.
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'm always going to be there for you, even if it's only as an obstacle for you to overcome.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cathair Flynn
KAMIENNY ALCHEMIK

avatar

Liczba postów : 42
Join date : 21/07/2016

PisanieTemat: I'm always going to be there for you, even if it's only as an obstacle for you to overcome.   Czw Lip 21, 2016 7:30 pm


Imię i nazwisko:
Cathair Flynn

Wiek:
25 lat, urodzony 12. września

Pochodzenie:
Napoli w Amestris

Miejsce zamieszkania:
Central City

Grupa:
Alchemik Państwowy

Ranga:
Kamienny Alchemik

Charakter:
Cathair już od dziecka był aż do przesady poważną osobą. Chociaż taka postawa wygląda wręcz komicznie u dziesięciolatka, w jego wieku i przy jego pozycji jest już jak najbardziej na miejscu. Uważa, że wszelkie emocjonowanie się bzdetami nie przystoi dorosłemu mężczyźnie, a jedynie go ośmiesza, za nic więc by się do tego nie zniżył. W końcu szacunek i pozycja są dla niego jednymi z najważniejszych rzeczy. Bardzo ważne jest dla niego, by traktowano go poważnie. W dużej mierze zapewnia mu to bycie Państwowym Alchemikiem, ale polega również na swoim podejściu do rozmówców. Już dawno się nauczył, że jeśli sam będzie przekonany o swojej wyższości, inni się temu przyporządkują. Jest to tak głęboko utkwione w jego podświadomości, że przychodzi mu to zupełnie naturalnie, jak oddychanie. Chce prezentować się jak oaza spokoju, godnie i statycznie, nie okazując lęków czy zmartwień - czyli tak, jak według niego powinien wyglądać ktoś piastujący jego urząd. Aż zabawne, jak osoba w sumie nie przejmująca się ludźmi i ich zdaniem dba, by dobrze wypadać. Poniekąd wiąże się to z jego poczuciem odpowiedzialności. Jest osobą poważnie traktującą swoją pracę, stara się, by nic nie przeszkodziło mu w jej wykonaniu, a jeśli już jakieś przeszkody się pojawiają - likwiduje je.
Jak wyglądają jego relacje z ludźmi? Zazwyczaj nie najlepiej. Jak tu się dobrze dogadywać z osobą, która patrzy na ciebie z góry? Co prawda rzadko daje to wyraźnie odczuć, musi zostać do tego sprowokowany wyzywającym zachowaniem rozmówcy, ale jeśli osoba ma choć odrobinę umiejętności odczytywania ludzkich nastrojów, z pewnością wyczuje protekcjonalny ton czy chłód spojrzenia, które nieraz mówi lepiej jakiś jakiekolwiek słowa. Ma też jeszcze jedną cechę uniemożliwiającą mu normalne ludzkie funkcjonowanie w społeczeństwie, a która łączy się z jego poczuciem wyższości. Mianowicie skoro wie lepiej, to czemu by nie oświecić biedny ciemny lud co do błędów, które robi? Jeśli ktoś nie chce być pouczany co do wszystkiego, co robi, lepiej za bardzo się z Cathairem nie zadawać. Zwłaszcza że osoby mu obce raczej zostawia w spokoju, radując swe oczy patrzeniem na ich porażki i utwierdzaniem się w przekonaniu, że gdyby im pomógł, z pewnością by do nich nie doszło. Tak, cudze nieszczęście nie tyle go cieszy, co bawi - o ile wywołane jest głupotą a nie zwyczajnym nieszczęściem. Lubi też przysłuchiwać się utarczkom słownym i złośliwościom im towarzyszących. Nieraz sam sieje wiatr, traktując to jako sprawdzenie cierpliwości i opanowania rozmówców, więc wszelkie prowokacje nie są u niego bardzo rzadkim zjawiskiem. Nie brzmi przyjemnie, prawda? Do tego jest strasznym introwertykiem, który od przebywania z ludźmi woli zaszyć się w cichej bibliotece i pochłaniać książki lub prowadzić badania we własnym domu bądź pustym laboratorium. Niezbyt idzie mu nawiązywanie nowych relacji, o ile nie są one służbowe, więc raczej nie uświadczy się go w towarzystwie znajomych, Relacje ze współpracownikami również nie mają charakteru osobistego, bo zwyczajnie trudno mu się otworzyć na innych.
