówno po stronie alchemii, jak i po stronie medycyny.
- Przynajmniej dzięki tobie wiem, czego powinnam się spodziewać - powiedziała z lekkim uśmiechem, godnym tak urokliwej osoby jak ona, zjadając po tym ostatniego kęsika babeczki. - I wiem, że powinnam mierzyć swoje siły na zamiary. Jeszcze wiele pracy przede mną. Nie ma szans bym została najmłodszym państwowym alchemikiem, powtarzając tamten legendarny wyczyn pewnego chłopaka - dodała po chwili z lekkim rozmarzeniem. No dobra, tym bardziej nie miała szans. On zaczął już jako dzieciak swoją przygodę z alchemią, a ona? Ma piętnaście lat i dopiero się uczy. Nie marzyła i nigdy nie myślała o powtarzaniu jego wyczynu. Przypadkiem po prostu o tym usłyszała od jakiegoś mieszkańca Północy i zaczęła go podziwiać. - Być może będziesz mogła być ze mnie kiedyś dumna jako osoba, która mnie w pewnym sensie wtajemniczyła w te sprawy. - Puściła jej oczko, wzięła kubek w obie dłonie i wzięła większego łyka. - No i może pojawię się w Briggs, chociażby po to żeby być w miarę blisko rodziny.
Levi zawsze uważała, że poznawanie tajemnic takich osób jak Elricowie czy Tucker jest w porządku pod warunkiem, że nie próbuje się tego ponownie dokonać. Nie wiedziała jednak, że przez wspominanie o tym czy chociażby samo okazywanie zainteresowania tymi zagadnieniami może wywołać odtrącenie od społeczeństwa, a przynajmniej od społeczeństwa alchemików. Dobrze, że została przed tym ostrzeżona.
- Nie mam zamiaru się bawić. Wiem, czym to grozi, ale z samej ciekawości tymi zagadnieniami chciałam się trochę doinformować. Odtwarzanie takich rzeczy do tego nie należy - odpowiedziała. Nie poczuła się w taki sposób, jakby dziewczyna coś jej zarzuciła. Miało prawo ją ostrzec, w końcu nie powiedziała zbyt wiele. Wolała zamknąć tamten temat, ale w końcu... powiedziała coś na ten temat, więc wypadałoby ją uspokoić.
Miała wielką ochotę na to, żeby zapytać ją o tego chirurga, ponieważ może będzie w stanie poprosić o możliwość nauki u niego gdyby tylko go spotkała. Już miała otwarte usta! Już miała mówić! Usłyszała jednak hałas z zewnątrz, przez co od razu się spięła. Hałas był paskudny. Alarm. Nawet nie zwróciła uwagi na wstrząs - uważała go za oznajmienie, że jakiś pociąg albo ciężarówka przejechała obok. Do tego jeszcze wszedł ktoś i powiedział coś o lawinie (mówić o lawinie przy Lavinii...), a także potrzebnych medykach. Coś dla nich.
- Coś poważnego.. - szepnęła z obawą, zaraz po tym wstała i wzięła kurtkę. - Idziemy pomóc, prawda? W końcu potrzebują medyków, czyż nie? - skierowała zapytanie w jej kierunku, uśmiechając się. Nie była odważna, owszem, ale czy najbliższych kilkadziesiąt minut będzie od niej wymagało odwagi zależy tylko od sytuacji. Może okazać się, że przecież nie musiało się stać nic poważnego, ale z drugiej strony może być to prawdziwy kryzys. Zdecydowała się wyjść, wyraźnie stawiała na to, że Luzie pójdzie za nią. Nie, ona nie stawiała na to. Ona to wiedziała.

z/t -> Ulice
Powrót do góry Go down
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Paź 07, 2016 11:01 pm

Eli z nieustającym uśmiechem patrzył na młodzieńca, nijak nie zwracając uwagi na jego podejrzliwą minę. Dla niego najważniejsze to poznać nową osobę, a że był w dobrym nastroju, kąciki ust nie spieszyły się do opadania. W końcu mógł z kimś porozmawiać! A rozmowa z kimś zdecydowanie przewyższała szwendanie się samotnie po mieście. Zwłaszcza gdy ten ktoś znał dobre kawiarnie! Dla takiej osoby jak pajac, którego poczucie kierunku było ujemne, młodzieniec jawił się niczym dar z nieba.
- Dłuższy czas? Ach, to dlatego jesteś tak doświadczony! Tak tak, nie da się tego osiągnąć bez praktyki! - pokiwał głową ze zrozumieniem. No tak, sam to w końcu przerobił, gdy był młody częściej go łapano niż zdołał cokolwiek komuś zabrać, ale wiadomo, ilość przekłada się w końcu w jakość. Aż dziw, że tak młoda osóbka zdążyła tyle się nauczyć, w końcu chłopiec nie wyglądał na więcej niż kilkanaście lat. Ach, ci młodzi nie powstawali go zadziwiać!
Upił nieco napoju chłopaka, z zaskoczeniem stwierdzając, że raz - to nie była kawa, a dwa - że rzeczywiście słodki napój był naprawdę smaczny. Skinął głową z miną godną najbardziej wymagającego krytyka kulinarnego aprobującego jakiś wyrób.
- Tak! To jest to! Pokażesz mi, gdzie to? Zapraszam cię na... - urwał na chwilę, zorientowawszy się, że skoro ten miał już czekoladę, musiał wcześniej odwiedzić sklep. - ...na cokolwiek sobie zapragniesz! Pewnie mają tam jakieś ciastka, nie? I nie, nie! - Zaśmiał się z rozbawieniem. - Nie znam ani alchemii ani... danchmii, tak? To to co robią ludzie z Xing? Nawet nie znam nikogo, kto by to umiał! Znaczy alchemików i owszem, ale nie tych drugich - tłumaczył chaotycznie, żywo gestykulując. - To tylko taki... rekwizyt. O, spójrz, tu jest draska, a te pieniądze to nie normalny papier, jest nasączony takim płynem, co się łatwo zapala, ale szybko gaśnie. Jak otworzysz, to tu się pocierają o siebie te dwie części... widzisz? - Zaprezentował Caseyowi działanie portfela w nieco wolniejszym tempie, by wszystko było widoczne. Ciekawość chłopaka wyraźnie go ucieszyła, uśmiech stał się jeszcze szerszy. - Chcesz go? Mi w sumie niepotrzebny, kupiłem go z ciekawości. - Wyciągnął w jego stronę dłoń z portfelem, chcąc mu go podarować, po czym ruszył za nim, słuchając uważnie jego słów. Nie tylko miał przydatne umiejętności, ale i był światowy, miał znajomości z całego świata! To dopiero był ciekawy osobnik!
- Nie jestem z Xing, a z Crety - wyjaśnił z uśmiechem. - To tam na zachodzie. Ale zawsze marzyłem, by do Xing pojechać! Jaki jest ten twój kolega, jest sympatyczny? Musi tam być pięknie i.. ojej, to tutaj? - spytał, widząc szyld kawiarni.
Wyszli do środka, gdzie Eli bez większego namysłu zamówił dużą kawę i kawałek szarlotki, dając jeszcze możliwość wzięcia czegoś swojemu nowemu koledze, po czym wraz z nim zajął wolny stolik pod oknem, zza którego widać było zaskakująco ruchliwe uliczki, w porównaniu z którymi spokój w lokalu był kojący.
- A to Napoli to fajne miasto? ie przypominam sobie, bym tam zawitał, a byłem w wielu miejscach! Chociaż też prawda, że w Central to dość rzadko... trochę... nie moje klimaty - dodał, puszczając oczko. No cóż, miejsce, gdzie roi się od wojskowych i które jest tak bliskie miejscowi pobytu trzony armii jest niezbyt bezpieczne dla członka mafii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Paź 13, 2016 1:17 am