Nie jest to jednak tak zła osoba, na jaką mógłby wyglądać. Dla bliskich, choć niewielu takich ma, stara się być tak dużym wsparciem, jak tylko może. Co prawda w dużej mierze łączy się to z owym upominaniem, ilekroć osoba mu droga zrobi bądź zamierza zrobić coś głupiego, ale robi to z najlepszymi chęciami. Można go nawet nazwać ciocią niechcianą radą, która nie zawaha się wtrącić swoich trzech groszy w każdą sprawę - a jeśli tego nie robi, to tylko dlatego, że nie uznał jej za godną uwagi. Tymi ostrzeżeniami stara się jednak uchronić przed nieszczęściami najbliższych, co ukazuje jego kolejną cechę - nadopiekuńczość. Nie jest to osoba przygarniająca bezdomne zwierzaczki do domu, ale typ mamy-kwoki, która przy najmniejszym śladzie gorączki dziecka owinie go kocykami, zrobi herbatki, napoi paskudnymi lekarstwami i nie przestanie zalewać poradami zdrowotnymi, zaleceniami, wtrącając co jakiś czas, że jakby się nie bawił na deszczu, to by do tego nie doszło. Zmiany w zachowaniu sięgają jednak dalej. Tak jak obcy go nie obchodzą, a jego działania mają jedynie pokazać jego wyższość, to gdy ktoś trafi do jego serca okutanego żelazną klatką, zostaje tam na zawsze. Wobec nich często nie wie, jak się zachować, szczególnie gdy są smutni lub gdy płaczą. Oj, z płaczem bliskich nie umie sobie radzić. Łzy obcych wywołują w nim jedynie pogardę czy politowanie a reaguje na nie ostrymi słowami. Ale jeśli płacze ktoś ważny, a zwłaszcza jego brat, owa postawa zupełnie mu nie wychodzi. Stara się rzecz jasna zachować zimną krew i chłodne podejście… ale na ile wychodzi, to już inna kwestia. A zazwyczaj kończy się to pocieszaniem biednego człowieka. Chociaż w takim stopniu, jakim umie.
Na co dzień jest koszmarnym formalistą. Jeśli oceni sytuację jako niestandardową, skłonny jest nagiąć przepisy, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo osób mu podwładnych, ale w normalnych okolicznościach będzie do samego końca trzymał się litery prawa. Bardzo dobrze zna wszelkie przepisy i umie między nimi manewrować jak rasowy prawnik. Gdyby ktoś do niego przyszedł, by pomógł mu chować trupa, zamiast osłaniać bliskiego, najpierw by go o całą sytuację wypytał, a potem zgłosił sprawę i wybronił go na drodze prawnej. No może za wyjątkiem naprawdę straconych spraw - wtedy w zależności od tego, jak ważna dla niej byłaby ta osoba, albo jednak pomoże, albo wyda, by mieć czyste sumienie. Ale zaraz zaraz, skoro zdarza mu się nagiąć regulamin, od czego to zależy? A od tego, czy nie uzna, że wie lepiej. W końcu takie sytuacje się zdarzają, czyż nie? Ludzie ustanawiający prawo nie mogli przewidzieć wszystkiego, a on jest na tyle inteligentny, by móc samemu orientować się, co jest słuszne a co nie. Poza tym trzyma się zawsze zasad savoir vivre, grzeczności odmówić mu nie można i bardzo ciężko jest wyprowadzić go z równowagi na tyle, by ją zlekceważył. Raczej zacznie chłodną i ciętą, acz zachowującą pozory poprawności dyskusję i będzie prowokować rozmówcę, by ten pierwszy się złamał. Nie trzeba chyba mówić, że jak mu się to udaje, jego poczucie wyższości rośnie?
No dobrze, ale jak u niego jest z kłamstwem? Jako osoba ceniąca moralność i nie znosząca hańbiących uczynków, raczej się do niego nie posuwa. Właśnie, “raczej”. Rzecz jasna zdarzają się sytuacje, które naruszają ową zasadę. Choćby obrona tego co lub kogo ceni. Jednak od kłamstwa woli omijanie tematu lub odpowiadanie w takich słowach, by nie rzecz ani słowa fałszu, jednocześnie tuszując sedno sprawy. Trudno jest przez to cokolwiek z niego wyciągnąć, bo jak tu wysnuwać wnioski z półsłówek więcej kryjących niż odkrywających? Przy tym bardzo na słowa uważa, dobiera je z rozwagą, myśląc nim coś powie, nawet jeśli miałoby zająć to więcej czasu. Nauczył się manewrować językiem, by nie zostawiać w swych przemowach słabych punktów, jeśli jednak trafia na równego sobie mówcę, i tak nie ustąpi, a co najwyżej znajdzie sposób na wycofanie się z godnością, rzucając sugestią, że rozmówca nie jest godny, by strzępić na niego język. Poza tym nawet w zwyczajnych sytuacjach nieraz woli milczeć, dając do zrozumienia, że wie dużo więcej niż rozmówca. Lubi być poinformowany o wszystkim, a nawet jeśli nie jest to prawdą, to przynajmniej sprawiać takie wrażenie. Zresztą dawno odkrył, że jeśli ludzie wierzą, że coś wiesz, z pewnością mniej pilnują swego języka, przez co rzeczywiście można się niejednego dowiedzieć. A wiedza to władza i możliwość kierowania innymi. Zastawianie słownych pułapek i łapanie za słówka to dla niego chleb powszedni.
Zarozumiały i sztywny bufon? Ależ skąd. Po prostu zna swoją wartość i nie omieszka jej nikomu przedstawić.