Casey cały rozpromienił się na komplementy, które dostawał od Elliotta. Osobiście należał do ludzi, którzy nie lubią, gdy chwali się ich wygląd albo jakieś zwykłe zachowania, jednak uwielbiał, gdy ktoś chwalił jego zdolności. Jako osoba, która nie potrafiła czegoś, do czego podobno była urodzona, to jest alchemii, po prostu jak gąbka chłonął komplementy odnoszące się do tego, że szybko się czegoś nauczył i tak dalej. Pokiwał energicznie głową na jego słowa, samemu szczerząc się w niezbyt inteligentny, ale przepełniony dumą sposób i potem tylko czekał na to, co mężczyzna powie na temat czekolady. 
Jakimś sposobem dzięki mimice wydał się Caseyowi kimś, kto najwidoczniej zna się na wszelkich gorących napojach i dlatego też oczęta chłopaka zabłysnęły z ekscytacją. Jeśli ktoś taki doceniał wyrób czekoladowy, oznaczało to, że ten musi być przewyborny. Swoją drogą nieco się Kasiek zdziwił, że dorosły człowiek tak po prostu przyjmuje picie od obcego dzieciaka i nie brzydzi się ani nic. Albo głupi, chociaż nie, to odpada, musi mieć jakąś wiedzę przynajmniej o kulinariach, albo może naiwny czy odważny... Lub po prostu otwarty, gdyby te słowa wepchnąć do jednego worka. 
- T-tak, są ciastka! - Pokiwał energicznie głową, kiedy pan Gałgan zaproponował mu ponowne pójście do kawiarni. 
- I... wow, świetne! - Skomentował z podziwem pokazaną sztuczkę i oczęta zabłysnęły radością po raz kolejny, a cichy okrzyk zachwytu uciekł mu z ust kiedy mężczyzna zaproponował mu oddanie swojej zabawki. Małe dzieci wiedzą, że nie wolno przyjmować od obcych cukierków, Casey Flynn nie wie, że nie wolno od nich brać płonących portfeli. Spojrzał jeszcze z niemym pytaniem, czy na pewno może, jednak sądząc po podejściu Elliotta chyba mógł sobie na to pozwolić. Przejął rekwizyt i skrył go w kieszeni, zupełnie nie podejrzewając, że któregoś dnia może mu przez to zapłonąć zadek. 
Po drodze do kawiarni Flynn dopił swoją czekoladę - co ma nie korzystać jak mu proponują? - i na miejscu zamówił drugą taką samą, a do tego kawałek tego samego ciasta, co Elliott. Wyglądało dobrze, pachniało dobrze, po degustacji takie również się okazało. 
- On... Heh... - Zastanowił się nad obrazem Naohiro, który nie wyglądał na wściekłego tylko wtedy, kiedy bardzo głęboko spał. Uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem i zakłopotaniem pod nosem; i to na pewno nie tak, że stalczył sen pana Nyao.
- Jest specyficzny, ale da się go lubić. Tylko nie przepada za kozami! - Zachichotał na wspomnienie użerania się z rogatymi bestiami. Na pytanie o mieście zamyślił się, jednak na kolejną część jego wypowiedzi poczuł się trochę zaalarmowany. Ostatecznie obrócił wszystko na pozytyw, to jest nagle złapał mężczyznę za obie dłonie i popatrzył na niego z błyskiem w oczach. 
- T-też jest pan zbiegiem?! - Spytał szeptem, szczerząc się przy tym niemądrze. A jednak powiedzenie, że pozory mylą nie odnosiło się tylko do samego Caseya... 
Powrót do góry Go down
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pon Paź 17, 2016 1:04 am

Elliott z zadowoleniem stwierdził, że osoba znajdująca się przed nim należała do całkiem wesołych. Nie żeby do pochmurnych ludzi coś miał, byli równie ciekawymi rozmówcami, ale gdy uśmiechał się ktoś inny, jego uśmiech machinalnie się poszerzał. Tak mało było trzeba, by dzień stał się piękniejszy! A jego entuzjazm w sprawie ciastek czy sztuczki były przeurocze. Jak przekupić Eliego? Wystarczy, że pozachwycasz się magią, którą prezentuje. I już masz w banku, że cię będzie uwielbiał. Więc błysk w oku chłopca był jak balsam na serce Błazna. Był gotów wprowadzać go w tajniki magii. W końcu czarodziej potrzebuje swojej widowni!. Chętnie oddał portfel - w końcu była to nieszkodliwa zabawka do drobnych żartów, dla niego ciekawostka, którą stracił już zainteresowanie. A radość widoczna na twarzy Caseya była warta dużo, dużo więcej. A nuż jemu się przyda! Może również rozpocznie to nową znajomość chłopca, tak jak teraz rozpoczął ich?
Po drodze z pewnością nie dał ciszy zapaść na dłużej niż chwilę, opowiadając czarnowłosemu o drobnych pierdołach, sztuczkach, trickach czy o swoich przypadkach kradzieży. Może powinien się bardziej przejmować, co komu wyznaje, ale cóż, nie leżało to w jego naturze. Poza tym złodziej złodzieja nie wsypie, prawda? Jakaś solidarność chyba istniała! A jak nie, to cóż, zostanie mu szybka ewakuacja z miasta. W końcu i tak miał znaleźć Aleksieja! Nie musiał tu długo siedzieć, nie miał tu żadnej pracy, nie tym razem. To, czego dowiedział się o Briggs, już zdołał przekazać, a temat zupełnie przestał go interesować.
- Nie lubi kóz? Ojej, a są takie słodkie! - skomentował wypowiedź chłopca, robiąc zaskoczoną minę. No jak nie można było kochać tych zwierząt o nietypowych oczach z kwadratowymi źrenicami? Wyglądały trochę jak tacy ziemscy obcy! I obcy był nietypowy? Czy to znaczy, że był nietypowy na tutejsze standardy, czy też wśród swoich również stanowił ewenement? Ach, tyle ciekawych zagadnień! Elliott chętnie spotkałby wspomnianego mężczyznę, gdyby nie to, że nieco się śpieszył. Nie tak bardzo, ale na tyle, by nie móc spotykać wszystkich wszędzie.
- Zbiegiem? Też? - powtórzył zaskoczony, po czym uśmiechnął się szeroko. Czyżby spotkana przez niego osoba była ciekawsza niż zakładał? Już tak szybko zdołała się wmieszać w podziemny światek? - Nie do końca... nie jestem poszukiwany, jeśli o to pytasz. Ale jest tam dużo wojskowych i porządku na ulicach pilnuje się dość dokładnie. A moja praca jednak legalna nie jest, ale ciii... - Puścił do niego oczko, przykładając do ust palec, pokazując, że to ich mały sekret. - O tym nikt nie musi wiedzieć. A ty, Casey? Szukają cie w Centrali? Co zrobiłeś? - Z zainteresowaniem wymalowanym na twarzy, wpatrywał się w chłopaka, opierając podbródek o złączone dłonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pon Paź 17, 2016 1:37 pm