Wygląd:
Cathaira zdecydowanie można nazwać wysokim mężczyzną - metr dziewięćdziesiąt robi swoje, zresztą przez to, że wiecznie chodzi wyprostowany z dumnie uniesioną głową jedynie podkreśla ten fakt. Postury może nie ma imponującej, chociaż widać dość wyćwiczone mięśnie bez przesadnej muskulatury. Mimo wysportowanej sylwetki należy jednak do szczupłych osób o długich ramionach i wąskich palcach pianisty, przyzwyczajonych raczej do trzymania pióra i bazgrania notatek niż pracy fizycznej. Na wierzchu dłoni ma tatuaże z kręgiem transmutacyjnym służące mu w czasie walk, gdy nie ma czasu na ich rysowanie. Jego ruchy są eleganckie i pełne gracji, z pewnością do ciamajd nie należy. Tak naprawdę sposób poruszania się Cathaira najlepiej określa słowo - koci. Z całej jego postawy bije duma i pewność siebie.
Ma nieco podłużną twarz z wysoko umieszczonymi, ale nie wystającymi kośćmi policzkowymi i łagodną linią szczęki. Wąskie usta często zaciśnięte są w cienką kreskę, jakby mężczyzna powstrzymywał się od kąśliwej uwagi - zresztą nieraz nie odbiega to wcale od prawdy - a prosty, przeciętnej wielkości nos jest odrobinę zadarty na końcu. Spod delikatnych łuków brwi, które bardzo często wędrują w górę, patrzą bystro na świat oczy o nie do końca określonej barwie. W zależności od światła mogą być one ciemnoszare niczym stal bądź niemal czarne, ale tak czy inaczej widać w nich błysk inteligencji. Cathair albo lustruje całe otoczenie, prześlizgując się wzrokiem po każdym i wszystkim, albo świdruje rozmówcę wielce wymownym spojrzeniem z dopasowaną mimiką wyrażającą najczęściej “i tak wiem lepiej od ciebie”. Poza tym jednak zwykle zachowuje kamienną twarz, nie pokazując swoich emocji. Co prawda im mniej ich pokazuje, tym gorzej dla rozmówcy, bo często jest to oznaka hamowanej w środku złości, przerabianej wewnętrznie na lodowatą uprzejmość. Mało kto miał okazję zobaczyć go zarumienionego czy zawstydzonego, złość zaś okazuje jedynie najbliższym mu osobom. Zwykle poważną twarz czasem przecina jednak uśmiech - a że prawdopodobnie jest on złośliwy, wywołany czyimś pechem, to inna sprawa. W końcu potrafi być też przyjazny dla bliskich. Po prostu nie ma ich wiele, wiec rzadko ma okazję do takiej mimiki. Za to w czasie rozmów mimikę potrafi mieć wybitnie wymowną, przekazując wyrazem twarzy więcej niż tysiąc słów.
Jego czarne włosy opadają prostymi kosmykami na plecy, sięgając talii. Są one nadzwyczaj miękkie i dość cienkie, ale za to bardzo gęste. Zazwyczaj związuje je na karku w prosty kucyk, ot, by nie przeszkadzały mu w funkcjonowaniu. Zostawia wtedy kilka luźnych kosmyków opadających po obu stronach twarzy, co irytuje go podczas czytania, gdyż nieraz zdarzyło mu się przyciąć owe pasemka oprawkami okularów, które zakłada do lektury.
Cathair ubiera się zazwyczaj w mundur majora, którym jest ze względu na swą pozycję Państwowego Alchemika, ale gdy go jednak zdejmuje, zwykł pokazywać się ludziom w eleganckich koszulach i porządnych ciemnych spodniach, których nogawki wpuszcza w wysokie skórzane buty. W chłodniejsze dni zarzuca też na siebie ciemny, elegancki płaszcz.