Można powiedzieć, że ten człowiek absolutnie kupił serce chłopaka. Ot, niby nic wielkiego, ale jednak był ujmujący i interesujący w oczach nieudolnego alchemika i nie było mowy, by jakikolwiek jego słowo śmiał w ogóle przepuścić. Tego dnia Casey Flynn znalazł sobie idola, do którego wypowiedzi dopowiadał sobie własny, wyższy sens i którego postanowił od teraz traktować jako swoistego guru. Pan Gałgan zgodnie z tym, co zaobserwował młodszy Flynn, musiał, powiadam, musiał, mieć ogromną wiedzę - aż dziw, że nie nauczył się jeszcze alchemii! 
- No nie lubi! Jak tu jechaliśmy z East, to złapaliśmy stopa, co nie... - Chłopak musiał zrobić krótką przerwę by się czasem nie zaśmiać na wspomnienie sytuacji niby niewinnej, która doprowadziła dziwnym trafem Naohiro to szału, zaś Casey wciąż miał ją za niesamowicie komiczną. 
- ... No i jedna z nich walczyła z nim na wzrok! Pewnie chciała go pocieszyć, bo on zawsze ma ponurą minę. Wiem! Pokażę mu ten portfel, na pewno mu się spodoba. No ale co do kóz, to oni się chyba nie polubili, bo go gryzły po włosach, krzyczały na niego, no bo koza jak się wkurzy to krzyczy prawie jak człowiek! To brzmi trochę strasznie, ale w końcu to śmiesznie wychodzi jak ktoś nie wie, że może się stać. - Wyjaśnił ze szczegółami całe zajście, przy czym też nie szczędził sobie gestykulacji. No i trochę głupio, że rozmowa jednak zeszła na poszukiwanych; Elliott nie wyglądał wcale na kogoś, kto mógłby zajmować się... 
... Co? 
Casey zmarszczył brwi w pierwszej chwili, kiedy na swoje pytanie otrzymał odpowiedź twierdzącą, w kolejnej szybko omiótł postać nowo poznanego mężczyzny wzrokiem, jakby chcąc się upewnić, czy wszystko jest jak należy. Jakim cudem ktoś taki uroczy jak pan Gałgan mógł zajmować się czymkolwiek nielegalnym? 
- Ja... No wiadomo, ręce mam jakby trochę lepkie i szybkie - oznajmił z lekkim ociąganiem, które można było potraktować jako wynik małego szoku, jakiego właśnie doznał. W międzyczasie zamówienie zostało przyniesione, Flynn podziękował za nie i spróbował przyniesionej szarlotki. Ta okazała się dość dobra, także jeszcze chwilę poświęcał jej swoją uwagę, jednak zaraz uznał, że przydałoby się powiedzieć coś więcej. W końcu Elliott był zbyt fajny na zadawanie się z głupim i nudnym bratem Caseya, także co mu szkodziło?
- No i ten, jakby z domu uciekłem i mój durny brat nie rozumie, że nie wrócę aż nie zostanę prawdziwym alchemikiem. Od jakiegoś czasu podróżuję od miasta do miasta i jakoś sobie żyję i jest fajnie... A pan... ty... mieszkasz tu? Szedłeś w jakieś ciekawe miejsce, kiedy na ciebie wpadłem? - Chwilę wahał się nad tym, jak powinien się odnosić do tego mężczyzny... I dalej zastanawiało go, ile ten może mieć lat, bo wyglądał niby dość młodo, ale z drugiej strony jednak było w nim coś, co kazało chłopakowi brać go za dorosłego. Ostatecznie postanowił przejść na przyjacielskie "ty", mając nadzieję, że nie będzie miał mu tego za złe. 
Powrót do góry Go down
Elliott Ashley
BŁAZEN

avatar

Liczba postów : 71
Join date : 11/08/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Paź 19, 2016 1:12 am

Jak w ogóle można było nie lubić tak cudownych stworzeń, jakimi są kozy? Eliemu nie mieściło się to w tej jego niedużej główce i ze zdumieniem słuchał historii Caseya. Wpatrywał się w niego z fascynacją, co jakiś czas wybuchając śmiechem na jego opowieść. Widział opisywaną sytuację oczyma duszy i choć nie wiedział, jak wyglądał znajomy chłopca, wizja kozy dokuczającej typowemu mieszkańcowi Xing była komiczna. Swoją drogą sama podróż ze zwierzętami prezentowała się jak najlepsza na świecie! Elliott uwielbiał zwierzęta, każde, bez względu na gatunek czy jakiekolwiek inne podziały. Tak, umiał zachwycić się również pająkiem. Musiał kiedyś spróbować taką metodę podróżowania. W Crecie znał kilku trenerów dzikich zwierząt, no i sam miał swojego Bambaryłę, który w tej chwili prawdopodobnie polował gdzieś w okolicy, ale w końcu tych uroczych stworzeń nigdy dość.
Skinął głową kelnerce, śląc jej piękny uśmiech, gdy przyniosła ich zamówienia. Zaraz zajął się swoim posiłkiem, chłonąc idealny aromat kawy przywołujący miłe wspomnienia poranków w chatce w górach. Zabrał się też za konsumpcję ciastka. Cóż, Eli był jak duże dziecko również pod kątem jedzenia słodyczy. Było słodkie i smaczne. Czyli był wniebowzięty. A jeszcze combo gorzkawego napoju - bo kawy Eli nie słodził - oraz wypieku było wygrywem życiowym.
Pokiwał twierdząco i może trochę uspokajająco głową, gdy ten wyznał, że kradzież nie jest dla niego obca. Jeśli ktokolwiek spodziewał się jakiegoś odzewu moralności, zostaje mu pójść płakać do kąta. Elliott nawet przez chwilę nie pomyślał, że jest to czyn, za który wypadałoby zganić chłopca. W końcu dawał sobie tak radę przetrwać, czyż nie? Słuchał jego dalszej historii z coraz większym zdumieniem, aż w końcu z błyszczącymi z ekscytacji oczami chwycił jego dłonie w swoje.
- Dobrze robisz! Czyli spełniasz marzenia, a to piękny cel! Trzeba go szukać w różnych miejscach. Nie ma co iść z prądem, w tłumie nie znajdziesz tego, czego chcesz! To piękne, Caseyu! - rzucił na koniec swojej może nieco zbyt emocjonalnej przemowy, wpatrując się w chłopca z żarem osoby, która w pełni rozumie czyjeś rozterki. W końcu sam Eli całe życie podróżował, nie pojmował, jak inni potrafią żyć całe życie w jednym miejscu.
Ale następne słowa młodzieńca uświadomiły pajacowi jedną rzecz. Mianowicie że czas leciał, a pociąg do miasteczka, z którego pochodził jego ptyś, miał wkrótce odjechać. Cyrkowiec wstał z lekkim uśmiechem.
- Owszem, szedłem. Na stację! Wiesz, jadę dalej, w podróż... ty też pewnie gdzieś jeszcze pojedziesz, nie? - potargał mu czarną czuprynę. - Na pewno znajdziesz, czego szukasz! Zapewniam. - Uśmiechnął się szeroko. - I są, chętnie bym pomógł... ej, wiesz? Jakbyś kiedyś czegoś potrzebował, znajdź kogoś z Cyrku Wonderlust i spytaj o Błazna. Tam na pewno ktoś mnie zna. Iii...uważaj na siebie! - Tak się pożegnawszy, pomachał mu jeszcze wesoło, dopił kawę jednym łykiem, resztę ciasta wziął w dłoń i zapłaciwszy przy kasie, wyszedł na rześkie powietrze  i skierował się w stronę dworca.

|zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Naohiro Iwaizumi
PRYWATNY BADACZ

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 04/07/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lis 29, 2016 10:19 pm