Historia:
Cathair rozpoczął swe życie jako pierworodny rodziny alchemików Napoli. Nie wyróżniał się tam niczym, może poza tym, że już od małego miał pociąg do nauki. Jako małe dziecko wertował wszelkie książki i powoli kierowany przez rodziców, którzy od małego szkolili dzieci pod kątem alchemii. Rzecz jasna poza naukowymi sięgał po każde książki, przygodowe czy historyczne, jednak szczególny nacisk kładziono na dziedzinę, która dla Państwowych Alchemików, którymi byli jego rodzice, była naturalna. Przelewanie ambicji na syna nie przeszkadzało mu specjalnie, gdyż sam z siebie marzył on o pójściu w te same ślady. Okazał się być pojętnym uczniem i mieć naturalny do tej sztuki talent, więc nie wydawało się to tak odległe i nieosiągalne.
Jednak nie żył jedynie owym marzeniem. Miał w końcu inne obowiązki. Gdy ukończył pięć lat jego matka urodziła ponownie zdrowego chłopca, Caseya. Cathair bardzo szybko przywiązał się do młodszego brata, czując się za niego w dużej mierze odpowiedzialny, szczególnie gdy obaj już nieco podrośli. Chciał upewnić się, że tamten wyrośnie na ludzi, starał się go również zainteresować nauką, jednak chłopca nie można było nazwać spokojnym. Dzięki bratu wykształcił on w sobie duże poczucie odpowiedzialności, stał się też ułożony, chcąc dać mu dobry przykład, jak przystało na starszego z rodzeństwa - chociaż nie dawało to takich skutków, na które liczył. Nie można rzec, by Casey stał się równie grzeczny i poprawny jak on, nie zmieniało to jednak uczuć Cathaira, który bez względu na jego zachowanie kocha brata i uważa go za jedną z najważniejszych dla niego osób, które z całych sił chce bronić. Ale czemu “jedną z najważniejszych”? Nie ma takich uczuć wobec rodziców, z którymi wprawdzie ma dobre stosunki, acz zdecydowanie nie przesadnie bliskie. Ale ma podobne wobec jedynego przyjaciela, Felixa Leville’a, którego poznał w sumie przypadkiem, często odwiedzając cukiernię jego rodziców i przesiadując tam z książką czy dwoma, ewentualnie pięcioma, podjadając co jakiś czas zakupione łakocie, które uważał za najlepsze w mieście. Wtedy też co jakiś czas zaczepiał go syn właścicieli, nadzwyczaj wesoły i energiczny blondyn, z jakiegoś powodu zagadujący go w najmniej odpowiednich momentach. Choć ten początkowo irytował swą namolnością, Cathair nawet nie zorientował się, kiedy jego rówieśnik zajął w jego sercu ważne miejsce. Z czasem jednak zaczęli większość rzeczy robić razem, a chłopak mocno przywiązał się do przyjaciela. Był dla niego tą osobą, która czasem wyciągała go do ludzi i starała się jakoś wyciągnąć z izolacji, w którą sam pchał się czy to przez priorytetowe traktowanie nauki, czy swą aspołeczność.
Gdy ukończył dziewiętnaście lat, czuł się już na tyle pewnie ze swoimi umiejętnościami, że zgłosił się do egzaminu na Państwowego Alchemika, który zdał za pierwszym razem. Dołączenie się do wojska z tego wynikające nie przeszkadzało mu na tyle, by miał rezygnować z możliwości korzystania z laboratoriów, otrzymywania stypendiów na badania czy dostępu do tajnych danych, co uzyskiwał dzięki licencji. Szczególnie nie miał z tym problemu, gdy w państwie panował pokój i nie istniało bezpośrednie ryzyko wysłania go na front. Badania nad różnymi aspektami alchemii  stały się nagle o wiele prostsze, a jako swoją specjalizację wybrał metale - przemiany jednych w drugie na płaszczyźnie cząsteczkowej, odkrywanie nowych stopów i tym podobne. Poniekąd łączyło się to z preferowaną przez niego w czasie walki alchemią ziemi, poza tym dostawał zadowalające efekty, tego więc się trzymał. Rzecz jasna nie ograniczał się tylko do tego, szczególnie interesowała go również ludzka transmutacja, ale ograniczał ją jedynie do teorii, nie mając zamiaru lekceważyć jednego z podstawowych praw alchemii. Kolejnym plusem dołączenia do armii był fakt, że to samo uczynił Felix, dzięki czemu nadal mogli wspólnie pracować, o ile przełożeni nie postanowili ich przenieść. Mimo obowiązków wynikających z pracy i dorosłości zdołali utrzymać kontakt.
To samo Cathair chciał utrzymać ze swym bratem, dla którego starał się znaleźć tyle czasu, ile tylko mógł, co stało się sporo trudniejsze po jego przeniesieniu do Centrali. Jego opiekuńczość nieco zmalała, a raczej stała się mniej widoczna, gdyż mężczyzna sam sobie starał się tłumaczyć, że Casey również dorasta i jest w stanie myśleć i decydować za siebie. Jak bardzo to odbiegało od prawdy, dowiedział się niewiele później, gdy chłopiec oblał egzamin na Państwowego Alchemika. W przeciwieństwie do starszego brata nie wykazywał wielkiego talentu, jednak i tak chciał iść tą drogą, co skończyło się tak, jak się skończyło. Czyli dokładniej rzecz ujmując - ucieczką chłopaka po oblaniu egzaminu. Cathair do tej pory nie wie, co chłopak sobie myślał, jednak stara się odnaleźć go, szukając wskazówek po całym świecie, o ile obowiązki go nie wezwą w jakieś konkretne miejsce - a nawet wtedy poszukuje śladów po Caseyu.