Jeszcze będąc na placu Naohiro pożałował decyzji, by udać się do tej kawiarni.
Wcześniejsze słowa Any, którymi poprzedziła swoją propozycję pójścia na kawę, wzbudziły w nim tym większą irytację.
- Niektórych coś wzrusza, niektórych nie, a po co bym miał interesować się obcymi ludźmi, nie widząc w tym żadnego pożytku? - mruknął tylko w odpowiedzi, poprawiając okulary z typowym dla siebie wyrazem twarzy "przecież wiem lepiej". I właściwie sam nie wiedział, czy te przeprosiny tylko pogorszyły jego zdanie, czy może złagodziły lekko jego reakcję. Wzruszył więc obojętnie ramionami - w końcu nawet to go nie przejmowało zbytnio. Zwłaszcza że średnio było po niej rozmówczyni widać, iż faktycznie przeprasza. Zresztą co mi do tego...
Tak samo zmieniający się nastrój i ton głosu dziewczyny - mówi się, że kobieta zmienną jest i widać miał tego przykład właśnie przed sobą. No cóż... Zaciekawił go jednak fakt, że nadal potrafiła drążyć temat, podczas gdy większość innych rozmówców zapewne odeszłaby, odstraszona burkliwymi odpowiedziami zielonowłosego.
Na pytanie, skąd pochodzi, skinął głową, natomiast słowa o zwracaniu się do siebie po imieniu skomentował cichym "niech będzie" czy czymś równie krótkim i możliwie średnio zrozumiałym, kiedy wypowiadało się to, nie mając wielkiej ochoty do rozmowy. Zaraz po tym ruszył więc za Aną do kawiarni, tam też znajdując wolny stolik, a wcześniej jeszcze zamawiając dla siebie kawę. Gorąca czekolada gorącą czekoladą, jednak nie miał na nią obecnie ochoty.
Dopiero usiadłszy przy stoliku, postanowił - wbrew własnym przyzwyczajeniom - coś powiedzieć i przerwać ciszę, która najpewniej za moment by nastała... nie żeby było tego specjalnie dużo.
- Owszem, jestem z Xing... - rzucił, jakby planując przeciągnąć wcześniejszą rozmowę. - Że też wszyscy to od razu zauważają, niesamowite - mruknął, przewracając lekko oczami. Nie można powiedzieć, że nieco się rozluźnił i jego mina stała się mniej poważna, ale wejście do ciepłego pomieszczenia plus czekanie na gorącą kawę na każdego wpływało choć trochę pozytywnie. Nawet na doktorka. Może temu dodał po chwili: - A... ty? Pochodzisz z Amestris, North czy tylko przejazdem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anastasia Archibald
AKROBATKA

avatar

Liczba postów : 15
Join date : 11/10/2016

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Gru 06, 2016 6:15 pm

A jednak mam do czynienia z typowym, zimnym milczkiem... Mhm... Oby kawa sprawiła, że jego chłód zniknie.
Różowowłosa weszła do kawiarni zaraz za zielonowłosym. Wyższa, a zarazem milsza, temperatura sprawiła, że automatycznie na jej twarzyczkę wkradł się uśmiech. Nie wspominając o tym, jak wpłynął na nią zapach przeróżnych słodkości oraz kawy. Kobieta zamówiła dla siebie kawałek szarlotki oraz cappuccino następnie usiadła przy stolik razem z Naohiro. Miała kolejną okazję, aby lepiej mu się przyjrzeć.
Wypisz wymaluj, obywatel Xing.
- Nie nabijaj się ze mnie! Jeszcze nigdy tam nie byłam i chyba nawet nie znam nikogo, kto by stamtąd pochodził. Oczywiście nie licząc ciebie! Właśnie... Opowiesz mi coś o swojej ojczyźnie? I tak, pochodzę z Amestris, ale nie z North City, tylko z Bamces, które leży na południu. - Kobieta mimo wszystko wydawała się spokojna, a jej mimika wskazywała na to, że jest ona zadowolona. Jednak kiedy zerknęła ona na szybę, uśmiech szybko zamienił się w grymas, a źrenice jej oczu powiększyły się.
Ojejku to on! Najwyraźniej rozchmurzenie tego mężczyzny nie jest mi pisane. No cóż... Co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
- Wybacz mi, ale muszę się zbierać. Mam nadzieję, że kawa będzie ci smakować. Żegnam! - Wypowiedziawszy te słowa, odeszła od stolika i udała się do kasy, gdzie uregulowała swój oraz Naohiro rachunek, następnie opuściła budynek kawiarni i ruszyła za swoją kolejną ofiarą.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: North City-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.