Umiejętność specjalna:
Alchemia ziemi - potrafi kształtować ziemię wedle swoich preferencji, ponadto jest w stanie wyłowić z niej pojedyncze pierwiastki, które łączy później w całość, przez co może z gleby wyłowić większość minerałów, przynajmniej tych, które się w niej znajdują. Ponadto kształtuje też metal, który uważa za dość analogiczny.

Umiejętności:
+ zna podstawy samoobrony, dzięki gracji i płynnym ruchom nieraz potrafi wykorzystać pęd przeciwnika przeciw niemu, poza tym potrafi posługiwać się bronią palną - jest przy tym sprawny fizycznie mimo pracy głównie umysłowej
+ gotuje bardzo dobrze, co może mieć swe korzenie w jego pochodzeniu - w każdym razie bez problemu stworzy niemalże każde danie, jakie człowiek sobie zamarzy, czy to obiadowe, czy deserowe, dla niego nie ma to różnicy
+ inteligentny rozmówca, ma też jakieś zdolności manipulacji a jego kamienna maska pozwala mu nigdy nie pokazywać prawdziwych emocji, poza tym jego opanowanie i cierpliwość pozwala na wygranie większości potyczek słownych
+ zna język Xing w stopniu zaawansowanym, Crety w bardzo dobrym, a Aerugo w podstawowym

Słabości:
- problemy w porozumiewaniu się z ludźmi - jako introwertyczny arogant raczej nie wychodzi w relacjach poza stosunki oficjalne, czasem nie wie, jak reagować przy otwartych osobach i odruchowo się wycofuje
- z bliskimi też miewa problemy, bo nie chce ich bardzo faworyzować, ale niezbyt mu to wychodzi, więc miewa dla nich za miękkie serce i nieraz nie potrafi im odmówić, gdy czuje, że sprawa jest dla nich ważna
- ma lęk wysokości i choć stara się go nie okazywać przy ludziach, nie chcąc pokazywać swych słabych punktów, to jego cierpliwość jest na wysokości większej niż trzy metry cienka jak papier, wyjątkowo potrafi też wybuchnąć gniewem
- ma problem z pogodzeniem życia osobistego z zawodowym, więc często wpada w pracoholizm, gdyż praca jest dla niego również hobby, zdarza mu się jednak przez to zaniedbywać bliskich, przez co wydaje się zimny i odległy
- nie umie w pełni zaufać ludziom w kwestii wykonania jakiegoś zadania - zawsze wszystkich poucza, obawia się, że zapomną o czymś kluczowym i koniec końców zazwyczaj bierze wszystko na swoje barki, bo wierzy, że tylko on może pracę poprawnie wykonać
- ciekawość pozornie nie jest zła, ale Cathair nie potrafi się zatrzymać, gdy coś ją obudzi, będzie drążył sprawę, nawet jeśli rozsądek podpowie, że to nie najlepszy pomysł, przez co zdarzało mu się wpaść w kłopoty i podpaść kilku ludziom
- choć nie wygląda, mężczyzna bywa złośliwy wobec pysznych i zadufanych w sobie osób, przez co zraża ich do siebie,

Ekwipunek:
* pistolet niewielkiego kalibru na nagłe wypadki
* przybory do rysowania kręgów transmutacyjnych
* okulary w etui, których używa do czytania - ma niewielką wadę wzroku
* papierośnica pełna papierosów, które pali od czasu do czasu
* metalowa zapalniczka do tychże
* portfel z odrobiną pieniędzy i karteczki czekowe do płacenia za większe zamówienia
* manierka z wodą
* jakiś bandaż i maść lecznicza, bo różne rzeczy się przytrafiają w podróży

Pozostałe informacje:
& pali i zdarza mu się napić, jednak nie są to nałogi
& ma słabość do słodyczy, przypominają mu o dzieciństwie w Napoli
& jest biseksualnym singlem, nie umie w związki tak jak w większość innych relacji
& lubi grywać w szachy, jest w nich bardzo dobry
& ma nawyk unoszenia jednej brwi w niemym pytaniu, robi to zupełnie odruchowo
& uwielbia koty, za to boi się psów po tym, jak jeden ugryzł go w dzieciństwie
& w dzieciństwie miał nawyk spania z pluszowym gadem, nadal trzyma go na dnie szafy
Omnimegagigantocofaczotron.


Ostatnio zmieniony przez Cathair Flynn dnia Pią Lip 22, 2016 1:02 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: I'm always going to be there for you, even if it's only as an obstacle for you to overcome.   Czw Lip 21, 2016 7:48 pm

Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Baka. Charakter postaci, wiek i jej historia uzasadniają, by mogła posługiwać się alchemią przez maksymalnie trzy posty. Pamiętaj, że kolejne trzy odpoczywasz po tym. :>
Powrót do góry Go down
 
I'm always going to be there for you, even if it's only as an obstacle for you to overcome.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Magnum Opus - Fullmetal alchemist pbf :: Baza danych :: Kartoteka :: Zaakceptowane-
Skocz do:  





OBRAZKI POJAWIAJĄCE SIĘ NA FORUM WZIĘTE Z ZEROCHANA, DEVIANTARTA LUB TUMBLRA. JEŚLI UŻYLIŚMY TWOJEJ PRACY I NIE ŻYCZYSZ SOBIE TEGO, SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI.

@ Moe(Roth) - Twórca stopki.
Kate - Autorka ogłoszenia
Za wszelkie przeróbki odpowiada Casey.